Jak się wreszcie wyspać za wszystkie czasy



    Problem niedospania dotyczy wielu osób – zarówno tych, które co rano zrywają się do pracy na dźwięk budzika, tych, które są zrywane głosem ukochanego potomstwa, (ukochanego psa, ukochanego współlokatora, ukochanego kota - niepotrzebne skreślić), jak i tych, które budzą się dopiero ciągnięte za nogę przez przedpokój.

 

   Wolnych dni wydaje się być ciągle za mało, zajęci nadrabianiem towarzyskich, rodzinnych i kulturalnych zaległości, pochłonięci poszukiwaniem nowych kafelków do łazienki, koniecznością przekopania grządek na działce, obowiązkiem aktywnego i zdrowego spędzania czasu, najlepiej w rolkach na rowerze i z rakietą tenisową pod pachą, chrupiąc marchewkę i rozmawiając o konstytucji europejskiej, wykorzystujemy je do imentu, skutkiem czego w niedzielny wieczór jesteśmy jeszcze bardziej wykończeni, niż w piątkowe popołudnie, po tygodniu pracy. Czasem przydaje się dzień urlopu, żebyśmy mogli się zregenerować, w końcu porządnie się wyspać i w ogóle porozpieszczać. 

1. Wybór dnia.
    Logicznie rozumując, chcemy sobie przedłużyć weekend w którąś stronę i z dwóch dni wolnych zrobić trzy. Nie polecam piątku, ponieważ bardzo prawdopodobny wydaje się na ten dzień scenariusz: sprzątanie, pranie, prasowanie i przygotowywanie obiadu na weekend, żebyśmy z zupełnie wolną od obowiązków głową mogli już od sobotniego świtu zająć się harówką obejmującą kilkukilometrową wycieczkę rowerową, pływalnię, rolki, zajęcia w kółku garncarskim, wizytę u znajomych, spektakl teatralny, seans kinowy, obiad u teściowej, malowanie mieszkania i szczepienie psa. Drugą ewentualnością jest poniedziałek, co ma sporo sensu, gdyż będziemy mogli w spokoju odreagować urozmaicony weekend.

2. Przygotowania.
    Nakłaniamy współmałżonka, żeby na ten jeden dzień przejął nasze poranne obowiązki obejmujące wyprowadzenie psa, wyprowadzenie dziecka (do szkoły), nakarmienie tej dwójki oraz kota, a nawet uiszczenia opłaty za komitet rodzicielski (zależy od stopnia bystrości współmałżonka). Wieczorem zaparzamy sobie kubek melisy, żeby nam się lepiej spało, można też trochę pomedytować w pozycji lotosu, mrucząc ”oooommm…”, zaaplikować sobie kubek gorącego mleka z odrobiną wódki lub kubek wódki z odrobiną mleka, zależnie od cech i upodobań osobniczych.

3. Faza operacyjna. 
- Zasypiamy błogim snem. Śni nam się George Clooney, zakochany w nas do nieprzytomności, wprost nie sposób się od niego opędzić, łazi za nami, ciągle przysyła kwiaty, śle setki esemesów, każe natychmiast wyjąć z tornistra karty Pokemon… A nie, to się nie śni, to się dzieje naprawdę. Za zamkniętymi drzwiami sypialni, w naszym własnym przedpokoju najwyraźniej znajduje się George Clooney, który najczystszą polszczyzną wykłóca się z naszym dzieckiem o zawartość tornistra. Wychodzimy z lekka nieprzytomne z sypialni, żeby przypomnieć, że właśnie się wysypiamy za wszystkie czasy i pragniemy doświadczyć odrobiny spokoju. Przy okazji zauważamy, że dziecko ma na nogach skarpetki w dwóch różnych kolorach oraz dresowe spodnie z dziurą na kolanie, sięgające do połowy łydek (dzięki temu wyraźnie widzimy skarpetki). Idziemy do pokoju dziecka i wyciągamy z szafy bardziej odpowiedni strój. Dziecko się przebiera, a my wracamy do sypialni, żeby się położyć, ale okazuje się, że nie ma już dla nas miejsca, gdyż kot rozwalił się na poduszce, a resztę łóżka zajmuje pies, który właśnie wrócił ze spaceru i to widać wyraźnie na pościeli. Wyrzucamy zwierzęta, otrzepujemy z grubsza błoto z kołdry i kładziemy się do łóżka. Zza drzwi dobiegają nas okropne przekleństwa zwierząt, zupełnie rynsztokowe oraz coś, co przypomina odgłos generalnego remontu. Wychodzimy znowu i okazuje się, że nasz współmałżonek poszukuje kluczyków od samochodu. Znajdujemy mu kluczyki, wracamy do sypialni, wyrzucamy zwierzęta, kładziemy się spać. Dziecko z tatusiem wychodzą. Błogi spokój. Zwierzaki klną nieco ciszej, może trochę zachrypły.

- Zasypiamy. Budzi nas dobiegający zza ściany odgłos czegoś, co być może niektórzy uważają za muzykę, a co brzmi, jakby jakaś kapela włączyła na cały regulator automat perkusyjny i poszła na piwo, a może przy okazji wyrwać jakieś dziewczyny i spędzić z nimi miłe chwile. Tym właśnie dźwiękiem nasz sąsiad umila sobie poranki. Nie ma to jak skoczne melodie na dobry początek dnia. Wychodzimy z sypialni, idziemy do łazienki, pobieramy spory kłąb waty, wracamy do łóżka, wyrzucamy z niego zwierzęta, zapychamy uszy watą. Cisza.

- Zasypiamy. Budzi nas dobiegający z sufitu odgłos rozpaczliwego wycia posokowca bawarskiego, który mieszka nad nami i najwyraźniej czuje się samotny. Po chwili dołącza się do niego nasz własny pies, niepomny na to, że nie ma prawa wyć, gdyż samotny zupełnie nie jest, bo my przecież jesteśmy w domu i właśnie wysypiamy się za wszystkie czasy. Wychodzimy do przedpokoju, żeby uciszyć psa i wziąć trochę więcej waty z łazienki. Pies się ucisza. Zupełnie cichutko leży sobie w naszym łóżku. Wpychamy w uszy cały zapas waty, spychamy psa z naszej poduszki i kładziemy się obok, skulone na tym malutkim kawałeczku, który nam pozostawił.

- Zasypiamy. Budzi nas dźwięk telefonu. Jesteśmy na tyle nieprzytomne, że odbieramy i krzyczymy do człowieka po drugiej stronie słuchawki, że prawie wcale go nie słyszymy. Przypominamy sobie o wacie w uszach, wyjmujemy ją, informujemy pana, z którym rozmawiamy, że żadna pani Gołębiewska tu nie mieszka i zapewniamy, że nie znamy ani jej ani jej numeru telefonu. Odkładamy słuchawkę, przepychamy trochę kota, żeby wygospodarować centymetr kwadratowy wolnego łóżka i pakujemy watę w uszy.

- Zasypiamy, chociaż już z bardzo dużym trudem. Budzi nas dobiegający zewsząd odgłos wiertarki udarowej. Jest wszędzie, wypełnia nam całe mieszkanie. Wata w uszach nie pomaga. Pies zaczyna wyć. Posokowiec piętro wyżej też zaczyna wyć. Jacyś panowie na klatce schodowej noszą elementy szafy wnękowej, waląc nimi w nasze drzwi. Poddajemy się. Jednak nie damy rady wyspać się za wszystkie czasu. Dwie minuty później dzwonią ze szkoły, że nasze dziecko ma odrę i należy się po nie natychmiast zgłosić. I to jest dobra wiadomość. Ponieważ za tydzień my też będziemy miały odrę i w końcu wyśpimy się za wszystkie czasy.



Komentarze (5)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl