Poślubiona reformacji

Spis treści
Poślubiona reformacji
Page 2
Wszystkie strony
Wibrandis Rosenblatt

   Posiadanie wielu żon zawsze wywoływało pewne zainteresowanie, zwłaszcza gdy po raz kolejny na ślubnym kobiercu stawał ktoś powszechnie znany. Posiadanie kilku mężów budziło wyraźne zaintrygowanie, tym większe, gdy kolejny wybranek okazywał się osobą wiele znaczącą w życiu publicznym. A już na pewno spekulacje i plotkarskie domysły rodziła sytuacja, gdy młoda kobieta wiązała się po raz drugi, trzeci i czwarty ze starszym o kilkanaście lub kilkadziesiąt lat mężczyzną, w dodatku przyjacielem zmarłego właśnie męża. 

    Ktoś z bujną wyobraźnią podsycaną przeczytanymi kryminałami i romansami, mógłby dopatrywać się jakiejś intrygi, tajemnicy, gwałtownych uczuć... Tymczasem życie bywa o wiele bardziej prozaiczne i za pozornie sensacyjną historią Wibrandis Rosenblatt, żony jednego humanisty i trzech znanych reformatorów, kryje się szesnastowieczna pragmatyka oraz wcielanie w życie idei reformacji. 


Klasztor czy zamążpójście

   Nie da się jednoznacznie ocenić pozycji kobiety w XVI w. Wiele zależało od jej statusu społecznego, majątkowego, kraju, w jakim przyszło jej żyć, i oczywiście od osobowości. Powszechnie jednak przyjmuje się niezbyt optymistyczny obraz niewiasty, która ma bardzo ograniczony wybór drogi życiowej: klasztor lub małżeństwo; w obu przypadkach patriarchalny model społeczeństwa usuwa ją w cień i praktycznie ubezwłasnowolnia. Dlatego żadna opcja nie budziła zachwytu kobiet aktywnych i ambitnych, choć wydaje się, że życie mnisze miało więcej zalet. Klasztory postrzegane były jako "bastiony niewinności i modlitwy, bezcenne skarbce wartości duchowych", z drugiej zaś strony uważano je za "miejsca pełne występku, niezdyscyplinowania i duchowego zobojętnienia"; nie bez przyczyny nazywano je też "przyjemnymi więzieniami". Życie zakonne nie tylko zapewniało kobietom pewną rangę, czyniąc z nich oblubienice Chrystusa, lecz dawało też praktyczne możliwości sprawowania władzy i zaspokajania własnych aspiracji, co było niedostępne dla żon i matek. (...) Wielu zakonnicom umożliwiono zdobycie wykształcenia, rozwój twórczy, wielu zapewniono rozwój duchowy (M. Laven, Dziewice weneckie).
   Życie małżeńskie jawiło się niemal wyłącznie jako ciąg cierpień. Tak np. przedstawiał je już w XV w. Jean Gerson w traktacie o dziewictwie: Małżonek może okazać się pijanicą i rozrzutnikiem albo też skąpcem. A nawet jeśli jest dzielny i dobry, wówczas nieurodzaj, zaraza czy rozbicie okrętu mogą go przyprawić o stratę całego mienia. Jakim kłopotem jest ciąża, ile kobiet umiera w połogu! Czy matka, która karmi, może kiedykolwiek zaznać spokojnego snu, czy istnieje dla niej uciecha i radość? Może dzieci będą brzydkie albo nieposłuszne, może umrze małżonek, a matka zostanie wdową żyjącą w trosce i biedzie (za: J. Huinzinga, Jesień średniowiecza).

   Gdyby Gerson znał Wibrandis Rosenblatt, mógłby powołać się na jej przykład. Życie nie szczędziło jej trosk, w wyniku szalejącej w Europie dżumy straciła trzeciego męża i troje dzieci, kilkoro pozostałych zmarło z innych przyczyn nie dożywszy nawet wieku nastoletniego; doznała wdowiej biedy i niedostatku spowodowanego swoistą rozrzutnością małżonka, wynikającą z jego naiwności. Rodząc jedenaścioro dzieci rzeczywiście mogła zapomnieć o spokoju, sen z powiek spędzało jej również nieposłuszeństwo jednego z synów. Nie mogło jednak – wbrew pesymistycznej wizji Gersona – brakować jasnych stron, skoro tyle razy decydowała się na małżeństwo. Mogła poprzestać na jednym mężu i po jego śmierci żyć w wiecznym wdowieństwie u boku rodziny.
   Tak zresztą postąpiła jej matka, Magdalena Strub, która właściwie jeszcze za życia męża, Hansa Rosenblatta, pozostającego w służbie cesarza Maksymiliana I, pędziła samotny żywot. Wiecznie nieobecny mąż – jeśli oczywiście nie liczyć rzadkich i krótkich pobytów Rosenblatta w domu – nie był dla Magdaleny żadnym wsparciem. Zdecydowała więc, że powróci do rodzinnej Bazylei, gdzie mogła liczyć na pomoc krewnych. Sytuacji nie zmienił fakt, że w uznaniu zasług i jako rozliczenie żołdu Rosenblatt otrzymał od cesarza Karola V dobra ziemskie w Austrii, Magdalena wolała mieszkać w Bazylei i samotnie wychowywać dwoje dzieci – urodzoną w 1504 r. Wibrandis i jej brata Adelberga. Całe dzieciństwo Wibrandis upływało więc bez ojca. Być może – taką diagnozę postawiliby zapewne dzisiejsi psychologowie – brak codziennej ojcowskiej troski wpłynął na późniejsze decyzje Wibrandis i jej związki ze znacznie starszymi mężczyznami.

   Dzięki założonemu w 1460 r. uniwersytetowi, Bazylea już w XV w. stała się ważnym ośrodkiem humanizmu, a na początku XVI również reformacji. Grunt pod nowe idee religijne przygotował sam Erazm z Rotterdamu, Thomas Wyttenbach, nauczyciel Zwingliego z czasów, gdy reformator studiował teologię w Bazylei, Kaspar Hedio oraz Wolfgang Capito (właśc. Köpfel) i Johannes Oecolampadius (właśc. Hausschein). Założenia reformacyjne, najpierw stricte teologiczne, potem również obyczajowe szybko przyjęły się wśród miejscowego mieszczaństwa. Do entuzjastek nowego prądu należała również Magdalena Strub, jej dzieci miały więc szansę dokładnie zapoznać się z podstawami reformy. Niejednokrotnie zapewne nastoletnia Wibrandis Rosenblatt słuchała w kościele św. Marcina kazań Oecolampadiusa nie przypuszczając nawet, że za jakiś czas zwiąże swoje losy z tym wybitnym kaznodzieją, znawcą Biblii i pism patrystycznych.

zh_w-rosenblatt.jpg
Wibrandis Rosenblatt


Pani Keller


   Tymczasem jednak w 1524 r. poślubiła Ludwiga Kellera, młodego magistra sztuk wyzwolonych, który zgodnie z ówczesnym zwyczajem rozpowszechnionym wśród humanistów używał łacińskiej wersji swego nazwiska i znany jest raczej jako Cellarius. Prawdopodobnie Keller planował dalsze studia, być może nawet na wydziale teologii. Niestety, nie zdążył zrealizować swoich planów, tak samo jak nie zdążył nacieszyć się żoną i córeczką, która po matce otrzymała imię Wibrandis. Zmarł dość nagle latem 1526 r. Pogrążona w żałobie 22-letnia wdowa wraz z dzieckiem powróciła do domu swojej matki.  

   Wbrew temu, co sądził Gerson, że w małżeństwo i rodzicielstwo nie wpisuje się ani radość, ani uciecha, Wibrandis znajdowała szczęście w swoim pierwszym małżeństwie.  Idee reformacyjne sprawiły, że bez wyrzutów sumienia mogła cieszyć się nim przez dwa lata. Związek kobiety i mężczyzny przestał być traktowany jako uleganie grzesznemu cielesnemu pożądaniu, przeciwnie – uświęcono go przypominając, że małżeńskie zjednoczenie jest alegorią jedności Chrystusa/oblubieńca i Kościoła/oblubienicy. Poza tym to właśnie życie małżeńskie i rodzinne miało być wypełnieniem Bożej woli i planu wobec człowieka oraz Bożego nakazu z Księgi Rodzaju: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się – to nie tylko przykazanie, ale więcej: Boże dzieło, któremu przeszkadzać czy zezwalać nie jest w naszej mocy (...). Młoda kobieta (...) nie może się obyć bez mężczyzny, tak jak bez jedzenia, picia, spania i pozostałych potrzeb naturalnych. I odwrotnie: także mężczyzna nie może obyć się bez kobiety. Przyczyna leży w tym, że płodzenie dzieci jest równie głęboko wszczepione w naturę jak jedzenie i picie (WA 10 II, 156, 13n) – pisał Luter – Kto wstydzi się małżeństwa, ten wstydzi się również tego, że jest i zowie się człowiekiem albo chciałby go stworzyć lepiej niż to Bóg uczynił. Ludzie to dzieci Adama, dlatego powinni i muszą płodzić dzieci, i wydawać je na świat (WA 18, 277,26nn). Luter przyznaje co prawda, że są wśród ludzi tacy, którzy ze względu na Boga chcą zachować celibat, ale oni są rzadkością, mniej niż jeden pośród tysiąca, bo są szczególnie cudownymi dziećmi Boga (WA 10 II, 279, 19-21). Oczernianie stanu małżeńskiego i okrywanie go wstydem uważano za dzieło diabelskie. Aby zatem przeciwstawić się diabłu, uczynić na złość jemu i jego światu [należy] wejść w stan małżeński (WA 18, 277, 35).

Reformatorzy i kobiety

   Aby uwiarygodnić siebie i swoje poglądy reformatorzy czuli się niejako zobligowani do zawierania małżeństw – nie uchodziło mówić innym, że małżeństwo jest miłe Bogu i przez Boga ustanowione, a samemu pozostawać w stanie bezżennym. Luter w Konfesji Augsburskiej przypomina, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa duchowni żenili się, a wprowadzenie celibatu w Niemczech było wielkim skandalem i odbywało się wbrew wszelkim prawom boskim i ludzkim, także wbrew samym kanonom, wydanym nie tylko przez papieży, ale i sławniejsze synody.
   Pierwszy ożenił się Filip Melanchton. W 1520 r. pojął za żonę Katharinę Krapp, z którą przeżył 37 lat i doczekał się czwórki dzieci. Miał więc moralne prawo bronić w Apologii Konfesji Augsburskiej małżeństw duchownych. Jaka jest bezczelność tych nicponiów – pisał z pasją – którzy mówią, że małżeństwa rodzą niesławę i hańbę dla Cesarstwa, jak gdyby bardziej zdobiła Kościół publiczna hańba występnych i złowróżbnych chuci, jakie płoną u tych świętych ojców, którzy udają świętoszków a wyprawiają orgie. (...) Nie możemy przyjąć tej ustawy o celibacie (...) ponieważ jest ona sprzeczna z prawem Boskim i prawem natury (...). Miłość [fizyczna] jest istotnie ładem i ustanowieniem Bożym we wzajemnym stosunku płci do płci. Skoro zaś ten ład i to ustanowienie Boże nie mogą być usunięte i zniesione inaczej, jak tylko przez szczególne działanie Boga, wynika z tego, że prawo zawierania małżeństwa nie może być usunięte i zniesione przez statuty lub śluby.
   Zaraz po nim, w 1522 r. Martin Butzer poślubił byłą zakonnicę Elisabeth Silbereisen, którą bardzo cenił, o czym wspomina w listach do przyjaciela. Przeżyli razem 20 lat, mieli trzynaścioro dzieci, wszystkie zmarły w dzieciństwie. Prawdopodobnie też już w 1522 r. ożenił się Zwingli; jego wybranką była Anna Reinhardt, wdowa z trójką dzieci. Przez dwa lata utrzymywali to małżeństwo w tajemnicy, po pierwsze dlatego, że rodzina pierwszego męża Anny niechętnym okiem patrzyła na jej związek z duchownym, po drugie dlatego, że Zwingli wciąż liczył na zniesienie celibatu. Skoro do tego nie doszło, uznał ceremonię zawarcia swojego małżeństwa w 1524 r. za akt oficjalnego zerwania z Kościołem katolickim. W tym samym roku ożenił się też Wolfgang Capito, biorąc sobie za towarzyszkę życia pochodzącą ze sławnej strassburskiej rodziny Agnes Röttel, a rok wcześniej Matthäus Zell poślubił Katharinę Schütz; związek ten pobłogosławił Martin Butzer.

   Wielką manifestacją, niemal ukoronowaniem buntu przeciw Kościołowi rzymskiemu był niewątpliwie w 1525 r. ślub Lutra z Kathariną von Bora, byłą mniszką z klasztoru augustianek w Brehna. W ten sposób spalono wszystkie mosty łączące reformatorów z rzymskim katolicyzmem. Luter podsumował to później ostro i oskarżycielsko w Artykułach Szmalkaldzkich: Zakazując małżeństwa duchownych (...) postąpili zdradliwie, bez żadnej uczciwej przyczyny, i w tym dokonali dzieła antychrysta, tyranów i najgorszych niegodziwców i stworzyli powody do wielu strasznych, wstrętnych, niezliczonych grzechów szpetnych chuci (...). Oni nie mają mocy, aby stworzenia Boże rozdzielać, rozłączać i zabraniać, by w małżeństwie uczciwie wspólnie mieszkali i żyli. Dlatego nie chcemy godzić się na haniebne ich bezżeństwo i nie będziemy go także tolerowali, lecz chcemy mieć wolność zawierania małżeństwa, jak je sam Bóg zarządził i ustanowił: Jego dzieła ani nie chcemy zrywać, ani obalać, ani mu przeszkadzać. Paweł powiada bowiem (1Tym 4,1-3), że zabranianie małżeństwa jest nauką diabelską.
  
Wśród pierwszego pokolenia reformatorów w stanie kawalerskim pozostawał tylko Johannes Oecolampadius. Nie była to dla niego komfortowa sytuacja i za namową przyjaciół, szczególnie Capita, ok. 1527 r. zaczął rozglądać się za odpowiednią kobietą, która sprostałaby obowiązkom żony ewangelickiego duchownego.

   Dowartościowanie małżeństwa pociągnęło za sobą nowe myślenie o rodzinie i nową organizację domu, zwłaszcza domu pastorskiego. Życie w rodzinie stało się powołaniem i wyzwaniem dla człowieka. Udowadniano, że możliwa jest harmonia między świętością, wzniosłością i głoszeniem ideałów a życiem rodzinnym i spełnianiem się w obowiązkach ojca i męża. "Cały dom" duchownego to z kolei miniaturowy model społeczeństwa, w którym każdy ma wyznaczone miejsce, funkcje i obowiązki. Należy wypełniać je dokładnie i z zaangażowaniem, ale również z pokorą i oddaniem, stanowi to bowiem, bardziej niż praktyki ascetyczne, miarę dyscypliny wewnętrznej. Służba Bogu polega właśnie na tym, aby poddać się Jego woli i bez buntu czy gwałtu zadanego naturze starać się być dobrą matką, ojcem, żoną, mężem, dzieckiem, służącą, parobkiem, sąsiadem.
   Społeczność domowa opiera się oczywiście na patriarchacie, głową rodziny jest mąż/ojciec, któremu żona powinna się podporządkować, do czego zachęca Paweł w 1 Kor 11 – takie jest bowiem według apostoła naturalne prawo wynikające z porządku stworzenia. Mąż/ojciec gromadził wokół siebie żonę, dzieci, służbę, czytał im Biblię, nauczał, prowadził modlitwy i śpiew, który uważano za jedną z cnót, vertus de la chanterie – jak mawiał Kalwin. Oprócz modlitw porannych i wieczornych głowa rodziny odmawiała na początku i na końcu każdego posiłku błogosławieństwo oraz modlitwę dziękczynną. Poza tym ojciec rodziny powinien czuwać, aby wszyscy domownicy, także służba, wiedli "właściwe życie": Stosownie do ich możliwości umysłowych – pisze Olivier de Serres, żyjący nieco później (1539-1619) przedstawiciel protestantów francuskich – ojciec rodziny będzie nakłaniał służbę, aby żyła w cnocie i unikała przestępstw, aby wychowana tak jak należy, nie czyniła nikomu złego. Jednocześnie zabroni im bluźnić, źle się prowadzić, kraść i popełniać inne wykroczenia, których nie będzie mógł tolerować w swoim domu w obawie przed utratą jego dobrego imienia (za: Historia życia prywatnego. Od renesansu do oświecenia, red. R. Chartier).

   Reformatorzy jednak bardzo mocno podkreślali, że kobiece cnoty i zalety stanowiły niezbędne uzupełnienie mężczyzny. Zaczęto nieco inaczej postrzegać kobietę, już nie jako niewolnicę, lecz jako osobę wolną, która ma swoją godność i może być równorzędną partnerką dla męża, jednak bardzo różnie to partnerstwo i równość pojmowano. Reformatorzy przyznawali, że wobec Boga kobieta i mężczyzna są równi, jak pisał już apostoł Paweł (Ga 3,28), nie na tyle jednak, aby pełnić te same role społeczne. Dotyczyło to przede wszystkim publicznej służby i publicznego nauczania, tutaj kobieta musiała ustąpić mężczyźnie, nie dorównywała mu bowiem "mądrością". Nic nie jest tak źle skrojoną suknią dla kobiety lub dziewczyny, jak chęć bycia mądrą (WA 1555) – ironizował Luter i dodawał, że nie ma żadnego pożytku z roztrząsania przez kobiety spraw publicznych: Nie brak im wprawdzie słów, lecz brak im poprawnego rozumienia tych rzeczy (...) Kiedy [kobiety] roztrząsają sprawy publiczne, jest to tak pomieszane i niestosowne, że nie przynosi żadnego pożytku. Wiadomo, że kobieta została stworzona, aby zajmować się domem, mężczyzna zaś do tego, aby uczestniczyć w życiu publicznym, brać udział w wojnach i zajmować się prawem (WA 1054).
 
   Co innego w domu, tu kobieta rządziła niepodzielnie. Bez damskiej ręki dom i wszystko, co do niego należy, niechybnie by runęło (WA 1006). Większość reformatorów chętnie  powierzała żonom (rzadziej matkom lub siostrom) administrację, zaopatrzenie, sprawy finansowe, częściowo też wychowanie dzieci i nadzór nad służbą, aby móc poświęcić się studiowaniu Biblii, pisaniu kazań, przygotowywaniu wykładów i uczonym dysputom. Wynikało to w dużej mierze ze szczególnej organizacji i statusu domostwa reformacyjnego duchownego. Było ono jednocześnie stancją dla studentów, pensjonatem dla uczonych przyjaciół gospodarza i innych gości, azylem dla zbiegów, sierocińcem, przytułkiem dla biednych i starych, szpitalem. Ogarnięcie tego wszystkiego stanowiło nie lada wyzwanie i wymagało szczególnych talentów organizacyjnych, zwłaszcza jeśli trzeba było utrzymać gospodarstwo rolne, ogród, winnicę, browar, jakąś manufakturę itp.
   Nic dziwnego, że wybór odpowiedniej towarzyszki życia nie mógł opierać się na porywie serca (albo nie tylko na nim), lecz na chłodnej i rzeczowej ocenie zalet kandydatki. Dobra, pracowita, oszczędna żona była prawdziwym błogosławieństwem, niezaradna – nieszczęściem, od którego wyzwolić mogła tylko śmierć któregoś z małżonków. Urodę, miłe obejście, talenty muzyczne, wykształcenie (a nawet uczoność) mile widziano i doceniano, ale ich brak nie dyskwalifikował przyszłej pastorowej. Przymykano oko na zrzędliwość i gadatliwość, choć bywały uciążliwe, a przeszłość oblubienicy w ogóle nie stanowiła problemu, niezależnie od tego, czy kandydatka była panną, eksmniszką czy wdową. Wdowy zresztą cieszyły się szczególnym powodzeniem wśród duchownych, jako te, które miały już doświadczenie w prowadzeniu gospodarstwa.

Kawalerskie rozterki

   Młoda wdowa Wibrandis Rosenblatt wydawała się ucieleśnieniem wszystkich cnót, jakie żona reformatora mieć powinna: pracowita, skromna, posłuszna, a przy tym non rixosa vel garrula vel vaga (ani kłótliwa, ani gadatliwa, ani niestała). Prawdopodobnie to właśnie ją miał na myśli Capito, gdy w 1527 r. pisał do Oecolampadiusa o pewnej "czcigodnej wdowie", która "jest do niego (Oecolampadiusa) całym sercem przywiązana i być może zgodziłaby się mu służyć".
   Oecolampadius stanął przed poważnym dylematem: z jednej strony inni reformatorzy nalegali, by się ożenił i zastosował do siebie reformacyjną naukę o małżeństwie, z drugiej wydawało mu się, że nie jest powołany do małżeństwa, nigdy zresztą nie należał do entuzjastów małżeństw duchownych. Miał już ponad 40 lat, za sobą krótki epizod klasztorny (1520-22), cenił sobie spokój, wolał zagłębiać się w księgach niż działać. Jego erudycja, doskonała znajomość greki i hebrajskiego budziła powszechne uznanie, nawet Erazm korzystał z jego uwag przy tłumaczeniu Nowego Testamentu, a Luter gratulował znakomitych wykładów na temat Księgi Izajasza. Odkąd w 1522 r. osiadł w Bazylei i sprowadził tam swoich rodziców, jego dom, pełen studentów i uczonych gości, prowadziła matka, Anna Pfister. Prawdopodobnie ona też niechętna była małżeństwu syna, skoro Oecolampadius nie zdecydował się na ten krok przed jej śmiercią. Od 1527 r. zdrowie matki, ojca i samego reformatora zaczęło się pogarszać, więc życzliwiej przyjmował sugestie i namowy przyjaciół, z którymi dzielił się wątpliwościami i przemyśleniami. Wolfgangowi Capito zwierzał się, że świadomy jest wszelkich niebezpieczeństw, jakie niesie za sobą stan małżeński, ale chciałby znaleźć jakąś "chrześcijańską siostrę", która poprowadziłaby jego dom. Taka kobieta – pisał – jest rzadkim okazem, rzadkim ptakiem, ale może choć jedną uda się usidlić? Myślał już o poślubieniu pewnej "wdowy z dobrą reputacją", ale ta, niestety, zmarła.


Kwitnąca pani Hausschein

   Przyciśnięty do muru przez okoliczności – nienajlepszy stan zdrowia, śmierć matki w lutym 1528 r., konieczność zapewnienia opieki choremu, staremu ojcu – zdecydował się wreszcie na małżeństwo z tak zachwalaną przez Capita wdową po Ludwigu Kellerze. Krok ten natychmiast wywołał komentarze, pan młody miał bowiem lat 46, jego wybranka – 24. Oboje musieli znosić drwiny i docinki, tym bardziej, że schorowany, wyczerpany pracą i niedawnymi wydarzeniami Oecolampadius wyglądał jak cień, Wibrandis zaś kwitła. Nie oszczędził ich nawet Erazm: Oecolampadius niedawno się ożenił. – pisał w 1528 r. – Poślubił nieźle wyglądającą dziewczynę. Uważam, że chce zamordować swoje ciało. Trzeba wierzyć Erazmowi na słowo, bo najbardziej znany portret Wibrandis ukazuje ją jako starszą już, wychudzoną kobietę ze zmęczoną twarzą, na której odbiły się troski, jakich doznała w życiu.
   Tymczasem pomówienia musiały ciążyć powściągliwemu, znanemu z surowych obyczajów Oecolampadiusowi, skoro próbował przekonywać, że jego małżeństwo jest typowym "małżeństwem uczonego", zawartym ze względu na curendae familiae (konieczność opieki nad domem/rodziną), a nie ze względu na voluptas (przyjemność). Powinieneś wiedzieć, że Bóg dał mi w miejsce mojej zmarłej matki chrześcijańską siostrę za żonę – tłumaczył w liście do późniejszego genewskiego reformatora Wiliama Farera – Żyje w skromnych warunkach, ale pochodzi z szacownej rodziny, a jako wdowa od kilku lat cierpliwie znosi swój krzyż. Wolałbym, aby była trochę starsza, ale dotąd [list pisany był bezpośrednio po ślubie, w marcu 1528 r.] nie znalazłem w niej nic z młodzieńczej frywolności. Proszę Boga, aby to małżeństwo było szczęśliwe i długie. (za: M. Heinsius, Das unüberwindliche Wort - Frauen der Reformationszeit).

   Prawdopodobnie małżeństwo to było rzeczywiście szczęśliwe, choć nie można go nazwać długim. W jednym z następnych listów do Farela Oecolampadius chwali małżonkę: W poznaniu Chrystusa jest całkiem biegła, a gospodarstwo prowadzi bardzo rozważnie. Czy mógłbym życzyć sobie czegoś lepszego? (za: M. Heinsius). Widać też, że wiele radości, ale i niepokoju przyniosło mu późne ojcostwo. W grudniu 1528 r. przyszło na świat pierwsze dziecko Wibrandis i Johannesa, syn, któremu dano na imię Euzebiusz na cześć najsłynniejszego starożytnego historyka Kościoła – Euzebiusza z Cezarei. Z korespondencji wynika, że troskliwy ojciec asystował przy pielęgnacji niemowlęcia, może nawet sam – tak jak Luter – zmieniał swojemu pierworodnemu pieluchy? Cieszył się, że Euzebiusz jest kochanym, spokojnym dzieckiem (...) ma apetyt i trzeba mu zmieniać pieluchy; i martwił, że syn ma skłonności do przeziębień i kaszlu (za: R. H. Bainton, Women of the Reformation in Germany and Italy).

   Ważne wydarzenia w życiu rodzinnym Oecolampadusa zbiegły się z równie ważnymi wydarzeniami w procesie rozszerzania i umacniania reformacji. W styczniu 1528 r. wraz z Urlichem Zwinglim brał udział w Bernie w dyspucie na temat wprowadzenia wyznania reformowanego w tym kantonie. Chciał, aby reformacja oficjalnie zwyciężyła również w Bazylei. Jak się okazuje – nie tylko on. Od wiosny 1528 r. dochodziło w mieście do aktów niszczenia obrazów i posągów w kościołach katolickich, a następnie zwolennicy reformacji przedstawili radzie miejskiej przygotowaną przez Oecolampadusa petycję, w której domagali się zakazania kultu katolickiego. Rada zwlekała z wprowadzeniem tak radykalnego rozwiązania, protestanci więc wzniecili powstanie: zajęli katolickie kościoły i klasztory, ze stojących obrazów żaden nie pozostał nietknięty, ani w kościołach, ani w przedsionkach, ani w klasztorach. To, co pozostało z namalowanych obrazów, pomazano węglem; co nadawało się do spalenia, wrzucono na stosy; resztę rozbito w proch. Ani wartość ani sztuka niczego nie pomogły ocalić – opisywał tę "rewolucję" Erazm. Potem pozbyli się katolickich członków rady i wymusili na radnych ogłoszenie zwycięstwa reformacji, co nastąpiło w kwietniu 1529 r.
   Oecolampadusowi zaproponowano objęcie probostwa przy bazylejskiej katedrze. Oczywiście zgodził się i wraz z żoną, jej córką z pierwszego małżeństwa i Euzebiuszem zamieszkał na plebani przy Hasengäßlein. Dopiero wtedy mogła Wibrandis realizować swoje powołanie i  prawdziwie rozwinąć talenty gospodarskie. Plebania tętniła życiem, mieszkali tu studenci Oecolampadiusa, banici lub zbiedzy z katolickich miast znajdowali schronienie, słychać było głośne dyskusje toczone przez proboszcza ze znakomitymi gośćmi. Zgodnie z patriarchalnym modelem rodziny, preferowanemu, jak wspomniano, przez duchownych protestanckich, Johannes był nominalnie głową domu i czuwał nad czystością idei, pobożnością i moralnością wszystkich domowników, o względy materialne musiała zatroszczyć się Wibrandis. 

   We wrześniu 1529 r. na plebanii przy katedrze bazylejskiej zatrzymał się Urlich Zwingli, z którym Oecolampadius wyruszył kilka tygodni później do Marburga, by uczestniczyć w dyskusji na temat symbolicznego (jak chcieli Szwajcarzy) i literalnego (jak chciał Luter i Melanchton) rozumienia słów ustanowienia wypowiadanych w czasie nabożeństwa. Rozmowy zakończyły się klęską, do porozumienia nie doszło, za to w obozie reformacyjnym nastąpił rozłam. Ogromnie żałował tego Melanchton, który zapewniał, że dissensio horribilis de Domini Coena  (straszne rozbieżności w kwestii Wieczerzy Pańskiej) nie zagrożą ich przyjaźni. Wracając do Zurichu Zwingli znów zatrzymał się w domu Hausscheinów.
   W 1530 Wibrandis i Johannes podejmowali reformatorów ze Starsburga, Wolfganga Capito i Martina Butzera. Z ich żonami – Agnes Röttel oraz Elisabeth Silbereisen – gospodyni od czasu zyskania statusu pastorowej prowadziła ożywioną korespondencję, w której wymieniały doświadczenia, jak najlepiej radzić sobie z gospodarstwem. I znów nikt nie przypuszczał, że za jakiś czas losy wszystkich w jakiś sposób się splotą.


 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl