Skazani na Dodę

...i społeczeństwo

   Główny problem polega na tym, że po rekonfiguracji sieci Dwójka nie będzie słyszana tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Wedle czarnego scenariusza z wyjątkiem większych miast możliwości odbioru jedynego ogólnopolskiego programu kulturalnego na falach radiowych zostanie pozbawiona niemal cała prowincja: Ziemia Lubuska i Wielkopolska, całe Mazowsze i Podlasie, Warmia i Mazury (z wyjątkiem turystycznego regionu wielkich jezior), częstochowskie, piotrkowskie, łódzkie, świętokrzyskie, sandomierskie, chełmskie, rzeszowskie i krośnieńskie.


   Internetowe wydanie Dziennika parę dni temu, zakładka "Kultura". Po kliknięciu jako pierwszy pojawia się tytuł "Doda się rozwodzi!". Nadzieje, że jest to jakiś żart, zawodzą po lekturze kulturalnego ("kulturalnego") archiwum: "Finał finałów Tańca z gwiazdami", "Foremniak i Linda - duet wart miliony widzów", "Kidman naśladuje Marylin Monroe". Gdzieś między informacją o tym, że "Cypriański ma nową dziewczynę" i "Rozbieraniem na kawałki Brada Pitta" można jednak przeczytać, że zmarł Mścisław Rostropowicz albo o premierze Oniegina, baletu Johna Cranko w warszawskim Teatrze Wielkim.

   Dziennik zarówno w wersji drukowanej jak i elektronicznej jest medium prywatnym i może sobie pozwolić na chaos, mieszanie kultury wysokiej z masową i z plotkami ze świata gwiazd. Nie jest zobligowany do promowania zjawisk kulturalnych najwyższej jakości. Problem zaczyna się, gdy z propagowania kultury wysokiej wycofuje się medium publiczne, któremu ustawowo powierzono taką misję. Wypowiedzi prezesa Polskiego Radia,  Krzysztofa Czabańskiego, na temat rekonstrukcji, reorganizacji, rekonfiguracji (i jeszcze paru innych czynności poprzedzonych prefiksem re-) instytucji i programów budzą zrozumiały niepokój, że kultura w Polskim Radiu będzie wyglądała jak "Kultura" w Dzienniku lub innych komercyjnych mediach. W zamian za odebranie częstotliwości Dwójce, programowi poświęconemu szeroko pojętej kulturze wysokiej, i przekazanie ich Jedynce, prezes obiecuje rozszerzenie oferty kulturalnej Programu I. Tylko że wedle deklaracji Czabańskiego rozszerzenie oferty kulturalnej Jedynki oznacza przede wszystkim "codziennie spektakl Teatru Polskiego Radia, lektury Jedynki, poezja" oraz... przywrócenie na antenę audycji "Radio Dzieciom". Jak widać preferowane jest słowo, dla muzyki tzw. poważnej nie znalazło się dość miejsca. Właściwie trudno się temu dziwić, skoro wiadomo, że "radio gadane" jest oczkiem w głowie prezesa.

   Gdy w lecie 2006 r. Krzysztof Czabański został prezesem Polskiego Radia, rozpoczął swoje urzędowanie od decyzji personalnych. Odwołał dyrektorów programu I, III, Radia Bis, IAR i powołał nowych. Z poprzedniej kadry kierowniczej oszczędzono dyrektor Dwójki - Elżbietę Markowską i jej zastępcę Andrzeja Sułka. Wydawało się, że nowy prezes rozumie, na czym polega różnica pomiędzy radiofonią publiczną i prywatną. Jeszcze jesienią 2006 r. przekonywał, że Radio publiczne nie może ścigać się z nadawcami komercyjnymi o pieniądze z reklam kosztem poziomu programu, deklarował, że nie traktuje  słuchaczy jako targetu, tylko jako ludzi mających indywidualne upodobania, a proponowane przez niego zmiany programowe mają prowadzić do pełniejszego wypełnienia misji. Jednak działania podejmowane przez prezesa i jego późniejsze wypowiedzi wyraźnie przeczą tym szlachetnym deklaracjom.
   Niespełna pół roku później prezes Czabański stanął do wyścigu ze stacjami komercyjnymi. Do zawodów wystawił Jedynkę: Musimy postawić na Jedynkę – mówił w wywiadzie udzielonym Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej – aby stała się radiem ogólnopolskim zdolnym do konkurencji ze stacjami komercyjnymi. (...) Moim celem jest to, aby Program I był słyszalny w całym kraju. Za wzór służyły komercyjne stacje – RMF FM i Radio Zet. Pewnie słusznie, bo obie wyprzedziły Jedynkę we współzawodnictwie o pozyskanie słuchaczy. Według badań przeprowadzonych przez MillwardBrown SMG/KRC w okresie od września do listopada 2006 r. RMF i Radio Zet odnotowały wzrost słuchalności, natomiast Jedynka – już po zmianach programowych wprowadzonych przez team Czabański-Wolski (ówczesny dyrektor Programu I) – wyraźny spadek. Przyczyn doszukiwano się jednak nie w upolitycznieniu stacji i kiepskiej ofercie programowej skierowanej do "wszystkich czyli do nikogo", lecz w zasięgu Jedynki, który na UKF obejmuje 1/3 terytorium Polski (za to na falach długich program dociera prawie wszędzie). Problem w tym, że nowych częstotliwości nie można przyznać i aby zapewnić dotarcie Jedynki do większej liczby potencjalnych słuchaczy, trzeba wykorzystać te częstotliwości, które Polskie Radio już ma. To oznacza "rekonfigurację sieci nadawczych UKF Polskiego Radia" – jak podano w komunikacie prasowym z posiedzenia KRRiT z 20 lutego 2007. Ponieważ relatywnie najlepszymi nadajnikami i częstotliwościami dysponuje Program II, więc to chyba naturalne, że właśnie Dwójce należy je odebrać i przekazać Jedynce. W wyniku tych rekonfiguracji Program I będzie miał pokrycie około 95%, praktycznie pokrycie w całym kraju tym sygnałem UKF i będzie docierał też praktycznie do wszystkich obywateli Polski, którzy będą chcieli go słuchać. Program III zostanie bez zmian (...) on też ma pokrycie praktycznie w całym kraju. Program II poniesie pewne minimalne straty w niektórych częściach kraju (...) A najbardziej straci Program IV  - tłumaczył "praktycznie" w Sygnałach Dnia prezes.

   Nasuwa się pytanie, dlaczego częstotliwości mają być zabrane Dwójce, która swoim zasięgiem nie obejmuje przecież całego terytorium Polski, lecz 70-80 %, a nie "stuprocentowej" Trójce?
   Odpowiedzi jest kilka, ale zwykle podaje się dwie. Po pierwsze w Trójkę warto inwestować, bo jest ona jednym z dwóch programów radia publicznego atrakcyjnych dla reklamodawców. Dzięki wpływom z reklam skromny budżet radiowy można trochę podreperować. Po drugie – Dwójka jest wedle prezesa Czabańskiego programem niszowym, którego słucha zaledwie 400 tys. osób. Czy warto przejmować się tym, że w wyniku "rekonfiguracji" raptem tysiąc melomanów nie posłucha sobie w radio jakiegoś koncertu? Czym jest ten promil wobec wielomilionowego audytorium Jedynki? Właściwie należy się cieszyć, że Dwójki nie potraktowano tak jak audycji w języku esperanto, że nazwano ją tylko "programem niszowym" a nie "hobbystycznym", bo – jak się wyraził Jerzy Targalski, zawieszony obecnie wiceprezes Polskiego Radia – za publiczne pieniądze nie można finansować ruchu hobbystycznego. To pieniądze wyrzucone w błoto. Dwójka mogłaby w ogóle przestać istnieć, tak jak przestała istnieć na antenie audycja dla esperantystów. Na razie 1 marca br., gdy przypadała siedemdziesiąta rocznica powstania Programu II, pracownicy i wielbiciele stacji otrzymali od Zarządu bardzo szczególny urodzinowy prezent – informację o ograniczeniu jej zasięgu.

   Choć Dwójka powstała 70 lat temu, w 1937 r., jako radiostacja lokalna Warszawa II; choć od zarania współpracuje z wybitnymi twórcami kultury (pierwszym jej dyrektorem był Zenon Kosidowski); choć nie da się zapomnieć jej roli w pierwszych dniach II wojny światowej, kiedy nadawała wiadomości z walczącej Warszawy, przemówienia Stefana Starzyńskiego i komentarze Wacława Lipińskiego; choć bohatersko zapisała się w pamięci jako powstańcze radio "Błyskawica", gdzie pracowali m.in. Jeremi Przybora i Jan Nowak-Jeziorański, to jednak najbardziej kojarzy się z linią programową, jaką nadano jej na początku lat 90 XX w. Jest, jak sama się reklamuje, "największą w Polsce filharmonią i salą teatralną, za jej pośrednictwem cały świat może uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach muzycznych naszego kraju".
Współtwórczynią obecnej formuły Programu II jest Elżbieta Markowska. Początkowo, jak wspomniano, wydawało się, że prezes Czabański ją oszczędził. Być może w uznaniu zasług, a być może dlatego, że do tak odpolitycznionego programu jak Dwójka trudno było przykładać tę samą polityczną miarę, którą kierowano się przy zmianach personalnych w pozostałych programach.

   Dziwnym trafem, gdy Zarząd Polskiego Radia arbitralnie postanowił, a prezes zapowiedział, że Jedynka ma być okrętem flagowym Polskiego Radia. I będzie, bo już przed wakacjami dostanie nowe częstotliwości, z funkcji dyrektora Dwójki odwołano Elżbietę Markowską, a z funkcji jej zastępcy – Andrzeja Sułka. Rzecznik Radia, Tadeusz Fredro-Boniecki zastrzega, że to przypadek. I z wielką estymą wyraża się o zwolnionej dyrektor, co brzmi niczym kpina: Zasługi pani Markowskiej są niepodważalne i nie do przecenienia. Potrafiła ona skupić wokół tego programu bardzo silne i zintegrowane środowisko. Przyczyny odwołania dyrekcji pozostają nieznane, bo z decyzji personalnych zarząd się nie tłumaczy. Może to nawet lepiej, że nie ujawniono powodów, bo laureatka nagrody im. K. Szymanowskiego, nagrody Ministra Kultury, która poświęciła radiu ponad 30 lat, mogłaby usłyszeć tekst o "złogach gierkowsko-gomułkowskich", o "starych babach" lub o "średniej wieku bliskiej tej na cmentarzu".

   Za czasów Markowskiej Program II wyspecjalizował się i zindywidualizował i dziś mocno wyróżnia się na tle innych programów radia publicznego, nie wspominając o mediach komercyjnych. W polskim eterze nie ma stacji, którą można by pomylić z Programem II – słusznie zauważono na macierzystej stronie internetowej Dwójki. Jest to jedyny program, który w stu procentach wypełnia zapisaną w ustawie misję właściwą mediom publicznym: promuje kulturę wysoką w najróżniejszych jej przejawach i dziedzinach. Od muzyki poprzez literaturę po publicystykę kulturalną na najwyższym poziomie. Audycje Dwójki są dla wielu słuchaczy źródłem wiedzy o świecie, i to źródłem wiarygodnym, bo do współpracy zaprasza się autorytety cieszące się nierzadko światową sławą. Najwięcej miejsca na antenie – 2/3 czasu antenowego – zajmuje jednak muzyka bardzo zróżnicowana pod względem gatunkowym i formalnym. Swoich audycji i wiernych słuchaczy doczekał się jazz i klasyka, muzyka dawna i współczesna, kompozytorzy polscy i zagraniczni, muzyka kameralna i symfoniczna, wokalna i instrumentalna, znana, rozpoznawalna i zupełnie nieznana, dopiero odkrywana. Nie do przecenienia okazują się też kontakty Dwójki z Europejską Unią Nadawców (EBU), dzięki której Europa i kilka krajów pozaeuropejskich dowiaduje się o wydarzeniach muzycznych w Polsce, a polscy melomani mają możliwość wysłuchania transmisji koncertów z najsłynniejszych sal i w najlepszych interpretacjach. Nie trudno zgadnąć, że wzorcem dla polskiej Dwójki jest brytyjska Trójka – BBC Radio 3 (The BBC Third Programme), jeden z najambitniejszych – jeśli nie najambitniejszy – programów kulturalnych publicznej radiofonii, wyznaczający wysokie standardy swoim naśladowcom.

   Może to przypadek (a może nie?), że w 1997 r., 70 lat po tym, jak BBC objęło patronatem londyński festiwal Proms, z inicjatywy Markowskiej powstał Festiwal Muzyczny Polskiego Radia. Cel obu imprez jest podobny – zapoznać jak najszersze grono słuchaczy z muzyką ambitniejszą niż wszechobecny pop.

   Nie sposób wymienić wszystkich wydarzeń kulturalnych, którym patronuje Dwójka. Na pewno jej logo – zielone koła – można spotkać na plakatach Warszawskiej Jesieni, festiwalu "Musica Electronica Nova", festiwalu muzyki folkowej "Nowa Tradycja", międzynarodowych konkursów – wiolonczelowego im. Lutosławskiego, dyrygenckiego im. Fitelberga i wokalnego im. Moniuszki. Współorganizuje też imprezy takie jak Muzyka w Raju, Misteria Paschalis, Wratislavia Cantans, Wielkanocny Festiwal im. Beethovena i wiele, wiele innych, niekoniecznie cyklicznych.

   Najważniejsza i najbardziej akcentowana zasługa Programu II to jednak umożliwienie obcowania ze światową kulturą wysoką ludziom, którzy ze względu na miejsce zamieszkania, sytuację materialną, rodzinną czy zdrowotną nie mieliby żadnych szans zetknąć się z nią w inny sposób. Może to wyświechtany slogan, ale on właśnie najlepiej obrazuje oddziaływanie Dwójki - krzewienie kultury pod strzechami. Subtelniej wyraziła to (wtedy jeszcze) dyrektor Markowska: Myślę, że w takim już naprawdę dosłownym sensie Program II realizuje (...) obowiązki ustawowe czyli udostępnienie obywatelom równego dostępu do dóbr kultury. Dla słuchaczy jest to sposób najłatwiejszy i najtańszy.

   Nie wiadomo, czy takie same priorytety ma nowa dyrekcja Dwójki – Krzysztof Zaleski i Małgorzata Małaszko. Pierwsze wypowiedzi dyrektora Zaleskiego wskazywały na to, że jego wizja Programu II jest nieco inna, a właściwie, że w ogóle nie ma takiej wizji. Najpierw chciał zmienić proporcje pomiędzy muzyką a słowem, zwiększyć obecność literatury na antenie. Marzyła mu się klasyka rocka w Dwójce, co niepokojąco zbliżyłoby profil programu II i III – jak zauważyła Dorota Szwarcman. Na szczęście dyrektor wycofał się z tego i w wywiadzie z 27.04.2007 zapewnił, że nie zmieni się nic, jeśli chodzi o istotę Programu II. Nie zmienią się proporcje muzyki do słowa. Gwarantują to obowiązujące ustawy i tylko ktoś nierozsądny może myśleć, że (...) będziemy wprowadzać w tym obszarze jakieś zmiany (...). Pragniemy jednak lepiej rozmieścić audycje na tarczy czasu, dostosować ich charakter do pory nadawania. Pusto, żeby nie powiedzieć – śmiesznie – brzmią deklaracje ożywienia działu publicystyczno-kulturalnego, prezentacji premier, słuchowisk, twórczości polskich kompozytorów i pisarzy, jakby w dotychczasowej formule Dwójki nie było na to miejsca.

   Nowy dyrektor usiłuje doszukać się problemu tam, gdzie go nie ma, ignoruje natomiast, podobnie jak prezes Czabański, kwestię, która wywołała powszechne społeczne oburzenie i protesty. Nie chodzi przecież o to, aby zmienić profil Programu II, wręcz przeciwnie – chodzi o to, by zachował on swoją specyfikę. Główny problem polega na tym, że po rekonfiguracji sieci Dwójka nie będzie słyszana tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Wedle czarnego scenariusza z wyjątkiem większych miast możliwości odbioru jedynego ogólnopolskiego programu kulturalnego na falach radiowych zostanie pozbawiona niemal cała prowincja: Ziemia Lubuska i Wielkopolska, całe Mazowsze i Podlasie, Warmia i Mazury (z wyjątkiem turystycznego regionu wielkich jezior), częstochowskie, piotrkowskie, łódzkie, świętokrzyskie, sandomierskie, chełmskie, rzeszowskie i krośnieńskie. Taką ponurą wizję roztoczyli przedstawiciele środowisk twórczych w liście protestacyjnym podpisanym już przez kilkanaście tysięcy osób. Apel o odwołanie katastrofalnej decyzji trafił do Zarządu Polskiego Radia, premiera, prezydenta, ministra kultury, sejmu i senatu.

   Na apel zareagował minister Kazimierz Ujazdowski. W liście do prezesa Czabańskiego przypomniał o kulturotwórczej, edukacyjnej i popularyzatorskiej roli Dwójki, wskazał konsekwencje, jakie przyniesie ograniczenie "zasięgu częstotliwości" – utratę dostępu do audycji i tematyce kulturalnej, która nie jest dostępna w ofercie nadawców komercyjnych.  Na koniec wezwał prezesa, aby szukał oszczędności z uwzględnieniem interesu polskiej kultury i dziedzictwa narodowego. Do prezesa napisała też Maria Kaczyńska (prezydent osobiście nie zareagował, tym bardziej premier); posłowie Platformy Obywatelskiej zwrócili uwagę , że Dwójka jest jedynym programem uzasadniającym publiczny charakter nadawcy oraz płacenie abonamentu, jeśli plany ograniczenia zasięgu zostaną zrealizowane, to ani polska, ani światowa kultura nie dotrze na polską prowincję. Senacka Komisja Kultury i Środków Przekazu pod koniec marca zorganizowała posiedzenie z udziałem przedstawicieli środowisk twórczych, które zainicjowały ten społeczny protest, oraz prezesa Czabańskiego. Oprócz tego w prasie papierowej i internetowej pojawiły się artykuły opisujące szczególną "politykę kulturalną" Zarządu Polskiego Radia, zwoływano konferencje prasowe. Wydaje się jednak, że prezes Czabański pozostał głuchy na wszelkie argumenty, niezależnie od tego, czy przedstawiają je artyści, politycy czy zwykli słuchacze. Nie zmienił stanowiska nawet wtedy, gdy wraz z dyrektorem Zaleskim podpisywał... list protestacyjny w obronie radiowej Dwójki.  Nie zdaje sobie sprawy lub nie chce zdawać sobie sprawy, że proponowane przez niego rozwiązania – udostępnienie Dwójki przez internet, odkodowanie przekazu cyfrowego, odbiór za pomocą kablówki i anteny satelitarnej – są połowiczne i właściwie skutecznie służą utracie audytorium.

   Być może nieprzejednana postawa Czabańskiego wynika z fałszywego obrazu odbiorcy Dwójki. W "Sprawozdaniu Zarządu Polskiego Radia SA z wykorzystania wpływów abonamentowych na realizacje misji publicznej" z 13.03.2007 znajduje się taka charakterystyka słuchacza: Program II PR zakłada, że słuchacz audycji ma większe od przeciętnych wymagania, a prezentowana muzyka oraz rozmowy i dyskusje – muszą mieć wybitne walory i szeroki kontekst; Dwójka trafia w ten sposób do słuchacza wykształconego, z pogłębionymi zainteresowaniami (głównie humanistycznymi), który chce poznawać osiągnięcia nauki, kultury oraz zapoznać się z opiniami autorytetów i innych słuchaczy. Gdyby to była prawda, to można by było przyznać rację prezesowi – taki słuchacz, nawet pozbawiony ulubionego programu, dotrze za pomocą internetu, kablówki, satelity do kultury. Ale mając do wyboru cyfrową ofertę Polskiego Radia i cyfrową ofertę BBC 3, z całą pewnością wybierze tę drugą.

   Jednak większość wiernych słuchaczy Dwójki wcale nie odpowiada wirtualnemu wizerunkowi stworzonemu na potrzeby sprawozdania.  Dorota Szwarcman (Prezes na Dwójkę, Polityka 12/2007) przytacza badania, z których wynika, że 41 % słuchaczy Dwójki ma wykształcenie średnie, 6 % – podstawowe, a 16,7 – zasadnicze zawodowe. Duża część mieszka na prowincji. To dla nich radio jest ważnym punktem odniesienia. Na internetowych forach pojawiają się wypowiedzi takich słuchaczy autentycznie przerażonych możliwością utraty kontaktu ze światem:
Jestem 22 letnią dziewczyną, nawet nie studiującą, a Dwójka to jedyne radio, jakiego słucham, tak naprawdę mój jedyny kontakt ze światem (...). Dlatego dla mnie brak tego programu (owszem, brak, gdyż mieszkam w niewielkim mieście) oznacza ciszę. [Pozostaną tylko nagrania], ba! częstokroć są to płyty kupowane właśnie dzięki Płytomanii.
Program II PR to jedyny program, którego mam ochotę słuchać. Jeśli on ma zniknąć, to ktoś taki jak ja, mieszkaniec małego miasta, w którym nie ma opery, teatru, muzeum czy galerii, znajdzie się w intelektualnej pustce. Będzie dostępne jedynie komercyjne badziewie, przed którym nie będzie się gdzie schronić.

  Wszyscy słuchacze mieszkający w rejonach, gdzie nie dotrze Dwójka, niezależnie od dostępu do internetu czy kablówki, zostaną skutecznie pozbawieni możliwości słuchania ulubionej stacji w samochodzie. Trudno bowiem jeździć z anteną satelitarną na dachu.

   Nie przekonuje również zapewnienie, że oferta kulturalna znajdzie się w mocno skomercjalizowanej Jedynce i Trójce. Już na początku stwierdzono, że spowoduje to chaos, a wartościowe programy zginą wśród zalewu informacji, politycznych dyskusji z wszechobecnym "ja panu nie przerywałem", wśród reklam, "twórczości" Wiśniewskiego i "ambitnych" utworów Rubika. Odejście od wyspecjalizowanych programów to uwstecznienie, które grozi utratą odbiorców. Kiedy w latach 60 XX w. intensywnie zaczęła rozwijać się telewizja, radiu wróżono odejście w niebyt. Wielu medioznawców kasandrycznie wieszczyło, że do końca lat 80 radiowe audytorium wymrze i nikt już nie zajmie jego miejsca.  Tak się na szczęście nie stało – przede wszystkim dlatego, że zróżnicowano ofertę programową poszczególnych stacji. Wielbiciele określonych rodzajów muzyki wiedzieli, który program włączyć, aby usłyszeć ulubione dźwięki, albo którego programu unikać, aby nie ranić uszu; do muzyki dostosowano słowo, tematykę audycji i ich poziom. Wspólne preferencje niejednokrotnie owocowały powstaniem formalnego lub nieformalnego stowarzyszenia działającego pod auspicjami ulubionego programu, jak choćby najbardziej chyba znany Ogólnopolski Klub Miłośników Opery "Trubadur", któremu patronuje Dwójka. Eklektyczne programy zachwalane przez prezesa Czabańskiego nie znajdą tak wiernych słuchaczy. Na jeszcze jedno niebezpieczeństwo niewyspecjalizowanego programu zwraca uwagę Waldemar Kumór (Nie bójcie się dobrego radia, GW 09.03.2007), pytając retorycznie (i sarkastycznie): Co zrobi prezes Czabański, gdy konkurs chopinowski znów wygra jakiś Blechacz i trzeba będzie transmitować koncert? Zdejmie z Jedynki wywiady przy kominku z prezydentem, a może felieton któregoś publicysty z Gazety Polskiej?

   Czy utrata audytorium przez program promujący kulturę może skutkować likwidacją tego programu? W najbliższej przyszłości nie. Wiele wskazuje, że "radio gadane", ukochane dziecko Czabańskiego, powstanie prawdopodobnie w miejsce obecnego radia Bis. Z tej strony Dwójce niebezpieczeństwo nie grozi. Poza tym do tego, aby zlikwidować jeden z programów publicznej radiofonii potrzebna jest zmiana ustawy o radiofonii i telewizji, która gwarantuje istnienie Programu II w obecnym kształcie. Nawet jeśli udałoby się w jakiś sposób przekonać do tego posłów, pozostaje jeszcze przekonanie senatorów, wśród których jest wielu ludzi kultury. A gdyby i to się udało, to ustawa musi trafić jeszcze na biurko prezydenta. Choć przekonanie prezydenta o konieczności likwidacji Dwójki mogłoby wcale nie być takie trudne. Ale czy komuś by się chciało w to bawić?

   Bardziej prawdopodobny, choć równie niewesoły jest inny scenariusz. Ograniczenie możliwości słuchania Programu II spowoduje naturalny odpływ słuchaczy. Stacja będzie co prawda nadal istniała i nawet nadawała jakieś audycje, ale ich jakość ulegnie stopniowemu obniżeniu. Dwójka przestanie być medium kreującym i animującym wydarzenia kulturalne. Chyba coś podobnego rozważał dyrektor Zaleski, bo na jednej z konferencji prasowych zorganizowanej przez Pen Club pocieszał dziennikarzy i przedstawicieli środowisk twórczych, że kulturze nie grozi zagłada. Powoływał się przy tym na przykład BBC 3. Gdyby brytyjska Trójka przestała istnieć, straciła znaczenie lub zmieniła profil, to przecież nie oznaczałoby to upadku życia kulturalnego w ogóle. Pewnie nie, ale mimo wszystko angielska i europejska kultura straciłaby dużo.

   Gdyby upadła polska Dwójka, to straty byłyby nieporównanie większe. Nie tylko w wymiarze globalnym, ale także w wymiarze partykularnym. Program II przejął zaniedbywane w domach i szkołach obowiązki edukacyjne zwłaszcza w sferze muzycznej. Jaki jest poziom umuzykalnienia polskiego społeczeństwa, słychać u cioci na imieninach i na partyjnych wiecach. Ale mniej żenująca jest nieumiejętność czystego śpiewu niż nieznajomość podstawowych zjawisk muzycznych i utworów należących do kanonu kultury tak samo jak dzieła literackie czy plastyczne. Pomysł ograniczenia jedynego radiowego medium, które zajmuje się kulturą wysoką, jest próbą zepchnięcia Polski do kulturalnego zaścianka – stawia smutną diagnozę Wojciech Kilar w wywiadzie udzielonym Przekrojowi.

   A może niepotrzebnie podpisujemy listy protestacyjne? Może rzeczywiście odpowiada nam zaściankowość, nie potrzebujemy kultury wysokiej i zadowolimy się kulturą masową? Niby dlaczego oratorium Piotra Rubika ma być gorsze niż oratorium Johanna Sebastiana Bacha? W końcu jedno i drugie tak samo dobrze nadaje się na dzwonek do telefonu.  



PS. Do zmiany częstotliwości Jedynki i Dwójki ma dojść na przełomie maja i czerwca b.r.

List otwarty w sprawie polityki kulturalnej Polskiego Radia

Stanowisko prezesa Krzysztofa Czabańskiego

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl