Wielkanoc po kanadyjsku

Szamotnik codzienny


   Oficjalne święta w Kanadzie dobiegły końca, w lodówce dogorywają resztki padliny i innych dóbr, ja macam się po bokach i zaczynam przypominać tego świniaka od Borynów, z którego na wiosnę mieli z niego kiełbasy dla Antka do kreminału robić.

   Tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że moją sytuację życiową można najlepiej porównać do Ministerstwa Głupich Kroków. Chwilami osiągamy takie stężenie absurdu, że nawet ja z moją matką patrzymy na siebie z niedowierzaniem. A my jesteśmy specjalistkami od tych spraw.
   Wystarczyło zobaczyć mojego teścia myjącego pączka w zlewie pod kranem...

  Najpierw – cała rodzina już wystrojona... Stary zarządził przyniesienie rozkładanego stołu z piwnicy, bo przy tym codziennym, okrągłym się nie zmieścimy.

   Dobra. Czemu nie.
   Przyniósł więc ten stół i zastanawiając się gdzie go postawić, postawił go kotu na ogonie (dobrze, że kot ma długi ogon). Ponieważ stół (na kocim ogonie) stał pionowo, to on nie widział kota i zastanawiał się co to się tak przeraźliwie drze. W końcu ktoś z drugiej strony kota mu powiedział, że to kot. Uwolnił kota, po czym nastąpiło dramatyczne szukanie odpowiednio długiego obrusa. Okazało się, że zasłony, które zawsze służyły za obrus na tym długim rozkładanym stole, od pół roku już wiszą w oknach w sypialni i nikt ich teraz nie będzie zdejmował. Na szczęście znaleźliśmy taki potężny obrus z haftem ryszelie, który tato przywiózł mojemu bratu do Kanady 20 lat temu, kiedy ten nie miał nawet jeszcze stołu. Ale wtedy wszyscy wozili do Kanady obrusy z haftem ryszelie (i góralskie kapcie).

   Gdy już cała wystrojona rodzina zasiadła do obiadu, stwierdzono, że nie ma młodszego brata. Po wielokrotnych: "Jezus Maria, gdzie jest Brian?!" rodzina odkryła, że Brian śpi. Obudzono go brutalnie, na co Brian jak zwykle stwierdził, że dopiero zjadł pizzę, ale w zasadzie może przyjść na peklowaną szynkę z goździkami w zalewie z syropu klonowego. Po czym wywlókł się z katakumb w podartym tiszercie, szortach i na bosaka.

   Dziecko powiedziało, że może jeść tylko wtedy, jeśli jednocześnie będzie podrygiwać na tatusiowym stepperze, który stoi za zasłoną w kącie za stołem. Tatuś patrząc na młodszego brata oznajmił, że szlag go trafi, więc musi usiąść w innym kierunku. Kiedy zaś usiadł w innym kierunku, miał na widoku podrygujące dziecko, kategorycznie mu więc nakazał usiąść przy stole i jeść jak człowiek, bo go (tatusia) krew zaleje (w odpowiedniej wersji językowej).

(W ogóle mój stary miał dziś przeze mnie zapowiedziane, że jedna dramatyczna sytuacja w kuchni przy peklowaniu tej szynki, czy też szpikowaniu jej goździkami, czy przy kroplówce z syropu klonowego i już mnie ani dziecka w tym życiu nie zobaczy. Zastosował się. Uszpikał tę szynkę i nawet raz mordy nie otworzył, mimo że matka jego mu w kuchni cały czas wytykała co robi źle.
According to my teściowa, jej starszy syn wszystko robi źle.)

 

   Usadził tatuś dziecko przy stole. Dziecko przy drugim kęsie zwymiotowało peklowaną szynkę z goździkami i syropem klonowym, glacowaną oryndzjusem, na talerz. Dziecko zostało wyrzucone pod stół, zarzygany talerz usunięty. W tym czasie dziadek skończył swoją porcję i stwierdził, że najwyższy czas na deser i on dzisiaj kupił paczkę pączków z lukrem, i czy ktoś nie chce pączka. Na co teściowa się rozdziawiła, że nie po to ona robiła ciasto z owocami i bitą śmietaną, żeby jeść kupne pączki, a poza tym dziadek ma cukrzycę i czy zgłupiał do reszty??!

   Na co dziadek powiedział, że on sobie pączka umyje pod kranem, żeby zmyć ten lukier i zredukować zawartość cukru w cukrze. Matka moja siedząc w końcu stołu podrygiwała już, zasłonięta plastrem szynki.

   Dziadek poszedł myć pączka. Zwinęłam się pod stołem w trąbkę, DZIADEK UMYŁ PĄCZKA POD KRANEM. Mówię mu, weź sobie talerzyk – bo widzę jak mu z tego pączka nie tylko lukier spływa, ale i połowa pączka z pączka na podłogę. Teść na to, że nie będzie brudził talerzyka. NIE BĘDZIE – QRWA – BRUDZIŁ TALERZYKA!

   Matka moja zjechała pod stół.

   Teść po spożyciu umytego pączka stwierdził z przerażeniem, że przecież zmrok nadchodzi, a tu jezusmaria żaluzje nie zasłonięte! (Jeszcze nam sąsiad z naprzeciwka peklowaną szynkę podpieprzy). Pogalopował więc na drugi koniec livingrumu zasłaniać te żaluzje. Pod oknem z żaluzjami rezyduje dziecka węzeł kolejowy z siedemnastoma składami towarowymi, pięcioma osobowymi i czterema drezynami. No i się teść w biegu pośliznął na drezynie – wziął by się zabił, nie strawiwszy jeszcze dobrze szynki peklowanej, glacowanej oryndzjusem!

   Moja mama półgłosem (choć mogła całym głosem, bo i tak nikt nie rozumie po polsku) oznajmiła:
– No i jutro będą headlajny w gazetach: "Starszy człowiek zginął na torach pod Toronto!"

   (Tu zaczęłam wyć).

   Teściowa patrzyła na mnie i mamę spode łba, z czego się niby śmiejemy. Wreszcie miałam okazję do zemsty, bo jak dziś jej starszy syn mówił, żeby nie dawała ananasa do swojego kejka z owocami i bitą śmietaną, bo synowa ma uczulenie, to dostała ataku śmiechu, bo wyobraziła sobie co by sąsiedzi powiedzieli na fakt, że teściowa zabiła synową ananasem.

   Przetłumaczyłam jej.

   Teściowa dostała kolejnego ataku śmiechu wizualizując śmierć swojego męża na torach.

   Wybaczyłam jej pierwszy atak śmiechu.

   Teść po tych traumatycznych doznaniach stwierdził, że mu cukier z nerwów spada i że umyje sobie kolejnego pączka. Na to wszystko młodszy brat się poderwał, że przecież właśnie się się kończy mecz hokejowy pomiędzy New York Islanders a New Jersey Devils, a od wyniku tego meczu zależą losy naszych Toronto Maple Leafs w eliminacjach do pucharu.

   Cała rodzina porzuciła masowo szynkę peklowaną glacowaną oryndzjusem i ciasto z owocami i bitą śmietaną, i dopadła do telewizora, gdzie zakończyliśmy Wielkanoc.

   Od teraz spędzam święta tylko po kanadyjsku.

   Aha, polskie śniadanie wielkanocne zjedliśmy na kolację w sobotę wieczorem po święceniu. Żeby nie było, że polskich tradycji zaniechałam.

   Alleluja!


Ilustracje autory

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl