Wszyscy jesteśmy Adasiami

Szmery bajery

   Motywacja to towar deficytowy, naprawdę trudno o jakąś ładną i dorodną. Jak zabieramy się do czegoś, co chcemy robić, to jeszcze nie jest najgorzej. Ale na pewno nie ma szans, żeby się motywacja pojawiła wówczas, gdy mamy się zabrać do robienia rzeczy, które tak naprawdę guzik nas obchodzą.

 

Ab ovo

   Jest tylko jeden sposób, żeby zacząć – zacząć. Zawsze się załamuję, jak czytam takie zdania – oczywisty banał, ale ja na niego nie wpadłam. To znaczy owszem, wpadłam, przypadkiem, grzebiąc wśród zakurzonych, walających się w Internecie, cytatów. Ale nie ja to wymyśliłam. Może powinnam się trochę mentalnie pobiczować z tego tytułu, ale jednakowoż nie zamierzam. Bo zaczynanie jest wbrew pozorom cięższe, niż to, co potem.
   Każdy kiedyś przesuwał szafę i wie, że ruszyć ją jest najgorzej. Jak już się ją ruszy, to pchanie jej w odpowiedni kąt jest znacznie prostsze. Rzecz w tym, żeby ruszyć. Swoje cztery litery. Poderwać je, gwałcąc bezlitośnie prawo grawitacji. Utrzymać je w górze i rozbujać, po czym robić to, co robić trzeba. Albo nawet to, co się chce, bo każdy wie, że nawet jak już mu się chce tak, jak mu się nie chciało, to i tak to nadal niewiele znaczy. No bo, nie oszukujmy się, chcieć nie dla każdego znaczy móc.
   Wiosna, na przykład, doskonale nas motywuje do zaczynania. Któregoś ranka budzimy się w pokoju wypełnionym słońcem, które to nie raczyło świecić od sześciu miesięcy. Termometr litościwie pokazuje jakieś dziesięć stopni na plusie, kalendarz mówi, że kwiecień, słowem – WIOSNA. Cieplejszy wieje wiatr, a nam ubywa lat. I nagle czujemy przypływ woli mocy i postanawiamy wziąć się do roboty. Ale najpierw trzeba zacząć. Najlepiej ab ovo, bo przy okazji obskoczymy Wielkanoc.
   Nie wiedzieć czemu każdy najpierw postanawia posprzątać. Dlaczego wiosenne porządki cieszą się takim powodzeniem? Otóż dlatego właśnie, że trudno jest zaczynać wprowadzanie zmian w zaległym brudzie z ostatniej zimy. Poza tym każdy szanujący się psycholog nam powie, że sprzątając otoczenie, sprzątamy sobie mózg. Ostro więc czyścimy zakurzone i zabłocone zakątki naszego mieszkania, żeby wielkanocne jaja mogły się przeglądać w drzwiach szafy, a goście jeść z podłogi. Następnie, w ramach przygotowań do zaczęcia, dokonujemy renowacji swych, otulonych niezbędnym w zimie tłuszczykiem, czterech liter oraz pozostałych części ciała. Dieta oczyszczająca, szorowanie twarzy, oklepywanie worów pod oczami, fryzjer, pazury, brwi. Odrodzone, a może nawet zmartwychwstałe, lądujemy w swym wysprzątanym mieszkaniu, ze świecącym ciałem po to, by wreszcie móc wziąć się ad rem.
   Rozglądamy się wokoło, prawdopodobnie poprawimy jeszcze jakiś niedoskonale przygotowany szczególik, no, może dwa. I zrobimy sobie kawkę.

In medias res

   Jeśli ktoś jeszcze nie widział filmów Koterskiego o niejakim Adasiu M.*, powinien je natychmiast obejrzeć. Adaś M. po zasiądnięciu z ową kawką, nadal nie może się zabrać. Chciałby, ale nie może. Miotają nim wewnętrzne, klaustrofobiczne, ograniczenia. Kilkaset minut fikcji na temat takiego miotania cieszy się niezwykłą popularnością, jako filmy "bardzo życiowe". Ludzie wychodząc z kina kiwają głowami i myślą: to film o mnie. I postanawiają coś z tym zrobić, bo Adaś M. skończył sromotnie. My natomiast jesteśmy pewni, że po wypiciu kawki po prostu wstaniemy i zrobimy.
   Gdy już puste dno filiżanki szczerzy się do nas wymownie, nagle jakiś niewiadomy ciężar spływa w nasze nogi. Patrzymy na nasze stopy z przerażeniem i widzimy, jak powoli pokrywa je jakby zimna skorupa tandetnego lastryko, obejmując kolana, uda, tułów i ręce. To zmęczenie sprzątaniem, myślimy, i siedzimy, czekając aż nam przejdzie. Łypiemy oczami dookoła i czekamy. Nagle zaczyna coś kapać z sufitu. Kap – jedna minuta. Kap kap, dwie minuty. Po chwili zaczyna już mocniej siąpić, żeby za chwilę lunąć jak z cebra. Sekundy, minuty, godziny leją się nam na głowę i spływając  nie zostawiając suchej nitki. A my, nadal unieruchomieni, widzimy, jak czekają na nas pióra, komputery, pędzle, dzieci, psy i koty. I ten nieszczęsny wiersz, którego nie możemy skończyć.
   Jednym słowem, wszyscy jesteśmy Adasiami.

   W obliczu takiego stwierdzenia pozostaje się albo powiesić, albo zastanowić. Ja wybieram to drugie i zastanawiam się właśnie, na ile nic nie robienie jest grzechem. A właściwie nie tyle nie robienie, ile problemy z zabraniem się za. Motywacja to towar deficytowy, naprawdę trudno o jakąś ładną i dorodną. Jak zabieramy się do czegoś, co chcemy robić, to jeszcze nie jest najgorzej. Ale na pewno nie ma szans, żeby się motywacja pojawiła wówczas, gdy mamy się zabrać do robienia rzeczy, które tak naprawdę guzik nas obchodzą.

  Rzeczy Do Zrobienia można podzielić na takie, które chcemy zrobić od dawna, na przykład niespełnione marzenia o malowaniu pejzaży leśnych lub haftowaniu krzyżykowym. Do tego się, po spełnieniu obowiązków, prędzej czy później weźmiemy, o ile umiemy sobie pozwolić na odrobinę przyjemności. Ale już, na przykład, lansowana wszem i wobec nauka języka angielskiego, ciągłe poszerzanie intelektualnych horyzontów poprzez samokształcenie lub nieśmiertelny jogging – to już inna para kaloszy. To nam się nie musi chcieć. No ale przecież się powinno, więc obiecujemy sobie o północy w każdego sylwestra od pięciu lat i na wiosnę, kiedy jogging wydaje się nawet całkiem realny, że od jutra zaczynamy.
   No i zacząć nie możemy. Zapał nam się sfajczył zanim zdążyliśmy założyć tenisówki. I wtedy właśnie pojawia się to lastryko, i ten czas kapiący, i widmo Adasia.
   No bo, tak naprawdę, żadna siła nas nie skłoni do dobrowolnego masochizmu (chyba że lubimy być masochistami, ale to już inna bajka). Jednym słowem – Adaś nie wie, czego chce, ale czuje, czego nie chce. I jak postanawia się do tych niechcianych rzeczy zmusić – dokonuje podświadomego sabotażu. Szkoda tylko, że w tym momencie czas mu się przelewa przez palce, bo zamiast się sabotażować, mógłby na przykład odpoczywać lub czytać kryminał.
   Jest jeszcze jedna odmiana Adasiowania. A mianowicie, kiedy siedzimy we własnym bajorku, które jednak nam specjalnie nie pasuje, bo na przykład śmierdzi. I chcemy z niego wyjść. I codziennie mówimy sobie oraz towarzyszącym nam glonojadom, że już jutro. A jutro grzęźniemy sobie w nim jeszcze głębiej. I dlaczegóż to? Bo domek może i ciasny, ale własny. A poza tym należałoby w nim tyle zmienić, że nie wiadomo od czego zacząć. Więc nie zaczynamy.
   I tak się, tą niemożnością zaczynania, frustrujemy nad nieśmiertelną, zimną kawką. A wiosna w najlepsze buzuje za oknem.

Ad mala

   A może wystarczyłoby po prostu wstać, otrzepać się i wyjść? Przejść się po osiedlu, wyjść na ulicę, pozdrowić sąsiadkę, kupić w sklepie jabłka, powdychać wiosenne powietrze i wrócić do wysprzątanego domu? W domu te jabłka umyć, włożyć do miski, postawić na stole i wziąć się do roboty. Nie "od jutra", "od poniedziałku", "od nowego roku", tylko od razu.
   Po prostu wbiec swobodnie na tor wyścigowy, lekko sobie joggingując minąć ustawiających się godzinami w blokach startowych innych biegaczy, zatrąbić im na nosie i pobiec sobie dalej. A oni niech poprawiają ułożenie stopy i ręki przed spektakularnym, ale nie mającym nigdy nadejść, startem. Oni tak sobie zostaną, w tej swojej wiośnie, a wiele osiągnięć nigdy się nie wykluje z ich wielkanocnych jajek.
   A my sobie lekko wbiegniemy w jesień. A jesienią lato się kończy, więc teoretycznie siły witalne też nam więdną i opadają. No i niech sobie opadną, na jakiś czas, zima zimna i ponura jest, to można trochę ją przespać. Ale tylko w biegu, żeby nie musieć potem znowu zaczynać od początku.

 

----------

* Adaś Miauczyński jest bohaterem następujących filmów Marka Koterskiego: Życie wewnętrzne, Dom wariatów, Ajlawju, Nic śmiesznego, Dzień Świra i Wszyscy jesteśmy Chrystusami.

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl