Blondynka w prezencie

Migawki

W firmie na końcu drogi jest kawał piachu, na którym nic nie może wyrosnąć ponad pewną wysokość, bo nad piachem wisi linia wysokiego napięcia, nad którą wisi linia jeszcze wyższego napięcia.
   Ale to, że nie może rosnąć, nie oznacza, niestety, że nie rośnie. Rośnie tam prawie tysiąc świerków, które kazał posadzić poprzedni szef, a które przekroczyły ową dopuszczalną wysokość.

Koncepcja poprzednika była następująca: posadzić, będzie ładnie, a jak urosną, to się choinki w początkach grudnia wytnie i sprzeda.

Koncepcja z gruntu wydawała się słuszna, zieleń za oknem piękna i, zwiedziona tym pięknem, popełniłam błąd. Kiedy w sierpniu pojawiła się − silnie uzbrojona w piły mechaniczne − brygada wynajęta przez energetyków do celów egzekucji tego, co pod linią, stwierdziłam, że mogą ciąć na prawo i lewo wszystko inne, a świerki będziemy wycinać zimą.
   Ten błąd mógł kosztować życie pewną blondynkę, której o mało co nie zabiłam dziś około godziny 15, za pomocą ostrej bardzo siekiery.

Bo o ile koncepcja mogła być słuszna, kiedy kilkanaście lat temu zawiązywała się w umyśle poprzedniego szefa i sprawdzała się w odniesieniu do kilkudziesięciu sztuk rocznie, w okresie kiedy choineczki były malutkie, zgrabniutke i puszyste, to niestety w miarę wzrostu świerków znacznie na swej słuszności straciła.
   W procesie dorastania na szczęście szlag trafił jakąś ich część, potem co ładniejsze były wycinane przez pracowników ( w tym roku minus 12), okolicznych sąsiadów (na całej ulicy firmowe choinki − minus 34) i czasami niezidentyfikowanych chętnych, którym chciało się przeleźć przez płot.
   Z resztą przerośniętych świerków musiałam sobie poradzić ja, osoba niewielka, która nie posiada predyspozycji do obsługi siekiery.

Pomijając konieczność wynajęcia drwala z piłą (co okazało się trudne), konieczność wyniesienia ściętych drzewek z lasu (co okazało się trudniejsze), najtrudniejsze jest wepchnięcie komuś tych drzewek.

Po wykonaniu pół setki telefonów, zostałam na gruzach koncepcji poprzednika z przekonaniem, że nikt w tym kraju nie chce rodzimych choinek, bo kłują, osypują się, a przede wszystkim – nie są jodłami kaukaskimi wyrosłymi w Norwegii.
   Jeszcze za darmo, to i owszem, no i żeby jeszcze przywieźć...

ilustr. slovika

 W ten sposób ustroiłam wszystkie kościoły w mieście, jedną szopkę na świeżym powietrzu, szkolne sale gimnastyczne i hole urzędów (minus 50 sztuk).
   Drwal wziął jedną dla siebie i drugą dla babci − minus dwie.
   Nieświadoma mnie już znanego faktu, że nikt w tym kraju nie chce choinek, 150 sztuk (hura!) zabrała na kiermasz dobroczynny parafia z Warszawy...
   Facetowi, również nieświadomemu faktu, że nikt w tym kraju nie chce rodzimych choinek (wiwat!), a który wpadł na pomysł sprzedawania ich także w Warszawie, upchnęłam dalsze 150 po cztery złote sztuka...
   Drwal, który poddawał w wątpliwość moje zdolności handlowe (wrrr...), nie wierząc mi, kiedy twierdziłam, że nikt w tym kraju nie chce choinek, zaryzykował i wykorzystując żonę i dwoje nastoletnich dzieci, ustawił stoiska w trzech różnych punktach miasta. Po pięciu godzinach stania na deszczu w towarzystwie niezmiennej ilości choinek, żona za pośrednictwem telefonu uświadomiła mu, że nikt w tym kraju nie chce choinek. Jej zdolności handlowych wolał nie podważać, pewnie dlatego, że nawet przez telefon zdecydowanie głośniej mówiła niż ja.
   W towarzystwie drwala, typując drzewka do wycięcia, stałam trzy dni pod rząd w lesie. Łykałam spaliny z piły, deszcz lał, drwal klął, choinki leciały w przeważnie niewłaściwym, kierunku. Pracownicy, zapadając się w błocie, wyciągali te choinki do drogi, zmoknięci jak ja, klęli jak drwal.
   Wszędzie leżą niechciane przez nikogo drzewka, więc powiesiliśmy na płocie wielki napis "CHOINKI" i czekamy na klientów.

I dziś, po godzinie 15, zajechał do nas mercedes. Z mercedesa wysiadł facet, a za nim solarna blondynka z tipsami, w futerku i na obcasach. Zapadając się w błocie stanęła naprzeciwko mnie, dawno już zapadniętej, w mokrej kufajce i gumiakach.
   Pokazałam jej kolejno pięć choinek, które odłożyliśmy na bok, uznając za wyjątkowo zgrabne.
   Nie okazały się zgrabne wystarczająco.
   Kierowca mercedesa popatrzył na moją upapraną żywicą kufajkę i na mnie ze współczuciem. Jemu podobała się każda.
   Prezentację przejął pan dozorca, chwilowo na etacie sprzedawcy.
− A tą niech pan podniesie.
− A z prawej?
− Nie, ta mi nie leży.
− A niech pan obróci w lewo.
− Za płaska.
− A tamta? 

Przy trzydziestej właściciel mercedesa oddalił się na bok i zapalił papierosa. Wyraził swoją aprobatę dla co najmniej pięciu dalszych drzewek.
   Pan dozorca, czuły na wdzięki blondynek, usiłował zadowolić klientkę.
− Nie, ta się mamie nie spodoba.
− No niby, ale mi nie gra.
− Czubek ma rzadki. 
   Po następnych kilkunastu, proszony wciąż o konsultację kierowca był gotów złapać pierwszą z brzegu i odjechać.
− Nie, tamta taka jakaś niesymetryczna.
− Za gęsta.
− Za mało wyrazista.
   Kierowca poczęstował papierosem pana dozorcę, sam zapalił drugiego, udając, że nie widzi, jak z kolei ja patrzę na niego ze współczuciem.
− Niesymetryczna.
− Nie ma w sobie nic.
− W ogóle nie przejrzysta.
   Po obejrzeniu 150 ściętych choinek, po zaproponowaniu przez nas wycięcia drzewka spośród 400 jeszcze rosnących, blondynka powiedziała do faceta z mercedesa, że niestety żadna jej nie leży, wsiadła do auta i odjechali.
   Czas był najwyższy, bo już sięgałam ręką po siekierę...

ilustr. slovika

Mam teraz ogołocony, smutny, pusty teren i koncepcję: posadzić jodły, będzie ładnie, a jak urosną, to się choinki w początkach grudnia wytnie i sprzeda. 
   Za kilkanaście lat, kiedy urosną, zapewne nie ja będę szefem firmy na końcu drogi...


Ilustrowała: slovika/pinezka.pl

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl