Kargul contra Pawlak, reaktywacja

Latarnia Diogenesa

   Sarkozy zapytany, dlaczego w jego rządzie są też ludzie związani z lewicą, powiedział, że jego rząd nie jest rządem partyjnym, jest rządem Francji. Wybrało go 53% Francuzów, ale jest prezydentem wszystkich, wobec tego nie ma przeszkód, by również wartościowi politycy z innych kierunków pracowali dla dobra Francji. Ile w tym prawdy, a ile kitu, trudno powiedzieć. Jeżeli to nawet kłamstewko, to jakże bym chciał, by nasi politycy kłamali w tym kierunku!



Klientowi przysługuje wybór przystawek

   No i mamy riplej. Na starcie w zasadzie te same drużyny, choć w oknie transferowym paru ważnych zawodników zmieniło barwy klubowe. Poprzedni sejm był już estetycznie nie do wytrzymania i zdominowany przez permanentny pat, więc co się robi w demokracji? Ano, wybory. Szykują rynsztunek lidowcy, zwierają szeregi peowiacy, chrzęszczą groźnie skorupkami pisanki jednojajowe, lisowczyków już nie ma, bo lisek-chytrusek zdechł. Ze zwierząt najwyżej pies, eL PeRro i jego były sojusznik André le Père.
   Czy wyjdzie z tego coś nowego, coś bardziej sensownego? Kto wie? Szanse, że obie dominujące partie zdobędą trochę poniżej większości absolutnej, są duże. I co wtedy? Kargul i Pawlak (nie myślę tu o szefie PSL) tyle sobie nawrzucali, że mogą się obrażeni zasklepić w swoich chałupach, a do płotu nie podejdzie nikt, może Nelly Rokita w białym kapeluszu wypatrująca szarej eminencji w kapeluszu czarnym, a my będziemy czekać na cud. Chociaż wybory dają szansę udawania, że wszystko zaczyna się od nowa – reset, clear memory. A jeżeli nikt nie zmądrzeje, to znowu czekają nas niestrawne przystawki. Wiele wskazuje na to, że przystawka do wyboru będzie jedna – smażone dinozaury z odciągniętym betonem. Buraczki się chyba nie załapią.
   Jednak ostatni ruch Leppera, jeden z chytrzejszych, może przynieść efekty. Przejście Millera do Samoobrony obniżyło próg decyzyjny dla innych. Sierotki po PRLu musiały się coraz gorzej czuć w partii ekonomicznie liberalnej, lewicowej coraz bardziej tylko z nazwy. To może pozwolić Samoobronie zdobyć te parę procent, które wprowadzą ją do sejmu, a osłabią LiD. I wtedy wracamy na pierwsze pole naszej gry. Jak mądrze powiedział Marks, riplej tragedii staje się farsą. Powiem więcej, taki riplej farsy sprzed dwóch lat byłby prawdziwą tragedią. Gorzej – to się może zdarzyć.

   I coraz trudniej rozróżnić, co jest tragedią, co dramatem, a co farsą. Jaką rolę gra Nelly Rokita? W swoim kapeluszu z Casablanki, w operetkowych rękawiczkach, ze swoim śpiewnym akcentem, jakaś księżniczka czardasza – wydaje się, że zapodziała się na tej scenie przez przypadek. A tu leci dramat narodowy, pewnie Wyspiański (Gombrowicz? Mrożek?), Jaśki dmą w złote rogi, hałas nie do wytrzymania. A każdy dmie w swój, każdy inną melodię. A przecież przy tych wszystkich zawodowcach, poniekąd poważnych panach, którzy mają wbudowane, że muszą się okładać, bo wymaga tego od nich logika (?) walki wyborczej i nawet sami wiedzą, że są trybikami w mechanizmie kręcącym się poza ich wolą, ona – naiwnie przywołując wyklęte słowo PO-PiS – wykazuje zaskakujący rozsądek. Jak dziecko, które pokazuje palcem nagość króla, dworu i opozycji. Co nie znaczy, że bystremu dziecku należy powierzać ministerialne teki. Choć w naszym teatrzyku absurdu mało co jest w stanie nas już zaskoczyć, od króla do błazna niedaleko.


Paintball, SimCity, sejm

   To, co w tej całej sprawie jest smutne, to to, że ci panowie grają nami. Naprawdę przykro słuchać zmyślnych strategii, jak utrudnić życie PISowi, by wygrała Platforma, a jeszcze lepiej Tusk w 2010. Albo jak rozłożyć Platformę, by na górę wypłynął Rokita. Analizuje się sondaże, czym się wyborców do kogo zniechęci, a jakimi fałszywymi obietnicami zbałamuci. A ja mam głupie pytanie – co ma się dziać z poddanymi przez te wszystkie lata? Czy ci panowie nie mogliby  rozstrzygnąć mistrzostwa za pomocą serii rzutów karnych? Albo zagrać w paintballa, żeby było modniej? A bilety (dla graczy) za milion. By było weselej, zaakceptowałbym kickboxing lub walki gladiatorów. I całkowite odizolowanie od wpływu na otoczenie.

   Już taka gra, jak SimCity, wydaje się przekraczać poziom i zainteresowania graczy. W SimCity wszystko ma konsekwencje – jak się rozda pieniądze, to nie ma na policję i wodociągi, chwilowe zadowolenie społeczeństwa zmienia się w niechęć. Właściwie w realu jest tak samo. Ale tak jakby był to mniejszy problem. Zawsze się znajdzie jakieś stanowisko w banku lub Orlenie.

   Wygodne w SimCity jest to, że – o ile wiem – jeżeli gracz przegrywa, to nie pada pytanie, kto by go miał zastąpić. Niestety, w realu przy ogólnym marnym poziomie można najwyżej zamienić jednego cienkiego gracza na drugiego podobnego. I gdy wszyscy starają się w nas wzbudzić obrzydzenie do przeciwników, efekt się rozmywa,  obrzydzenie zostaje.

Sarkozy a sprawa polska

   Widziałem ostatnio wywiad z Sarkozym. Jego poprzednicy przybierali pozę faraonów na tronie, albo prawie faraońskich mumii, wygłaszając okrągłe ogólniki i błogosławiąc ludowi. Sarkozy z hiperaktywną gestykulacją zachowywał się jak manager, który widzi konkretne problemy i szuka dla nich konkretnych rozwiązań. Zapytany, dlaczego w jego rządzie są też ludzie związani z lewicą (Bernard Kouchner i inni), powiedział, że jego rząd (oops... rząd François Fillon) nie jest rządem partyjnym, jest rządem Francji. Wybrało go 53% Francuzów, ale jest prezydentem wszystkich, wobec tego nie ma przeszkód, by również wartościowi politycy z innych kierunków pracowali dla dobra Francji. Ile w tym prawdy, a ile kitu, trudno powiedzieć. Może jednak chodzi o wyłuskiwanie ludzi lewicy, brzmi jednak ładnie. Jeżeli to nawet kłamstewko, to jakże bym chciał, by nasi politycy kłamali w tym kierunku!

Płot czeka

   A u nas pewnie kampania się rozegra w ramach wyzwisk i pomówień. I spraw sądowych w stylu: Tato, Józek powiedział, że jestem gupi!  Walka na krawaty, wzrost, aparycję. I na stare uprzedzenia. Z tym że przy wszystkich pozorach cyrku, jednak o coś w tym wszystkim chodzi. Żetonami są mieszkańcy tego kraju. Ja tam wiem (chyba), na kogo zagłosuję – ale nie powiem. Pójdźmy jednak do tych urn. A potem weźmy za frak Pawlaka (jak? chyba donośnym vox populi), by wydukał: Kargul, podejdź do płota, jako i ja podchodzę...

 

Na marginesie: Czemu PO nie postawi na czele Jarosława Gowina? Tak nie zagospodarowane nazwisko, doskonały slogan wyborczy: Go, win! A co można zrobić z nazwiskiem Olejniczaka, pozostawiam domyślności czytelnika.

Też na marginesie: To pewnie nie jest mierzalne, ale ciekawe, ile da PiSowi gol Krzynówka strzelony w Portugalii. Podobnie wygrana z Brazylią w 1974 zapewniła emocjonalne wsparcie gierkowskiej propagandy sukcesu. Jeżeli reprezentacja prowadzi w grupie, trudno podtrzymać tezę, że wszystko jest do kitu. I dobrze.

Na dalekim marginesie: Czego to się człowiek nie dowie skacząc po linkach (jak mały orangutan) – w francuskim rządzie sekretarzem (sekretarką?) stanu w ministerstwie ekologii jest Nathalie Kosciusko-Morizet, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa.



Ilustrowała: Joanna Titeux/pinezka.pl

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl