Jak jeść, żeby żyć

   Na zakupy chodzę zawsze najedzona. Pół koszyka to sałata, szpinak, pomidory i inne roślinki.
    Zastępuję kartofle kalafiorem. Jeżeli do kalafiora dodam sera, będzie smakował jak ziemniaczki, ale nie podniesie mi poziomu insuliny (podwyższony powoduje napady apetytu i w rezultacie tycie). Kupię różne zioła w doniczkach. Będę robić sałatki i dodam do nich np. jajka na twardo, boczek lub ser, bo bez białka nie mogę żyć. Nie jestem gryzoniem.

   Obiecywałam, że napiszę o odżywianiu, i niniejszym to czynię.
   Jak już wspomniałam, moja przygoda z racjonalnym odżywianiem rozpoczęła się po 1995 roku, gdy zaczęłam czytać książki z kliniki Mayo o jedzeniu zapobiegającym rakowi. Była to przysłowiowa musztarda po obiedzie, ale dowiedziałam się, że muszę jeść dużo soi, roślin zielonolistnych, pomidorów i tzw. yams (warzywa podobne do słodkich ziemniaków, choć botanicznie z nimi  nie spokrewnione), za to unikać wędzonki.
    To spotkało się z protestami mojego męża, który zaczął mi uświadamiać, że ostrzeżenie przed wędzonką jest skierowane pod adresem Teksańczyków, co to BBQ codziennie wcinają, i że od plasterka łososia nie umrę. Dodał też, że jestem ssakiem mięsożernym, i że produkty zwierzęce są niezbędne do zdrowia, bo wapń i żelazo w pigułkach nie są dobrze przyswajane przez organizm, a bez nabiału dostanę osteoporozy.
   No i ja, zwierzę dociekliwe, zaczęłam czytać. Tak jak kiedyś American Journal of Dermatology, coby wiedzę kosmetyczną zgłębić, zaczęłam połykać artykuły na temat pompy sodowo-potasowej, wpływie soli na ciśnienie krwi i wiele innych, mrożących krew w żyłach tekstów. Zgłębiłam też naukowe opracowania dotyczące tzw. diet, od Atkinsa po the ZONE (która wydała mi się wtedy bardzo oczywista).

Podaję zatem dekalog, coby łatwiej zacząć:

1. Nie będziesz jeść potraw mącznych, co się w cukier w ciele zamieniają. Ziarna traw, jak pszenica, zostaw dla ptaszków. Mąka orzechowa, cieciorkowa, sojowa lub maniokowa jest ok. Patrz niżej.

2. Nie będziesz jeść potraw z dużą zawartością soli, sól osłabi ci kości, podwyższy ciśnienie, doprowadzi do retencji wody w ciele i wzmoże apetyt.

3. Nie będziesz jeść cukru (syrop skrobiowy, kukurydziany to twój wróg). Jest on głównym składnikiem kupnych sosów do sałatek i ketchupu (razem z solą). Cukier zostanie przez twój organizm zamieniony w tłuszcz. Ograniczysz soki i owoce we fruktozę bogate.

4. Będziesz jeść przynajmniej 40 dkg sera tygodniowo. Najnowsze badania udowodniły, iż kobiety jedzące 40 dkg (lub więcej) sera tygodniowo są w stanie utrzymać wagę z młodości skuteczniej niż te, które sera nie jedzą lub jedzą mało. Jajka mają mniej cholesterolu niż myślano (jakiś naukowiec rąbnął się w kalkulacji).

5. Będziesz jeść mięso, ale nieprzetwarzane (szyneczka to często cukier i sól, a dopiero potem świnka).

6. Będziesz jeść ryby, o ile tylko nie jesteś uczulona na ich białko. Najlepiej małe, które krótko żyją. Te duże, żyjące długo (np. tuńczyk) akumulują rtęć. Brak ryb w diecie może prowadzić do depresji (badania szkockich naukowców). I te kwasy tłuszczowe Omega 3...

7. Będziesz jeść bardzo dużo zielonych roślin liściastych, soi, szparagów i imbiru, który uchroni cię przed różnymi wirusami.

8. Jeżeli będziesz głodna, przekąsisz kilka orzechów.

9. Będziesz używać oleju sojowego lub oliwy zamiast innych olejów. Margarynę zastąpisz masłem – wtedy zjesz mniej, bo masło ma intensywny smak i dużo witamin (znowu ten nabiał).

10. Nie będziesz jeść nic z puszki, ani gotowych obiadów (makaronów z sosem z pudełka czy chińskich zupek), bo nie masz kontroli nad tym, co tam jest.

    Na zakupy chodzę zawsze najedzona. Pół koszyka to sałata, szpinak, pomidory i inne roślinki.
    Zastępuję kartofle kalafiorem. Jeżeli do kalafiora dodam sera, będzie smakował jak ziemniaczki, ale nie podniesie mi poziomu insuliny (podwyższony powoduje napady apetytu i w rezultacie tycie). Kupię różne zioła w doniczkach. Będę robić sałatki i dodam do nich np. jajka na twardo, boczek lub ser, bez białka nie mogę żyć. Nie jestem gryzoniem.

    Kupię sok grapefruitowy zamiast pomarańczowego lub jabłkowego. Według badań naukowców z Uniwersytetu w Maryland grapefruity i sok grapefruitowy mają właściwości odchudzające. Nie wiadomo jeszcze dokładnie dlaczego tak się dzieje. Ale grupa której podawano grapefruity schudła średnio o cztery kilogramy więcej niż ta, która przy identycznej diecie nie jadła grapefruitów. Przy piciu soku grapefruitowego różnica wagi wahała się koło trzech kilogramów. Test był zamknięty, trwał trzy tygodnie i był przeprowadzony kilkakrotnie.

    Ominę piekarnię szerokim łukiem. Zamiast kanapki zrobię tzw. lettuce wrap (zawinę w sałatę np. kluski sojowe, kurczaka w sezamowym sosie z imbirem i ziołami).

    Kupię ryby. Mam dostęp do pysznych śledzi i codziennie mam za to Bogu dziękować. Kupię mięso BEZ przypraw i środków konserwujacych, sama zrobię wędlinę. Taniej - zdrowiej - smaczniej. Wydam więcej pieniędzy niż ostatnio na serki z całego świata.

     Jeżeli coś mi smakuje i jest dostępne w dużym wyborze, będę tego jeść więcej. Kupię czekoladę bezcukrową ze Splenda. Czekolada poprawi mi humor i umożliwi dobre samopoczucie.

    Będę czytać etykiety ze składnikami. Wiem, że muszę ograniczać sól i cukier. Kupię orzeszki i pestki dyni na przekąskę i do panierki.


{jos_sb_discuss:22}

Komentarze (3)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl