Taniec z niedźwiedziem, krótki kurs

Latarnia Diogenesa


Historia wraca do Gori

   Trzy były krótkie, a ważne dzieła w wczesnym peerelu. Krótki słownik filozoficzny pouczał, czym jest cybernetyka (reakcyjna pseudonauka...) i wykazywał wyższość biologii miczurinowsko-łysenkowskiej nad genetyką Mendla, morawskiego klechy. Dalej Krótki kurs historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), czyli WKP(b). Przedstawiał on aktualną wersję przeszłości, z zanikającym i coraz wredniejszym Trockim i rosnącym w chwałę Stalinem. Wreszcie Krótki życiorys Józefa Stalina, który zachował się u nas między rosyjskimi podręcznikami maszyn elektrycznych i matematyką Smirnowa. W twardej okładce, na kredowym papierze, piękny jak mało co z tamtej epoki. O tym, jak chłopiec z Gori przebudował świat i wygrał z Hitlerem.

   Gori... Spokojne kaukaskie miasteczko, gdzie spokojni mieszkańcy wsuwają adżapsandali zagryzając chaczapuri i popijając czerwonym winem. A gdy wypiją, śpiewają pieśni w kartuli, jednym z rzadszych i dziwniejszych języków. Plac przed klasycystycznym ratuszem zdobi pomnik Stalina, a przy ulicy Stalina pod numerem 32 mieści się muzeum Stalina. Nostalgia. A jednak zawitała do Gori znowu historia. W ramach wojny rosyjsko-gruzińskiej, dla innych gruzińsko-osetyjskiej, Gori zostało przez Rosjan zbombardowane. Czy stoją jeszcze monumenty wodza rewolucji? Jak się ma kolekcja jego fajek? Czy wieczne pióro Pelikan, którym podpisał układ Poczdamski zakończyło swoją wieczność?

   Kto zaczął, kto winny – można o tym przeczytać dowolną wersję. Starcia prowadzone są w Internecie. Informatyka – kontynuacja wojny innymi środkami. Jako człowiek prosty, wyrosły na pograniczu, założę roboczo, że rosyjskie czołgi rzadko pojawiają się bezinteresownie. Wejdą, nie wejdą – jak zastanawialiśmy się zawsze, gdy można było coś więcej powiedzieć, gdy można było coś więcej zrobić. Ile procent prawdy  można wypowiedzieć publicznie, ile zrobić kroków do normalności, by zawarczali tylko, ale nie weszli.

Rosyjska dusza

   Niektórzy próbują wciskać tezę, że powinniśmy się obrazić na Gruzję, bo Stalin był Gruzinem. No cóż, powinienem się wobec tego obrazić na Polaków za Dzierżyńskiego (którego nam uprzejmie chcą podebrać Białorusini), za Trockiego na Żydów, a za Lenina – według Wikipedii – na Rosjan, Mordwinów, Kałmuków, Żydów, Niemców nadwołżańskich oraz Szwedów. To oczywiście nie jest bezsensowne pytanie – czy nierosyjskie pochodzenie Stalina ułatwiało mu swobodne obchodzenie się z życiem Rosjan czy Ukraińców. Podobnie Austriak Hitler akceptował zagładę Niemiec w przypadku przegranej.
   Ale nie przesadzajmy. Zakładając, że bardziej był winny był system niż ludzie, zastanówmy się skąd się wziął. Czy był emanacją rosyjskiej duszy? O tyle, o ile. Rosja przez stulecia była rozwarstwiona. Na górze brutalna władza: oprycznicy Iwana Groźnego, carska ochrana, nieustraszeni czekiści w gwiazdach na czapkach. Nawet postępowy Piotr Wielki mordował na potęgę. Dla postępu. A u dołu krasawica nucąca dumki w tęsknocie za ukochanym, a ukochany wędruje na zsyłce po dzikich stepach Zabajkala.

I buty, buty, buty, buty, tupot nóg, i ptaków oszalałych czarny targ, kobiety stoją u rozstajnych dróg, w żołnierski, podgolony patrząc kark.
   To Okudżawa, też rosyjski Gruzin. Dokładnie: syn Ormianki i Gruzina, prześladowanych przez stalinizm bolszewików. Ojciec rozstrzelany, matka zesłana do łagra. Sam jako osiemnastolatek wstąpił do armii. Trzy lata wojny spędził na Kaukazie, nie brał udziału w walkach. Nie szedł więc na Berlin. Ale inni szli – powołani, ochotnicy jak on, zeki wypuszczeni z łagrów. Ci ostatni przeznaczeni do przechodzenia przez pola minowe lub rozpoznania walką, czyli wystawienia się na ogień wrażej artylerii.

Nie wierzcie pogodzie,
gdy deszcze trzydniowe zaciągnie wśród drzew.
Nie wierzcie piechocie,
gdy w pieśni bojowej odwaga i gniew.
Nie wierzcie, nie wierzcie,
gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił –
wy jeszcze nie wiecie,
co komu pisane i kto będzie żył.

  A u każdego jakiś własny los, a za każdym gdzieś daleko rodzinna wioska, czekająca matka, żona, narzeczona.

На пороге едва помаячили, 
и ушли, за солдатом солдат... 
До свидания, мальчики! Мальчики, 
постарайтесь вернуться назад. 

   A po drodze Niemcy, na których można się za wszystkie cierpienia odegrać. I Niemki, którym można zostawić w łonie słowiańskie geny. Podobnie chłopcy z Wehrmachtu chcieli wrócić do swoich Gretchenów, by przy choince śpiewać Stille Nacht, głaszcząc blond główki swych niebieskookich dzieci. A w międzyczasie siostrzane systemy zmusiły ich do ładowania do siebie nawzajem seriami z automatów i katiusz.

   Kto winien, człowiek czy system? Ostateczną decyzję podejmuje jednostka i nawet w systemie dyktatorskim znajdą się tacy ludzie jak Dietrich Bonhoeffer, rodzeństwo Scholl, Sołżenicyn czy Anna Politkowska. Cena wolności w dyktaturze jest jednak wyższa, często ceną tą jest śmierć. Podejrzewam, że oprawcy z kacetów w innych warunkach psioczyliby na Żydów przy piwie jak zawsze, ale na tym by się skończyło. Ktoś musiał postawić ich przy komorach gazowych. Ale ten ktoś, to znowu nie Marsjanie, lecz inni ludzie. Niemcy, przymusowo reedukowani przez aliantów, w końcu nawrócili się na demokrację. Dziś uważają to za normalne i nawet pouczają innych, zapomniawszy jaką wodę z mózgu dali sobie przedtem zrobić. Ale w końcu demokracja tam funkcjonuje, a jeżeli Niemcy po Wilhelmie i Adolfie mogą być demokratyczne, to w sprzyjających okolicznościach może być każdy.

   Nie każdemu okoliczności sprzyjały. Mówią, że Rosja byłaby innym krajem, gdyby nie mongolski podbój w średniowieczu i płacenie trybutu władcom stepowym. Kniaziowie nigdy nie byli pewni, czy z wizyty w Złotej Ordzie wrócą żywi. Potrzebny był spryt i uległość, choćby udawana. Odreagować można było na własnych poddanych, przejmując brutalne obyczaje Mongołów. Potem carstwo rosyjskie budował Iwan Groźny, prawdopodobnie psychopata.
   Przy całej typowej w tych czasach wierze w niezbędność silnego państwa chyba bez okrucieństwa opryczników można by się było obejść. A potem już tak zostało, utarło się. W końcu (czy to już koniec?) stalinowskie plany rozstrzeliwania wrogów ludu – tyle tysięcy w tej obłasti, tyle w innej. Czekiści rekwirujący żywność na Ukrainie, rozstrzeliwujący paru kułaków na dzień dobry. I głód, prowadzący do kanibalizmu. Wreszcie uwłaszczona oligarchia. Jak w kraju z takim garbem zaprowadzić liberalną demokrację? Jak ma działać wolna prasa tam, gdzie ludzie jeszcze niedawno bali się własnego cienia, a jak uczy przykład Politkowskiej i Litwinienki, powinni uważać i dzisiaj.

Ruskie gadanie

   Wróćmy do naszych Gruzinów. Gra trwa i nie wiadomo, jak się skończy. W grze bierze udział też Polska. Co zmieniła błyskawiczna wizyta pięciu prezydentów w Tbilisi? Rosjanie, ich poplecznicy w Polsce oraz zawodowi antykaczyści twierdzą, że niewiele. Możliwe jest jednak, że uniemożliwiło to całkowity podbój Gruzji, usunięcie Micheila Saakaszwili i wprowadzenie marionetkowego rządu. Rosjanie oczywiście tego nie przyznają. Już przed przylotem ogłosili, że zawieszają działania, wobec czego jest on zbyteczny. Tak zawieszali, sami z siebie, ze swej słowiańskiej dobroci, że do dziś okupują obszary poza zaanschlussowaną Abchazją i Osetją oraz kontrolują port w Poti. Mimo że obiecali wycofanie się swym francuskim przyjaciołom. Niestety, traktaty z Rosją nie są warte papieru na którym są spisane, a sam papier można użyć na podkładkę pod kubek z gorącą kawą na ministerialnym biurku, bo na co innego pewnie za gładki.

   To, że Rosjanie potem wizytę tę wyśmiewali, nie znaczy że była taka śmieszna, tylko że taka rosyjska prześmiewcza natura. Kto starszy, pamięta zaplutego karła reakcji. Nie groźnego wroga, lecz karła, zaplutego. A im bardziej pyszczą, tym bardziej im widać dopiekło. Tym, że obiecają się Polsce odpłacić, może nawet militarnie, może nawet atomowo, to też gadanie. Nie znaczy, że nie mogą, ale gadać i tak muszą. Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, nerwica natręctw. Tyle, że używając politrukowskiej retoryki i chcąc być poważnie w grupie G8, zauważyli że puścili bąka w salonie. Ale salon wiele potrafi wybaczyć, jak chce.

   Takie groźby, jak przesterowanie rakiet na Warszawę, nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. To nie jest wielomiesięczne przegrupowanie piechoty znad Pacyfiku na zachód. To tylko wprowadzenie paru danych do rakiet, a przecież współrzędne polskich miast nie są tajne. Dlatego gadanie, to tylko gadanie. Co jednak nie znaczy, że niczego nie zrobią. Ale powodem jest obiektywny konflikt interesów, a tego nie zmieni parę uśmiechów.

Taniec z niedźwiedziem

   Jak jednak w praktyce tańczyć z niedźwiedziem, zwłaszcza gdy wpadł on w amok? Frakcja realistyczno-targowicka utrzymuje, że stojąc przed chamowatym osiłkiem należy odwrócić się i nastawić tyłek do bicia i innych czynności, według uznania adwersarza. Ten zaś, widząc naszą uległość, nie wybatoży nas nadmiernie lub przy odrobinie szczęścia przeniesie swoją agresję na kogo innego. A jak nie odpuści? A jak się tylko rozzuchwali?

   Dokładnie mówiąc, Rosjanie się jeszcze za nas nie zabrali. Na razie biją Gruzinów i wciąż możemy przyjąć strategię francuską, że za Gdańsk i Tbilisi się nie umiera. Może się niedźwiedź naje, zanim do nas dojdzie. Chamberlain wyraził się o Czechosłowacji: a faraway country of which we know little. Dwa lata po Monachium żołnierze Wehrmachtu maszerowali w Paradeschritt po Polach Elizejskich, a Luftwaffe bombardowała Londyn. Wydawało się, że można zgwałcić jakiś słowiański kraik, ale między narodami cywilizowanymi się takich rzeczy nie robi. A jednak.

   Pomijając aspekt moralny, istotna jest ocena realności zagrożenia. Kto jednak odważy się ryzykować konflikt globalny? Ile by to kosztowało w naszym złożonym świecie oplecionym informatyczną pajęczyną? Wchodzę na portal, informacja na ekranie pochodzi z połowy świata. Software robi się w Bangalore, chipy pamięci w Shenzhen, biuro obsługi klienta jest w Krakowie, buchalteria w Budapeszcie, serwery stoją w Pradze. A wszystko opasane niby wstęgą: kablami podmorskimi i łączami satelitarnymi. Pakiety danych hulają przez routery i huby, te zaś wymieniają swe adresy nie patrząc, kto islamista, a kto kapitalista. W cyberprzestrzeni, na poziomie technicznym przynajmniej, nie masz Greczyna ani Żyda.

   Taka nadzieja nie jest całkiem bezpodstawna. Rosja nie jest już tylko armią z przybudówkami. Jeżeli akcje na moskiewskiej giełdzie solidnie spadną, oligarchia to odczuje bez formalnych sankcji i może sobie zadać pytanie, czy rząd ją dobrze reprezentuje. Przykład Chodorkowskiego pokazuje, że i oligarchów da się wsadzić do łagra, ale przecież nie wszystkich.
   Rozumowanie to może być też złudne. W 1914 również myślano, że po kilkudziesięciu latach pokoju (ostatnią wojną była prusko-francuska w 1870) ludzie wreszcie zmądrzeli i zauważyli, że wykorzystanie pary i elektryczności, budowa kolei i fabryk więcej da wszystkim, niż handryczenie się o dominację. No, może o dominację kolonialną, ale to daleko i dla wszystkich znajdzie się jakiś kąsek. Jednak wystarczyło kilka strzałów w Sarajewie i historia rozkręciła się na nowo.

   Co się więc może stać? Opcji jest wiele, parę tabu zostało już naruszonych. Wielka wojna pewnie nie, dziś nie reaguje się tak emocjonalnie, a Rosja woli Zachód wykorzystywać i poniżać niż podbić. Chyba. Ale jakaś uciskana mniejszość tu i tam zawsze się znajdzie. Podobnie przed laty wyrastały w całym świecie marksistowskie ruchy wyzwoleńcze jak grzyby po deszczu. Pierwsze cele są ewidentne, zauważa je powoli nawet Zachód. Krym, wschodnia rosyjskojęzyczna Ukraina. Mniejszości rosyjskie w krajach bałtyckich. Może Białostocczyzna i Bieszczady, uciskane przez polskich panów. Jesteśmy przecież za prawem do samostanowienia, no może oprócz Czeczenii. Po rozbiorze Gruzji wiele jest możliwe.

   Również perspektywy długoterminowe są nieciekawe. Zachód z radością podłącza się pod rosyjski gaz, najchętniej każdy na własnym kurku. To oczywiście odpowiada Rosji, bo selektywne przykręcanie kurka jest idealnym sposobem dzielenie i rządzenia. Gdy optymalizuje się bilans kwartalny i chce wygrać najbliższe wybory, trudno prowadzić dalekosiężną politykę. Podobnie w szachach długo się nic nie dzieje, po czym nagle słyszymy szach-mat! Ruchy się skończyły, game over. Naiwni żądają, by nie mieszać polityki do gospodarki, ale to dla Rosjan eksport surowców energetycznych jest przedłużeniem polityki. A jak widać – dla zablokowania alternatywnych dróg transportu skłonni są użyć armii.

   Także Chiny prowadzą politykę podkupywania pomocą gospodarczą i budową infrastruktury co biedniejszych państw, każde z głosem w ONZ. Za niedługo społeczność międzynarodowa spontanicznie będzie się zgadzać z Pekinem. Rosyjski już znam, uczmy się chińskiego: Ni hao!

   Dla poprawienia humoru, choć trochę nostalgicznie, przypomnę mojego Bułata i jego Gruzińską pieśń. Tak, inny świat istnieje, gdzieś głęboko w naszych sercach, lecz jak trudno go usłyszeć wśród huku armat i terkotu mediów. Bo jeżeli miałby być całkiem zagłuszony, jeżeli niemożliwy by miał być taki gest, jaki pokazały generałom Natalia Paderina i Nino Salukvadze (niczego ich pewnie nie ucząc), to doprawdy – czyż warto na ziemi tej żyć?

Spulchnię ziemię na zboczu i pestkę winogron w niej złożę,
a gdy winnym owocem gronowa obrodzi mi wić,
zwołam wiernych przyjaciół i serce przed nimi otworzę...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

Cóż, czym chata bogata! Darujcie, że progi za niskie,
mówcie wprost, czy się godzi siąść przy mnie, ucztować i pić.
Pan Bóg grzechy wybaczy i winy odpuści mi wszystkie...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

W czerni swej i czerwieni zaśpiewa mi znów moja Dali,
runę w czerni i bieli do stóp jej, niech przędzie swą nić!
I o wszystkim zapomnę, i umrę z miłości i żalu...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

A gdy zmierzch się zakłębi i cienie po kątach się splotą,
niech się cisną do oczu niech wiecznie pozwolą mi śnić
płowy bawół i orzeł srebrzysty i pstrąg szczerozłoty...
Bo doprawdy - czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?

(tłum. Andrzej Mandalian)

I oryginał:

Виноградную косточку в теплую землю зарою,
И лозу поцелую, и спелые гроздья сорву,
И друзей созову, на любовь свое сердце настрою,
А иначе, зачем на земле этой вечной живу.

Собирайтесь-ка гости мои на мое угощенье!
Говорите мне прямо в лицо, кем пред вами слыву.
Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья,
А иначе, зачем на земле этой вечной живу.
 
В черно - красном своем будет петь для меня моя Дали,
В черно - белом своем преклоню переднею главу,
И заслушаюсь я и умру от любви и печали,
А иначе, зачем на земле этой вечной живу.

И, когда заклубится закат, по углам заметая,
Пусть опять и опять проплывут предо мной наяву:
Белый буйвол, и синий орел, и форель золотая,
А иначе, зачем на земле этой вечной живу.

 

 

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl