Jak przetrwać obiady u teściowej, czyli święta wojna


czyli święta wojna


   Już od zarania dziejów w kobiecej świadomości zakorzeniona jest święta wojna. Wojna pomiędzy synową a teściową. Zdarza się, że każda ze stron stawia sobie za punkt honoru pokazanie, kto ma więcej do powiedzenia, nie wspominając już o stroszeniu piórek i udowadnianiu, która na więcej może sobie pozwolić.

   Tak naprawdę, to już nie wiadomo dlaczego i po co toczy się ta walka. Kobiety w swej świętej wojnie są jak wściekłe kocice. Nie widać tylko latających wszędzie kłaków. Batalia ta rzadko przechodzi bowiem w jawny konflikt, gdyż  przeciwnik jest przebiegły i otwarta wojna na dłuższą metę może przynosić za duże straty. Ale podstępne podejście do tematu może co wytrwalszym osobniczkom przynieść długofalowe korzyści, więc zazwyczaj wszystko się toczy za zasłoną miłych uśmieszków i półsłówek.

   Najczęstszym w obecnych czasach polem bitwy są obiady u teściowej. Rzadko już mieszka się z rodzicami i nie ma się z nimi aż tak częstych kontaktów. Niemniej widywać się kiedyś trzeba, a nawet należy. Wedle starej rodzinnej tradycji najłatwiej spotkać się przy rodzinnym stole. Wtedy jest szansa, by zebrać wszystkich razem i albo spędzić miło czas, albo stoczyć partyjkę ulubionej wojenki.
   Tak czy inaczej, by przetrwać i te obiady, i toczącą się pod ich przykrywką babską wojnę, a przy okazji nie zwariować, walczące ze sobą obozy powinny uzbroić się po zęby w kilka niezbędnych gadżetów wspomagających. Większość z nich nada się dla każdej ze stron.

   Zacznijmy delikatnie: niech to będzie herbatka ziołowa z melisy lub inny powszechnie reklamowany środek wyciszający.
Następnie:

  • Flaszka trunku wysokoprocentowego – przyda się i przed wizytą, i po wizycie. Przed spotkaniem  zalecane jest zużycie zdecydowanie mniejszej ilości. I zawsze jest pretekst, by kupić sobie ten miły gadżet. Kiedyś tzw. piersiówki były bardzo popularne. Można by to cacko nazwać "przyjacielem teściowej". Będzie wtedy pasowało i dla synowej, gdyż nazwa będzie miała podtekst ironiczny, a i teściowa też w tej nazwie znajdzie niejakie ukojenie. Bowiem niejedna synowa potrafi starszą już niekiedy panią doprowadzić do stanu przedzawałowego.  
  • Guma miętowa – super-extra-mega strong, by zabić zapach wyżej wymienionego trunku.
  • Zestaw złożony z płyt z muzyką relaksacyjną oraz poradnika Dalaj Lamy.

   Tak przygotowane strony mogą z powodzeniem zasiąść do rodzinnego rytuału.

   Początkującym i nieświadomym niczego synowym sugerujemy przygotować się  na wysłuchanie zbioru uwag i porad, za które normalnie wali się po mordzie, a które to nauczą się w miarę czasu przyjmować z niewiele znaczącym uśmiechem, jakiego nie powstydziłaby się Mona Lisa. Podejrzewam, że tak naprawdę Leonardo malował czyjąś synową podczas wysłuchiwania utyskiwań teściowej.
   Wstępną lekcję mogą odebrać jeszcze jako narzeczone, gdy podczas ogłaszania radosnej nowiny o zaręczynach usłyszą uwagę: A czy jesteś pewna, że w tym pierścionku jest diament, a nie cyrkonia?
   Zupełnie nie należy się tym przejmować, choć już widać tu wyraźnie, w jakim kierunku relacja stron będzie zmierzać. Z radosnym uśmiechem synowa może powiedzieć, że narzeczony odebrał tak dobre wychowanie, że na pewno nie klękałby z byle szkiełkiem przed wybranką. Jeśli nadal przyszła jeszcze wtedy teściowa będzie uparcie twierdziła, że ta śliczna  błyskotka na naszym palcu to tylko jablonex, sugerujemy, by zapytać, czy możecie zrobić test na jej wystawowym krysztale. Bo jeśli to nie diament, to przecież nie porysuje. Zmiana tematu gwarantowana.

   Dosyć często padają w stronę synowej różnego rodzaju aluzje co do tuszy. I nie ma tu większego znaczenia, czy jest się  pulchną blondyną z imponującym  biustem, czy też szczupłą jak deseczka ognistą brunetką. Jakby się nie wyglądało, na pewno jest coś, co warto skrytykować.  I to na dwa, jakże efektowne, sposoby. Można to zrobić sam na sam – zjadliwie, między oczy – żeby potem przy stole słodziutkim głosikiem pytać, co się tak synowa smuci i jeść nie chce. Albo (to wersja dla wyjątkowo odważnych teściowych) ustrzelić biedaczkę publicznie przy świątecznym stole. Może to zabrzmieć np tak: Ja to nie wiem, po kim mój syn ma takie upodobania. Jego ojciec lubił bardzo smukłe kobiety. Albo: Jak Ty, kochana, tak małymi piersiami zamierzasz dzieci wykarmić?.  Wtedy łyczek z piersióweczki, albo nawet dwa, są całkowicie usprawiedliwione.


    Nie inaczej powinna zareagować teściowa, gdy synowa weźmie sobie na celownik zdyskredytowanie "mamusi" w oczach rodziny, a przede wszystkim, oczywiście, jej syna. Zacznie delikatne wycieczki w stronę jej strojów lub też sposobu urządzenia przez nią domu. Całkowicie uzasadnione będzie korzystanie z wyżej wymienionych wspomagaczy, gdy nagle usłyszymy, że kreacja uszyta na uroczysty obiad kojarzy się wybrance naszego syna z taką jedną sukienką jej prababci, którą to ona dzieckiem będąc znalazła na strychu. Wiadomo – synowa też kobieta i może sięgnąć po ciężką artylerię, jaką są osobiste wycieczki dotyczące stroju.
   Niezłą bronią zaczepną mogą być też przytyki do wieku. Bycie teściową nie oznacza w końcu bycia leciwą staruszką podpierającą się wdzięcznie balkonikiem. Ale to nie onieśmiela co bezczelniejszych synowych, które ze słodkim uśmiechem na twarzy wręczają swoim "kochanym mamusiom" w podarunku megaflaszkę właśnie reklamowanego biotoniku dla starców z demencją, zamiast najnowszego kryminału, na który tamte miały akurat chrapkę.

   Synowe są w tej dobrej sytuacji, że o ile są przebiegłe, to będą delikatnie sączyć jad do ucha nieświadomego tych babskich podchodów męża. Ale co mama, to jednak mama. I tak właśnie koło się zamyka.

   Nie ma jednak sensu wyliczać wszystkich możliwych kombinacji. Kto, komu, dlaczego, i przede wszystkim – kto zaczął. Ważne jest, by wiedzieć jak zareagować i jak nie dać się podpuścić. Bez znaczenia tu jest, po której jest się stronie. Można też, oczywiście, przyjąć rzuconą rękawicę i oddawać pięknym za nadobne, do tego jednak oprócz oczywistej i wrodzonej elokwencji i błyskotliwości potrzebne są nerwy ze stali.
   Fantastyczne rezultaty daje metoda na angielską królową. Jest mało wyczerpująca i wyjątkowo skuteczna. Jak sama nazwa sugeruje, trzeba podchodzić do tematu z angielska flegmą i kwitować różne zaczepki co najwyżej uniesieniem lewej brwi bądź nieznacznym uśmieszkiem, po czym jakby po brzęknięciu muchy wrócić do innego tematu, ignorując słowa które padły. Nikt nie zarzuci nam, że nie jesteśmy niegrzeczne, a granica będzie postawiona jasno i wyraźnie. Dobrym sposobem jest również pomijanie w rozmowach tematów ważnych, ignorowanie zbędnych rad .

   Można też przy sprzyjającej okazji, po dobrym obiedzie, wypić wspólnie flaszeczkę winka i pod wpływem jego dobroczynnego działania dojść do wniosku, że ta franca teściowa, oprócz swoich oczywistych wad, o dziwo okazuje się być świetnym kompanem do popołudniowych rozmów, ciekawym i wesołym. Nie od rzeczy byłoby też, gdyby zauroczona naleweczką teściowa zauważyła, że wybranka jej syna to miła i urocza kobietka, która jest tak w swym mężu zakochana, jak ona sama kiedyś była.

   Czego Wam i sobie życzę.


Ilustrowała: AnetaHg/pinezka.pl


Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl