Wielojęzyczność - fakty i mity

...i społeczeństwo
dzieci wielojezyczne

   Najnowsze badania wykazały, że dorastanie w dwujęzycznym środowisku wpływa na przyszłe zdolności językowe dziecka i ułatwia naukę kolejnych języków oraz rozwija zdolność abstrakcyjnego myślenia. Jest to szczególnie ważne w Wielkiej Brytanii, gdyż nauka języków w szkołach podstawowych i średnich często nie stoi tu, dyplomatycznie rzecz ujmując, na najwyższym poziomie, a Brytyjczycy zajmują jedno z najniższych miejsc w rankingu znajomości języków obcych w UE.


   Zeszłej jesieni odwiedziliśmy angielskich przyjaciół i poznaliśmy tam znajomą znajomego. Okazało się, że Ewa pochodzi z Niemiec, ma ojca Niemca i mamę Polkę. Chociaż nigdy w Polsce nie mieszkała i rzadko ją odwiedza, mówiła świetnie po polsku, zupełnie poprawnie pod względem gramatycznym, miała bogate słownictwo. Oprócz polskiego i niemieckiego zna także biegle angielski (akcent niemiecki był ledwo wyczuwalny), francuski i hiszpański.
Wielojęzyczność Ewy zrobiła na mnie duże wrażenie i nie muszę chyba dodawać, że jeszcze większe na reszcie towarzystwa – byłyśmy jedynymi cudzoziemkami.  Ewa z pewnością ma zdolności językowe, ale jak sama podkreśliła, bycie dwujęzyczną od początku nauki mowy na pewno przyczyniło się do rozwinięcia tych zdolności.

   Ilość Polaków osiedlających się w UK (gdzie mieszkam) pozwala założyć, że w najbliższej dekadzie wyrośnie nowe pokolenie dzieci władających biegle zarówno językiem polskim jak i angielskim. Bywa, że do tych języków dochodzi jeszcze trzeci, jeśli także drugi rodzic jest imigrantem. Wielojęzyczność jest codziennością dla rosnącej liczby rodzin. Choć wydawałoby się, że dotyczy to głównie związków mieszanych, także rodziny, w których oboje rodzice pochodzą z Polski, mają różne wątpliwości na ten temat, zwłaszcza, że wokół tego zjawiska krąży wiele mitów i niesprawdzonych opinii.
   Do najczęściej zadawanych pytań należy: czy dziecku nie pomieszają się języki? A nawet: czy dwujęzyczność nie pomiesza dziecku w głowie i nie opóźni jego rozwoju?

   Ciekawe, że te obawy wciąż się powtarzają, choć przykładów na to,  
że dzieci z łatwością uczą się dwóch, a nawet trzech języków, nie brakuje. W wielu miejscach na świecie dwu- i wielojęzyczność praktykuje się z powodzeniem od setek lat, np. w Belgii, Szwajcarii, Finlandii, Walii i Kanadzie. I choć w większości państw europejskich dominuje jeden narodowy język, to sytuacja w innych częściach świata jest zupełnie inna: aż 75% ludności świata ma kontakt i często mówi w dwóch lub więcej językach i dialektach. Polska jest krajem monolingwalnym, w dodatku Polacy musieli opierać się germanizacji i rusycyzacji – stąd zapewne bierze się nieufna postawa wobec uczenia małych dzieci więcej niż jednego języka. Przykład niezliczonych mieszanych rodzin, a także wyniki wielu badań dowodzą jednak, że dzieci, które od urodzenia mają kontakt z więcej niż jednym językiem, z łatwością przyswajają sobie dwa, trzy a nawet cztery języki. Specjaliści ustalili, że właśnie cztery języki to granica – dopiero piąty język wprowadzany w tym samym czasie co pozostałe cztery może nastręczyć trudności.  Nie ma żadnych dowodów na to, że nauka więcej niż jednego języka wpływa negatywnie na rozwój dziecka, wręcz przeciwnie, jest wiele dowodów na to, że jest to pozytywne doświadczenie, które korzystnie wpływa na jego inteligencję.

   Najnowsze badania wykazały, że dorastanie w dwujęzycznym środowisku wpływa na przyszłe zdolności językowe dziecka i ułatwia naukę kolejnych języków oraz rozwija zdolność abstrakcyjnego myślenia. Jest to szczególnie ważne w Wielkiej Brytanii, gdyż nauka języków w szkołach podstawowych i średnich często nie stoi tu, dyplomatycznie rzecz ujmując, na najwyższym poziomie, a Brytyjczycy znajdują się na jednym z najniższych miejsc w rankingu znajomości języków obcych w UE.
   To prawda, że wielojęzycznym dzieciom zdarza się używać w jednym zdaniu słów z różnych języków.  Ba, zdarza się to i nam, dorosłym, którzy od dawna mieszkają w kraju innym, niż ojczysty. Bywa też, że dzieci popełniają błędy gramatyczne. Jest to jednak zupełnie nieszkodliwe, przemijające i najczęściej bardzo zabawne zjawisko (córeczka znajomego mieszanego małżeństwa mawia "Idziemy do home’u!"). Rozwój mowy u dzieci dwujęzycznych przebiega tak samo jak u dzieci jednojęzycznych, które także na początku popełniają błędy. Z czasem, w miarę rozwoju słownictwa, dzieci uczą się poprawnej formy. Jeśli rodzice sami nie będą kaleczyć swego ojczystego języka i zadbają o stały z nim kontakt, dziecko także będzie mówiło czysto i poprawnie.  A śmieszne neologizmy i powiedzonka trafią do zbioru rodzinnych anegdot.

   Kolejny popularny, lecz fałszywy pogląd dotyczy relacji dzieci dwujęzycznych z rówieśnikami. Pewna zamieszkała w Anglii znajoma Polka, której mąż także jest Polakiem, i którym niedawno urodził się synek, zwierzyła mi się ostatnio ze swoich obaw: "Oboje z mężem mówimy do dziecka po polsku i na razie dziecko nie ma właściwie żadnego kontaktu z językiem angielskim. Zastanawiam się, co będzie, jak dziecko będzie na tyle duże, żeby pójść do szkoły – czy nie będzie miało przez to problemów? Czy nie będzie wyobcowane, odtrącone przez inne dzieci? A może powinnam mówić do niego po angielsku?"
   Wbrew jej obawom, jest to sytuacja bardzo sprzyjająca pełnej dwujęzyczności. O ile dziecko będzie miało częsty kontakt z anglojęzycznymi rówieśnikami i telewizją (tu nieoceniona, jak się przekonało wiele polskich mam z UK, jest stacja dla dzieci Cbeebies), nauczy się angielskiego równie szybko, co dzieci Brytyjczyków. Uniknie się przy tym niebezpieczeństwa, że dziecko ucząc się od rodziców języka dla nich obcego, przejmie wady wymowy i błędy językowe rodziców.
   Inne negatywne konsekwencje wyboru innego niż język ojczysty rodziców języka rodzinnego to brak pełnego kontaktu rodziców z dzieckiem  (ilu emigrantów zna angielskie slowa oznaczające kosa, skrzyp polny, łasicę czy prawdziwka?) oraz z bliskimi i dalszymi krewnymi rodziców (dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni). Swobodną dwujęzyczność osiągnie dziecko, które spędza co najmniej 30% czasu obcując z drugim językiem.  Angielski i tak będzie językiem dominującym i rodzice szybko przekonają się, że dziecko chłonie język otoczenia jak gąbka, niezależnie od tego, jakim językiem mówi w domu.

   Są dwa główne systemy wychowania w dwujęzyczności: pierwszt, zwany w skrócie OPOL (one-person-one-language) dotyczy rodzin mieszanych i oznacza, że każde z rodziców komunikuje się z dzieckiem w swoim ojczystym języku. Tę metodę stosuje moja koleżanka, Polka, mająca męża Anglika, na której ja zamierzam się wzorować. Córeczka koleżanki ma obecnie 4 latka, od początku mama mówiła do niej wyłącznie po polsku, tata – po angielsku. Dziewczynka zaczęła mówić nieco później niż rówieśniczki (co się często zdarza dzieciom dwujęzycznym, ale nie jest powodem do zmartwienia) i "skokami"  – jednego dnia używała równoważników zdania typu Ania jeść, Ania spać, następnego używała pełnych zdań: mama, Ania już chce spać. Teraz Ania ma bardzo duży zasób słownictwa w obu językach i choć angielski dominuje, ona od dawna zupełnie swobodnie rozgranicza polski i angielski – kiedy poznaje nowe słowo w angielskim, pyta się: jak to powiedzieć po polsku? Dwujęzyczność jest dla niej najnormalniejszą sprawą pod słońcem.

   Druga metoda, zwana w skrócie mL@H (minority language at home) dotyczy rodzin emigranckich i oznacza, że w domu używa się języka ojczystego rodziców, natomiast języka otoczenia dziecko uczy się od  tubylców (native speakers).  Dwie moje dwujęzyczne (angielsko-polskie) znajome – siostry, urodzone w Londynie, córki polskiego małżeństwa, które do Anglii przywiały wichry II wojny światowej, zwróciły mi uwagę na praktyczny aspekt metody mL@H. Ich rodzicom, nawet gdyby chcieli, zwyczajnie nie udałoby się wychować ich tylko z językiem angielskim. Polska i polskość były stale obecne w życiu tej rodziny, zatem najpraktyczniejsze było używanie w domu wyłącznie języka polskiego. Do dziś obie siostry mówią świetnie po polsku, choć bywa, że używają określeń, które dla osób przybyłych z Polski brzmią nieco staroświecko i pewnie nie zrozumiałyby młodzieżowego slangu Jest to bardzo dystyngowana, przedwojenna polszczyzna, równie czarująca, jak ich doskonałe, niedzisiejsze maniery.

   Niezależnie od metody, najlepsze efekty osiągają rodzice, którzy są konsekwentni i zachęcają dziecko do interakcji w swoim języku poprzez zabawę. Płyty z piosenkami, filmy na wideo i DVD, książki i gry są doskonałą pomocą w nauce drugiego języka. Warto posłać też dziecko do sobotniej szkółki polskiej, lub, jeśli nie ma takiej w okolicy, nawiązać kontakt z innymi polskimi rodzicami. Jeśli dziecko ma ulubiony sport lub inne zajęcie, warto mówić o tym po polsku, opowiadając mu np. o znanych polskich sportowcach. Zatrudnienie do opieki  nad dzieckiem polskiej au-pair lub opiekunki zapewni mu dodatkowy kontakt z drugim językiem. Rodzice dzieci dwujęzycznych podkreślają także, że wyjazdy i spędzanie wakacji w Polsce znakomicie podtrzymują i rozwijają znajomość polskiego.

 

dzieci wielojezyczne5

   Wiele osób ma jednak wątpliwości, czy warto wkładać tyle wysiłku w coś, co bywa czasem mozolne i trudne, a także, wydawałoby się, nieprzydatne. Niektórzy polscy rodzice uważają, że polski jest zbyt rzadkim, a przez to bezużytecznym językiem, w dodatku trudnym pod względem ortografii. Dzieci dwujęzyczne często przechodzą okres buntu, kiedy chcą używać wyłącznie języka dominującego, bo w żaden sposób nie chcą się różnić od swoich rówieśników. Przekonał się o tym znany historyk Norman Davies, którego polska żona mówiła do ich dwóch synów po polsku. O ile starszy syn akceptował tę sytuację, o tyle młodszy domagał się, by mama mówiła do niego po angielsku. Jego postawa zmieniła się diametralnie, kiedy dorósł i zainteresował się swoimi polskimi korzeniami, a ponadto zrozumiał, że inność może być zaletą. Obecnie intensywnie uczy się polskiego w Polsce.  Warto się zatem uprzeć i mówić do dziecka w swoim języku, nawet jeśli ono odpowiada nam w języku otoczenia – przyjdzie bowiem czas, że doceni zalety dwujęzyczności.
   Znam mnóstwo przykładów na to, że każdy język może się przydać. Dowodem, jak bardzo znajomość takiego "dziwnego" języka może pomóc w życiu i karierze, jest następująca (prawdziwa!) historia: były szef mojej koleżanki urodził się w UK w polskiej rodzinie i od urodzenia był dwujęzyczny. Przez wiele lat pracował w znanym międzynarodowym koncernie, na coraz to wyższych stanowiskach, ale choć powiększały mu sie jedynie regiony i zakres odpowiedzialności, miał przed sobą jeszcze wiele lat wspinaczki po korporacyjnej drabinie. Kiedy inna firma z tej samej branży wchodziła do Polski odnaleźli go, bo był jedyną w tej branży osobą znającą polski. Od razu został dyrektorem generalnym w Polsce, a miał wtedy niespełna 30 lat. Gdyby nie znał polskiego, nikt nie dałby mu szansy na tak wysokie stanowisko w tak młodym wieku. Obecnie ta osoba jest wiceprezesem zarządu koncernu.
   Znam także osoby urodzone w UK, mające rodziców pochodzących z różnych krajów,  nie tylko z Polski, które żałują, że nie znają języka/ów swoich przodków. Znam też rodziców, którzy obserwując dwujęzyczność dzieci przyjaciół, próbują z opóźnieniem nauczyć swoje podrośnięte już dzieci własnego języka, co nie jest niemożliwe, ale z pewnością trudniejsze. Za to te osoby, które są dwujęzyczne, twierdzą, że znajomość języka rodziców pomaga im w określeniu własnej tożsamości i pełniejszym zrozumieniu ich kulturalnego dziedzictwa.
   Dwujęzyczność nie tylko rozwija zdolności komunikacyjne i stymuluje rozwój dziecka,  w coraz większym stopniu postrzegana jest także jako inwestycja w jego przyszłość. Wg New York Times’a, który zamieścił w zeszłym roku artykuł analizujący to zjawisko, dawniej amerykańscy rodzice uczyli dzieci drugiego języka powodowani tradycją lub z powodu słabej znajomości angielskiego; dziś robią to przede wszystkim po to, by zapewnić dzieciom lepsze perspektywy.

   W ostatnich kilku latach w Stanach Zjednoczonych gwałtownie wzrosła liczba szkół językowych dla dzieci uczących języka chińskiego, a zamożni rodzice coraz częściej zatrudniają chińskie nianie. Bardzo szybko rośnie także liczba osób władających biegle zarówno angielskim jak i hiszpańskim. 
O zaletach wielojęzyczności wiedzą sławni i bogaci – dzieci Madonny i Johnny Deppa mówią biegle po angielsku i francusku, Antonio Banderas rozmawia z córką po hiszpańsku, a Steffi Graf  ze swoimi pociechami – po niemiecku. Kristin Scott Thomas, która mieszka we Francji z francuskim mężem, stosuje wobec swoich trojga dzieci metodę OPOL.

   Choć znajomość języka polskiego nie będzie takim atutem, jak płynny chiński, nie dopuśćmy do tego, żeby nasze dzieci wzięły rozbrat z ojczystym językiem. Nigdy nic nie wiadomo. Może kiedyś w Polsce będą lepsze perspektywy i nasze dzieci zechcą tam zamieszkać i pracować? Może zostaną tłumaczami lub lektorami języka polskiego? Może będą pracowały w dowolnym  miejscu na świecie, ale w zawodzie, gdzie polszczyzna będzie atutem i zapewni im awans? Jak napisała anonimowa internautka, parafrazując pierwsze słowa Roty Marii Konopnickiej: "Rzuciliście ziemię skąd wasz ród? Trudno – widocznie tak musiało być. Lecz, na litość boską, nie dajcie pogrześć mowy!"



Przydatne linki i lektury:
Multilingual Childrens Association
The Bilingual Families Web Page
Bilingual/Bicultural Family
Wielojęzyczność w rodzinie - forum

Una Cunningham-Andersson, Staffan Andersson, Growing Up with Two Languages: A Practical Guide. Wydawnictwo: Routledge, an imprint of Taylor & Francis Books Ltd, luty 2004

Laura Dyer, Mowa Dziecka. Zrozum i rozwiń mowę dziecka. Wydawnictwo: K.E.Liber, luty 2006


Ilustrowała: Anna Fudyma/pinezka.pl

Zobacz też: Angielski, dzieci i droga przez mękę

Komentarze (6)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl