Pstryk

Esyfloresy



   Przełom w urlopowaniu nadszedł wraz z erą aparatów cyfrowych, które pokazują zrobione zdjęcie od razu na ekraniku z tyłu. Dzięki temu instruktora można wpychać do basenu dowolną ilość razy, aż wszyscy uzyskają satysfakcjonujące ujęcia.


   Co lub kto najskuteczniej psuje urlop? Brzydka pogoda, hałaśliwi sąsiedzi w pensjonacie, komary, szczekliwy pies na podwórku, przeciekający sufit, kelner oszukujący na rachunkach, brak piwa w jedynym bliskim nalewaku - można mnożyć różne klęski, posiłkując się własnymi i cudzymi doświadczeniami.
   Ja akurat wyznaję kontrowersyjną teorię, że największą psują jest aparat fotograficzny. To, co nie zostało uwiecznione na zdjęciu – nie istnieje, tak jakby się w ogóle nie wydarzyło. Wiadomo, że nic dwa razy się nie zdarza i nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody, a mimo to staramy się za wszelką cenę zmienić porządek rzeczy, który zaobserwowali filozofowie i poeci. W hotelowym basenie grupa ludzi ćwiczy wodny aerobik, powtarzając za stojącym na brzegu instruktorem. Obok instruktora przechodzi zażywny pan, poparzony od słońca, noga ucieka mu w bok, poślizg, kolizja i obaj wpadają do basenu. Zabawa, że boki zrywać, no ale jak to – nikt nie zrobił zdjęcia! No to dawaj instruktora z powrotem na brzeg, grupka ćwiczących wyskakuje z basenu i pędzi do leżaków po aparaty, całą scenę trzeba powtórzyć. Więc jednak wchodzi się dwa razy do tej samej wody? Ano nie, bo tylko basen pozostał ten sam, przypadkowość i spontaniczność zdarzenia już diabli wzięli.

   Przełom w urlopowaniu nadszedł wraz z erą aparatów cyfrowych, które pokazują zrobione zdjęcie od razu na ekraniku z tyłu. Dzięki temu instruktora można wpychać do basenu dowolną ilość razy, aż wszyscy uzyskają satysfakcjonujące ujęcia. Para Japończyków wybrała się wieczorem na połów ryb o zachodzie słońca, wyposażona w aparat cyfrowy oraz kosmetyczkę. Przeczesanie włosów, zdjęcie, oglądanie zdjęcia, rzut oka do lusterka, najwyraźniej fryzury źle wyszły, bo czesanie zostaje powtórzone, znowu zdjęcie, oględziny, lusterko, włosy, zdjęcie, wszyscy już mamy na koncie po co najmniej dwie złowione ryby, a Japończykom zdjęcie nadal źle wychodzi. Sytuacja robi się napięta, światło się zmienia, ostrość trzeba na nowo ustawiać, cholerny wiatr, no nie można się porządnie uczesać i jak potem ludziom takie potargane zdjęcia pokazać.

   Kiedy oglądamy zdjęcia naszych Dziadków, widzimy uroczyście wyglądających ludzi w swoich najlepszych ubraniach, upozowanych na fotelu, przy stoliku, udekorowanym różą, Babcie z włosami fryzowanymi żelazkiem, Dziadkowie zrobieni na Eugeniusza Bodo, w sepii lub z podkolorowanymi na ceglasto policzkami, całość wyretuszowana do tego stopnia, że aż zacierają się rysy twarzy. Jednym słowem sztuczność i powaga. Nikt nie wpadłby na to, że Babcia, ukazana na fotografii jako poważna panna, trzymająca w ręku książeczkę do nabożeństwa, w rzeczywistości miała fiu bździu w głowie, nie chadzała drogą, a wyłącznie przez płot i strzelała z procy do kur sąsiada. Ale myślę sobie, że Oni byli w tej sztuczności bardziej naturalni niż my w swojej wystudiowanej spontaniczności, wykrzykujący "jeszcze raz, niech on jeszcze raz nie może wyjąć ręki ze słoika!”.
   Szczególnie na urlopie to już nie ma żartów, przecież trzeba uwiecznić, jacy to byliśmy wyluzowani i zabawni. Więc pstrykamy serię zdjęć z imprezy podlanej Smirnoffem, a na zdjęciach czerwone nosy, zamazane spojrzenia, wszyscy wyglądamy, jakbyśmy mieli lada moment wylądować na Kolskiej i to jest to, co pozostaje. Bo nie pozostanie przecież dźwięk zafałszowanej do granic wytrzymałości piosenki Okudżawy, przy której mało nie posikaliśmy się ze śmiechu, albo jak w połowie wypowiadanego przez siebie zdania kolega wstał i zaintonował "kto sięęęę urodził w styczniu…” – to są rzeczy, które trzeba przeżyć, ale nie ma czasu przeżywać, bo przecież trzeba fotografować. Szła sobie pani z panem po starorzymskich ruinach, pani się potknęła i wyłożyła jak długa na patrycjuszowskim bruku, a pan zamiast ją podnieść, zaczął jej robić zdjęcia. Koniec końców stajemy się podobni do tego orła z dowcipu, który masował sobie piersi kanapkami z masłem, pomrukując "och, jaki ja jestem porąbany”.
   Przeglądając albumy, zatrzymujemy się nad zdjęciem z wakacji, na którym stoimy rozpromienieni, przytulając się do współmałżonka, w tle piękny rozsłoneczniony las, tak, to było wtedy, kiedy pokłóciliśmy się tak strasznie, że była już mowa o rozwodzie, nie odzywaliśmy się do siebie przez cały urlop, następne zdjęcie – my oboje wyszczerzeni w uśmiechu na kajaku. Zakochane bez pamięci papużki nierozłączki, poza zasięgiem obiektywu debatujące nad podziałem majątku.

   Ostatnio uczestniczyłam w imprezie o nazwie "rafting”. Uczestnicy zostali zapakowani do pontonów i puszczeni na rzekę, odziani w kaski, które wszystkim nadawały wygląd skwaszonego legionisty z komiksu o Asterixie. Na trasie spływu organizator rozmieścił fotografów i kamerzystów. Co jakiś czas przewodnik wykrzykiwał "paparazzi", a wtedy wszyscy prostowaliśmy się dumnie, przybierając wygląd zblazowanych wilków morskich i zdejmowaliśmy kaski, żeby wiatr rozwiewał nam włosy. Po spływie pokazano nam film, zmontowany z tych właśnie momentów – wyglądało na to, że przepłynęliśmy czternaście kilometrów zajmując się wyłącznie machaniem rękami do obiektywu. Wraz z mężem zgodnym chórem odmówiliśmy zakupienia DVD, a syn wygiął buzię w podkówkę i zapytał, że w takim razie co nam właściwie z tej wycieczki zostanie. Powiedziałam, że wspomnienia, ale chyba nie zrozumiał, co miałam na myśli. Nie mamy z tej wyprawy ani jednego zdjęcia, a to musi przecież oznaczać, że się nie wydarzyła.

   To, że idziemy przez życie zbrojni w aparaty fotograficzne, oglądamy świat przez obiektywy, co chwila trzeba się zatrzymywać, żeby ktoś mógł zrobić zdjęcie i trzymać mięśnie twarzy w odpowiednim grymasie tak długo, aż mina zostanie uwieczniona to jeszcze pół biedy. Gorzej, jeśli przeglądając brzuchate albumy zaczniemy myśleć, że świat i nasze życie rzeczywiście tak wyglądają.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl