Mafi i piłki

Migawki


   Z ideą piłki Mafi spotkał się, naturalnie, znacznie wcześniej. Nigdy jeszcze jednak nie była to piłka pełnowymiarowa. To, co podsuwano mu pod pysk za wczesnego młodu, były to jedynie małe piszczące piłeczki do zabawy dla dzieci i dzieci-psów, z których jedyne, co można było wycisnąć, to kilka żałośnie brzmiących popiskiwań. Teraz po raz pierwszy w życiu pies zobaczył prawdziwą piłkę... 


   To było dokładnie zimą, kiedy jeszcze na chodnikach i placykach zabaw dla dzieci leżał gruby śnieg, jak szliśmy z Mafim parkowa alejką, na której on raptownie przysiadł. Mafi siada, kiedy zostanie skonfrontowany z nieznaną i zadziwiająca rzeczywistością. Uznał, że i tym razem miał właśnie do czynienia z niezwykłością i od razu z układu jego uszu wyczytać można było, że sporo sobie po nowej znajomości z rzeczywistością obiecywał.

   W przysiadzie przekrzywił łeb i nastroszył się troszeczkę, niestrachliwie. Był zaciekawiony. Na razie dobiegł go tylko odgłos, ale będąc już sporym pieskiem wiedział, że odgłos prawie zawsze powodowany jest czymś, co można też i zobaczyć. Siedząc lekko przechylony, z nieco nastroszonymi uszkami studiował dźwięki: "bam, bam, bam...". Potem nic, potem "bum" i jakiś rezonans i potem znowu "bam, bam, bam..." – tym razem lekko nieregularne. Cykl odgłosów powtarzał się w niemal jednakowych odstępach czasu, jedynie "bam, bam, bam.."” potrafiło zająć więcej lub mniej "bamów".

   Pies podniósł się, kiedy uznał, że zapoznał się dostatecznie dobrze z odgłosami, i ruszył w kierunku, z którego dobiegały. I zanim zdążyłam dojść do miejsca, skąd obydwoje sądziliśmy że dobiegają, pies już tam był i siedział w swojej podobnej do poprzedniej, nieco pochylonej pozie z lekko nastroszonymi uszkami. Patrzył. A im bardziej patrzył, tym wyraźniej świeciły mu się oczy. Ujrzał bowiem raj lub jego namiastkę, przetwarzając w swojej niemałej już główce możliwości, jakie niosło ze sobą jego odkrycie. A odkrył piłkę.

   Z ideą piłki Mafi spotkał się, naturalnie, znacznie wcześniej. Nigdy jeszcze jednak nie była to piłka pełnowymiarowa. To, co podsuwano mu pod pysk za wczesnego młodu, były to jedynie małe piszczące piłeczki do zabawy dla dzieci i dzieci-psów, z których jedyne, co można było wycisnąć, to kilka żałośnie brzmiących popiskiwań. Teraz po raz pierwszy w życiu pies zobaczył prawdziwą piłkę, jaką zobaczyć skrycie oczekiwał pod zwałami swojego obfitego futra już od dłuższego czasu. Piłkę do kosza – pomarańczową, dużą, ciężką. Piłkę prawdziwą.

   Napatrzywszy się z dystansu na piłkę, chłopca, który oddawał nią rzuty do kosza, i kosz, Mafi ruszył z dużym impetem, ale i respektem w stronę obiektu pożądania. Złapał piłkę przednimi łapami i toczył przed sobą w tumanach jeszcze nieudeptanego śniegu. Potem rzucił się na nią całym raczej obfitym sobą, powodując prawie lawinę na zupełnie równym boisku. Tarzaniu się i radości psiej nie było końca, nie było też mowy, żeby go od piłki oderwać. Skakał na nią i turlał przed sobą, chciał chwycić, ale nie natarczywie, żeby przypadkiem nie popsuć najpiękniejszej rzeczy, jaką w życiu widział (no, poza miską).

   Dopiero po długich kilkunastu minutach udało się go oderwać od pomarańczowej krągłości, a odchodząc długo jeszcze patrzył za piłką i za boiskiem pełnym śniegu. Był to znak zbyt wyraźny, żeby go nie zrozumieć: pies odkrył swoją pasję.



   Naturalnie od tego czasu podjęłam się regularnego trenowania Mafiego w zakresie koszykówki, a on na treningi przychodzi zawsze przygotowany i punktualnie. Lubi je, to widać. Jest idealny w obronie i doskonale pojął tajniki dryblowania. Niecelne piłki zbiera jak nikt i nikt też nie waży się zbliżać, kiedy 50 kilo futrzastego psa z wielkimi zębami na wierzchu po nie wyskakuje. Stał się filarem naszej podwórkowej drużyny.

   Ostatnio też próbuje swoich sił w piłce nożnej. Jednego przeciwnika ogrywa bez problemów, z dwoma ma kłopoty, jeśli podają sobie piłkę zbyt wysoko ponad jego głową. Budzi jednak respekt, kiedy zbliża się w pędzie po piłkę i turla ją między łapami.

   Niedawno udaliśmy się na spacer po mało znanej okolicy, kiedy pies usłyszał jakże znajome „bum, bum, bum...” Wiedział już, że nie jest to piłka do koszykówki, bo piłki do koszykówki robią „bam, bam, bam...”. Wkrótce zobaczyliśmy całą ekipę lokalnych bardzo młodych ludzi w wieku średnio-podstawówkowym, udających się na szkolne boisko pokopać piłkę. Mafi ruszył w ich stronę, a ja – także w biegu – wyjaśniłam, że jest zainteresowany grą.
–  Możemy zagrać – zgodził się przeciągle jeden z graczy, ten najbardziej już umorusany i chyba też najmłodszy.

   I grali, aż zabrakło im już sił. Poszliśmy, ale kiedy wychodziliśmy na spacer później tego samego dnia, gra na boisku została wznowiona. I pies ruszył, żeby się przyłączyć, nie bacząc na moje nawoływania. Zawodników było już więcej, wszyscy jednakowej wielkości, choć niektórzy jeszcze bardziej umorusani niż ci poranni. Wielka kula czarnego futra rzucająca się na piłkę spowodowała niejaki zamęt, ale na widok strachu zawodnika przy piłce, jeden z porannych partnerów treningowych krzyknął:
–  Nie bój się. Ten czarny dobrze gra, ale słabo biega.

 

Ilustrowała: AnetaHg/pinezka.pl (z wykorzystaniem zdjęć z serwisu SXC.hu)l

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl