Globalizacja sprawiedliwości

...i społeczeństwo

Wywiad z Amnesty International, Lublin


   Można też pomóc nie zapisując się do Amnesty. Prowadzimy akcje, w których szukamy poparcia poza członkami AI, ale można też samemu wejść na naszą stronę, podpisać petycje, coś ściągnąć, samemu coś zrobić. Nie trzeba się zapisywać do Amnesty, aby bronić praw człowieka i coś w niej w rzeczywistości robić.


AI: Piotr Choroś, Michał Wolny
pinezka.pl: Agnieszka Drwal, Marta Komsta
13.05.2005

pinezka.pl: 28 maja br. mija 15-lecie polskiego Amnesty*. Jak wyglądały początki AI w Polsce?

Piotr Choroś: W tej chwili obchodzimy 15-lecie założenia Amnesty w Polsce jako oficjalnie zarejestrowanej organizacji, która funkcjonuje w polskim systemie prawnym. A początki? Początki działalności sięgają tego, co światowa AI robiła na rzecz Polski. Działacze praw człowieka związani z takimi organizacjami jak KOR, ROBCiO, później Solidarność, wiedzieli, co Amnesty dla nich robi  – tutaj można szukać początków AI w Polsce. Amnesty działała również w podziemiu, bo byli ludzie, szczególnie związani z KOR-em, którzy dostawali informacje z Zachodu i funkcjonowali jak AI, czyli nie działali na rzecz własnego kraju i samych siebie, ale na rzecz innych osób represjonowanych w innych krajach i innych częściach świata. To był przełom lat 70. i 80. Tłumaczyli "Pilne Akcje" na język polski i rozsyłali je pocztą pod wskazane adresy. Początek oficjalnej działalności wiązał się z tymi samymi osobami.

P: Amnesty po prostu się zalegalizowała?

PCh: Tak, część tych osób zebrała się w Gdańsku i postanowiła, że skoro jest już ustawa o stowarzyszeniach, można na podstawie prawa o stowarzyszeniach zarejestrować tę organizację w tamtejszym sądzie. Było to w roku 1990. W Gdańsku była pierwsza grupa, pierwsze biuro, które  funkcjonowało tam aż do 2004 roku, kiedy zostało oficjalnie przeniesione do Warszawy.

P: Co z perspektywy 15 lat uważasz za wasze największe osiągnięcia?

PCh:  Można to rozpatrywać na różnych polach. Z jednej strony – jako osiągnięcia w dziedzinie praw człowieka. Na pewno dużym osiągnięciem była akcja medialna i jej sukces w obronie Safiji Huseini w Nigerii i inne tego typu akcje, które nie miały może takiego przełożenia medialnego, ale wiemy, że skutkowały. Wiemy, że skutkowała już mała działalność u podstaw, pisanie listów, wysyłanie petycji, dzwonienia, nękanie różnych ludzi amnestyjnymi, czyli dozwolonymi prawnie sposobami. I jeśli wiemy, że skutkowało, to na pewno był to sukces. Akcja z Safiją miała duży oddźwięk w mediach – zaangażowanie Gazety Wyborczej pozwoliło po raz pierwszy aż w takim stopniu wypłynąć nazwie Amnesty i samej organizacji, o której ludzie może słyszeli, że istnieje, ale nie bardzo wiedzieli, gdzie i po co, i że w Polsce.

P: A co z osobami, którym nazwa Amnesty obiła się o uszy i którzy chcieliby pomóc, a nie wiedzą jak? W jaki sposób AI zachęca do włączenia się w akcje?

PCh:  Można pomóc niekoniecznie przystępując do organizacji. W jaki sposób zachęcamy? Przede wszystkim skutecznością. Skutecznością, niezależnością, apolitycznością, pewną wolnością działania w AI. Prowadzimy statystyki, badamy, na ile nasze listy, faksy, zbieranie petycji, dopominanie się u różnych rządów o różne sprawy jest skuteczne. Co roku  publikowane są wewnętrzne statystyki AI. W ubiegłym roku skuteczność doszła do 48 procent (średnio przyjmuje się ok. 30 proc.). To jest naprawdę dużo, jeśli przeliczymy sobie na najprostsze, elementarne rzeczy – 1 osoba na 3, której można pomóc, to bardzo wiele.
   Jesteśmy niezależni – w AI jest bardzo ścisły kodeks związany z jej finansowaniem, ze współpracą z innymi organizacjami i gwarantuję, że gdyby np. zarząd polskiej sekcji Amnesty postanowił wspierać SLD czy LPR w najbliższych wyborach, to byłyby ostatnie chwile tej organizacji w Polsce pod tą nazwą. Bardzo szybko zostałby zgłoszony protest przez międzynarodowy sekretariat i zabroniono by używania nazwy AI.
   To samo dotyczy funduszy. Sekcja polska utrzymuje się w części ze składek członkowskich, w części z akcji fundraisingowych*, w których poszukujemy pieniędzy na naszą działalność, ale też z datków, z sekretariatu międzynarodowego, struktur światowych, np. w Holandii, które mają środki, aby wspomagać biedniejsze sekcje. Istnieje również wymóg, aby AI w każdym kraju przechodziła coroczny audyt – skąd pozyskano pieniądze i na co je wydano. Audyt jest prezentowany w Londynie i musi być zatwierdzony w sekretariacie, tak że jakiekolwiek machloje finansowe, nieczyste pieniądze, finansowanie przez partie, rządy, ambasady czy firmy monopolistyczne byłoby od razu wychwytywane i byłyby z tego nieprzyjemności.
   Poza tym, jest to organizacja pozarządowa. Jest to stowarzyszenie, nie fundacja, w której zazwyczaj rządzi fundator. Zapisując się do nas, masz wpływ na AI jak każdy członek. Nie ma specjalnych statutów dla członków mniej lub bardziej honorowych; co roku odbywa się walne zgromadzenie, na którym można zgłosić zmiany do statutu, zgłosić swoją kandydaturę do władz i głosować, dyskutować – a więc ma się realny wpływ na to, co się u nas dzieje. Staramy się, aby wszystkie decyzje i procedury były przejrzyste, żeby każdy nasz członek wiedział, kto jest w zarządzie i jak się z władzami skontaktować.
   Ponadto, co jest dla mnie przekonujące, jest to organizacja oparta na wolontariacie i działania jej w dużej części są przygotowywane przez wolontariuszy. Mamy biuro, zatrudniamy pracowników. Są to osoby odpowiedzialne merytorycznie za działalność Amnesty.  Można to nazwać naszym sukcesem – po 15 latach działalności mamy prężnie działające biuro złożone z pracowników, którzy są jednocześnie działaczami Amnesty. Tak więc angażują się emocjonalnie i są oddani Amnesty nie tylko dlatego, że ta organizacja ich zatrudnia. Jeśli ktoś chce być członkiem zarządu, może liczyć co najwyżej na zwrot kosztów podróży i na obiad podczas posiedzenia, nie płacimy diet.
No i jest to organizacja "działaczowska”. Z jednej strony, wiadomo – lobbing, papiery, przerzucanie się dokumentami, chodzenie na spotkania, ale jest to również organizacja, która jest nastawiona na działanie. Jest skierowana w dużej części do młodych ludzi, ma im umożliwić budowanie świata odpowiedzialnego w dobie globalizacji: Amnesty zabiera głos w dyskusji o globalizacji: globalizacja  – OK, ale globalizujmy też sprawiedliwość. Każda osoba w każdym miejscu w Polsce może się przyczynić do globalizowania sprawiedliwości.
   Podsumowując, można pomóc zapisując się do nas: przez internet (www.amnesty.org.pl), przez telefon – wówczas wysyłamy deklarację członkowską; można przyjść osobiście do biura i na miejscu wypełnić formularz. Składka członkowska wynosi 50 zł rocznie, a składka ulgowa dla studentów, uczniów, emerytów i rencistów to 30 zł.
   Można też pomóc nie zapisując się do Amnesty. Prowadzimy akcje, w których szukamy poparcia poza członkami AI, ale można też samemu wejść na naszą stronę, podpisać petycje, coś ściągnąć, samemu coś zrobić. Nie trzeba się zapisywać do Amnesty, aby bronić praw człowieka i coś w niej w rzeczywistości robić.

P: A propos akcji, chciałyśmy zapytać o trwającą już jakiś czas akcję STOP Przemocy Wobec Kobiet (SPWK).  Jak długo trwa i jakie są jej sukcesy?

PCh: Jest to ogólnoświatowa kampania, trwa we wszystkich krajach, w których działa Amnesty. Jest pewnym novum, gdyż po raz pierwszy wychodzimy na zewnątrz w środowisku organizacji pozarządowych. Szukamy wsparcia w Polsce wśród organizacji kobiecych, feministycznych, zajmujących się przemocą wobec kobiet. Wcześniej tego nie robiono, ponieważ z uwagi na kwestie AI związane z niezależnością, nie szukano partnerów zewnętrznych. Akcja trwa od zeszłego roku, jest podzielona na kilka etapów. Co jakiś czas, pod hasłem STOP Przemocy Wobec Kobiet zmienia się zakres i cel, w który jest wymierzona. Na początku była to przemoc domowa; z tym tematem kampania wystartowała. W tej chwili jest to przemoc wobec kobiet w trakcie i po konfliktach zbrojnych. Tutaj szczególnie jest ukazywana przemoc wobec kobiet, która miała miejsce i ma nadal na terenie państw byłej Jugosławii, gdzie już w trakcie konfliktu media ujawniły masowe gwałty i masowe morderstwa, które były narzędziem agresji wobec kobiet wszystkich walczących stron. Ale w to wchodzą także konflikty toczące się obecnie. Co do sukcesów, na pewno sukcesem dla polskiej Amnesty jest to, że udało nam się przekonać organizacje kobiece, że nie jesteśmy konkurencją. W Polsce działają organizacje lokalne, zajmujące się jakimś tematem, a tu przychodzi hegemon z Zachodu typu AI, olbrzymia organizacja w odbiorze społecznym, z olbrzymimi pieniędzmi i strukturą. Przychodzi więc taki walec i przejmuje temat bez pytania się: "co wy tu robicie? Co wam się udało? W czym możemy pomóc?”. Wiadomo, dużo bardziej medialne jest, kiedy tematem zajmuje się taka wielka instytucja z wielkim przełożeniem. I dla nas na pewno jest sukcesem, dla mnie przede wszystkim jako członka zarządu polskiego Amnesty, że udało się tego uniknąć, żadne organizacje kobiece się na nas nie poobrażały, nie powiedziały nam "my się na tym lepiej znamy”. Nie chcemy z żadnymi organizacjami kobiecymi rywalizować o, brzydko mówiąc, pieniądze, bo to nas nie interesuje. Chcemy je wesprzeć i chcemy mówić o tym problemie językiem praw człowieka – to jest dla nas ważne. I naprawdę dziękujemy im za wsparcie nas, gdyż i początek kampanii, i prowadzenie jej odbywa się przy współudziale m.in. Centrum Praw Kobiet i OŚKi, wszystkich głównych organizacji kobiecych w Polsce. Mamy z nimi doskonały kontakt, informujemy się nawzajem o wszystkich akcjach - uczestniczymy w ich działaniach, oni w naszych – jak to było 8 marca czy też 16 Dni Przeciw Przemocy Wobec Kobiet, współorganizowanych z OŚKą w Warszawie.
   Zewnętrznym sukcesem tej kampanii jest przebicie się z nią, bo naprawdę udało się wspólnie z organizacjami kobiecymi zapoczątkować dyskusję w mediach na ten temat; udało się skłonić media do poważnego przyjrzenia się temu problemowi i uznaniu, że nie jest to jakiś wymysł narwanych, niewyżytych feministek, niedowartościowanych w swoim życiu osobistym czy zawodowym, ale prawdziwy problem dotyczący nie tylko naszego państwa, bo podejmując ten problem, AI mówi nie tylko o Polsce. To kolejne novum w tej kampanii, że Amnesty w Polsce mówi o swoim kraju. Nie działamy bezpośrednio na rzecz konkretnych przypadków przemocy domowej wobec kobiet w Polsce, ale mówimy o tym i podajemy statystyki – nie tylko nasze, ale też te opracowane przez pełnomocnika rządu ds. równego statusu bądź też organizacje pozarządowe i policję.

P: Chciałyśmy zapytać o jedną z konkretnych akcji – o bardzo głośną sprawę morderstw kobiet z Ciudad Juarez

PCh: Jest to jeden z elementów SPWK. Amnesty naciska wszystkimi możliwymi dla niej środkami, aby wyjaśnić kwestię tych morderstw, ale efekty są znane opinii publicznej – są postępy, są kolejne postępowania, kolejni podejrzani, ale na pewno nie można tego zaliczyć do sukcesów AI czy innych organizacji, które się tą sprawą zajmują.

MW: Kancelaria prezydenta Meksyku Vincenta Foxa wydała oficjalne pismo, obiecujące podjęcie wszelkich działań na rzecz wznowienia tego postępowania. Z tego, co wiem, toczy się ono już od dłuższego czasu, a władze Meksyku dużo mówią, że zależy im na dobrym imieniu i na tym, by Meksyk był postrzegany jako państwo przestrzegające praw człowieka.
   Jest też pewna ciekawostka – kręcony jest film na podstawie historii kobiet z Ciudad Juarez, hollywoodzka produkcja z Jennifer Lopez [film ma nosić tytuł Bordertown - red.] Nagłośni sprawę, bo jest to jedna ze sztandarowych kwestii, która przewijała się i przewija przez media, a końca jej nie widać. Meksyk brnie w tłumaczenia, że coś robi, ale efektów nie widać.

P: Jak wygląda edukacja praw człowieka prowadzona przez Amnesty w Polsce?

MW: Uczestniczymy w projekcie edukacyjnym Prawa Człowieka – Edukacja – Działanie (REAP*), który funkcjonuje w Polsce już ponad dwa lata. Jest on obecnie jednym z głównych motorów napędowych polskiej Amnesty. Cały projekt ma na celu wyedukowanie grupy trenerów (multiplikatorów), którzy mają prowadzić zajęcia z młodzieżą w szkole. Obecnie trwa już trzecia tura szkoleń trenerskich. Celem tych lekcji i akcji jest zakładanie szkolnych grup AI i mobilizowanie uczniów do prowadzenia własnych działań na terenie szkoły na rzecz praw człowieka. Prowadzimy lekcje na różnych poziomach, poczynając od podstawówek, poprzez gimnazja, licea, szkoły policealne i uniwersytety. Robiliśmy też szkolenie dla nauczycieli wspólnie z kuratorium oświaty.

PCh: Projekt jest dobrze przygotowany – nie robimy go sami, ale z Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli (CODN) w Warszawie i oni odpowiadają za przygotowanie metodologiczne prowadzących trenerów, ponieważ mają w tym doświadczenie. Projekt ten ma akceptację Rzecznika Praw Obywatelskich.
Działa dość duża sieć grup trenerskich w całym kraju, oparta na zasadach wolontariatu. W różnych szkołach zakładają Szkolne Grupy Amnesty oraz nakłaniają młodych ludzi, ale także nauczycieli do tego, żeby zaczęli coś robić na rzecz praw człowieka. Próbujemy zainteresować ich własnym środowiskiem, problemami osób starszych i niepełnosprawnych – nie są to typowe tematy amnestyjne. Jest więc to projekt, który dużo szerzej traktuje prawa człowieka niż typowa działalność amnestyjna i aby być w takiej szkolnej grupie, nie trzeba być członkiem AI.
   Staramy się ponadto współpracować z innymi organizacjami zajmującymi się edukacją w zakresie praw człowieka w Polsce, a jest ich naprawdę wiele. Temu tematowi poświęconych jest dużo materiałów, scenariuszy zajęć i poradników. Niestety, często spotykamy się z oporem szkół, gdyż tematy takie jak samorządność, prawa człowieka, prawa ucznia budzą niepokój. W szkołach jest z tym  różnie, wystarczy zajrzeć do statutów szkół, przejrzeć regulaminy samorządu.
   Mamy jednak to szczęście, ze dostajemy duże wsparcie ze strony kuratorium w Lublinie, gdzie rzecznik praw ucznia, pani Nazarewicz, jest też trenerką praw człowieka, więc zna się na tym; szkoli nauczycieli i możemy dzięki temu  mieć oficjalne poparcie kuratorium. Wiadomo więc, że to nie jest projekt "z kosmosu” i ludzie wzięci nie wiadomo skąd. Kilka lat temu, kiedy nie było jeszcze projektu "Prawa Człowieka – Edukacja – Działanie", kiedy robiliśmy w szkołach lekcje, pytano nas, czy nie będziemy gotować na lekcjach i propagować wegetarianizmu , czy innych, jak to określano – "zboczeń”. W tej chwili uwiarygodnia nas z jednej strony CODN, z drugiej kuratorium, z trzeciej zaś pomaga nam Rzecznik Praw Obywatelskich. Poza tym organizacja stała się na tyle znana, że ludzie wiedzą, że to nie jakaś banda oszołomów.
   Będziemy próbowali zbudować grupę lobbingową, która będzie wywierać nacisk na ministerstwo edukacji i na kuratoria, aby prawa człowieka szerzej zaistniały w świadomości szkół, nauczycieli i uczniów. Ale co z tego wyjdzie – zobaczymy. Zwłaszcza, że prawami człowieka zajmują się z jednej strony tak duże organizacje jak Amnesty czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ale też mnóstwo mniejszych, lokalnych grup. Jest też dużo instytucji, nie będących organizacjami pozarządowymi, jak np. ta w której się teraz znajdujemy. [lubelskie biuro AI ma siedzibę w Ośrodku Brama Grodzka- red.] Ma ona swoje projekty edukacyjne, które nakierowane są też na prawa człowieka. Są to bowiem projekty o tolerancji, historii, przypominaniu o wielokulturowości miejsca w którym żyjemy. Mam nadzieję, że uda się zbudować taką koalicję, która będzie wywierała nacisk na ministerstwo w celu poprawy jakości traktowania tematu w samych programach nauczania i polityce ministerialnej.

MW: Sporo sukcesów odniósł program REAP-owy. Warto zwrócić uwagę na to, że udało się zbudować ogólnopolską sieć trenerów, którzy są wolontariuszami AI i uczą w szkołach, wydawany jest biuletyn szkolnych grup AI i sporo innych ciekawych materiałów. Wolontariusze z programu REAP prowadzą np. warsztaty w trakcie festiwalu Prawa Człowieka w Filmie, organizowane są spotkania z ciekawymi ludźmi. W tym programie zawartych jest wiele form działania jak i współpraca z innymi organizacjami.

P: To rzeczywiście robi wrażenie. Przejdźmy może do pytania o więźniów sumienia. Amnesty zajmuje się nimi niezależnie od poglądów. Czy są jakieś granice tych poglądów?

PCh:: Jest jeden warunek – te osoby nie stosowały i nie nawoływały do przemocy.

P: A jeżeli łamane są prawa człowieka w przypadku terrorysty? Czy on tez zasługuje na obronę?

PCh: Amnesty jest organizacją, która ściśle rozróżnia dwie kategorie przypadków, których broni.
1. Więźniowie sumienia – ludzie, którzy nigdy nie stosowali przemocy w swej działalności politycznej, religijnej czy innej. Nie nawoływali też do jej stosowania.
2. Więźniowie polityczni – w jakiś sposób represjonowani za swoje przekonania, za to co robią, ale w swojej działalności stosowali i nawoływali do stosowania przemocy. Jeśli są represjonowani przez państwo, Amnesty wzywa do procesu, do skazania tych osób za to, co w rzeczywistości zrobiły, np. za podłożenie bomby, nawoływanie do morderstwa oraz rozruchów, a nie za poglądy lub wyznanie.
   W materiałach informacyjnych AI jest ściśle określone, czy dana osoba jest więźniem sumienia, czy politycznym. Tymi terminami posługuje się wiele organizacji i w różnych kontekstach stosują te kategorie wymiennie. W AI jest to zawsze szczegółowo określone.

PCh: W przypadku więźniów politycznych wygląda to inaczej. Amnesty nie sprzeciwia się ukaraniu czy uwięzieniu takich osób, chce jednak, żeby było to sprawiedliwe, przejrzyste, oparte na tzw. normalnych, cywilizowanych zasadach i adekwatne do czynu. Jeśli chodzi o więźniów sumienia, AI żąda bezwarunkowego uwolnienia i zaprzestania prześladowań.

P: W maju minęła rocznica tzw. Małego Holokaustu, czyli ludobójstwa Ormian popełnionego przez Turków. Jak AI zapatruje się na tę i podobne historyczne kwestie?

PCh: AI nie wypowiada się na ten temat. Tak jak nie mówi nic o holokauście i w ogóle sprawach np. II wojny światowej. To należy do historii przed powstaniem AI. Gdyby to miało miejsce teraz, na pewno zajmowalibyśmy stanowisko. Ale nie ma np. z naszej strony żądania od władz tureckich uznania tych wydarzeń za ludobójstwo. Tym bardziej, że dbamy bardzo o to, aby nie "babrać” organizacji w politykę, bo wtedy łatwo stać się stroną w konflikcie. Dla AI bardzo istotna jest apolityczność.

Pinezka: Ale czy taka apolityczność zawsze się udaje? Czy da się uniknąć zabrnięcia w politykę? Tutaj nasuwa się przykład aktualny – Czeczenia.

PCh: Nie da się, ale bardzo się staramy i podkreślamy apolityczność. Nie sprawdzamy jednak żadnemu z członków legitymacji partyjnych. To nas nie interesuje.
   W kwestii Czeczenii AI ma bardzo twarde stanowisko i jest ono znane. AI zajmuje się konkretnymi sytuacjami naruszania praw człowieka, piętnuje Federację Rosyjską i jej wojsko, naruszające te prawa w tym regionie. Nie wypowiada się jednak w takich kwestiach jak status Czeczenii, nie wyrokuje, czy Czeczenia ma być państwem niezależnym, czy częścią składową Federacji. Każdy z nas może mieć na ten temat własne przekonania, ale jako organizacja nie zabieramy głosu w tej sprawie.

MW: AI raczej powie, że na terenie Republiki Czeczenii została zbadana konkretna ilość przypadków naruszenia praw człowieka, znane są nazwiska, konkretne losy i historie.

PCh: Nie wypowiadamy się w takich kwestiach, gdyż nie od tego jesteśmy powołani. Zajmujemy się konkretnymi osobami, konkretnymi przypadkami, znanymi z imienia i nazwiska i chociaż cały kontekst nie jest nam obcy, unikamy drażliwych kwestii politycznych. Nie opowiadamy się czy uznajemy, czy nie państwo Czeczenia.

Pinezka: Na koniec pytanie lubelskie. Dlaczego właśnie tutaj się udaje? Na czym polega sukces lubelskiego ośrodka Amnesty?

PCh: To raczej pytanie do socjologów (śmiech).
MW: Był już taki, co pisał pracę magisterską o lubelskiej grupie.
PCh: Trzeba by przeprowadzić badania porównawcze. Mam swoją teorię, abstrahując od AI – zastanawiałem się, czemu w Lublinie dzieje się tak dużo rzeczy. Mamy naprawdę wiele fajnych imprez w Lublinie, które ludzie robią dla ludzi w ramach działań pozarządowych, oddolnych, czy też działań kulturalnych. Myślę, że studenci lubelscy (bo w dużej mierze są to studenci) po prostu nie mają co robić. W Lublinie nie ma pracy. Patrzę na moich znajomych w Warszawie, którzy noszą paczki, pracują w restauracjach, stoją na promocjach, zajmują się takimi dziwnymi rzeczami – dorywczo, legalnie, czy na czarno. I właściwie ta luka czasowa, którą sporo osób w Lublinie wypełnia robieniem czegoś na pewno nie dla zysku (śmiech), tam wypełniona jest działaniem dla utrzymania się. Ale to moje prywatne spostrzeżenia.
   Nie wiem, dlaczego w Lublinie się udaje. Może to stąd, że od początku pojawiły się tu właściwe osoby? Mieliśmy szczęście. Możemy liczyć na środki z UMCS, dotacje na akcje etc. Poza tym grunt uniwersytecki sprzyja działaniom i zyskiwaniu nowych ludzi. Przychodzą nowe roczniki, pojawiają się nowi członkowie jak np. Jacek Białas i Piotr Skrzypczak, osoby na tyle operatywne, że potrafiły ściągnąć i zainteresować nowych. Zawsze byli jacyś liderzy, którzy to napędzali. Dobrze, jeżeli jest w tym ciągłość, jak w Lublinie. Ludzie działają, potem odchodzą w życie prywatne, zawodowe, wyjeżdżają z miasta. Jeżeli zabraknie następców, ośrodek kuleje, albo w ogóle zamiera i znika z mapy amnestyjnej.

MW: Myślę, że sukces lubelski to kwestia stażu i utrzymania ciągłości. Są tu osoby, które działają od dawna, są nieformalnymi autorytetami, zapewniają też dobry kontakt z całą siecią AI w Polsce oraz bezproblemowy przepływ informacji. Duże znaczenie ma też zgranie zespołu, to że ci ludzie w dość szybkim czasie stali się dobrymi znajomymi, również na pozaamnestyjnej, towarzyskiej płaszczyźnie. Dzięki temu było to wszystko bardziej efektywne i było więcej pomysłów.

PCh: Był taki moment, że ludzie się już tak dobrze znali i tak fajnie nam było jako grupie znajomych, że trudno było do nas dołączyć; nowi natykali się kulturę zamkniętej organizacji. Na szczęście udało się to przezwyciężyć. W żadnym wypadku nie jesteśmy zamkniętą sektą (śmiech), która mówi własnym językiem, wspomina swoje rzeczy, swoje kombatanckie wspomnienia (śmiech), choć trzeba przyznać, że był taki czas, kiedy popadliśmy w tego rodzaju stagnację. Teraz jednak wciąż przychodzą nowe osoby. I poza grupą starych działaczy, którzy od 5-6 lat coś robią na tych samych zasadach jest też wymiana pokoleń, przychodzą nowi, mają nowe pomysły i zdobywają nowe doświadczenia.

P: Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.

-----------
* 28 maja jest symboliczną datą upamiętniającą powstanie Amnesty International tego właśnie dnia w 1961 roku
* akcje poświęcone zbieraniu funduszy na określony cel
* REAP: Rights - Education - Action Programme


Zobacz też:
Ngałang Sandrol - relacja ze spotkania w Warszawie
 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl