Autostradą na Fuji



   Marcin Bruczkowski – autor książek Bezsenność w Tokio oraz Singapur, czwarta rano, przez 15 lat mieszkał w Japonii i Singapurze, a obecnie w Warszawie – wraz z żoną Kit Fui i synkiem Alexandrem Zhiliangiem.

Dwadzieścia lat temu wyemigrował Pan do Japonii, kraju diametralnie różnego mentalnie i kulturowo od Polski – skąd wzięła się możliwość takiego wyjazdu? 

   Ależ nie, ja nigdy nie wyemigrowałem do Japonii! Emigrację definiuję jako świadome przeniesienie miejsca STAŁEGO pobytu do innego kraju, podczas gdy ja nigdy, nawet przez minutkę, nie miałem zamiaru osiedlać się w Japonii (albo w ogóle gdziekolwiek poza Polską) na stałe. Po prostu tam mieszkałem przez jakiś czas, to wszystko.
   Poza tym Japonia ani mentalnie, ani kulturowo nie różni się tak bardzo od Polski. W Afryce i na paru pacyficznych wysepkach są kraje o kulturach zupełnie innych od naszej, ale akurat Japonia wcale taka odmienna nie jest. I może właśnie te rozliczne podobieństwa Polaków i Japończyków powodują, że nasze narody zawsze były sobą zainteresowane.

   Natomiast co do istoty Pani pytania – skąd wzięła się możliwość takiego wyjazdu – wyjazd w jakiekolwiek miejsce na kuli ziemskiej zawsze był i jest możliwy, jeśli tylko jesteśmy wystarczająco zdeterminowani!

A jednak dla osoby, która Japonię zna głównie z książek i filmów, wydaje się być ona różna we wszystkim, począwszy od kwestii geograficznych, historycznych, poprzez normy obyczajowe, aż po takie drobiazgi jak kuchnia czy zabiegi higieniczno-kosmetyczne.

   Prawdziwie różna od Polski geograficznie jest Grenlandia albo Wybrzeże Kości Słoniowej. Japonia ma klimat umiarkowany, całkiem podobny do naszego. W lecie gorąco, w zimie śnieg. Nic nadzwyczajnego.
   Historycznie? Każdy kraj miał inną historię, natomiast akurat historia Japonii ze wszystkich krajów azjatyckich ma zadziwiająco wiele paraleli do historii krajów europejskich. Było tam np. klasyczne średniowiecze, z systemem feudalnym i warstwowym modelem społeczeństwa, które nie wydałyby się specjalnie nietypowe żadnemu badaczowi historii krajów europejskich. Fakt, że ichnie średniowiecze trwało o parę wieków dłużej niż w Europie, ale to nic w porównaniu z różnymi krainami, gdzie jeszcze w XIX wieku panowała... epoka kamienia łupanego!

   Od strony religii to po prostu kraj shintoistyczno-buddyjski, nie różniący się zanadto od innych krajów buddyjskich – np. Chin, Korei czy Birmy. W Japonii wpływ religii na kulturę i codzienną rzeczywistość jest podobny do wiekszości współczesnych krajów zachodnich (czyli stosunkowo niewielki), w przeciwieństwie np. do Arabii Saudyjskiej, gdzie religia rządzi większością sfer życia.
   Tradycje? Jak wyżej. Każda stara kultura ma swoje tradycje. Kultura stosunkowo homogeniczna ma je zwykle mocniejsze, bo jest bardziej konserwatywna – idealnym przykładem tego jest Anglia i Anglicy, także narody o korzeniach celtyckich – Szkoci, Walijczycy. Czyli po prostu wyspiarze!
   Upodobania kulinarne? Jeśli spróbuje Pani "kuchni" paru narodów wyspiarskich na Pacyfiku albo paru krajów afrykańskich, to ręczę, że uzna Pani kuchnię japońską za bardzo swojską i bliską naszej. Nie mówię, że jest taka sama, ale na pewno nie bardziej różna od tradycyjnej polskiej, niż różna jest na przykład... francuska, ze wszystkimi swoimi owocami morza, ślimakami, winem do wszystkiego, itd!

   Jeżeli chodzi o zabiegi higieniczno-kosmetyczne – Japończycy używają pryszniców, wanien, mydła, ręcznika, szamponu – dokładnie tak jak my. Owszem, używają ich trochę inaczej, ale zapewniam, że Anglicy też używają tych urządzeń inaczej – np. w klasycznym, brytyjskim domu zimna i gorąca woda leci do wanny z OSOBNYCH kranów, a więc nie sposób zmieszać sobie strumienia wody przyjemnie ciepłej. Wannę po prostu się napełnia z obu kurków i nikomu nie przyszłoby do głowy używać w wannie prysznica, co jest z kolei standardem w Polsce (jak ktoś w ogóle ma wannę)... Naprawdę różne od naszych zabiegi higieniczne można znaleźć za to np. w Malezji czy innym kraju muzułmańskim, gdzie rolę papieru toaletowego pełni dzbanuszek z wodą. Japończycy używają papieru toaletowego (na szczęście... )   

Pobawmy się teraz stereotypami Japończycy jawią się jako naród bardzo rygorystycznie przestrzegający norm społecznych, stawiający  dobro ogółu ponad indywidualizm, mający szacunek dla autorytetów, grzeczny  wręcz konformistyczny, zdyscyplinowany (i zestresowany) w pracy. Polacy na ich tle przedstawialiby się jako mający mniej szacunku dla reguł, leniwi, ale też bardziej otwarci, może z większym rozmachem, itd.  

   Każdy naród bardzo przestrzega PEWNYCH norm społecznych. A innych mniej. Polacy też bardzo mocno przestrzegają niektórych norm społecznych. Innych, niestety, wcale. Tak jak i Japończycy. Wystarczy spojrzeć na liczbę skandali politycznych i ekonomicznych w Japonii – koszmarnych przekrętów, jakich dopuszczają się firmy i jednostki. Przykład podaję w mojej książce – rozdział o trzęsieniu ziemi w Kobe, historia autostrady, przy budowie której nieuczciwa firma konstrukcyjna nie usunęła elementów drewnianych, znacznie osłabiając konstrukcję – w wyniku całość runęła, zabijając dziesiątki ludzi. Właściciel firmy oczywiście popełnił samobójstwo. Ale zanim Pani powie, że samobójstwa są właśnie czymś unikalnie japońskim, od razu przypomnę, co próbował zrobić projektant hali targowej, która runęła na Śląsku...

   Polacy jawią się za to Japończykom (i nie tylko, połowa Amerykanów też ma podobne pojęcie) jako naród biedny, zacofany (jak tu przyjeżdżają, to wybałuszają oczy, bo widzą luksus i zamożność prawie jak w Europie Zachodniej) i żyjący w kraju przeraźliwie zimnym, czyli 2 metry śniegu przez cały rok i białe niedźwiedzie na ulicach.
   To powinno nam dać do myślenia w kwestii prawdziwości 99% przekonań, jakie mamy na temat Japończyków... 

Natomiast  co do podobieństw  pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to szczególne upodobanie Japończyków do Chopina. Czyżby dlatego, że jest tak trudny technicznie?

   Nie, broń Boże. Japończycy nie są masochistami i nigdy nie wykazują upodobania do czegoś tylko dlatego, że jest to trudne! Raczej wprost przeciwnie. Lubią wygodę i ułatwienia życiowe. Chopina po prostu kochają dlatego, że jego utwory zawierają przepiękne melodie. Tak przynajmniej uważają japońscy pianiści (a raczej pianistki, bo kobiet w tym fachu 10 razy więcej niż mężczyzn). Wydaje mi się, że my, Polacy, nie doceniamy Chopina, może dlatego, że jesteśmy nim karmieni od małego i występuje zjawisko przesytu. A może zawsze wolimy coś, co obce (dokładnie tak, jak Japończycy zresztą)? U nas zawsze chyba najpopularniejsi byli kompozytorzy kręgu niemieckojęzycznego. Cóż, my zawsze byliśmy zapatrzeni w Zachód. 

Co wiedział Pan wcześniej o tym kraju i jak długo Pan się aklimatyzował? 

Marcin i Alexander   O Japonii nie wiedziałem nic, z wyjątkiem tego, że jest, i że to grupa wysp, więc suchą nogą nie dojdę.
   Aklimatyzowałem się przez 10 lat. Po tym okresie byłem już nawet bliski sukcesu, ale, niestety, wyjechałem do Singapuru. Teraz od pięciu lat aklimatyzuję się w Polsce i też idzie mi różnie... 


I – w związku z tymi doświadczeniami – jakich udzieliłby Pan wskazówek osobie po raz pierwszy odwiedzającej Japonię? 

    Te wskazówki byłyby trochę inne dla gajdzinów i gajdzinek (od red. jap. gajdzin – cudzoziemiec). Dla uproszczenia pozwolę sobie założyć, że mamy do czynienia z Czytelniczką. A więc:

1. Naucz się angielskiego. Co prawda większość spotkanych autochtonów i tak nie będzie umiała się w tym języku porozumieć, ale ponieważ w niezłomnym przekonaniu Japończyków kobieta rasy bladej to Amerykanka, więc nie chcemy ich szokować i rozczarowywać.

2. Weź ze sobą szczoteczkę do paznokci. Z niejasnych dla mnie przyczyn to towar deficytowy na Wyspach Japońskich.

3. Weź też wszystkie specjalistyczne leki, jakich zażywasz, bo ich azjatyckie odpowiedniki mogą dziwnie działać na nasz organizm (patrz Bezsenność w Tokio, rozdział "Oko Tuńczyka").

4. Przy okazji – przed wyjazdem wylecz sobie dobrze zęby. I wszystko inne, jeśli to możliwe.

5. W Azji są problemy z kupnem ubrań i butów o rozmiarach "europejskich", szczególnie dla pań. Da się je znaleźć, ale są bardzo drogie. Lepiej zabrać stąd dobrze wypchaną walizkę.

6. Nie próbuj być bardziej japońska od Japonek i nigdy, ale to nigdy, nie wtykaj sobie pałeczek do ryżu we włosy – równie dobrze mogłabyś wystąpić na rodzimym balu sylwestrowym z fryzurą spiętą parą widelców.

7. Zabierz dwa razy więcej gotówki niż na takiej samej długości wyjazd do Europy Zachodniej.

8. Zapomnij o pracy na lewo, bo zapewniam, że oglądanie japońskiego aresztu od środka nie należy do przyjemności, a aresztowany nie ma tam żadnych praw (np. do zawiadomienia rodziny albo prawnika).

9. Zaprzyjaźnij się tutaj, w Polsce, z obywatelami Azji odwiedzającymi nasz kraj. Jest DUŻO łatwiej dać sobie radę na miejscu, kiedy ma się tam znajomych.

10. Przede i nader wszystko – bądź sobą, miej otwarte oczy i otwarty umysł i NIE PRÓBUJ INTERPRETOWAĆ obserwowanych zjawisk. Obserwacja jest daleko ciekawszą i bardziej wzbogacającą wewnętrznie techniką. Interpretacja prowadzi tylko do powstawania bardzo błędnych konkluzji. 

W jaki sposób można dotrzeć do Japończyka – zaprzyjaźnić się z nim? 

   Zaprzyjaźnienie się z Japończykiem jest dokładnie tak samo możliwe jak z przedstawicielem każdego innego narodu. Ludzie są ludźmi i dzielą się przede wszystkim na przezacnych, łajdaków oraz wszystkie stadia pośrednie, a nie na Polaków, Japończyków, Irlandczyków, Chińczyków, itd. Jeśli chodzi natomiast o dotarcie do Japończyka, to polecam drogę tradycyjną, w której nasze panie są mistrzyniami świata i okolic: przez żołądek. Co jeszcze? W kontaktach z Japończykami radzę słuchać sercem. Wrażliwość i inteligencja emocjonalna bardzo pomagają w komunikacji z przedstawicielami kultur azjatyckich. I nie tylko. 

A czy nieśmiałość w kontaktach i brak znajomości języków obcych wśród Japończyków to również stereotyp, czy prawda? 

   Nieśmiałości zupełnie nie potwierdzam. Co do języków obcych, to faktycznie nie jest tam wesoło. Tak jak w Polsce zresztą, o czym bardzo dobrze wie moja żona – teraz dogaduje się po polsku, ale pierwsze parę lat było ciężko. W Japonii jakiś tam procent młodych ludzi spędził co prawda fragment dzieciństwa czy młodości za granicą, przeważnie w USA (jeśli tata był tam wysłany do pracy) i mówi po angielsku bardzo biegle. Niestety, jest to mały procent i niezbyt szybko rośnie. W ogóle angielski w Japonii to temat na osobną książkę...  Jest w tej sytuacji wiele paraleli do rosyjskiego w Polsce.

W czasie dziesięcioletniego pobytu w Japonii mieszkał Pan w Tokio, ale odbył Pan również podróż po mniej znanych zakątkach Japonii – czy prowincja japońska jest bardzo odmienna od stolicy?  

   Bardzo. Jak wszędzie na świecie zresztą. Stolica każdego kraju jest bardzo różna od innych miast, miasta od miasteczek, miasteczka od wsi. Inne postawy, zachowania, zwyczaje, tradycje, sposób myślenia. Na japońskiej wsi zawsze obserwowałem ciepłe, otwarte i gościnne podejście do cudzoziemców, mimo że tak niewielu z nich tam trafiało. Na przykład na Kyushu moje przybycie do małej knajpki rybackiej, gdzie prawdopodobnie nie widziano Europejczyka od stu lat, nie budziło większego zdziwienia niż zmiana pogody pod wieczór. Natomiast w Tokio, kiedy wchodziłem do sklepu, byłem nieraz świadkiem poważnej paniki, mimo że od rana robiło tam zakupy co najmniej dwudziestu obcokrajowców. Może ludzie na prowincji są po prostu bardziej zrelaksowani i przyjmują życiowe dziwolągi (w rodzaju cudzoziemca) z dobrodziejstwem inwentarza? 

Początkowo nie planował Pan aż tak długiego pobytu w Japonii, na pytanie dlaczego został Pan tam tak długo, odpowiada Pan przewrotnie, że z powodu urody Japonek. Jakie były inne powody?

   Cóż, zawsze uważałem za święty obowiązek turysty zaliczyć górę Fuji. Niestety, jestem urodzonym leniem i wierzę, że nie po to Bóg dał nam rozum i umiejętności techniczne pozwalające zbudować samochód, żebyśmy musieli drałować pod górę piechotą. Dlatego cały czas czekałem, aż ktoś zbuduje na szczyt autostradę. Po dziesięciu latach dałem wreszcie za wygraną i postanowiłem czekać w innym kraju. Ale jeśli ją wreszcie zbudują – natychmiast wracam do Japonii. 

A wracając do kobiet, czym najbardziej – poza urodą – różnią się według Pana kobiety japońskie, czy też w ogóle – azjatyckie – od Europejek? 

   Wszystkim i niczym. Wszystkim – bo każdy człowiek jest inny, wyjątkowy, specjalny. Różnice kulturowe są niczym w porównaniu z różnicami międzyludzkimi.
   Niczym – bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Kobieta z Japonii jest przede wszystkim człowiekiem, potem kobietą, a dopiero na końcu Japonką. Patrzenie na kobietę urodzoną w innym kraju jako przedstawicielkę takiej czy innej kultury jest błędem. Widzimy wtedy pseudodowody rozlicznych, mniej lub bardziej prawdziwych teorii kulturoznawczych (albo mitów), zamiast widzieć... człowieka. Człowieka, który ma swoje potrzeby, zainteresowania, upodobania, lęki, mocne i słabe strony – po prostu człowieka. 

Podrążę trochę temat – nasi Czytelnicy jednak chętnie dowiedzieliby się czegoś więcej o Japonkach. Daruję może Panu pytania o modę i kosmetyki, ale proszę opowiedzieć o pewnych aspektach życia naszych koleżanek – z Pana książki wynika, że presja wyjścia za mąż i założenia rodziny jest w Japonii bardzo silna. No i w Polsce zabiegi odtwarzania błony dziewiczej jednak nie są tak popularne. Wydaje się, że w Japonii, rola kobiety pozostała mocno tradycyjna?
 

Kit i Alexander   Myślę, że presja założenia rodziny jest silna we wszystkich społeczeństwach o charakterze raczej tradycyjnym niż nowoczesnym – czyli na przykład w Polsce. Co nie znaczy, że wszystkie młode kobiety jej ulegają, bo według mnie kobiety są płcią z natury rzeczy swojej psychicznie silniejszą i mniej uległą od mężczyzn. Kobiety mogą sprawiać WRAŻENIE uległych, bo są po prostu życiowo mądrzejsze i nie drą kotów tam, gdzie nie przyniesie im to korzyści. Tak samo jest w Polsce i tak samo w Japonii.
   Nie jest mi łatwo powiedzieć coś sensownego o Japonkach, ponieważ wymagałoby to umiejętności syntetycznych, których nie mam. Ja nie myślę w kategoriach "japońskich kobiet" jako grupy, tylko w kategoriach Eriko, Masako, Yuny, Ikuno, Junko, Hiroyo... Każda jest inna, każda to cudowny kwiat, noszący być może cechy swojego gatunku, ale czy w przypadku tych istot "gatunek", zbiór wspólnych cech, to akurat narodowość? Próbując znaleźć ten wspólny mianownik częściej mieni mi się nim płeć, pochodzenie, wiek albo zawód. Ale trudno, spróbuję trudnej i łatwo prowadzącej na manowce sztuki uogólniania.

   Japońskie kobiety są silne, odważne, otwarte i dynamiczne. Cała ich kultura przygotowuje je od dziecka do roli, w której właśnie siła, odwaga, przedsiębiorczość, zaradność i inteligencja są kluczem do sukcesu. Na co musi być bowiem gotowa kobieta? Na nagłe przeniesienie całego swojego życia na drugi koniec Japonii, jeśli firma wyśle tam męża. Na zastąpienie mu matki, czyli trzymania go za rączkę w drodze przez życie. Na założenie i poprowadzenie własnego biznesu domowego, jeśli wyrzucą go z pracy. Tak – znam więcej Japonek niż Japończyków, którzy postanowili poprowadzić własny biznes. Jedna z tych pań odniosła wielki sukces i ma dzisiaj sieć sklepów z instrumentami muzycznymi Yamaha. Zatrudnia stado mężczyzn, którzy ją szanują i nie mają absolutnie nic przeciwko pracy dla szefowej, a nie szefa.

Kit z Aleksandrem   Bardzo podziwiam i szanuję japońskie kobiety. To, co napisałem powyżej, dotyczy raczej pokolenia kobiet młodszych. Jest jednak jeszcze cała generacja kobiet starszych, przed którymi też chylę czoło, szczególnie, kiedy maszerują w Sanbancho pod Ministerstwem Spraw Zagranicznych, protestując przeciwko polityce rządu. Cóż, dzieci odchowane, mąż też, pojawia się czas na ambitniejsze plany. Więc zakładają różne kluby, koła i stowarzyszenia, nieraz bardzo sprawnie inwestują na giełdzie, często zajmują się polityką, organizują różne akcje protestacyjne – trochę jak w Polsce, tylko w innych nakryciach głowy... 

W końcu zdecydował się Pan opuścić Tokio i przenieść do Singapuru, co było powodem tej decyzji i dlaczego właśnie Singapur?

   Powodem był brak ogrzewania w moim mieszkaniu. To typowe dla mieszkań tokijskich, niestety. Większość z nich jest ogrzewanych piecykami gazowymi albo naftowymi. Te drugie mają nawet pewne zalety – po przydźwiganiu dwóch dziesięciolitrowych baniek z naftą na drugie piętro jesteśmy już tak rozgrzani, że nie warto nawet rozpalać piecyka. Mimo wszystko, po dziesięciu latach miałem tego dość. Przemarznięty do szpiku kości poleciałem do najbliższego kraju tropikalnego – Singapur jest prawie dokładnie na równiku.

Gdzie czuł się Pan lepiej, bardziej swojsko, o ile można użyć takiego określenia, w Japonii, czy Singapurze? 

   W Japonii mieszkałem dłużej i dotarłem tam w wieku 20 lat, kiedy człowiek chciwie chłonie otaczającą go rzeczywistość i przyswaja ją drogą osmozy. Dlatego Japonia szybko stała się drugim podwórkiem, miejscem bardzo bliskim mojemu sercu.

   Tak, w Japonii czułem się swojsko. Czasem jednak przeszkadzało pewne wyobcowanie, którego doświadcza każdy gajdzin. Skąd ono się bierze? Nie wiem, ale podejrzewam, że ma to coś wspólnego z wyspiarskim charakterem tego narodu. Wyspiarze lubią być inni. Kto mieszkał w Anglii, wie o tym dobrze.
   Singapur natomiast, chociaż jest teoretycznie wyspą, znajduje się o głupie sto metrów od kontynentu i dojść można suchą stopą.

   Różnic jest zresztą masa – trudno sobie wyobrazić bardziej odmienne kraje. Japonia to stara, potężna, arcybogata kultura. Singapur liczy trzy miliony dusz i niewiele ponad sto lat historii. Przez większość tej historii był on po prostu miastem portowym w Malezji. A Malezja, jak wiedzą co gorliwsi studenci historii, to dawna kolonia holenderska, potem brytyjska. Czyli naród mocno obyty z bladymi twarzami. Dlatego wyobcowania na pewno czuje się mniej, chociaż o prawdziwe, głębokie zżycie z zamieszkiwanym krajem też trudniej.

Powrócił Pan do Polski po kilkunastoletniej nieobecności. Tak długa nieobecność niewątpliwie zmienia perspektywę. Jak ukazał się Panu kraj po tylu latach? Czy od razu czuł się Pan jak w domu, czy przyzwyczajenie się zabrało znów trochę czasu? I jak odnajduje się tutaj Pana żona?

Kit   Mieszkałem przez 15 lat poza krajem i w tym czasie na pewno bardzo się zmieniliśmy – kraj i ja. Co z tego wynika? Kolejna książka, oczywiście! Planuję ją na rok 2009, bo najpierw mam plany na dwie inne. Ale żeby tak całkiem nie wymigiwać się od odpowiedzi – moja żona, Kit, odnajduje się tutaj daleko lepiej ode mnie. Ze stoickim spokojem przyjmuje setki chorych nonsensów, jakie towarzyszą codziennemu życiu w naszej ojczyźnie. Po prostu zakłada, że widać tak musi być w tym zwariowanym świecie bladych twarzy. Ja natomiast jestem Polakiem i czuję się współodpowiedzialny za to, co nas otacza. Co mnie czasem załamuje, jak pewnie wszystkich nas.

   Kit właśnie wyszła z łazienki (ślicznie wyglądając zresztą – ręcznik jest najpiękniejszą suknią, jaką może nosić kobieta), więc zagaiłem:
– Kochanie? Pani dziennikarka pyta, jak się odnajdujesz tutaj, w naszym kraju?
– Mam mapę, oczywiście – odpowiedziała Kit.

Czy tęskni Pan za tymi krajami? Czego Panu najbardziej brakuje?

   Tęsknię. W każdym miejscu zostawia się kawałek siebie, kawałek swojego serca. Niestety, kiedy jestem tam, równie bardzo tęsknię za Polską. Podróże może więc rozwijają, ale powodują też, że nigdy już nigdzie nie będziemy się czuć stuprocentowo w domu.

Jest Pan autorem dwóch książek opartych na Pańskich doświadczeniach: Bezsenność w Tokio oraz Singapur, czwarta rano. Wcześniej imał się Pan bardzo różnych zajęć, był Pan między innymi informatykiem, akustykiem, nauczycielem, a także perkusistą. Czy pisarstwo to kolejna przygoda życiowa, po której postawi Pan przed sobą inne wyzwania, czy zamierza Pan nadal pisać?
Bezsenność w Tokio - okładka
   Nie, wyzwań nie stawiam przed sobą nigdy, bo jestem patentowanym leniem i w życiu prywatnym nie cierpię wyzwań. Mam ich dość w biurze, gdzie zarząd serwuje je z zadziwiającą regularnością... Informatykiem jestem nadal – to właśnie mój główny zawód. Perkusistą też jestem nadal – to tylko hobby, ale bez muzyki nie umiałbym żyć, więc grać będę, póki sił starczy.

   Natomiast pisarstwo jest faktycznie wspaniałą przygodą. Dostaję wiele maili od czytelników (w obu książkach są adresy – Czytelników Pinezki też zachęcam do kontaktu mailowego za pośrednictwem mojej strony). Bardzo lubię te kontakty – kilka z nich zaowocowało prawdziwymi przyjaźniami. A najcenniejsze są dla mnie maile od osób, które po lekturze Bezsenności w Tokio postanowiły zdawać na studia japonistyczne, albo pod wpływem Singapur, czwarta rano wzięły się za naukę gry na instrumencie. Zainspirować kogoś do działania, do zrobienia w życiu czegoś ciekawego, to najpiękniejsze podziękowanie, jakie mogę dostać za noce spędzane nad klawiaturą.
   Nie wiem, czy będę zawsze pisał, ale na razie mam zaplanowanych pięć następnych książek, czyli do roku 2013 będę miał co robić.

Zatem, jakie plany na najbliższą przyszłość? 

Singapur, 4 rano - okładka   O, cała masa. Na wiosnę mam sporo spotkań autorskich, w większości połączonych z koncertami mojego zespołu "Hebi". Do końca roku chcę skończyć pracę nad trzecią powieścią, tym razem dziejącą się znowu w Japonii, ale zupełnie różną charakterem i wątkami od Bezsenności w Tokio. Tę pierwszą książkę przetłumaczyłem zresztą na angielski i pracuję teraz z wydawcą nad wydaniem jej za granicą. Poza tym buduję domowe studio nagrań (w piwnicy). To dużo pracy, ale własne studio zawsze było moim marzeniem.

   Aha, byłbym zapomniał: ostatnio wróciłem na chwilę do bohaterów Bezsenności, Seana i Marcina, w opowiadaniu pt. Masaż po japońsku. Będzie ono opublikowane w SPA & WELLNESS – premiera tego nowego czasopisma jest zapowiedziana na 1 maja i wtedy ukaże się pierwsza z trzech części opowiadania.

 
Dziękuję za rozmowę.

W następnym, czerwcowym numerze nowe opowiadanie Marcina Bruczkowskiego – specjalnie dla Pinezki!



Na zdjęciach - Marcin Bruczkowski z rodziną.
Zdjęcia z archiwum autora. Portret Marcina autorstwa Pawła Bruczkowskiego.

{jos_sb_discuss:23}

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl