Głód niehamsunowski

Szlachetne zdrowie
ilustr. Anna Fudyma/pinezka.pl

    Przekonałam się do głodowania, ale dopiero po pięciu latach zdobyłam się na to, żeby pomysł wcielić w czyn. Zaczęłam od jednego dnia. Było to straszne przeżycie. Nie jadłam CAŁY DZIEŃ, a nawet noc. Rano chwiejąc się wstałam z łóżka i popędziłam do kuchni. Ale byłam z siebie dumna. W końcu odważyłam się na nie byle co.


   Siódma rano, siódmy dzień głodówki. Nie śpię już, leżę zbierając chęci, w końcu wstaję. Idę ciężko do kuchni, gotuję wodę, nalewam do szklanki. Woda stygnie, a ja – trochę jogi. "Powitanie słońca" rozciąga mi trochę ciało, potem do łazienki. Szczotką (na metce napisano: "szczotka do wanny") okrężnymi ruchami masuję prawą stopę, nogę, potem lewą, potem prawą rękę, lewą rękę, kark, plecy, biodra. I przód ciała, do brzucha. Krew zaczyna krążyć przyjemnie w ciele, biorę zimny prysznic. Masaż ręcznikiem i, nie  używając balsamu, ubieram się. Woda już przestygła, więc rozpuszczam łyżeczkę soli gorzkiej i łykam pierwszą , gorzką porcję. Piję małymi łyczkami...

   O głodówce przeczytałam w 1985 roku w jakimś czasopiśmie medycznym. Nawet pamiętam nazwisko autora – Piątkowski. Opisywał, jak się głodowaniem wyleczył, tłumaczył, jak ma mniej więcej wyglądać i jak działa. Przekonał mnie.

   Nastawiam wodę na herbatkę z ziółek, która będzie na śniadanie.

   Piątkowski czyścił sobie przewód pokarmowy połykając kilkumetrowy pas płótna; opisywał, jak z już czystych po głodówce jelit usuwa w ten sposób kamienie kałowe, martwy naskórek i inne zanieczyszczenia. Przez wiele lat myślałam potem o tym, było to dla mnie przerażające. Połykam to płótno, przezwyciężając odruch wymiotny – wyobrażam sobie – a ono mi się zbije w jelitach w kłąb szmaty i utkwi tam – i co wtedy? Pogotowie, operacja, kaplica.
   Wiem, że ludzie tak robią, zwłaszcza bezczynni jogini, którym odbija z braku żony i dzieci. No wiem, ale lęk górą. Jelita mają długość ze cztery metry, powiedzmy, że połykam płótno tej długości; cztery metry – to jak stąd do okna, rany!


   Z mądrej książki dowiedziałam się, że nie muszę używać płótna – sól gorzka robi to samo. W takim stężeniu nie wchłania się, lecz opłukuje błonę śluzową jelit, oczyszczając ją z niestrawionych resztek i wydaliny błony śluzowej, żółci i toksyn. Wyłażą wszystkie syfy, gluty, śmieci. Żeby zrobić gruntowny porządek w jelitowej rurce, trzeba ją opłukiwać tą solą gorzką wiele dni, ale potem! Rurka czyściutka w środku, bielutka, lśniąca, jak nowa.
   Herbatkę piję małymi łyczkami, rozkoszując się. Bez cukru smakuje bardzo dobrze. Mam  poza tym butelkę niegazowanej wody mineralnej. Normalnie nie pijam, bo jest bez smaku, ale teraz wyczuwam wszystkie aniony i kationy – boska!

   Przekonałam się do głodowania, ale dopiero po pięciu latach zdobyłam się na to, żeby pomysł wcielić w czyn. Zaczęłam od jednego dnia. Było to straszne przeżycie. Nie jadłam CAŁY DZIEŃ, a nawet noc. Rano chwiejąc się wstałam z łóżka i popędziłam do kuchni. Ale byłam z siebie dumna. W końcu odważyłam się na nie byle co.

   Pewien włoski autor w książeczce Jak radzić sobie z mamusią – poradnik opisuje lodówkę mamusi pełną pojemniczków z resztkami jedzenia – jakieś  niedojedzone obiady, resztki z czegoś, kawałki, co się mogą przydać – w pudełeczkach po margarynie, słoiczkach, garnuszkach. To ja! To moja lodówka ! Jedzenie nie może się zmarnować. Dzieci w Afryce głodują, a JA WYRZUCAM JEDZENIE? No to za tę Afrykę, za mamusię, za dzieci-niedojadki! Jeszcze trochę, żeby się nie zmarnowało. Wrzucałam to paliwo, a mój organizm czego nie mógł strawić, upychał po kątach.

   Wychodzę, wsiadam na rower i robię zakupy. Trzeba się dużo ruszać, poprawia się samopoczucie, nabieram humoru i wigoru. Wracam rześka i zajmuję się normalną pracą. Robię też obiad domownikom. Przyprawiam na oko i na pamięć. Wszystko gra. Robię też obiad sobie, mianowicie zupę: ziemniak, marchewka, pietruszka, seler zalane wodą i ugotowane. Piję odcedzony wywar.
   Dawniej głodowałam o samej wodzie, ale dowiedziałam się, że sa różne opcje. Tym razem spróbowałam zupy – bardzo smaczna. Oczywiście bez soli. Je się zupę łyżeczką od herbaty, dokładnie przeżuwając każdą porcję.

   Po obiedzie odpoczynek. Okazuje się, że tym razem muszę skrócić głodówkę. Za trzy dni mam wsiąść w samochód i pojechać daleko. Planuję od ósmego dnia powrót do jedzenia. Trochę za krótko trwała, żeby się dokładnie oczyścić, ale już mój pot ma przyjemny zapach i nie robi mi sie nalot z toksyn w ustach, jak w pierwszych dniach głodówki, kiedy organizm wyrzucał co gorsze brudy. Poza tym odkryłam jeszcze, że palce mi już nie strzelają, nie puchną i nie bolą.

    Jednodniowe głodówki powtarzałam jeszcze parę razy, a raz spróbowałam pościć trzy dni. Drugiego dnia po południu poczułam się okropnie, bałam się, że umieram i skapitulowałam. Skąd ten lęk?
   Pamiętam jak siedzę przy stole w domu i jem obiad. Jem po swojemu – biorę malutki kawałek czegoś i dłuuuugo żuję. Odpoczywam, porozglądam się, porozmyślam – i drugi kawałeczek. Kombinuję, jak by tu wrzucić porcję ziemniaków niezauważenie do kieszeni, a potem wyrzucić ją  na podwórku, ale mama czuwa. Wszyscy już zjedli, poszli sobie, za oknem lato, a ja mamlam zimne w stężeniu pośmiertnym ziemniaki i już nie mogę. Mama wykazuje stanowczość – mam dotąd jeść, aż zjem. Rozpacz. Płakać mi się chce. Pod koniec wieczności, opanowując skurcze wymiotne, oddaję pusty talerz.
   Potem nauczyłam się jeść szybko i dużo, a nawet sama uwierzyłam, że tak trzeba. Że bez jedzenia umrę niechybnie. Wierzyłam, że kilka dni bez jedzenia wystarczy, żeby umrzeć. Czytałam, słyszałam, że na wsi w Wielki Post obywano się tylko wodą, ale to było mało wiarygodne, dawno i nieprawda.

   Po 21-dniowym poście zdałam sobie sprawę, doświadczyłam tego, że jest inaczej.
   Bo w końcu odważyłam się na długoterminową głodówkę.

   Na kolację herbatka ziołowa z jedną łyżeczką miodu i kilkoma kroplami cytryny, pita bardzo wolno.
   Idę spać.
   Ósmy dzień – przerywam głodówkę.Szkoda, że tak szybko, ale trudno. Za kilka miesięcy zrobię sobie znowu generalne sprzątanie.

   Powracając do jedzenia, wybieram sposób bułeczkowy. Z bułeczki odkrawam mały kawałek i odgryzam jeden kęs. Żuję 30-40 razy, aż nabierze słodkiego smaku – to znak, że jest już przygotowany do połknięcia. Łykam trochę kwaśnego mleka, mieszam w ustach i połykam. (Mleko mam od krowy, ze wsi. Lepszy od kupnego mleka jest jogurt). Mam tak jeść aż do poczucia sytości. Zjadam piętkę z bułeczki i jestem syta. Do końca dnia zjadam całą bułeczkę, poza tym reszta się nie zmienia. Sól gorzka, ziółka, zupa, woda mineralna. Jestem syta.
   Jeszcze kilka dni będę utrzymywac dietę, żeby powrócić do normalnego jedzenia.
   A, co to, to nie ! Postanawiam co piątki pościć o soczkach lub warzywach, żeby utrzymać jak najdłużej to, co osiągnęłam. Jedzenie bardzo wolne, dokładne przeżuwanie, małe ilości i tylko to, co mi smakuje. Tak jak w dzieciństwie.

   O innych dobrościach głodówki wszyscy wiedzą – leczy cellulitis, choroby stawów, jelit.
   "Zaburzenia czynności jelit, inaczej niż dolegliwości żołądkowe, rzadko docierają do naszej świadomości. Ujawniają się one często w postaci chorób wtórnych (m.in. zmiany skórne, schorzenia stawów, podatność na zachorowania, zaburzenia emocjonalne), które rzadko kto kojarzy z nieprawidłową pracą jelit. Inne sygnały alarmowe, np. wzdęcia lub zaparcia, często uznaje się błędnie za normalny objaw funkcjonowania organizmu i nie poświęca się im należytej uwagi, dopuszczając do rozwinięcia się choroby", pisze dr med. Amrei Pfeiffer.

   Wiem o człowieku, który 40-dniową głodówką uleczył się z poważnej choroby psychicznej.
   Co do mnie – nie choruję i tak ma zostać. Mam 54 lata.

   Dzisiaj widziałam kogoś w koszulce z napisem: 75 years young and grow...

----
Więcej o głodówce leczniczej można przeczytać na stronach:
głodówka.pl
Vegan.pl
Strefa NWD


Ilustrowała: Anna Fudyma/pinezka.pl


Komentarze (3)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl