Lucy Maud Montgomery cz. 5


Okładki książek LMM

Kiedy było już po wszystkim i ujrzałam siebie siedzącą u boku mojego męża – MOJEGO MĘŻA! – przeszył mnie nagle potworny spazm buntu i rozpaczy. ZAPRAGNĘŁAM BYĆ WOLNA! Poczułam się więźniem – bez nadziei na wolność.

Coś we mnie – coś dzikiego, wolnego, nieujarzmionego – coś, czego Ewan nie ujarzmił – co nie mogło być ujarzmione – coś, co nie ugięło się przed nim – powstało we mnie w desperackiej rebelii przeciw więzom, które mnie spętały.
    W tym momencie byłam w stanie zedrzeć obrączkę z mego palca! Ale było za późno– i świadomość tego, że jest za późno, spadła na mnie jak czarna chmura. Siedziałam na własnym przyjęciu weselnym, w  białym welonie ozdobionym kwiatem pomarańczy, obok mężczyzny, którego poślubiłam – i byłam tak nieszczęśliwa, jak jeszcze nigdy w życiu.

    Piątego lipca, 1911 roku, po pięciu latach sekretnego narzeczeństwa, Lucy Maud Montgomery w wieku 35 lat poślubiła prezbiteriańskiego duchownego Ewana Macdonalda. Powyższy cytat jest zapiskiem pierwszych chwil ich małżeństwa.
    Maud nie kochała Ewana. Wiedziała, że intelektualnie Macdonald nie spełnia jej oczekiwań, miała duże obawy przed związkiem z duchownym, a mimo to zdecydowała się na małżeństwo. W 1911 L.M.M. była już znaną w wielu krajach pisarką. Ania z Zielonego Wzgórza wydana w 1908 przyniosła jej niebywały sukces literacki i finansową niezależność. A jednak dumna panna Montgomery, która swą pozycję wypracowała niewolniczą pracą, uległa konwenansom swej epoki. Wedle ideałów i norm wiktoriańskich  małżeństwo stanowiło najwyższe powołanie kobiety. Maud była zbyt inteligentna i niezależna, by przyjąć bezkrytycznie ten model, a jednak wychowanie, tradycja i presja społeczna nie pozwoliły odrzucić go całkowicie.   

    Ostatnie 13 lat przed ślubem Maud spędziła opiekując się babką Macneill. Żyła ze świadomością, że nie jest u siebie w domu, mimo, że wychowywała się w nim od najmłodszych lat. Czas spędzony w college'u, potem w Bideford i Lower Badeque, gdzie pracowała jako nauczycielka, później praca w gazecie w Halifax przepełniły ją głęboką awersją do wynajętych mieszkań, w których woda często zamarzała w wiadrze, a ubóstwo i monotonia menu dyktowanego oszczędnością gospodarzy doprowadzały do rozpaczy. Przez kilka ostatnich lat życia babki Maud – znana na świecie pisarka nie była w stanie zaprosić gości do domu, ponieważ skąpstwo i zgryźliwość Lucy Woolner Macneill były zbyt upokarzające. Maud, z natury towarzyska i otwarta, zmuszona została do prowadzenia żywotu odludka. Niewątpliwie decyzja L.M.M. o zamążpójściu motywowana była pragnieniem posiadania wreszcie WŁASNEGO domu, w którym przy kominku mogliby zbierać się przyjaciele, w którym wydawano by wykwintne obiady dla gości, w którym nikt nie dyktowałby jej, o której godzinie gasić światło i które pokoje ogrzewać.

    Wychodząc za mąż, Maud zyskała status i przywileje nieznane i niedostępne kobiecie niezamężnej. Co więcej – wbrew nakazom epoki nie zaniechała kariery zawodowej ani nie przekazała mężowi nadzoru nad swymi, pokaźnymi już, zasobami finansowymi. A jednak, paradoksalnie, w przeciwieństwie do współczesnej jej Virginii Woolf, zyskując dom z salonem wcale nie otrzymała pokoju na własność.

    Maud całe swe dorosłe życie ubolewała nad coraz prędzej pędzącym światem. Należała do generacji, która była świadkiem narodzin telefonu, radia, automobilu i samolotu. Na jej oczach narodziło się kino, aparat fotograficzny i aspiryna. W jej epoce kobiety otrzymały prawo głosu. Czy jednak Lucy Maud Montgomery pozwoliła sobie na zabranie głosu w zmieniającej oblicze świata epoce? Czy słyszała wokół siebie głosy innych kobiet  i czy dała im prawo zaistnieć w swoich książkach?

    Lucy Maud wychowana została w wiktoriańskim domu, w którym od kobiet oczekiwano, by były czyste i łagodne. Chociaż kobiety z uboższych klas od dziesiątków lat pracowały już poza domem, to w klasie uprzywilejowanej w pierwszych latach XX stulecia w kobiecie wciąż chciano widzieć  "Anioła domowego". W świecie Lucy Maud Mongomery istniały dwie zupełnie odrębne sfery życia – świat zewnętrzny, czyli sfera mężczyzny, i ognisko domowe, czyli sfera kobiety. L.M.M. starała się manewrować pomiędzy konwencjonalnymi sprzecznościami swojej epoki. Twierdziła, że miejsce kobiety jest w domu, choć sama po zdobyciu solidnego wykształcenia osiągnęła niebywały sukces literacki. Nawet po entuzjastycznym przyjęciu Ani z Zielonego Wzgórza Montgomery nie dążyła do uzyskania prawa wyborczego dla kobiet. "Nie mam nic wspólnego z ruchem sufrażystek" powiedziała reporterowi w Bostonie w 1910 roku. "Wierzę, że miejsce kobiety jest w domu".

    A jednak już kilka lat później, w 1915 roku, L.M.M. zmieniła zdanie na temat prawa wyborczego dla kobiet. Wojna, która ugodziła ją w samo serce, odmieniła jej punkt widzenia. Składając hołd poświęceniu kobiet w czasie I wojny światowej powiedziała: "Mam nadzieję, że [to poświęcenie] otworzy oczy ludzkości na fakt, że kobiety, które rodzą synów temu narodowi, powinny zabierać głos w decyzjach politycznych, które wysyłają ich dzieci na pola bitewne".

    Świat "napisany" przez L.M.M. wypełniony jest dziewczynkami, podlotkami i kobietami: Ania, Emilka, Kilmeny, Pat, Una, Valancy, Rilla, Sarah i Jane stały się bliskie całym generacjom dziewcząt na całym świecie.
    Lecz nawet dla wielbicieli i znawców pisarstwa Montgomery, Maud pozostanie przede wszystkim twórczynią serii o rudowłosej sierocie, adoptowanej przez pomyłkę z sierocińca w Nowej Szkocji. Dla wielu pokoleń mała Ania Shirley stała się wzorem do naśladowania. Kiedy śledzi się losy Ani, widać, jak brzydkie kaczątko wyrasta na wdzięcznego łabędzia. Znienawidzone rude włosy stają się "kasztanowate", piegi znikają, a mały chudzielec nabiera kształtów. Ania jest dumą i radością swych opiekunów, a w końcu staje się oparciem dla starzejącej się Maryli Cuthbert, MIMO, ŻE NIE JEST CHŁOPCEM.
   Faktycznie, czytelnicy Ani z Zielonego Wzgórza wciąż przekonywani są o wartości Ani – dziewczynki, która idzie łeb w łeb ze szkolnym prymusem, zdobywa nagrody, prześciga prymusa, idzie do college'u jako pierwsza dziewczyna z Avonlea. Jak mało kobiet z jej otoczenia zdobywa wykształcenie i wspiera finansowo zubożałą opiekunkę, MIMO, ŻE NIE JEST CHŁOPCEM.

    Chociaż w zaściankowej (lecz uroczej) Avonlea podnoszą się głosy krytykujące decyzję Ani o dalszej edukacji na uniwersytecie, chociaż jej ambicje literackie spotykają się z sarkazmem, to jednak Ania przełamuje niechęć sąsiadów dzięki niezwykłej umiejętności zjednywania sobie ludzi. Jest zdeterminowana, ale nie ma w niej buntu, jaki całe życie towarzyszył Maud. Obydwie ulegają konwenansom, ale o ile L.M.M. całe życie postępuje jakby wbrew sobie, Ania z wiekiem łagodnie i "naturalnie" wchodzi w rolę żony i matki. Maud obdarzyła Anię cechami swego charakteru, ale nie dała jej swojej duszy. Zwariowana rudowłosa poetka, gorsząca bogobojnych obywateli Avonlea swym górnolotnym słownictwem i skłonnością do popadania w skrajności, powoli wyrasta na dobrze wychowaną pannę i traci swą "aniowatość". Wprawdzie co rusz popada w tarapaty, ale nie wynikają one ze zmagania się z życiem, nie mówią nic o problemach dorastającej dziewczyny. Wiadomo, że marzy o księciu z bajki, ale pozostaje bezcielesna i nierzeczywista. Niewątpliwie przyczyną tego stanu jest fakt, że w wiktoriańskiej Kanadzie na początku XX  wieku słowo "dojrzewanie" nie przeszłoby przez maszynę drukarską. Kobiety pozostają czyste i delikatne;  "dziewicze" nawet po urodzeniu siedmiorga dzieci – jak określiła Anię L.M.M.

    Montgomery ubolewa nad tym w liście do Georga Macmillana:

Druga część serii, szczególnie jeśli historia dotyczy młodej dziewczyny, jest dla mnie bardzo trudna do napisania – ponieważ czytelnicy i wydawcy nie dadzą mi pisać o dorastającej dziewczynie takiej, jaką jest naprawdę. Można pisać o dzieciach takich jakimi są; dlatego moje książki o dzieciach są zawsze dobre; ale kiedy przychodzi do pisania o "panience", trzeba stworzyć słodką istotkę – takie trochę przerośnięte dziecko – dla której podstawowe realia życia i reakcje na nie są całkowicie obce. MIŁOŚĆ może być jedynie wspomniana – a przecież młode dziewczęta (...) przeżywają dramatyczne afery miłosne.

 

    Chociaż według słów L.M.M. "cała świeżość uleciała już z opowieści o Ani", czytelnicy i wydawcy chcą więcej i więcej. Produkcja dalszych dziejów Ani Shirley owocuje kolejnymi tomami: Ania z Avonlea (1908), Ania na Uniwersytecie (1915), Wymarzony Dom Ani(1917), Dolina Tęczy (1919) i Rilla ze Złotego Brzegu (1921). Dwa "wypełniacze" – Ania z Szumiących Topoli i Ania ze Złotego Brzegu zostaną dopisane prawie dwie dekady później w 1936 i 1939.
    Poprzez kolejne tomy śledzimy losy Ani od momentu, kiedy jako 11-latka przybywa na Zielone Wzgórze do czasu, kiedy jej dzieci dorastają: synowie idą na wojnę, a córki zostają i czekają na narzeczonych, którzy również poszli do okopów. Sekundujemy Ani, gdy pnie się w górę, zdobywa nagrody, wielokrotnie pokonuje w akademickiej rywalizacji głównego przeciwnika Gilberta Blythe. A jednak w końcu to Gilbert wygrywa – Ania zostaje jego żoną. Gilbert jest lekarzem, Ania jest żoną. Rodzi kolejne dzieci, robi na drutach, szyje paczworki w kółku misyjnym, łagodzi spory, koi, opatruje rozbite kolana, czeka nocami na męża odbierającego porody, ratującego życie i zdrowie obywateli Wyspy Księcia Edwarda.


    Wnikliwy czytelnik zaczyna zastanawiać się, po co właściwie Ani ta cała edukacja, co stało się z jej talentem literackim i jak osoba o tak zdecydowanych ambicjach może pozostawić to wszystko za sobą, jak gdyby z chwilą zamążpójścia stało się to nieistotne. Anna Shirley – stypendystka Avery'ego, pierwsza kobieta z Avonlea z wykształceniem uniwersyteckim, dyplomowana nauczycielka przechodzi kolejną transformację. Łabędź staje się Aniołem domowym. O ile kobiety z uboższej grupy społecznej mogły pracować zarobkowo (służące, kucharki, krawcowe), to pozycja "drogiej pani doktorowej" nie pozwalała na jakiekolwiek inne zajęcie niż nauczanie w szkółce niedzielnej (nieodpłatne oczywiście). To, że Ania uległa wymogom epoki, może być zrozumiałe. Jednak tym, co boli tych, którzy przeżywali razem z nią jej zmagania w college'u, opłakiwali nieszczęsną "Averille" (zamienioną w reklamę proszku do pieczenia), ściskali kciuki podczas jej pierwszej recytacji przed "prawdziwą" publicznością, tym, co boli wszystkich, którym Ania stała się bliska, jest fakt, że nigdy nie wyraziła żalu po talencie, ambicji, niezależności złożonymi na zawsze w spiżarni Wymarzonego Domu.

    Lektura Dzienników Lucy Maud Mongomery upewni dociekliwych czytelników, że mimo iż twórczyni najsłynniejszego rudzielca w literaturze pokochała małą "Marchewkę" jak własne dziecko, to w miarę jej dorastania straciła do niej serce. Znielubiła ją do tego stopnia, że odmówiła jej tej pasji tworzenia i zgłębiania wiedzy, jaka dla niej samej była sensem życia.

    Kiedy w 1923 na literacki świat przychodzi Emilka ze Srebrnego Nowiu; Lucy Maud Montgomery buduje tę postać w opozycji do "dziewiczej" Ani. O ile narracja Ani rozwija się w oparciu o rozwiązywanie problemów, które stają na drodze bohaterki, o tyle w historii Emilki centralny staje się konflikt. Emilka nie "przymila" się do czytelnika. Poprzez trzy części serii usiłuje określić swą własną tożsamość, nawet jeśli zapłaci za to alienacją z otoczenia.
    W końcu, w wieku 50 lat L.M. Montgomery zaczyna pozwalać istnieć swojemu głosowi, niejako rekonstruując samą siebie w postaci Emilki. Emilka, tak jak Maud, jest sierotą przygarniętą przez dalszą rodzinę raczej z poczucia obowiązku niż z miłości. Jej ambicje i dążenia spotykają się z takim samym sarkazmem najbliższych, z jakim rodzina Macneillów odnosiła się do pragnienia Maud, by zostać pisarką. Emilka, tak jak Maud, pisze w sekrecie i w samotności. Podczas gdy ciotka Laura i Elizabeth usiłują wdrożyć swą wychowankę w "kobiecą sztukę" szorowania podłogi piaskiem w tzw. jodełkę i haftowania według tradycyjnych wzorków, ta pisze w swoim pamiętniku o "tym, co aż pali, by być wyrażone, lecz jest zbyt 'wybuchowe', by mogło być powierzone jakiemukolwiek śmiertelnikowi".

    Emilka definiuje siebie przez różnicę między nią a jej otoczeniem. Jej samotność i wyalienowanie wzmacniają ją jako twórcę. O ile dorastanie Ani przebiega jak pasmo słonecznych dni, niezmącone niepokojem dojrzewania, o tyle Emilka doświadczać będzie buntu, pokus, a nawet skandalu, kiedy wraz z przyjaciółką Ilse i dwoma chłopcami spędzi noc w opuszczonym domu, odcięta od świata przez śnieżycę. Dojrzewanie Emilki jest pełne mrocznych momentów, z którego wyłaniają się strachy – jak czarny pies w kościele, w którym zamknięta jest Emilka, lub jak historia o cudzołożnej żonie.

    L.M. Montgomery nie może pozwolić sobie na luksus bezpośredniego pisania o wkraczaniu w dorosłość - kobiecość, ale pod pozorami idyllicznej powieści dla dziewcząt przemyca aluzje do budzącego się erotyzmu. Jeden z rozdziałów, w którym Emilka jest przerażona, że umiera od zatrutego jabłka, zatytułowany jest "Córka Ewy". Znajomość bohaterki z Deanem Priestem – mężczyzną o niepokojącym charakterze, dużo starszym od niej, byłaby nie do przyjęcia w historii z Avonlea. W serii Srebrnego Nowiu 12-letnia Emilka nieformalnie staje się "narzeczoną" Deana.

    Emilka i Ilse nie przyjmują narzuconej roli, łamią zasady, eksperymentują z niezależnością. Wiktoriańskie ziarno potulności nie zakiełkuje na tym gruncie: "To okropnie satysfakcjonujące rzucać obraźliwe epitety, najgorsze wyzwiska", twierdzi Ilse.
    Emilka wie, że bez ryzyka, bez próbowania tego, co niebezpieczne, jej pisarstwo będzie sztuczne i powierzchowne, tak, jak powierzchowne jest życie kobiet odsuniętych od udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących ich samych. Kwestionuje nieobecność kobiet w historii. Zastanawia się, co KOBIETY w Anglii Tudorów myślały o wydarzeniach opisanych w książkach do historii – przedstawionych zawsze z punktu widzenia mężczyzn. Od najmłodszych lat "pisanie jest dla niej ujściem dla gwałtowności jej emocji".

    Mimo tego, że zniszczy swoją pierwszą powieść za radą narzeczonego ("możesz osiągnąć dużo więcej tym spojrzeniem, tym uśmiechem, niż kiedykolwiek osiągniesz swym piórem"), to jednak w końcu odrzuci i tego narzeczonego, i jego rady.
    Pod koniec drugiej części serii Emilka pozostaje sama, a jednak ma "przedziwne uczucie wolności". Wierzy głęboko, że przyszłość przyniesie jej sukces: "Szczęśliwie JA mam swoją karierę i ambicję w zanadrzu".

    A jednak seria kończy się typowo – małżeństwem. Czy Lucy Maud uległa oczekiwaniom wydawców i czytelniczek, czy swoim własnym przekonaniom, że jednak małżeństwo jest ostatecznym potwierdzeniem wartości kobiety? Z jednej strony – czytelnicy jej powieści mogliby przypuszczać, że L.M.M. postrzega niezamężne kobiety z empatią i szacunkiem - szczególnie te, które potrafiły stanąć na własnych nogach i zmierzyć się ze światem. Takie, jak panna Cornelia, która towarzyszy Ani przez większość jej dorosłego życia; panna Cornelia twierdzi: "Ja zawsze miałam prawdziwie spokojne, wygodne życie, moja droga, a to dlatego, że za grosz nie dbałam o to, co myślą mężczyźni."

    A jednak lektura Dzienników pozwala uchwycić bardziej sarkastyczny stosunek L.M.M do niezamężnych kobiet. Jej "ulubienica" to neurasteniczna kuzynka Stella Campbell. Kiedy Stella w sędziwym wieku czterdziestu kilku lat wychodzi za mąż, Maud wierzy że "ucieczka od staropanieństwa" może uzdrowić jej pełen goryczy stosunek do życia. W 1921 L.M.M. tak opisuje w swoim dzienniku mieszkańców Leaskdale, w którym Macdonnaldowie zamieszkali po ślubie: "Nigdy jeszcze nie widziałam takiej zbieraniny głupich, nieinteresujących ludzi (…) To wszystko to albo stare panny, albo rolnicy na emeryturze". Skargi na jednego z synów w college'u to oczywiście "przesada zdziwaczałej, biurokratycznej starej panny".

    W realiach społecznych w czasach Lucy Maud małżeństwo jawiło się jako panaceum na kobiece dolegliwości – stan wolny u kobiety odbierany był niemal jak choroba psychiczna. Fizyczny wizerunek starej panny to chuda, kanciasta plotkara, złośliwa i wścibska intrygantka o charakterze psa ogrodnika. Wraz z Montgomery wspominamy stare panny Dickensa: religijną fanatyczkę Miss Miggs w Barnaba Rudge, i antyczną, trupią Miss Havisham w Wielkich Nadziejach – na wieki rozczarowaną po porzuceniu przez narzeczonego.

    Żałosne było życie starych panien, postrzeganych przez społeczeństwo jako obywatele drugiej kategorii. Bez prawa dziedziczenia "rezydowały" we własnych domach, często gorzej traktowane (bo niepłatne), niż służące. Właściwie lepiej miały się kobiety z uboższych warstw – te mogły chociaż pracować zarobkowo na swoje utrzymanie. Jak Edith Bailey – krawcowa, zaproszona przez Anię na szycie patchworków dla kółka misyjnego: "Edith wciąż była raczej ładna, i nie tak zupełnie odstawiona na boczny tor". Edith mogła mieć wszystkiego 27 lat! Panna Lawenda – ekscentryczka z Chatki Ech w Ani z Avonlea – siwiutka jak gołąbka "staruszka" ma… 45 lat!

    Po lekturze Dzienników niektórzy zastanowią się, czy Montgomery nie włożyła swych własnych opinii w usta Peg Bowen w Golden Road, która na niedzielnej mszy prezentuje swe komentarze siedzącym wokół niej parafianom: "Patrzcie, patrzcie, żona Douga Nicholsona – cała wystrojona w jedwab. Kto by pomyślał, że szła do ślubu w bawełnie. A i tak szczęśliwa, że w ogóle szła do ślubu! (…) Patrzcie no na Caroline Marr, ta to by chciała się wydać", itd. itd…

    Maud, która wychodziła za mąż w wieku 35 lat, uznana była za pannę w bardzo zaawansowanym wieku. Fakt, że jak na epokę wiktoriańską była panną nietypową – niezależną finansowo, rozwijającą się zawodowo kobietą. Czy małżeństwo z Ewanem Macdonaldem, z którym spędziła ponad 30 lat, poprawiło jej samoocenę? Czy dało jej prawo do takiej ostrej oceny niezamężnego stanu?


Cdn.


Poprzednie odcinki LMM:
Część 1
Część 2
Część 3
Część 4

 

 

Komentarze (3)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl