Śladami polnych chwastów

Zielone okulary

   "Niedługo to nawet szkodniki i chwasty będziecie chronić" – powiedział mi kiedyś znajomy, sceptycznie nastawiony do moich działań w kierunku ochrony mokradeł – z jego punktu widzenia nikomu niepotrzebnych, bezproduktywnych bagien. Nie pomylił się ani trochę. Turyści odwiedzający Muzeum Łąki w Owczarach, prowadzące między innymi program ochrony chwastów polnych, też pukają się w głowę i utwierdzają w przekonaniu, że ekolodzy to jednak niebezpieczni wariaci.

   Ale jeśli ich zapytać, czy wyobrażają sobie krajobraz naszych pól bez błękitnych chabrów, czerwonych maków czy żółto-białych rumianków, kręcą przecząco głowami. Nie wiedzą, jak blisko jesteśmy takiego obrazu...

Co to są chwasty?

   Zacznijmy od tego, że chwastów tak naprawdę nie ma. W przyrodzie nie ma elementów niepotrzebnych, czegoś, co nie odgrywałoby w niej jakiejś roli, niezbędnej do utrzymania całego systemu w dynamicznej równowadze. I z punktu widzenia dzikiej, niezmienionej przyrody, nie tej służącej człowiekowi i produktywnej, możemy powiedzieć z całą pewnością: chwasty nie istnieją!
   Pojęcie i definicja chwastu ma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy patrzymy z punktu widzenia gospodarki człowieka. Od wieków człowiek dostosowuje przyrodę do swoich potrzeb tak, aby była jak najbardziej produktywna, aby dawała mu jak najwięcej korzyści – przy jak najmniejszym wkładzie pracy. Wydawałoby się więc, że na polach powinny rosnąć tylko rośliny uprawne, potrzebne i tylko one powinny korzystać ze światła, wody, substancji odżywczych zawartych w glebie, często dostarczonych z nawozami. Wszystko, co nie jest rośliną uprawną, a rośnie na polu, a więc konkuruje z “pożądanymi” roślinami o różne zasoby środowiska, zmniejszając przy tym plon, będzie więc chwastem.
   W ścisłym sensie pojęcie chwastu dotyczy tylko niepożądanych roślin rosnących na polach uprawnych, w szerszym – również na łąkach, w lasach, a nawet może odnosić się do zwierząt, np. "chwast rybi" w stawach hodowlanych to niepożądane gatunki ryb wśród tych, które chce hodować człowiek.
oset, fot. M. Betleja    Jeszcze inna definicja dzieli chwasty na ruderalne i segetalne. Segetalne to te, które rosną na polach i w ogrodach, wśród roślin uprawnych. Do takich należą właśnie maki, chabry, kąkole, ostróżeczki. Ruderalne zaś – jak sama nazwa wskazuje – związane są z ruderami, czyli gruzowiskami, szopami, płotami; rosną blisko człowieka, przy domach, drogach, zwykle w miejscach bogatych w azot. Łany pokrzyw, bujne łopiany, zwane przez dzieci "dziadami" lub "rzepami", osty i ostrożenie, bylice, popłochy i wiele innych. Trudno wyobrazić sobie wiejski krajobraz bez nich. Tymczasem jest ich coraz mniej.

Tępione i zagrożone

fot. Marta Jermaczek   Kąkol to jeden z piękniejszych chwastów polnych. Jest blisko spokrewniony ze znanymi nam goździkami i ma duże, różowe kwiaty. Rośnie najczęściej w zbożu. W Polsce można go jeszcze spotkać, chociaż jest coraz rzadszy – zależy to zwykle od zamożności rolników w danym regionie. Im ubożsi, im mniej herbicydów – środków chwastobójczych – leją na pola, tym lepiej zachowane chwasty. W niektórych landach w Niemczech kąkol należy do najbardziej zagrożonych wyginięciem gatunków roślin. Walka z chwastami, od lat prowadzona przez człowieka, żeby zwiększyć produktywność i opłacalność uprawy, wreszcie okazała się skuteczna...
   W Polsce do gatunków wymarłych lub prawie wymarłych należą niektóre chwasty lnu. Coraz trudniej spotkać fioletową ostróżeczkę czy dymnicę, czerwony kurzyślad czy miłka polnego, niebieską czarnuszkę. Ktoś powie: i bardzo dobrze! Pola są po to, żeby rosło na nich zboże i ziemniaki, a nie chwasty. Ekolodzy chyba zwariowali do końca. Miejsce dla chwastów jest gdzie indziej. Tylko gdzie?

fot. M. Betleja   Żeby poznać specyfikę i problemy z ochroną chwastów, trzeba sięgnąć daleko, daleko, aż do początków rolnictwa. Większość roślin uprawnych nie jest naszymi rodzimymi roślinami – nie znaleźlibyśmy ich w lasach, które niegdyś pokrywały całą powierzchnię naszego kraju. Zostały sprowadzone przez wędrujących i osiedlających się tu ludzi, głównie z Bliskiego Wschodu i z południowej Europy. Tam właśnie, na nasłonecznionych wzgórzach, w dolinach rzek, występują w naturalnych warunkach, jako dzikie rośliny, m.in. nasze zboża. Stamtąd zostały sprowadzone przez wędrujące ludy na terytorium dzisiejszej Polski, gdzie dopiero rozwijało się rolnictwo. Oczywiście, wśród zbóż rosły też inne rośliny, które wraz z ziarnami roślin uprawnych dostały się na nasze ziemie. I dlatego mogą rosnąć tylko wśród tych roślin. Niektóre mogą zajmować podobne siedliska, rozszerzając swą skalę ekologiczną, inne jednak są tak skrajnie wyspecjalizowane, że występują tylko i wyłącznie w uprawach określonych gatunków roślin. Nie znajdą dla siebie miejsca na łące czy w lesie, tak jak nie spotkamy tam raczej ziemniaków, pszenicy czy kukurydzy.
   Tysiące lat rolnictwa sprawiło, że w krajobrazie pól uprawnych wykształciła się cała sieć zależności między gatunkami. Na polach, wśród roślin uprawnych występują nie tylko chwasty, ale również określone gatunki ptaków, ssaków, owadów. Przykładem może być potrzeszcz, niepozorny, szary ptak polny, który w Hiszpanii żyje w krajobrazie suchych stepów, u nas zaś związany jest z tradycyjnym krajobrazem rolniczym. Zakłada gniazdo pod miedzą, śpiewa zwykle ze szczytu drzewa lub krzaka, żywi się nasionami m.in. chwastów, pisklęta zaś karmi owadami. Wielohektarowe monokultury uprawne, pozbawione miedz i zadrzewień, pryskane herbicydami i insektycydami – to przyczyna, dla której potrzeszcz – choć bezpośrednio nie tępiony – znalazł się również na listach gatunków zagrożonych w niektórych regionach zachodniej Europy. Tak jak setki innych, tworzących ten skomplikowany system gatunków. fot. Maria Betleja

   Oczywiście, polnych kwiatów, ptaków i owadów możemy żałować z powodów estetycznych. Jednak to nie wszystko – zburzenie równowagi ekologicznej pól ma też skutki gospodarcze. Im mniej miedz i zadrzewień, tym mniej potrzeszczy i innych żywiących się nimi zwierząt. Im mniej potrzeszczy, tym więcej roślinożernych owadów i chwastów – brakuje bowiem naturalnych regulatorów ich liczebności. Im więcej owadów i chwastów, tym więcej pestycydów trzeba wylewać na pola, tym bardziej skażona gleba, tym więcej chemii trzeba zastosować, żeby rodziła, tym gorszej jakości żywność... Tym trudniej przywrócić krajobraz rolniczy do stanu sprzed “modernizacji”.

   
Jak chroni się chwasty?

   Trudno namawiać rolnika, żeby pozostawił na swoim polu chwasty. Można jednak zapłacić mu, żeby stosował biologiczne, tradycyjne metody walki z nimi. Jedną z nich jest płodozmian – uprawianie na polu np. w jednym roku roślin zbożowych, w drugim okopowych – na przemian. W uprawach tych rosną inne gatunki chwastów, a więc taka naprzemienność znacznie ograniczy ich rozwój, ale nie wytępi do końca. Unia Europejska oferuje też rolnikom dopłaty za utrzymywanie miedz, przy których mogą przetrwać zarówno chwasty (przy miedzy zawsze jest ich więcej niż w środku łanu), jak również polne ptaki, owady i gryzonie. Rolnictwo ekologiczne wyklucza stosowanie pestycydów.
   Nie zawsze jednak to wystarcza. Zmiany w środowisku, a także postęp w rolnictwie i nieustanne powtarzanie błędów Zachodu, gdzie obecnie na odtworzenie ekosystemów rolniczych wydaje się ogromne sumy, sprawiają, że chwasty giną coraz szybciej. Czasem jest to spowodowane tym, że niektóre gatunki roślin wycofuje się z uprawy – coraz rzadziej uprawia się len albo grykę, nie mówiąc o takich “dziwadłach” jak lnicznik, niegdyś podstawowe źródło oleju. Związane z nimi chwasty mogą przetrwać czasem tylko w hodowlach zachowawczych, zakładanych specjalnie dla ich ochrony. Takie hodowle, połączone z kolekcjonowaniem nasion rzadkich chwastów, prowadzone są w kilku ośrodkach w Polsce.



   Jest jeszcze jeden sposób, by ocalić chwasty. Tak naprawdę może się do tego przyczynić każdy, kto ma ogród lub działkę, kawałek ziemi. I nie chodzi mi tu wcale o pozostawianie chwastów na grządkach, chociaż w każdym ogrodzie powinien być choć jeden mały zakątek, w którym nic nie robimy – wtedy w ogrodzie będzie na pewno więcej ptaków i motyli. Wiele chwastów polnych to piękne, barwne kwiaty, świetnie nadające się na rośliny ozdobne. Pomysł ten może wydawać się z początku absurdalny, ale... może warto wydzielić fragment swojego ogrodu i założyć ogródek chwastów? Nasiona można pozbierać latem na polu lub kupić w internecie specjalną mieszankę – są już dostępne. Najlepiej zmieszać je z nasionami zbóż albo innych roślin uprawnych, np. pięknie, błękitnie kwitnącego lnu. Czerwone maki, błękitne chabry, różowe kąkole, fioletowe ostróżeczki, pnące się po płotach i krzewach wyki, pełzający po ziemi kurzyślad o uroczych czerwonych kwiatkach, maleńkie, kremowe fiołki polne wśród złocistych kłosów jęczmienia mogą stać się oryginalną ozdobą naszego ogrodu. Na pewno zadziwią i zachwycą przyjaciół, rodzinę, sąsiadów.

   A przecież z każdym ginącym gatunkiem ubywa twojego świata...


Zdjęcia: Marta Jermaczek i Maria Betleja

Komentarze (7)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl