Jedna taka wiosna

...i społeczeństwo


   Znowu na ekranach telewizorów pojawił się Wałęsa i "Solidarność", znowu wolno było mówić, pytać, dyskutować, z czego my, tak świeżo dorośli, korzystaliśmy skwapliwie nie tylko na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, z której nota bene w tym roku ominęła nas matura – najwyraźniej władze oświatowe nie czuły się na siłach odpytywać młodzieży z tego, co się wkoło działo i jeszcze ciągle nie wiadomo było, jak to traktować i nazywać.
  
   Tamten sierpień był deszczowy. Codziennie chodziliśmy na łąkę za domem patrzeć, o ile podniosła się woda w Popradzie i czy pora już na ewakuację z wakacji. Rodzice słuchali radia, spoważnieli, w rozmowach pojawiał się Gdańsk i obce do tej pory słowo "strajk", a także coraz częściej nazwisko Wałęsa. Nasz gospodarz studiował przepowiednie królowej Saby i mówił, że "osiemdziesiąte roki będą najgorsze". W powietrzu czuć było niepokój, ale i jakieś oczekiwanie na coś, co się stać musiało.

   Od końca tych wakacji datował się zupełnie nowy okres w moim życiu. Świat dookoła zmienił oblicze: biało-czerwone opaski na rękawach, znaczki "Solidarności", ulotki, dzwonki zwiastujące strajk szkolny (strajk w szkole? nauczyciele nie prowadzą lekcji? brzmiało to niewiarygodnie). Mocno nieletnia byłam jeszcze, ale świata ciekawa, a rodzice nie unikali dyskusji na trudne tematy, więc powoli docierało do mnie znaczenie tego, co się wokół dzieje, choć niewątpliwie w wersji uproszczonej. Dziwny był to czas, pełen nadziei, poczucia, że oto rodzi się coś nowego, że "ruskie" już nam niestraszne, bo my teraz jesteśmy silni solidarnością i na swoim postawimy.
ilustracja:spinelli/pinezka.pl

   Skończyło się nagle pewnego grudniowego poranka, w sposób, można powiedzieć, klasyczny - brakiem Teleranka. Ów Teleranek, którego nie było i ojciec starający się uregulować "zepsuty" telewizor urosły już do rangi symbolu, anegdoty powielanej tyle razy, że aż zbanalizowanej, ale dla nas były przeżyciem rzeczywistym i w skali naszego dziecięcego światka – tragicznym. Czy ktoś jeszcze pamięta, jakim nieszczęściem w tamtych latach było popsucie się telewizora (kolorowego!) w niedzielę rano? A gdy telewizor nareszcie się włączył, to przestało być smutno, a zaczęło być straszno, bo oto na ekranie pojawił się generał w czarnych okularach i zaczął mówić słowa z których, mimo ich niezrozumiałości, spływała groza. Niepokój ojca, płacz matki, wystraszone twarze na ulicach. Potem taka dziwna noc, kiedy spać jakoś nie mogłam, poszłam się przytulić do mamy i ze zdziwieniem odkryłam, że leży w ubraniu pod samym tylko kocem. Później dowiedziałam się, że tej grudniowej nocy pod naszymi oknami jechały czołgi na Hutę Lenina...

   Huta Lenina, Nowa Huta, była wówczas ciągle obecna w naszych myślach. Mieszkaliśmy wprawdzie "w Krakowie" (ten podział na Kraków i Hutę, choć dawno już nieformalny, tkwi jednak wciąż głęboko w języku), ale z okien naszego domu widać było drogę prowadzącą do Huty. Przez cały następny rok biegaliśmy do okien, ilekroć rozlegało się wycie policyjnych syren i patrzyliśmy na jadące tą ulicą zomowskie suki. W warunkach krakowskich szybko okazało się, że manifestacje na Rynku są nieskuteczne, milicji zbyt łatwo było pozamykać wszystkie wychodzące z niego ulice. W takich warunkach idealnie sprawdziła się Huta, której obronny, nadany w czasach stalinowskich charakter - z labiryntem podwórek, bramami i przejściami znanymi tylko miejscowym – zemścił się teraz na systemie, który go stworzył, stając się siecią zakamarków, w której demonstrujący tłum rozsypywał się i znikał w jednej chwili.

   Co jeszcze pamiętam z tego okresu? Był to czas, kiedy matki publicznie wypierały się swoich dzieci ("stawaj przede mną, weź 10 jajek i pamiętaj, że się nie znamy!"), czas dwudziestego stopnia zasilania gdy okna domów rozbłyskiwały słabymi płomykami świec, czas wieczornego słuchania "Głosu Ameryki" i potajemnie przynoszonych do domu ulotek, a także czas nakręcanej przez władze psychozy wojny nuklearnej. My, młodzi, garnęliśmy się do Kościoła, który był po naszej stronie, przeciw "onym". Do dobrego stylu należało być w oazie, co po prawdzie, poza ideologiczno-światopoglądowymi – przynosiło też jak najbardziej materialne korzyści w postaci paczek z zagranicy, przykościelnych dyskotek i tanich wakacyjnych wyjazdów.

   Mijały lata, sytuacja nieco zelżała i łatwiej było żyć, świat wokół zmieniał się niepostrzeżenie, ale nieustannie... Kolejny historyczny moment nadszedł, gdy byłam w klasie maturalnej. Znowu na ekranach telewizorów pojawił się Wałęsa i "Solidarność", znowu wolno było mówić, pytać, dyskutować, z czego my, tak świeżo dorośli, korzystaliśmy skwapliwie, nie tylko na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, z której nota bene w tym roku ominęła nas matura - najwyraźniej władze oświatowe nie czuły się na siłach odpytywać młodzieży z tego, co się wkoło działo i jeszcze ciągle nie wiadomo było, jak to traktować i nazywać. Tę maturę z WOS zdawaliśmy zresztą każdego dnia, śledząc z zapartym tchem dzienniki, czytając prasę, dyskutując bez końca o tym, co się działo wokół nas. Powietrze pełne było czystych idei, słowa "wolność", "sprawiedliwość", "ojczyzna" nie były sloganami, lecz stawały się pełne treści. I my, młodzi, uwierzyliśmy głęboko, że od dziś "prawo będzie prawo znaczyć, a sprawiedliwość – sprawiedliwość", że u władzy znajdą się ludzie o czystych rękach i gorących sercach, którzy odmienią oblicze tej ziemi. Potem pierwsze wolne wybory, a zarazem pierwsze moje wybory, pierwsze numery Gazety, wtedy naprawdę Wyborczej i jeszcze ze znaczkiem, i ta duma, i radość towarzysząca wrzucaniu do urny głosu oddanego na "naszych".

   Lata minęły, ideały zostały skonfrontowane z rzeczywistością, a jednak kiedy spoglądam w przeszłość, na jedną taką wiosnę, którą miałam w swoim życiu myślę, że naprawdę byliśmy szczęśliwym rocznikiem - maturę zdawaliśmy już z poczuciem wolności słowa, a na studia szliśmy jeszcze bez wiszącej nad karkiem groźby bezrobocia.


Ilustracja: spinelli/pinezka.pl

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl