Machissmo i rasizm w Ameryce Łacińskiej.

Machissmo i rasizm w Ameryce Łacińskiej
ilustr. lolyta/pinezka.pl



    Miała na imię Marqueza, 23 lata, brązowe ciało, długie, splecione w kilkadziesiąt warkoczyków włosy, nogi do chmur, niebiańskie wcięcie w talii i fantastycznie pełne piersi. Tańczyła w regionalnym zespole  murzyńskich bębnów, więc sposób, w jaki się poruszała w szalonym rytmie afrykańskich tambores powodował, że mógłbym jeść jej z ręki, gdyby nie pewien szczegół...

 

    Piękną Marquezę poznałem w CCCA ( Centro Cultural Colombo Americano, uczyłem tam angielskiego), zwróciłem na nią uwagę, gdyż ona nie zwracała najmniejszej uwagi na mnie. Okazją do pierwszej rozmowy była impreza organizowana przez Colcklincker (duża kolumbijska cementownia). Zapytałem, czy nie chciałaby ze mną pójść. Zrobiłem minę bardzo prosząco - samotną, więc zgodziła się.
    Była to dosyć ekskluzywna kolacja w Boca Grande, w restauracji na 13 piętrze, z basenem, widokiem na morze i całe miasto, muzyką na żywo, owocami morza, najdroższą whisky, szampanem. Zaprosiłem ją trochę na przekór moim znajomym, wiedziałem, że na imprezach tego typu nie ma &dbquo;kolorowych”, zaś całe towarzystwo ma na sobie włoskie garnitury i francuskie suknie. Rozmawia się o golfie lub butikach w Miami. 100 procent białych i bogatych.

    Rasizm w Kolumbii jest dobrze widoczny, szczególnie w arystokratycznej Cartagenie. Czarni nie mieszkają w tak eleganckich dzielnicach jak Crespo, Boca Grande czy Castillo Grande. Oni przyjeżdżają tam z czarnej Boquilli lub innych przedmieść, żeby sprzątać, gotować i prać w białych domach. Na noc wracają do siebie. W drogich supermarketach Magali Paris zakupy robią też tylko białe kobiety. Dla czarnych jest wielokrotnie tańszy rynek Bazurto. W prywatnych szkołach zwykle nie ma czarnych dzieci i to nie tylko dlatego, że czarnych rodziców nie stać na zapłacenie wysokiego czesnego. Do tych szkół po prostu czarnych dzieci się nie przyjmuje.

    Rzadko chodziłem na ulicę Arsenal, gdzie znajdują się wszystkie najlepsze (najdroższe) dyskoteki i bary, gdzie parkują Mercedesy, BMW, Landcruisery należące tylko do białych. Chciałem uniknąć sytuacji, gdy moja ciemnoskóra dziewczyna nie zostałaby wpuszczona do środka. Dotyczy to głównie najlepszej dyskoteki Cartageny - Mr. Babilla, kolorowi nie mają tu wstępu. Ale jest także druga strona monety - czarni też bywają rasistami. Czarnemu zawsze wydaje się, że z powodu koloru skóry jest pokrzywdzony, że nikt go nie kocha, nie lubi i nie szanuje. Reakcją na te uczucia jest agresja wobec białych. 
    Z innej strony patrząc, w ciemnym zaułku biednej dzielnicy nieważne są dyplomy uniwersytetów, ani kolor skóry. Tu wygrywa ten, kto jest szybszy, kto ma pistolet lub nóż. To ostatnie z reguły mają czarni, więc biali, ze strachu, izolują się od nich w swoich luksusowych dzielnicach. Są jednak zbyt chytrzy i zakłamani, żeby nie korzystać z ich taniej siły roboczej. Jedni drugich nienawidzą, ale wzajemnie się potrzebują. Tam, gdzie  jedna siła przeważa, trzeba "importować" Arabów, Hindusów, Polaków lub system się wali, jak w RPA, czy Zimbabwe.

    Wracajmy jednak na przyjęcie. Z przeszklonej windy wchodzimy wprost do restauracji. Biorę piękną Marquezę pod rękę i przechodzimy przez całą salę przywitać się z szefem Colcklinker, to on mnie zaprosił. Dla takich momentów warto podróżować. Patrząc na reakcje zgromadzonych na przyjęciu gości, można się więcej nauczyć niż w niejednej szkole.
    Marqueza ma na sobie długą, ciemnozieloną sukienkę z rozcięciem prawie do bioder, odsłonięte plecy i ramiona, podkreślone piersi. Może to nie model Diora, ale i tak opakowanie plus zawartość wyglądają bardzo dobrze. Do tego buty na wysokich obcasach, a we włosach wplecione różnokolorowe nitki, koraliki. Jakże te jej włosy nie pasują do fryzur wszystkich innych kobiet! Te warkoczyki - jakież to inne, obce, murzyńskie! I ten kolor jej skóry - brązowy, prawie czarny.

    Idziemy spokojnie, wszyscy na nas patrzą, ja kłaniam się na prawo i lewo, Marqueza mocno speszona. Średnia wieku to coś około czterdziestki, my jesteśmy najmłodsi, a w dodatku ja dla tych ludzi jestem nauczycielem, a oni - moimi uczniami. Z twarzy kobiet promieniuje zdegustowanie, niesmak, a może nawet zazdrość, choć nikt się do tego nie przyzna. Uśmiechają się fałszywie i nie próbują nawet  tego fałszu ukryć. Za to ich mężowie wydają się być zachwyceni. Przez cały wieczór ktoś podchodzi do mnie poklepuje, gratuluje, puszcza oko. Coś mi się wydaje, że przeze mnie atmosfera tego przyjęcia jest trochę inna od planowanej.

    Marqueza wciąż czuje się trochę nieswojo. Ona nawet nie jest z Cartageny. Mieszka w Paso Caballos - małym, nudnym miasteczku nad rzeką, oddalonym o godzinę jazdy od Cartageny i zamieszkałym wyłącznie przez kolorowych o nieszczególnie dobrej reputacji. O trzeciej nad ranem wychodzimy z przyjęcia, a mnie aż boli głowa, gdy myślę, ile muszę jej dać na taksówkę do domu. 
    "Chodźmy na plażę" - mówi do mnie. Taki pomysł, o tej porze, w Boca Grande jest średnio bezpieczny, ale idziemy. Marqueza zdejmuje buty, wchodzi kilka metrów do morza, mocząc sukienkę. Bawi się falami. Czuje się dużo swobodniej, niż na skostniałym przyjęciu Colcklinker.

    "Mogę zostać u ciebie?" Hm. Przez cały wieczór nawet nie próbowałem się do niej zbliżyć, co kobietom w Ameryce Łacińskiej może wydać się dziwne. Ale z jej strony także nie było żadnego impulsu. Teraz chce u mnie zostać. W porządku, myślę, przynajmniej oszczędzę na taksówce.
    Nie wiem, jak to się stało, ale spaliśmy na moim wielkim łóżku w dwóch przeciwległych końcach. Może dlatego, że w Marquezie było coś niepokojącego. Jej oczy były ciągle roześmiane, ale jednocześnie w ich głębi był smutek. Gdy patrzyłem na nią, we wszystkim, co robiła, widziałem smutną dziewczynkę. A może to był nadmiar whisky i szampana? Rano zrobiła śniadanie i przyniosła mi zerwanego z drzewa kwiatka. "To dla ciebie, że nie chciałeś przespać się ze mną. Dziękuję" - powiedziała. Wspólnie spędziliśmy cały weekend. Opowiedziała mi swoją historię. Historię, jaką mają i ukrywają miliony kobiet w Ameryce Łacińskiej.

    Zapytajcie kogokolwiek w Meksyku, Nikaragui, Kolumbii o problem kazirodztwa czy pedofilii. Wszyscy zgodnie zaprzeczą istnieniu problemu lub wskażą na grupy marginesu społecznego. Niestety, to nieprawda! Szczególnie w małych miasteczkach i na wsiach nietrudno natknąć się na zjawiska pedofilii i kazirodztwa. Wszyscy o tym wiedzą, tylko nikt nic nie robi i nie mówi. Gwałcenie własnych córek, sióstr, siostrzenic może być niejako dodatkowym przywilejem bycia mężczyzną macho.

    Tak wiec Macho Mexicano nosi wysokie skórzane buty z czubem botas, jeździ pickupem, słucha muzyki ranchera (takie latynoskie country) a oprócz oficjalnej rodziny ma przynajmniej jedną rodzinę dodatkową i często jeszcze kilka kochanek. Nieślubnych dzieci oczywiście nie liczy, tak samo, jak się o nie nie troszczy. Sobotnie wieczory spędza w cantinach, pijąc piwo i oklepując brzydkie, grube kelnerki, a potem jedzie do burdelu. Szczególnie w północnej części Meksyku i w Kolumbii jest wiele domów publicznych oferujących kilkuletnie dziewczynki.
    W domu macho zachowuje się zgodnie ze swoim urojonym statusem, tzn. regularnie bije swoją żonę, a kiedy wróci do domu pijany, dodatkowo zaleca się do córek. Ciekawe jest to, że w tak bardzo "męskim" Meksyku wielu mężczyzn ma skłonności homoseksualne. Ale jest to kolejne tabu!

    Jest jedna rzecz, której nigdy nie zrozumiem. Mianowicie postawa niektórych matek w stosunku do swoich córek. Kobiety w Ameryce Łacińskiej tak bardzo przyzwyczajone są do machissmo, że rzadko stają w obronie córki, zwykle faworyzując synów. One przecież widziały jak wykorzystywane były ich babki, matki, a wciąż uważają, że taki jest porządek rzeczy, że mężczyzna ma takie prawo. Mało tego, one czują się szczęśliwe, bo dawniej było przecież gorzej. Syn może nie chodzić do szkoły, nie pracować, chuliganić, a i tak będzie ukochanym synkiem mamusi. Cokolwiek w tym czasie zrobi jego siostra, z pewnością będzie złe. Nawet w bogatych rodzinach dziewczyny bywają traktowane niewiele lepiej, niż służące.

    Złe warunki materialne, małe domki, w których w jednym pokoju musi spać całe rodzeństwo, również sprzyjają  pedofilii i kazirodztwu. Tata, wujek czy brat mają w wielu rodzinach ciche przyzwolenie na odebranie córce czy siostrze dziewictwa i regularne jej wykorzystywanie. Wszyscy wiedzą, co się dzieje, tylko nikt nic nie mówi. Z drugiej strony najmniejsze podejrzenie kobiety o niewierność może się dla niej skończyć tragicznie, np. oszpeceniem twarzy nożem lub maczetą.

    W Wenezueli, w mieście Tumeremo w Gujanie, spotkałem młodą Hiszpankę, której wydawało się, że może zmienić świat. Prawie jej się udało, tylko, że inaczej niż zamierzała. Z zawodu była biologiem i zamiast zająć się tropikalnymi motylami (po to przyjechała do Wenezueli), angażowała się w prywatne życie mieszkańców. Udało jej się namówić dziewczynę, żeby zeznawała na policji przeciwko swojemu sąsiadowi, który regularnie katował żonę i gwałcił swoje córki. Efekt był taki, ze sąsiad podpalił dom tej dziewczyny. Zginęła jej matka i dwie siostry!

ilustr. lolyta/pinezka.pl

    Historia Marquezy jest podobna do tysięcy w tym regionie świata. Gdy miała 19 lat zgwałcił ją kuzyn. Od tego czasu jest też regularnie gwałcona przez swojego starszego brata, z którym musi dzielić pokój. Nikomu nic nie powiedziała, bo mogłoby to się skończyć na dwa sposoby.  Albo nic by się nie zmieniło, tylko ona najadłaby się wstydu przed całą społecznością miasteczka, a fakt, że gwałt uszedłby sprawcy bezkarnie, mógłby narazić ją na wykorzystanie ze strony innych. Alternatywa mogłaby być taka, że ojciec w złości zabiłby jej brata, czyli swojego syna i trafiłby do wiezienia. Oba rozwiązania znacznie pogorszyłyby jej sytuację.
    Marqueza ma przynajmniej tyle szczęścia, że ma pracę. Pracuje w bibliotece i zarabia 460 tysięcy peso, czyli 200 dolarów. Całkiem nieźle, tylko co z tego, kiedy  połowę pensji zabiera jej brat. Tak po prostu! Bez powodu!

    Marqueza pyta, czy może u mnie zostać, bo nie chce wracać do domu. Co ja mam jej odpowiedzieć?

    Rozmawiam szczerze z Lourdes (moją szefową). Rada, którą mi daje, jest prosta i okrutna. Nie angażować się, bo tu, w Kolumbii, białe jest białe, a czarne jest czarne i nic się nie zmieni.  Można jedynie wpakować się w duże kłopoty.

    Marqueza ma siostrę, która mieszka w Caracas w Wenezueli, ale sama nie ma najmniejszej szansy na uzyskanie wizy, więc ucieczka do siostry może być trudna. Gdyby Wenezuela dawała wizy wszystkim Kolumbijczykom, którzy chcą wyjechać z kraju, Kolumbia pewnie opustoszałaby bardzo szybko.
    Przez cały miesiąc prowadziłem rozmowy z Konsul Ilianą Gonzales o przyznaniu Marquezie wizy. Konsul jest kobietą i rozumiała sytuację tej biednej dziewczyny. Było tylko trochę problemów z dokumentami, które nie istniały. Ale ponieważ w Ameryce Łacińskiej wszystko można załatwić, Marqueza mieszka teraz na wzgórzach Caracas ze swoją siostrą.

Grafika: lolyta/pinezka.pl

 
{jos_sb_discuss:23}

 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl