Okasan, czyli japońska mama

...i społeczeństwo



   W tradycji japońskiej kobieta staje się prawdziwą kobietą i osiąga pełnię jestestwa (ichininmae) dopiero przez ciążę i macierzyństwo. Ono jednak równocześnie ją wyzwala i ogranicza; stawia na piedestale, ale i narzuca ściśle określoną rolę: rolę postaci centralnej w domu, lecz przezroczystej poza domem. 



  Japońska mama, zanim jeszcze zostanie mamą, ma wybór: czy chce być wyswatana (omiai), czy wyjść za mąż romantycznie (renai) czyli z miłości. Tradycja omiai powoli odchodzi w zapomnienie, ale wciąż jedno na dziesięć małżeństw dochodzi do skutku dzięki swatom (jeszcze pół wieku temu zawierano w ten sposób siedem na dziesięć związków małżeńskich1).

   Ktoś mógłby pomyśleć, że straszny to był zwyczaj, szczególnie kiedy rodzinom chodziło o połączenie fortun, ale swataniu zazwyczaj nie towarzyszyła presja i przymus (choć często liczyła się opinia i wola rodziców, a nie grymasy kandydatów do małżeństwa). Był to jednak przede wszystkim sposób na poznanie ze sobą młodych ludzi, którym z trudem przychodziło okazywanie uczuć. Japończycy o uczuciach  mówili raczej mało, a jeśli już, to nie wprost. Nie mieli nawet w zwyczaju bezpośrednio i dosłownie oznajmić komuś bliskiemu, że go kochają czy za nim tęsknią. Miłość i przywiązanie okazywali sobie pozawerbalnie, ale to wymagało już pewnej zażyłości. Młode pokolenie Japończyków potrafi już sobie radzić bez pośredników.

   Z trzech sióstr mojego męża wszystkie były poddane próbie wyswatania, ale tylko jedna skutecznie. Najstarsza siostra, która wyszła za mąż za bodajże trzeciego z przedstawionych jej absztyfikantów, jest szczęśliwa w tym związku. Niedługo będzie obchodzić siedemnastolecie małżeństwa i jest mamą trójki fantastycznych dzieci oraz pełnoetatową gospodynią domową. Świetnie wpisuje się zatem w schemat dobrej żony i mądrej matki (ryosai kenbo2). Najmłodsza siostra, po wcześniejszej wymianie zdjęć i informacji na temat wykształcenia i portfela kandydatów do jej ręki, spotkała się po kolei z trzema ochotnikami na wystawnej kolacji. Jak stwierdziła, dobre jedzenie wynagrodziło jej rozczarowanie kandydatami. Na żadnym ze spotkań nie zaiskrzyło, więc podziękowała wszystkim trzem, po czym sama znalazła sobie męża.

   W tradycji japońskiej kobieta staje się prawdziwą kobietą i osiąga pełnię jestestwa (ichininmae3) dopiero przez ciążę i macierzyństwo. Ono jednak równocześnie ją wyzwala i ogranicza, stawia na piedestale, ale i narzuca ściśle określoną rolę: rolę postaci centralnej w domu, lecz przezroczystej poza domem. Tradycyjnie mąż i ojciec, oficjalna, aczkolwiek nieobecna głowa rodziny, pracuje od rana do wieczora, a wieczory spędza w pubach integrując się z kolegami z pracy. To się młodej Japonce przestało podobać i nie tego oczekuje w małżeństwie.
   Naturalnie, oczekiwania mężczyzny w stosunku do kobiety nie zmieniły się, bo kto dobrowolnie zrzekłby się wiernej i oddanej służącej? Przeciętny Japończyk nadal wyobraża sobie, że kobieta z radością będzie pełniła rolę gospodyni domowej, znosiła wszystko w milczeniu i dobrze wychowa dzieci. Jeśli dzieci będą się źle zachowywać, będzie to świadczyło o tym, że jest złą matką. Jeśli mąż znajdzie sobie kochankę, będzie znaczyło, że jest złą żoną. Tak było kiedyś i do dziś w wielu rodzinach obowiązuje taki model. Odstrasza on jednak młode kobiety, które są bardziej niezależne niż ich matki. Kiedy więc mężczyzna oświadcza się jakiejś młodej pannie w tradycyjnym stylu: "Pragnę, abyś gotowała dla mnie zupę miso do końca mojego życia"4, ta, zamiast zemdleć z radości, zakasuje kimono i ucieka w podskokach albo przynajmniej opóźnia decyzję o zamążpójściu.
   W ciągu ostatnich dziesięcioleci zaszły duże zmiany, jeśli chodzi o wiek zamążpójścia i zainteresowanie kobiet małżeństwem. Jeszcze w latach 70 ubiegłego stulecia dziewczyny za wszelką cenę chciały wyjść za mąż przed 25 rokiem życia, uważając, że później ich szanse na założenie rodziny gwałtownie zmaleją. Istniało nawet powiedzenie, że panna po 25 roku życia traci na wartości tak samo, jak bożonarodzeniowy tort 26 grudnia. Obecnie kobiety już tak bardzo nie przejmują się wiekiem. W związku z tym japońska mama jest coraz starsza. Wychodzi za mąż przeważnie między 25 a 30 rokiem życia i wcale jej się nie spieszy do powiększania rodziny  natychmiast po ślubie. Co więcej, prawie co czwarta japońska żona jest starsza od męża – i nie jest to źle widziane.



   Większość młodych kobiet studiuje i pracuje z pełnym zaangażowaniem, ale wkrótce po ślubie lub tuż przed pierwszym porodem rezygnuje z pracy. Jedna trzecia matek już nigdy nie wraca do pracy zarobkowej tylko zajmuje się dziećmi i prowadzeniem domu; pozostałe często pracują dorywczo lub na pół etatu. Mało kobiet pracuje w pełnym wymiarze godzin, a jeszcze mniej za godziwe wynagrodzenie. Japońscy pracodawcy uważają, że kobiety zamężne ma kto utrzymywać. To prawda, że z jednej przeciętnej "męskiej" pensji, bez luksusu, ale też bez liczenia każdego grosza, może utrzymać się czteroosobowa rodzina. Z "kobiecej" pensji bardzo skromnie może utrzymać się ona sama.
   Młoda para po ślubie, w zależności od swojego statusu w rodzinie, może zamieszkać samodzielnie albo z rodzicami. Dawna tradycja japońska składała opiekę nad rodzicami na barkach najstarszego syna, zaś w praktyce na jego żonę. Dla rodziców dziewczynek korzystniejsze więc było wydanie którejś córki za mąż za młodszego syna, żeby mógł wejść do rodziny, a córka mogła zostać w domu. Obecnie model domu dwupokoleniowego z parterem dla seniorów, a piętrem dla młodych jest uważany za najlepsze rozwiązanie, choć relokacje związane z pracą zaburzyły te dawne zwyczaje.

   Macierzyństwo w Japonii to bardzo często samotna droga kobiety, bo wielu ojców jest praktycznie nieobecnych w życiu dzieci. Dobrze, jeśli tatusiowie angażują się w życie rodziny przynajmniej w weekendy, choć często wtedy też pracują lub odsypiają zaległości z całego tygodnia. Muszę tu jednak napomknąć, że samodzielne macierzyństwo jest w Japonii rzadkością, choć w ostatnich dziesięcioleciach wzrasta liczba samotnych matek. W przypadku nieplanowanej ciąży ojciec dziecka zazwyczaj oświadcza się i para staje się rodziną, nawet jeśli oboje są bardzo młodzi i nie wydają się tym faktem uszczęśliwieni. Jeśli małżeństwo z jakichś przyczyn nie wchodzi w rachubę, kobieta usuwa ciążę. Aborcję w Japonii traktuje się jako "smutną konieczność" i dopuszcza pod pewnymi warunkami, np. jeśli ma ochronić życie kobiety lub jej zdrowie fizyczne, jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu oraz z przyczyn społecznych lub finansowych. Nie jest natomiast dozwolona ze względu na stan psychiczny kobiety, wady płodu ani bez sprecyzowania powodu5. Antykoncepcja w Japonii opiera się w głównej mierze na stosowaniu prezerwatyw i na stosunku przerywanym. Doustne środki antykoncepcyjne zostały wprowadzone dopiero w roku 1999. Nie są refundowane, wydaje się je na receptę, a lekarze nie zachęcają do ich używania, więc ich popularność jest bardzo słaba6.

   Do 1998 roku w Japonii problem przemocy domowej był nieobecny w publicznych debatach i choć go zauważono, to skrzętnie omijano. Ze statystyk prowadzonych w ostatnich latach wynika, że jedna na 20 kobiet żyje w poczuciu zagrożenia. Najczęściej są to gospodynie domowe, finansowo zależne od współmałżonka, odizolowane od swoich bliskich i przyjaciół i niemające znikąd pomocy czy wsparcia. Do chwili obecnej zasądza się zdumiewająco niskie kary za znęcanie się nad kobietą, poza tym przypadki zgłoszenia aktu przemocy są niezwykle rzadkie. Karą za maltretowanie prowadzące do śmierci żony może być np. 10 lat więzienia. Trzeba przyznać, że prawo też łagodnie traktuje zdesperowaną kobietę, która zabija męża. Wyrok może się ograniczyć nawet do 3-4 lat więzienia w zawieszeniu, jeśli sąd uzna, że mąż doprowadził żonę do ostateczności swoim zachowaniem7.
   Liczba rozbitych małżeństw z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym jest niższa niż w innych krajach. Natomiast sytuacja finansowa rozwódki z dziećmi zazwyczaj jest bardzo zła, jeśli nie tragiczna. Ojciec nie jest zobowiązany do płacenia alimentów, ani nawet zobowiązany do odwiedzania dzieci. Rozwód praktycznie oznacza w Japonii zerwanie wszelkich kontaktów. Ponieważ kobiety są bardzo nisko wynagradzane za swoją pracę, z trudem radzą sobie finansowo i często w takiej sytuacji, o ile mogą, zwracają się o pomoc do swoich rodziców.

   Około 30 tys. dzieci żyje obecnie w domach dziecka. Na 130-milionowe społeczeństwo jest to relatywnie mało, jednak dzieci w Japonii praktycznie nie mają szans na adopcję. Adopcje są nieprzychylnie przyjmowane ze względu na szczególną wagę, jaką Japończycy przywiązują do więzów krwi. Nad dziećmi osieroconymi w następstwie nieszczęśliwych wypadków czy chorób opiekę przejmują krewni i taka adopcja jest akceptowana społecznie. Istnieje ponoć szara strefa adopcyjna, gdzie w tajemnicy i przy współudziale lekarza może odbyć się przekazanie dziecka od matki biologicznej rodzinie, która nie może mieć, a bardzo pragnie dziecka. Para, która się na to decyduje, próbuje zachować wszelkie pozory i najczęściej zmienia środowisko, w którym żyje. Powoli jednak, od lat 70 ubiegłego stulecia, wzrasta liczba dzieci legalnie adoptowanych (około 600 rocznie), choć jest to liczba znikoma w porównaniu do krajów Europy czy USA8.

   Ponieważ dzieci na całym świecie pojawiają się na skutek takich samych poczynań, to przeskoczę w tej opowieści do momentu, kiedy japońska mama biegnie do apteki po test ciążowy i wynik testu jest pozytywny. Mama informuje tatę, tata informuje rodzinę, rodzina sąsiadów i wszyscy się cieszą. Szykują odpowiednie ozdobne koperty z pieniędzmi, które zostaną przekazane rodzicom zaraz po urodzeniu dziecka. Suma pozostaje niby nieustalona, ale każdy wie, ile wypada w taką kopertę włożyć, i że należy się na niej podpisać. Za ten gest rodzice muszą podziękować, kupując każdemu z ofiarodawców drobny prezent, który, o ile to możliwe, przekazują osobiście.

   Zaraz na początku ciąży, po wizycie u ginekologa oraz otrzymaniu odpowiedniego zaświadczenia, kobieta udaje się do urzędu miasta, żeby zarejestrować ciążę. Dostaje książeczkę, w której będzie historia jej ciąży, historia porodu, a następnie raport o stanie zdrowia dziecka do 6 roku życia, a zarazem wykaz szczepień i badań okresowych. Otrzymuje też mnóstwo informatorów dotyczących ciąży i opieki nad niemowlęciem oraz wykaz różnych pomocowych instytucji i zajęć. Kobieta przez cały okres ciąży pozostaje pod kontrolą wybranego przez siebie lekarza. Grafik wizyt i zestaw badań (np. test na różyczkę, toksoplasmozę, HIV i inne) nie różni się zbytnio od tego w Polsce.
   Japonki są w ciąży 10 miesięcy, gdyż liczą miesiące księżycowe. Jeśli ciąża przebiega bezproblemowo, do 8 miesiąca wizyty odbywają się raz w miesiącu, później coraz częściej. Podczas każdej wizyty wykonywane jest USG, badanie moczu, mierzone ciśnienie, waga, oraz badanie stanu szyjki macicy. I tu pojawia się jak zmora fotel ginekologiczny, który jest urządzeniem cudacznym i wprawiającym w zakłopotanie każdą kobietę. Wygląda jak zwykły fotel, ale najpierw wyjeżdża wysoko w górę, po czym rozjeżdża się na boki. Jego cudaczność pogłębia jeszcze przejrzysta firanka zawieszona pomiędzy twarzą pacjentki, a jej dolną częścią ciała i lekarzem.
   Kobiety w ciąży są bardzo pilnowane przez personel medyczny, żeby nadmiernie nie utyły. Dopuszcza się  9 dodatkowych kilogramów, więc japońska mama nie folguje swoim zachciankom. Niektóre położne są tak groźne i narzucają tak drakońską dietę, że doprowadzają ciężarne do płaczu, o który w tym stanie oczywiście nietrudno.
   Przyszłe mamy są narażone na ciągłe poklepywanie po rosnącym brzuchu przez wszystkich znajomych, a często i przez obcych ludzi, bo to ponoć przynosi szczęście. Kobiety przyjmują to ze stoickim spokojem, akceptując fakt, że ich brzuchy stały się na jakiś czas własnością publiczną. Ciężarne Japonki to wdzięczny widok, bo z natury filigranowe, wyglądają jakby połknęły piłkę; nie chowają brzuchów, ale też ich nie eksponują. Nie ma tu bowiem zwyczaju pokazywania pępków ani pleców pomiędzy pasem a przedziałkiem, i takiej mody w Japonii jeszcze nie było. Ubrania ciążowe przeważnie nie przypominają wcale ubrań ciążowych, tylko normalne ubrania w rozmiarze XL, a ich wybór jest dość spory.

   Wybór imienia to w Japonii bardzo poważne przedsięwzięcie; podchodzi się do niego z wielką troską, korzysta z profesjonalnej pomocy wróżek lub przynajmniej z odpowiednich książek z dziedziny numerologii, na długo przed urodzeniem dziecka. Od ilości kreseczek w japońskim znaku kanji może zależeć powodzenie w życiu, dlatego należy odpowiednio dobrać imię do nazwiska. Wybór jest olbrzymi, gdyż dozwolonych jest prawie 3 tys. znaków, z których wiele wymawia się identycznie, jednak symbolizują zupełnie coś innego. W Japonii nadaje się jedno imię; wyjątki dotyczą jedynie małżeństw z obcokrajowcami.


   Poród w warunkach szpitalnych w obecności męża rzadko się zdarza. Często mąż wraz ze swoją matką lub teściową jest przy kobiecie do momentu zabrania ją na salę porodową, czyli przez cały okres skurczów, a później czeka przed salą do momentu narodzin dziecka. Na pamiątkę rodzice dostają fragment pępowiny w specjalnej kopercie oraz odcisk stópki dziecka na papierze, zrobiony zaraz po narodzinach.
   Jeśli małżeństwo chce przeżyć tę chwilę rodzinnie i tanio, to może wybrać poród w domu z umówioną położną. W Japonii poród naturalny, bez znieczulenia, to norma, więc jeśli kobieta chce mieć możliwość skorzystania ze znieczulenia, powinna wcześniej się zorientować czy szpital, który wybrała, może jej to zapewnić.
   Japońskie noworodki są bardzo drobniutkie, zazwyczaj ważą od 2,5-3,5 kg. Wszystkie mają czarne, sterczące, gęste włosy, ciemne oczka i plamy atramentowe na pupie (znamiona wyglądające jak siniaki), które znikają dopiero po kilku latach.

   Ciąży i porodu nie traktuje się jak choroby, więc wyłączone są one z ubezpieczenia zdrowotnego i tym samym pełnopłatne. To duży, jednorazowy wydatek, ale becikowe jest na tyle wysokie, że zazwyczaj pokrywa koszty porodu i pobytu w szpitalu. Ceny porodu różnią się pomiędzy szpitalami, a także pomiędzy poszczególnymi miastami, na przykład w Tokio poród w najtańszym szpitalu będzie kosztował tyle, ile w najlepszej klinice w Sapporo. Inaczej sprawa wygląda z cięciem cesarskim, które, jeśli jest wykonane ze wskazania lekarza, podlega ubezpieczeniu i tylko 20 % kosztów pokrywa pacjentka (co i tak znacznie przekracza koszty porodu naturalnego). Za CC zrobione na życzenie ciężarnej płaci się 100 %. Długość pobytu po porodzie w klinice waha się od 7 dni po porodzie naturalnym do 10 dni po cięciu cesarskim.
   Japonia ma najniższą notowaną w świecie śmiertelność noworodków oraz znacznie niższą śmiertelność kobiet niż w innych krajach9. Kliniki położnicze są zazwyczaj przytulnie urządzone i można wybierać pomiędzy pojedynczymi pokojami a wieloosobowymi salami, w których rozwieszone kotary wydzielają przestrzeń dla każdej z pacjentek. Zaraz po przyjęciu do szpitala przyszła mama dostaje wyprawkę dla siebie i dla dziecka na czas pobytu w szpitalu. Ręczniki, koszule oraz ubranka dla dziecka są dostępne w dowolnych ilościach i mogą być w każdej chwili zmienione. W czasie pobytu w klinice po narodzinach dziecka, kobiety mają okazję oswoić się z noworodkiem i wiele rzeczy nauczyć, jeśli jest to ich pierwsze dziecko, w tym jak kąpać dziecko trzymając jedną ręką, a namydlając drugą, jak osuszyć i ubrać w pięć sekund, oraz jak karmić piersią. Po porodzie matka przejmuje opiekę nad dzieckiem, gdy tylko czuje się na siłach. Po naturalnym porodzie zazwyczaj na drugi dzień, a po cesarskim cięciu po 2-3 dniach lub na życzenie wcześniej. Ponieważ przy pierwszych próbach karmienia nieraz leją się łzy z bólu czy frustracji, każda mama może liczyć na pomoc i zrozumienie pielęgniarek i, jeśli potrzebuje, na cierpliwe, wielokrotne instrukcje.

   W prywatnej klinice czas posiłków jest czasem wytchnienia i relaksu dla mam. Noworodki przekazane zostają pielęgniarkom pod opiekę, a mamy, w identycznych koszulach nocnych, drepczą do restauracji, gdzie obsługiwane są przez bardzo sztywnych, ale niesamowicie usłużnych kelnerów we frakach. Kobiety, które co dopiero urodziły łatwo rozpoznać po charakterystycznej postawie, oraz po tym, że kierują swoje kroki wpierw do stosu  podkładek na krzesło w kształcie pączka z dziurką. W czasie kolacji przy stojącym w kącie fortepianie zasiada pianista i umila świeżo upieczonym mamom posiłek. Widok ten jest mocno surrealistyczny – białe obrusy, zielona herbata, różowe lub żółte koszule nocne, pojedynczo porozsadzane przy stołach zamyślone kobiety i sączące się w uszy etiudy Szopena... Na 2-3 dni przed końcem "turnusu" fundowana jest rodzicom oraz starszemu rodzeństwu uroczysta kolacja przy świecach na cześć nowych członków rodziny.

   Po powrocie do domu opiekę nad kobietą przejmuje jej teściowa lub matka, która wprowadza się do jej domu na co najmniej 4 tygodnie. Często zdarza się, jeśli para mieszka daleko od rodziny, że kobieta na parę tygodni przed porodem wraca do domu rodziców i zostaje tam nawet 2 miesiące po porodzie. W tym czasie jest pod kloszem, zajmuje się jedynie sobą i dzieckiem.
   Świeżo upieczona mama może się spodziewać w domu wizyty położnej. Wizyta ta nie tyle służy pomocy, co raczej wyszpiegowaniu, czy warunki w domu są odpowiednie dla małego człowieka i czy matka odpowiednio się nim zajmuje. Ponieważ to najście jest niezapowiedziane, mama może zostać obsztorcowana, że przegrzewa malucha, lub że chodzi rozmemłana po domu do południa. Czy chce, czy nie chce, musi pokornie wysłuchać, co położna ma do przekazania, i zastosować lub zapomnieć.
   Musi jednak pamiętać o badaniach okresowych niemowlęcia i swoich, z których pierwsze jest po miesiącu, następne po czterech od podrodu. Później dochodzą obligatoryjne szczepienia, bezpłatne pod warunkiem, że robi sie je w odpowiednim przedziale wiekowym. Podczas obowiązkowych wizyt okresowych dzieci są  mierzone, ważone oraz poddane różnym podstawowym testom badającym ich rozwój fizyczny i psychiczny. Matka każdorazowo wypełnia bardzo szczegółową ankietę (ponad 60 pytań) dotyczącą rozwoju dziecka i może porozmawiać z lekarzem, dentystą i dietetykiem. Lekarz, jeśli w czasie tych badań odkryje jakieś nieprawidłowości, wypisuje skierowanie do specjalisty lub na rehabilitację. Wizyta u lekarza dla dzieci w wieku przedszkolnym jest częściowo odpłatna, ale są to grosze, natomiast wszystkie lekarstwa są bezpłatne, o ile dochody na członka rodziny nie są zawrotnie wysokie.
   Trzy miesiące po porodzie większość Japonek wygląda, jakby nigdy nie była w ciąży, mają płaskie brzuchy i małe piersi, zero nadwagi. Spokojnie mieszczą się w swoje obcisłe jeansy sprzed ciąży.

   Matki, które decydują się na powrót do pracy, zazwyczaj nie mają problemu z zapewnieniem dziecku odpowiedniej opieki, bo istnieje sieć żłobków (tzw. Hoikuen) świetnie prosperujących. Część jest prywatnych, ale większość z nich to placówki publiczne, dofinansowywane z budżetu państwa i uważnie nadzorowane. Opłaty zależą w dużej mierze od dochodów rodziców i rosną proporcjonalnie do nich. Mało kobiet jednak decyduje się na powrót do pracy, o ile sytuacja finansowa ich do tego nie zmusza. Jeśli się decydują, to zazwyczaj wtedy, gdy dzieci są już w wieku przedszkolnym. Żłobki prywatne przyjmują dzieci już od 3 miesiąca życia, oraz gwarantują, że opiekunka zajmująca się dziećmi poniżej roku, nie może mieć ich więcej pod opieką niż troje. W publicznych żłobkach dzieci przyjmowane są od 5 miesiąca życia.
   Opieka nad dziećmi jest wyjątkowo dobra, a ilość personelu imponująca. Dzieci są zadbane, karmione i zajęte przez cały czas. Do codziennych rytuałów należy spacer, słuchanie bajek, drzemka i zabawy na placu zabaw lub w sali. Żłobek jest otwarty od poniedziałku do soboty w godzinach od 7.15 do 18.00. Posiłki planuje dietetyczka, a żłobkowa kuchnia codziennie je przygotowuje. Mamy dostają szczegółowy raport (w specjalnym zeszycie) z tego, co dziecko robiło każdego dnia. Dla dzieci poniżej 2 lat odnotowywane są wypróżnienia, czas snu, ile dziecko zjadło i wypiło. Matka jest również zobowiązana do zrobienia podobnych notatek, tak że powstaje swoisty pamiętnik malucha.



   Publiczne żłobki przeznaczone są wyłącznie dla dzieci matek pracujących lub uczących się, co trzeba odpowiednio udokumentować. Czym innym natomiast jest przedszkole (Yochien), gdzie każde dziecko ma prawo być przyjęte po ukończeniu 3 roku życia.  W przedszkolu dzieci przebywają zazwyczaj od godziny 8.30 do 1.30. W czasie rejestracji podobno nikogo sie nie faworyzuje. Jedynym wymogiem jest złożenie podania i dokumentów w odpowiednim terminie. Ambitniejsze mamy gotowe są spędzić  w kolejce dzień i noc nawet przez tydzień, by zapisać dziecko do przedszkola o dobrej opinii.
   W zależności od instytucji, próby ingerencji personelu przedszkolnego w życie dzieci, również to prywatne i domowe, mogą się bardzo różnić. W pewnym renomowanym przedszkolu nauczyciele instruują matki, jakie zabawy i posiłki uważają za dozwolone, zabraniają kupowania określonych zabawek lub oglądania telewizji. Co ciekawe, większość rodziców akceptuje te uwagi i stosuje się do nich, wierząc że przyniesie to wymierne korzyści w rozwoju ich dzieci. W niektórych  przedszkolach wymaga się od matek dużego zaangażowania w organizowane zajęcia. Nie tylko często organizowane są różne spotkania, ale mamy dostają zadania domowe, jak na przykład szycie (według odpowiedniej formy) fartuszków czy strojów na festiwale. Jeśli mama nie umie lub nie lubi szyć, musi dyskretnie zlecić to komuś innemu. Specjalną konkurencją dla mam jest przygotowywanie obento, czyli specjalnego posiłku, który dzieci przynoszą w pudełku i zjadają w porze lunchu. Mamy dwoją się i troją, by ich dziecko miało najpiękniejsze jedzenie, w związku z czym wycinają z warzyw zwierzątka, kwiatki lub postacie z kreskówek, wymyślają niesamowite rzeczy, by ich pociechy miały się czym pochwalić10.

   O życiu matek starszych dzieci oraz o ich zajęciach i obowiązkach, a także rozrywkach, napiszę do jednego z kolejnych numerów Pinezki. Chciałam jednak zaznaczyć, że przedstawione tu moje wrażenia i obserwacje mogą się bardzo różnić od tego, co znajdziecie w zachodniej literaturze, która z lubością demonizuje życie Japonek. Ja natomiast, biorąc pod uwagę model życia matki Polki i japońskiej Okasan, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że życie Japonek, z pozoru uciemiężonych, jest łatwiejsze i bardziej komfortowe. Jeszcze nie wiem tylko, czy w większym stopniu dzięki, czy raczej pomimo tego, że jest to życie w cieniu mężczyzny...

----

1  Tying the knot: The Changing Face of Marriage in Japan. Trends in Japan edited by Japan Echo Inc., July 28, 1998,
2  Ono H., 2006. Divorce in Japan: Why It Happens, Why It Doesn't in Blomstrom, Magnus and Sumner La Croix (eds.) Institutional Change in Japan, Routledge, 221-236, 
3  McKinlay M., 2002. Unstable Mothers: Redefining Motherhood in Contemporary Japan. Japan Cultural Centre. Issue 7,
4  Yoko H.,  2001. Kekkon Shimasen! (I Won’t Get Married!). Tokyo: Kodansha
5  http://www.un.org/esa/population/publications/abortion/doc/japan.doc
6  Goto et al., 1999. Oral Contraceptives and Women's Health in Japan. JAMA; 282: 2173-2177,
7  Ikeuchi, H. , 2001. Domestic Violence, Japanese Women Now,
8  Jordan, M., 1999. Japanese Couples' Aversion to Child Adoption Changes Only Slowly. Families Worldwide,
9  Korte, D., 1992. Infant mortality: lessons from Japan. Mothering,  83 – 88,
10  Galeria ze zdjęciami obento, czyli matczynych dowodów miłości.


Zdjęcia autory

Zobacz też:
Matka Germanka

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl