Jak stać się piękną i elegancką kobietą

Jak stać się piękną i elegancką kobietą

   Osiągnęłyśmy już pewien wiek oraz pewien status materialny, naoglądałyśmy się zdjęć wymuskanych modelek w różnych wysokopółkowych magazynach kobiecych, no i przyszedł czas na refleksję: a może by jednak wyjść czasem z ukochanych, sztruksowych bojówek i najwygodniejszych na świecie adidasów i wciągnąć na grzbiet jakiś trendowy ciuch?

    A może by tak rozwiązać koński ogon i zafundować sobie prawdziwą, dorosłą fryzurę? A może by tak przestać przycinać paznokcie tuż przy skórze i zrobić sobie takie coś z białą końcówką? A może by tak samotnemu słoikowi Nivei dołożyć jakieś towarzystwo, żeby mu nie było smutno w łazienkowej szafce? 
    Postanawiamy zatem radykalnie się odmienić, zająć się sobą i rozpocząć  nowe życie w charakterze pięknej kobiety zadbanej.

1. Zaczynamy od przeglądania Internetu. Zbrojne w długopis i kartkę papieru, śledzimy dyskusje na urodowych forach. Ktoś chwali samoopalacz – zapisujemy samoopalacz na karteczce, ktoś wypowiada się dobrze o balsamie ujędrniającym – zapisujemy i balsam.  Po dwóch dniach przerzucamy się na format A4, bo nam się spis przestaje mieścić. Sprawdzamy, co mamy – twarz jest, szyja jest, łokcie i kolana obecne, balsamy są, mnóstwo specyfików nie-wiadomo-do-czego, ale niewątpliwie pierwszej potrzeby – też mamy na liście, więc teraz pozostaje się udać z listą do sklepu i zostawić w nim równowartość  pensji. Ponuro patrzymy, jak rozpromieniona ekspedientka pakuje nam nasz niezbędnik kosmetyczny do trzech wielkich toreb i wypisuje kartę stałego klienta, nie wiadomo po co, bo już przecież spłukane jesteśmy do imentu. No ale nic to, metamorfoza musi być pełna, w razie czego się skądś dopożyczy.

2. Sapiąc jak parowóz, dowlekamy jakoś nasze siaty do salonu kosmetycznego, gdzie obsługa ma sprawić, że nasza twarz nabierze blasku, paznokcie się wydłużą, a także pozbędziemy się włosów - z wyjątkiem tych rosnących na głowie, które uzyskają złociste refleksy, nazywane popularnie pocałunkami słońca (w życiu o nich nie słyszałyśmy). Po kilku godzinach wyciągamy z gabinetu nasze siaty, które nadal są ciężkie,  za to nasz portfel - lżejszy o parę dopożyczonych  stówek. Wleczemy się chodnikiem, patrząc zazdrośnie na panie emerytki, ciągnące za sobą wózeczki na kółkach. Nasza droga do domu jest dodatkowo utrudniona faktem, że musimy maszerować w dużym rozkroku, ponieważ mamy całkowitą pewność, że jeśli złączymy nogi, resztki wosku na udach sprawią, że się skleimy na amen. Wprawdzie na zdjęciach, widzianych w wysokopółkowych magazynach kobiecych, nikt żadnych siat nie dźwiga, ale myślmy rozsądnie – w końcu jesteśmy dopiero na początku naszej metamorfozy, po pełnej renowacji z całą pewnością wytworna limuzyna z pięknym szoferem oraz uroczą cziłałą w środku sama się jakoś przy nas zmaterializuje.

3. Po dotarciu do domu porzucamy siaty w przedpokoju i galopujemy do lustra, żeby sprawdzić, jak bardzo promieniujemy blaskiem i pocałunkami słońca. Przez chwilę staramy się za pomocą marszczenia czoła sprawić, że grzywka wyda się dłuższa, ale dość szybko przekonujemy się, że efekt jest bardzo krótkotrwały. Co do czerwonych plam na twarzy, to kosmetyczka obiecywała, że znikną po trzech, góra pięciu dniach, natomiast refleksy, no, miejmy nadzieję, że myjąc włosy cztery razy dziennie pozbędziemy się ich szybciej, niż za miesiąc i wtedy będzie można przestać siedzieć w pracy przy biurku w czapce bejsbolówce.  Z tego wszystkiego zapomniałyśmy o wosku na udach i kontemplując swoje odbicie w lustrze, zdążyłyśmy się skleić.

4. Po rozklejeniu nóg, przypudrowaniu co bardziej czerwonych plam na twarzy oraz wybraniu najbardziej kryjącej czapki, uznajemy, że trzeba kuć żelazo, póki gorące, i skoro już tak nam świetnie idzie, to można od razu udać się na zakup super trendowych ciuchów.

5. W galerii handlowej od razu dochodzimy do wniosku, że jesteśmy we właściwym miejscu, ponieważ znajduje się w nim tłum świetnie wyglądających kobiet, zdających się być pochłoniętymi wyłącznie kwestią swojego wyglądu, a przecież my właśnie do tego aspirujemy. Trochę nam mina rzednie, kiedy okazuje się, że te panie właśnie tam sprzedają i że są w pracy, co absolutnie nie przeszkadza im nadal być zajętymi wyłącznie kwestią swojego wyglądu. Odważamy się jednak przeszkodzić im w skupionej kontemplacji pięknie zadbanych paznokci i poprosić o zdjęcie z wieszaka ciuchów, których najbardziej nie chciałybyśmy założyć, gdybyśmy nadal były nieopierzonym podlotkiem, jak jeszcze dzisiejszego ranka, ale teraz stajemy się kobietami zadbanymi, świadomymi swojej kobiecości i będziemy nią epatować, choćby nie wiem co.

6. Wychodzimy z galerii, znowu objuczone siatami i staramy się nie myśleć o tym, jak jutro pomaszerujemy do pracy w naszych nowych szpilkach, w których nie byłyśmy w stanie przejść szerokości sklepu. W końcu każda kobieca kobieta ma takie umiejętności wrodzone, najwyraźniej w naszym przypadku nie ujawniły się od razu, ale to przecież nie oznacza, że ich nie posiadamy.

7. Wieczorem spędzamy w łazience półtorej godziny, starając się wetrzeć, wklepać i nałożyć jak najwięcej zakupionych rano kosmetyków (co jest mocno utrudnione przez to, że nagle stałyśmy się posiadaczkami krogulczych pazurów) i ignorując dziecko, informujące donośnie zza drzwi o jakiejś tam kupie. My tu właśnie wypełniamy misję, najświętsze powołanie kobiety, trudno, muszą być ofiary w ludziach. Kiedy wychodzimy z łazienki, mąż pyta, dlaczego mu nagle pachnie Petrochemią Płock i powąchawszy nas, zdecydowanie odmawia wspólnego spędzenia erotycznego wieczoru, ale to nawet lepiej, bo jesteśmy tak wysmarowane wszystkim, że byśmy mu się z rąk wyślizgiwały, poza tym każdy wie, że długi, spokojny sen jest gwarancją wiecznej młodości.

8. Następnego dnia prezentujemy w pracy nasz nowy image. Niestety, nikt nie zwraca na niego uwagi, z wyjątkiem kolegi, który pyta, czy nam nie wieje po nerkach oraz szefa, który od tej pory zaczyna patrzeć na nas podejrzliwie, przekonany, że cichaczem szukamy innej pracy, najprawdopodobniej w klubie go-go. Ta podejrzliwość zostaje mu niestety także wtedy, gdy z ulgą wkładamy nasze zmaltretowane szpilkami stopy z powrotem w wysłużone adidasy (limuzyna się nie zmaterializowała), a na tyłek radośnie wciągamy pasujące do nich sztruksowe bojówki.


{jos_sb_discuss:16}

Komentarze (8)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl