Kobieta z przyszłości

Szamotnik codzienny

Sądząc po ilości tekstów i dyskusji o chustach w internecie, to chyba  wszystkie młode mamy już chusty kupiły.
   Z moich skromnych obliczeń wynika, że na ulicach powinno się co chwila mijać matkę z dzieckiem w chuście. Chyba jednak źle liczę, bo przez całą ciążę do teraz widziałam tylko siebie i jedną laskę w Leroy Merlin, ale ta to w ogóle była cała jakaś taka owinięta w chusty.

Ja biorę Bruna do chusty, kiedy idę po starszego synka do przedszkola albo do sklepu po coś słodkiego, albo z psem... I wtedy, jak już ktoś zobaczy, że to nie plecak, wzbudzam sensację.

Musiałam iść do przychodni po skierowanie dla synka do laryngologa. Bruno miał trzy tygodnie; włożyłam go w chustę i wsiadłam do autobusu.
Do przejechania mam trzy przystanki, to tylko chwilka, więc nie przejęłam się, że nikt mi miejsca nie ustąpił.
   Nagle kobieta obok mnie zauważyła:
– Ojej, pani ma tam dziecko!
– A no mam...
– Co za chamy w tym autobusie, nawet miejsca nie ustąpią!
   I nagle wszyscy patrzą na mnie, bo gdzie ja niby mam to dziecko?
   Ale po ustaleniu gdzie, i tak nagle wszyscy są bardziej zainteresowani widokiem za oknami autobusu. Norma. Mówię więc, że ja tylko chwilkę i postać mogę, ale dziękuję za troskę.
   Ktoś się jednak ruszył, prawie na siłę mnie posadzili.
– Pani to jakaś taka... przyszłościowa.
– Czy ja wiem?
– No, dziecko pani w hamaku nosi, i to takie małe...
– Czasem trzeba...
– Taka pani aktywna.Takie parcie pani ma na wędrówki, że ledwo pani urodziła, to już dziecko do autobusu zabiera. Podziwiam za odwagę.
– Parcie to ja mam, proszę pani, na dotarcie z dzieckiem do przychodni i dlatego właśnie wpakowałam je do hamaka i wiozę sobie bezstresowo autobusem.
– No tak, ale wózek trzeba było kupić, lżej by było i ludzie by widzieli, że to dziecko, to by sobie pani siedziała. No i zarazek mniej..
   Zaciekawiło mnie, z czego wnosiła, że dziecko w wózku jest mniej narażone na zarazki od dziecka w chuście?
– Nie stać mnie na wózek. O, na bilet też mnie nie stać...
   W tym momencie starsze roczniki spojrzały na mnie ze współczuciem, a młodsze z uśmiechem.
– Biedne dzieciątko... – powiedziała pani wysiadając.

W przychodni stoję w rejestracji, rejestratorka wypełnia karty, a za mną ustawia się starsza pani. Przygląda się śpiącemu maluchowi, a w końcu trąca mnie w ramię i pyta, pokazując palcem na moje dziecko:
– To żyje?
– Jak wychodziłam z domu 20 minut temu, to jeszcze żyło... – postanawiam pożartować.
   Panie z rejestracji zaczynają się śmiać, a kobieta wyraźnie oburzona:
– Ja zadaję kulturalne pytanie, a pani taka bezczelna.
– A czy wyglądam na taką, co zwłoki dźwiga w ramach rozrywki?
– No nie, ale teraz różne rzeczy wymyślają... Zabawki, znaczy, takie widziałam, że dziewczynki teraz noszą lalki w takich nosidełkach...
   Babki w rejestracji już z krzeseł zdążyły pospadać.
– Wie pani – mówię – może i nie wyglądam, ale w kwietniu skończyłam 30 lat i lalkami przestałam się bawić ponad 20 lat temu.
   Na koniec pani doradziła: iść do stolarza, żeby zrobił taką deseczkę małą, bo dziecko na płaskim powinno leżeć.

Podobnie jest za każdym razem. Nawet na placu zabaw inne matki jakoś dziwnie na mnie patrzą.
   Wracając z przedszkola spotkałam kumpelę. Pyta mnie, czy to prawda, że zostawiam dziecko samo w domu. Mówię, że przecież dziecko ma tatusia, który teraz z nim siedzi. A ona na to, że teraz tak, ale podobno wychodzę gdzieś sama na piwo.
   No tak, mąż w pracy, syn w przedszkolu, ja bez wózka, czyli dziecko w domu samo. I nie miało znaczenia, że koleżanka wie, że piwa nie lubię i nie piję.

Okazało się, że moją chustę wszyscy biorą za plecak. Ot tak, nowa moda, jeden na plecach, drugi na klacie...
   Niestety, tu żarty się skończyły, bo ktoś doniósł na mnie do opieki społecznej (nawet nie wiedziałam, że oni się tym zajmują) i ponoć na policję, że zostawiam noworodka samego w domu. Ojciec dziecka ciężko pracuje na dom, a ja się szlajam i dziecko samo w domu jest...
   Czekam teraz, bo jak nic, będę miała jakąś kontrolę. 

Dziś mijałam dozorcę, a on do mnie:
– Ojej, nie wiedziałem, że pani ma tam dziecko, w tym plecaku!
   Zdziwił się, że w czymś takim się dzieci nosi, bo i on myślał, że dziecko w domu. I dobrze, jak kontrola wpadnie, to chociaż on jeden powie, że dziecko zabieram ze sobą.


Zdjęcie z serwisu SXC.hu

 
Więcej o chustach przeczytasz tu:
Ania Baumann, Gosia Garkowska – Chusta oswojona

Komentarze (11)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl