Lekarz, który pisze - pisarz, który leczy. Wywiad z Robinem Cookiem

Robin Cook
Wywiad z Robinem Cookiem

   W swoich książkach Cook porusza przede wszystkim kwestie związane z etyką zawodową lekarzy, zwraca uwagę na zagrożenia, jakie niesie rozwój badań i nauk medycznych. Niezwykle ważkie tematy podaje w sposób wyjątkowo przystępny i ciekawy. Forma thrillera medycznego, w której autor osiągnął perfekcję, pozwala dotrzeć do wyjątkowo szerokiego grona czytelników.


   Robin Cook urodził się 4 maja 1940  w Nowym Yorku. Ukończył medycynę na Uniwersytecie Columbia oraz studia podyplomowe na Harvardzie, gdzie później wykładał. Pracował jako lekarz w Bostonie. Obecnie mieszka z żoną i synem na Florydzie. Wiele jego książek przyniosło mu światowy rozgłos. Jest doskonale znany także w Polsce. Doświadczenie zdobyte w czasie praktyki lekarskiej pozwoliło mu w sposób niezwykle realistyczny przedstawić problemy, z jakimi styka się współczesna medycyna. W swoich książkach Cook porusza przede wszystkim kwestie związane z  etyką zawodową lekarzy, zwraca uwagę na zagrożenia, jakie niesie rozwój badań i nauk medycznych. Niezwykle ważkie tematy podaje w sposób wyjątkowo przystępny i ciekawy. Forma thrillera medycznego, w której autor osiągnął perfekcję, pozwala dotrzeć do wyjątkowo szerokiego grona  czytelników.

   Z okazji Międzynarodowych Targów Książki, na zaproszenie Wydawnictwa Rebis, Robin Cook przyjechał do Polski. 15 maja 2008 r. o godzinie 12.30 w hotelu Bristol na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie odbyło się spotkanie, w którym miałam zaszczyt i przyjemność uczestniczyć. Oto relacja z tego spotkania.

To chyba  pierwsza Pana wizyta w Polsce, jakie są Pana wrażenia? Czy w programie pobytu będzie miał Pan  czas na zwiedzanie?

Tak, to mój pierwszy pobyt w Polsce. Zwiedzanie jest jedną z przyjemności, przy okazji takich wizyt. Mam dzięki temu możliwość poznawania różnych miejsc. Po zakończeniu spotkań z czytelnikami w Warszawie, mam zamiar spędzić także jeden dzień w Krakowie.

Kraków jest piękny i oczywiście polecam. Tam jest co zwiedzać, ale jeden dzień to trochę mało.  

Zdaję sobie z tego sprawę, jednak w tej chwili ekipa kręci w Indiach film według mojego scenariusza i z planu filmowego mogłem się wyrwać tylko na dwa tygodnie, aby odbyć tę podróż po Europie.

Jedno z pytań, jakie przygotowałam, dotyczy właśnie ekranizacji Pana filmów. Pana książki to nieomal gotowe scenariusze filmowe. Najbardziej znaną ekranizacją jest Coma, ale były też inne...

Tak było ich kilka. Była jeszcze Epidemia z Dustinem Hoffmanem, Inwazja....
Nie ze wszystkich jestem zadowolony. Nakręcono na przykład film na podstawie książki Sfinks, ale  nie mogłem o niczym decydować przy produkcji i film wyszedł okropny.

Szczerze mówiąc miałam trudności w dotarciu do wszystkich Pana zekranizowanych powieści. Często przy opisie filmu nazwisko autora pierwowzoru wpisuje się gdzieś na końcu, drobnym drukiem, albo nie podaje wcale.

Tak, to prawda.

Zawód lekarza pochłania wiele czasu i obciąża psychicznie, a jednak napisał Pan tyle książek. Jak udało się Panu pogodzić pracę lekarza z pisaniem?

Ja od samego początku byłem mistrzem w łączeniu różnych zajęć. Przyszedł taki moment, że równocześnie otwierałem własną praktykę medyczną, wykładałem na Harvardzie i byłem studentem Kennedy School. Łączenie różnych przedsięwzięć i różnych zawodów jest dla mnie rzeczą normalną.

W takim razie niezbyt fortunne było to pytanie, bo nie tylko potrafi Pan łączyć wiele rzeczy na raz, ale jeszcze robi to Pan perfekcyjnie i osiąga sukcesy, a to już nie każdemu się udaje.

To może dziwne, ale przekonałem się, że im więcej mam zadań do wykonania, tym więcej jestem w stanie zrobić. Kiedy nie mam nic do roboty, godziny upływają niepostrzeżenie i oto dzień mija. Im więcej rzeczy sobie zaplanuję, tym łatwiej udaje mi się osiągnąć cel.

Jednym z celów było zostanie pisarzem, ale do tego trzeba mieć jeszcze w sobie potrzebę pisania. Pierwsza Pańska książka opowiada o młodym lekarzu. Czy pisał Pan wtedy o sobie?

Tak. Wydaje mi się, że  jest to normalne i  pierwsza powieść jest zawsze w pewnym sensie autobiograficzna. Każdy, kto zaczyna swoją przygodę z pisaniem, wykorzystuje przypadki z własnego życia, dopiero doświadczenie pisania uczy człowieka, jak tworzyć postaci, jak przedstawiać wydarzenia. Nie jest to jednak w tak oczywisty sposób powieść autobiograficzna. Główny bohater to nie ja. Bliższa mi i bardziej do mnie podobna jest postać, która pojawia się na końcu i rozmawia z bohaterem próbując przekonać go do swoich racji.

Podobne dylematy moralne, z którymi nie może sobie poradzić w książce ten młody człowiek, przeżywa chyba każdy lekarz.

Dla mnie zasadniczym tematem tej książki są właśnie dylematy moralne.
Każdy student, który rozpoczyna studia medyczne, jest pełen altruizmu i wiary, że będzie leczył ludzi, pomagał im, ratował ich życie. Edukacja medyczna i praktyka sprawiają, że człowiek gubi  ten altruizm, on się gdzieś wypala. Po jakimś czasie zaczyna podchodzić do ludzi jak do przypadków. Bardziej  liczy się choroba niż sam człowiek, który na nią zapadł, a lekarz więcej myśli o swoich własnych interesach niż o tych, których miał leczyć.

Praca z chorymi to jednak bardzo duże obciążenie psychiczne, a takie zachowanie to pewien rodzaj obrony. Przychodzi moment, że człowiek nie chce już myśleć o innych, bo ma tego za dużo. I to jest problem, z którym stykają się lekarze, pielęgniarki i w ogóle cała opieka medyczna.

Tak właśnie jest.

W jakim stopniu wykorzystuje Pan wiedzę o swoich pacjentach? Czy niektórzy pacjenci mogą siebie odnaleźć w Pana książkach?

Z pewnością mógłbym to powiedzieć o moich pierwszych książkach. Tam rzeczywiście opisywałem przypadki, z którymi miałem do czynienia. Z czasem, gdy nabierałem doświadczenia jako pisarz, przekonałem się, że mogę wymyślać postaci i sytuacje, i nie muszę tak kurczowo trzymać się własnego doświadczenia.
   Wracając jeszcze do kształcenia lekarzy i pielęgniarek. Według mnie jest pewna różnica między przygotowaniem zawodowym lekarzy i pielęgniarek. U pielęgniarek w mniejszym stopniu zmienia to osobowość. Pielęgniarki są osobami troskliwymi, dbają o pacjenta. Dopiero ciężka praca, jaką wykonują, a uważam, że pielęgniarki pracują o wiele ciężej niż lekarze, pozbawia je wrażliwości. Jeśli chodzi o lekarzy, już sama edukacja rozpoczyna  proces dehumanizacji, doprowadza do odwrażliwienia i obojętności  na cierpienia drugiego człowieka.

Lekarz jednak nie może być niewrażliwy, bo wtedy musiałby poszukać sobie innego zawodu. Takiej granicy dotyka Pan w swoich książkach. Porusza Pan problemy etyki lekarskiej,  zwraca uwagę na niebezpieczeństwa  związane z badaniami naukowymi. W Zabawie w Boga pojawił się  temat eutanazji. Książkę wydano w 1983 roku. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dyskusje nadal trwają, a wnioski i niejednoznaczne. W Holandii 1 kwietnia 2002 r wprowadzono prawo, które nakazuje lekarzom szczegółowe raportowanie przypadków eutanazji z jednoczesnym przestrzeganiem bardzo surowych procedur,  teoretycznie zapobiegającym nadużyciom. 
   Oczywiście wykluczam  stosowanie eutanazji  bez zgody pacjenta, ale jaki jest obecnie Pana stosunek do śmierci na życzenie? Chodzi mi o ekstremalne sytuacje,  gdy pacjent jest w stanie terminalnym. W książkach jednoznacznie oddziela Pan zło i dobro, i nie ma wątpliwości, że działanie w złej wierze zasługuje na potępienie. Jak jednak należy postępować w takich sytuacjach, bo przecież zdania są różne?

W niewielu swoich książkach poruszałem problem eutanazji, ponieważ sam nie mam do niej jednoznacznego, jasnego stosunku. Jest to kwestia zbyt złożona, aby można było odpowiedzieć tak lub nie, bardzo indywidualna i trudna moralnie. Ma ona jednak, jak większość problemów medycznych, drugie dno. W Ameryce istnieje system pomocy Medicer, który oferuje pomoc medyczną, zwłaszcza ludziom w wieku podeszłym. Badania  funkcjonowania tego systemu dowiodły, że 60% kosztów medycznych przeznaczanych na statystycznego klienta, wydaje się w ostatnich trzech miesiącach życia. Czyli to są koszty podtrzymywania życia w jego ostatnim stadium. To coś, co musi się zmienić. Nie możemy wydawać tak ogromnych pieniędzy w sytuacji, gdy nie jest to leczenie, nie jest to działanie prewencyjne, a tylko podtrzymywanie, niekiedy nawet uporczywe podtrzymywanie życia.

Pomijając finanse, można powiedzieć, że jest to przedłużanie cierpienia człowieka, który i tak za chwilę umrze.

Właśnie.

Papież nie chciał już wrócić do szpitala w ostatnim okresie. To taki przykład na poparcie tego o czym Pan mówił.
    No, dobrze, zmieńmy ten smutny temat. Dlaczego wybrał Pan taki gatunek  literatury? Czy tylko ze względów komercyjnych? Thriller medyczny to coś podobnego do kryminału. Ta forma jest bardzo nośna. W ogóle wszystko, co się łączy ze służbą zdrowia, ze szpitalami, z ludzkim zdrowiem, bardzo ludzi interesuje.
   W Polsce jednym z najpopularniejszych seriali jest Na dobre i na złe. Wprawdzie nie jest to thriller medyczny, ale dotyczy szpitala. Podobnych filmów powstało wiele i wszystkie zyskują ogromną widownię.  Pana książki też zdobyły czytelników na całym świecie, a nawet zagorzałych fanów, do których i ja należę. W związku z tym moje pytanie brzmi - dlaczego? Lekarz, stykający się z ludzkim nieszczęściem na co dzień,  mógłby pisać przecież  książki psychologiczne, lub filozoficzne.

Tak naprawdę, zacząłem od powieści psychologicznej. W książce Rok interny nie ma wątków kryminalnych, elementów thrillera.  Ale przekonałem się, że książka ta ma niezbyt szeroki oddźwięk.

Czyli względy komercyjne?

Nie. Jest dokładnie na odwrót. Uznałem, że jeśli mam coś ważnego ludziom do powiedzenia, to moim obowiązkiem jest wybranie takiej formy, która dotrze jak największego grona osób. Takiej formy, którą ludzie przyjmą, właśnie jakiejś formy popularnej i atrakcyjnej. Dzięki temu man nadzieję trafić do większej ilości odbiorców i propagować swoje idee. Moim zdaniem seriale takie jak Na dobre i na złe – zresztą w każdym kraju takie seriale istnieją – na dłuższą metę szkodzą ludziom. Tworzą fałszywy obraz medycyny i lekarzy, którzy zawsze panują nad sytuacją, są zawsze na posterunku,  zawsze mogą pomóc. W rzeczywistości tak nie jest. Moje książki skłaniają do refleksji, odsłaniają to, co jest smutnym elementem każdej opieki medycznej. Nigdy nie ma tak, aby wszystko było idealne, zawsze mogą pojawić się jakieś błędy, jakieś niedociągnięcia,   zagrożenia,  elementy, na które nie mamy wpływu. Musimy więc zdawać sobie  z nich sprawę, aby próbować im przeciwdziałać. 

Właśnie o to mi chodziło i cieszę się, że Pan to powiedział. Dzięki atrakcyjnej, wciągającej formie, Pana książki zwróciły uwagę na wiele istotnych spraw. Prawdopodobnie  książki psychologiczne, napisane równie perfekcyjnie jak Pańskie thrillery, do tak dużej ilości odbiorców by nie dotarły.
    Poprzednio niemal każda Pana książka  miała swoich własnych bohaterów, swoją własną problematykę i własne miejsce akcji. W ostatnich książkach pojawiają się jednak ci sami bohaterowie – para małżeńska.
   Jak wiadomo, czytelnicy przywiązują się do bohaterów. Czy to jest pewnego rodzaju haczyk, taka próba przyciągnięcia czytelnika?

Jest kilka powodów. Oczywiście, ma pani rację, że czytelnicy lubią, gdy pojawiają się te same postaci, zwłaszcza gdy są to bohaterowie o dość złożonej psychice, którą można rozbudowywać w kolejnych książkowych odsłonach, ale drugi powód jest poważniejszy. Odkryłem, że patomorfologia bardzo szczodrze oferuje tematy na książki. W każdej z tych książek bohaterowie muszą ustalić, dlaczego nastąpił zgon. Czy był on wynikiem jakiejś choroby, czy przyczyniły się do tego okoliczności zewnętrzne? Wykorzystując tych samych bohaterów mam możliwość wracać do tego tematu.

Czy nie miał Pan ochoty zmienić tematyki swoich książek? Kilka razy się tak stało, choćby w Uprowadzeniu, które jest właściwie książką SF. Czy wróci Pan do takich tematów?

Uprowadzenie nie jest jedyne. Jest jeszcze Inwazja, która powstała pierwotnie jako scenariusz dla miniserialu telewizyjnego, a dopiero później jako powieść. No i Sfinks też  oddala się od tematu medycznego. Jako młody człowiek marzyłem, aby  zostać archeologiem i pisząc tę książkę mogłem choć w części zrealizować swoje marzenia.

Myślę, że pisanie książek jest częściowym realizowaniem własnych marzeń. Stany Zjednoczone uważa się za idealne miejsce na odniesienie sukcesu. Czy początkującemu autorowi łatwo wydać tam książkę? Czy wydawnictwa interesują się młodymi pisarzami, finansują debiuty, czy najpierw autor musi sam w siebie zainwestować, a dopiero potem, jak już osiągnie sukces, wydawnictwa się o niego biją, tak jak teraz o Pana?
   Jak Pan rozpoczął swoją przygodę z pisaniem?

Rozpocząłem swoją karierę jako kompletny naiwniak. Bardzo niewiele wiedziałem o świecie wydawniczym. Nie miałem pojęcia, jak trudno jest wydać własną książkę. Teraz myślę, że gdybym wiedział, to może nigdy bym nawet nie próbował.
   Moja edukacja zupełnie nie przygotowała mnie na zostanie pisarzem. Chciałem dostać się do najlepszej Akademii Medycznej w Stanach. Aby to osiągnąć, musiałem mieć same piątki od góry do dołu. Wybierałem więc takie kursy, które gwarantowały, że będę te piątki miał. Zawsze lepiej radziłem sobie z przedmiotami ścisłymi, przyrodniczymi, a omijałem te dotyczące literatury – kursy pisania, historii, wszelkie kursy humanistyczne, bo nie byłem w stanie oszacować swoich szans na najlepszą  ocenę. Każda czwórka na świadectwie sprawiłaby, że może miałbym szansę na studia medyczne, ale straciłbym szansę na kształcenie się w jednej z tych szkół, które sobie wymarzyłem.
Na początku naszego spotkania pytał Pan, z jakiej gazety jestem? Otóż reprezentuję portal internetowy, na którym jeszcze nieodkryci pisarze i poeci umieszczają swoje teksty. Co Pan myśli o tego rodzaju portalach? W takich miejscach prezentuje się swoją pracę bez żadnego honorarium, a jedyną nagrodą jest dotarcie do czytelnika, a tych  na portalach jest coraz więcej.

Uważam, że jest to fantastyczny pomysł! To znakomity sposób na komunikowanie się pisarza z czytelnikiem. Jednak jest to też ogromna odpowiedzialność spoczywająca na moderatorach, osobach prowadzących taki portal, aby teksty trzymały poziom, były przynajmniej poprawne. To zasadniczy problem internetu, Wiarygodność i jakość źródeł.

Pinezka i Fabrica Librorum, gdzie ukaże się  wywiad z Panem,  są portalami, gdzie teksty już na początku zostają wyselekcjonowane przez moderatorów i nie każdy może umieszczać, co zechce. Teksty na ogólnodostępnym portalu są oczywiście bardzo różne, ale każdy tekst podlega ocenie już na wstępie, a te najsłabsze, nie spełniające norm, są odrzucane.
   I na koniec pytanie, które z  pewnością zainteresuje Pana wiernych czytelników, a przede wszystkim czytelniczki.
   Proszę o kilka słów o tym, kim jest Robin Cook prywatnie, czy ma rodzinę, jak spędza wolny czas i co lubi robić poza pracą i pisaniem powieści?

Mieszkam z rodziną, jestem żonaty, mam ośmioletniego syna.

Ośmioletniego? Przepraszam, ale czy to drugie Pana małżeństwo?

Nie. Wcześniej byłem bardzo zajęty. To wszystko, co w życiu osiągnąłem, sprawiło, że nie starczało czasu na układanie życia osobistego.

Ależ to fantastyczne. Przy tak małym dziecku pewnie Pan czuje się bardzo młodo? Serdecznie gratuluję!

Dziękuję. Myślę, że teraz jestem lepszym rodzicem, niż gdybym wcześniej miał dziecko.

Oczywiście, ma Pan rację. Trochę inaczej jest z kobietami, bo biologia jest nieubłagana.
Czyli teraz Pana czas pochłania rola ojca. Taki mały człowiek potrafi zająć sobą bez reszty.

Jestem trochę innym ojcem niż większość mężczyzn wychodzących rano do pracy i wracających wieczorem. Ja pracuję w domu, więc i mój udział w opiece nad dzieckiem, też jest dużo większy niż to się zdarza w przeciętnej rodzinie.

Pana dziecko musi być szczęśliwe...

To prawda. Jako lekarz potrafię docenić, że mam szczęśliwe i zdrowe dziecko i szczęście jakie mnie spotkało.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę jeszcze wielu pomysłów na nowe książki.


Robin Cook i Joanna Jakubik - autorka wywiadu




Specjalne podziękowania dla tłumacza z Wydawnictwa REBIS.


--------
Bibliografia Robina Cooka (pol)
Strony angielskie: twbooks.co.uk ; fantasticfiction.co.uk

Recenzja ostatniej książki Cooka – Czynnik krytyczny znajduje się w dziale recenzji w Fabryce Librorum.

Niektóre z jego powieści zostały zekranizowane:

Produkcje filmowe:
Coma  (1978)
Najbardziej znany film, przyniósł rozgłos samemu Cookowi, reżyserowi Michaelowi Crichlonowi, który również ukończył medycynę (Harvard Medical School) oraz aktorom ( Tom Selleck, Michael Douglas, Ed Harris, Richard Doyle)
Sfinks (1981)
niezbyt udany, z którego sam autor jest niezadowolony.
Produkcja: Holandia, USA
Reżyseria: Franklin J. Schaffner
Epidemia  (1995)
Produkcja: USA
Reżyser: Wolfgang Petersen
Obsada: Dustin Hoffman, Morgan Freeman, Kevin Spacey i inni
 

Produkcje telewizyjne:
Szkodliwe intencje -  CBS - TV (1993)
Śmiertelny strach -  NBC - TV (1994)
Wirus -   NBC - TV (1995)
Stan terminalny -  NBC-TV (1996)
Inwazja  (1997)


Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl