Margarita z Raoulem i tequilą


   Wentylator leniwie mielił powietrze. Ranek, jak na tropikalne lato, był orzeźwiający i przyjemny. Margarita bujała się w hamaku, rozpiętym między dwoma bananowcami, rozkoszując się cieniem rzucanym przez baldachim ich ogromnych liści. Obok spoczywala miseczka z mrożonymi winogronami, genialny sposób na powitanie gorącego dnia. Gdzieś w tle rozległ się cudownie drażniący zmysły brzęk lodu i szkła: znak, że Raoul już wstał.

   Przymknęła oczy i wyobraziła sobie jego opalone dłonie, gdy wrzucał do blendera zmrożonego banana (dzięki temu lodu można było nie używać w ogóle albo bardzo niewiele), cantaloupe (prosto z lodówki) i daktyle.
   Po chwili jego postać ukazała się w kuchennych drzwiach. Słońce igrało na brzegach oszronionych szklanek, które niósł ze sobą.
   Leżąc, jak zahipnotyzowana wpatrywała się w ogromnego pająka. Nawet nie zauważyła, kiedy zdążyła opróżnić swoją szklankę, tak niezwykłe było to stworzenie: wielkie jak dłoń, w pomarańczowe i żółte paski, tkało sieć o rozpiętości chyba metra, lśniącą jak złoto. Słońce wykradało z niej brylanty rosy. Chciała  z bliska obejrzeć to zjawisko, ale nie wiedziała, czy nie jest jadowite.
 – Banana Spider – odezwał się Raoul, stojący za nią. – Ale mówią też na niego Golden Silk Spider, ze względu na to złociste dzieło. Jest mocniejsze od włókien kevlarowych i stali. Jak tam plecy, dalej pieką?
 – Uhmmm... dalej.
 – Błagam, nie zasypiaj więcej na słońcu. Nie w samo południe. Ani w cieniu, jeśli on się może przesunąć – to mówiąc, oberżnął dwie łodygi aloesu rosnącego obok i rozciął je wzdłuż.
(Po prawdzie, po wczorajszej terapii aloesowej Margarity już prawie nic nie piekło, ale nie mogła sobie odmówić następnej sesji, dotyk silnych dłoni Raoula, jego opiekuńczość i atmosfera flirtu, jaka temu towarzyszyła... bardzo umilały pobyt w tropikach).
   Raoul zabrał się do nacierania ramion dziewczyny galaretowatym, chłodnym miąższem rośliny. Działało lepiej, niż jakikolwiek balsam.
 – Mam w planach wyprawę na targ po owoce i warzywa, jeśli chcesz, możemy iść razem, zanim się zrobi południe i gorąco nie do wytrzymania. Dzisiaj powinnaś sobie odpuścić plażę.
   Margarita chciała, rzecz jasna.

***


   W drewnianych skrzynkach, ciągnących się wzdłuż placu, pyszniły się najdziwaczniejsze warzywa i owoce.
   Coś, jak malutkie dynie, pomarańczowe w zielone prążki: widać było wyraźnie, którą stroną leżały wystawione na słońce, bo w tych miejscach zieleń przechodziła w żółć. Są niedojrzałe, objaśnił Raoul. W ogóle większość tropikalnych owoców (choć to akurat było warzywo) sprzedaje się, zanim dojrzeją, później trzeba im dać "dotrzeć" w temperaturze pokojowej przez kilka dni.

   W skrzynce obok leżalo coś zdumiewającego. Margarita rozszerzyła oczy na widok zielonej, zaciśniętej w grymasie niezadowolenia gęby.  

 – Kiedy byłem mały, dorabiałem im oczy – zaśmiał się Raoul. Jedno i drugie to squash, jak się okazało, tylko różne odmiany. Te pomarańczowe (choć i bywają ciemnozielone) to acorn squash, można sobie pokroić na plastry, rozłożyć na blasze, przykryć i piec w piekarniku, po czterdziestu minutach posmarować je mieszanką brązowego cukru lub miodu, gałki muszkatołowej, odrobiny soku z cytryny i masła, i jeszcze przez dziesięć minut piec, już bez przykrycia. Ale obfity posiłek z tego nie wyjdzie, wyjaśnił Raoul, bo większość wnętrza zajmują pestki, które się wywala. Albo wsadza do ziemi, po paru tygodniach mamy kwitnące krzaczki, ogromne żółte kwiaty też się nadają do jedzenia: można je smażyć w cieście naleśnikowym albo nadziewać kozim serem. Strasznie dużo roboty, stwierdził Raoul, nie na taki dzień, jak dziś. Ale włożył kilka z nich do koszyka, głównie dla ich estetycznego efektu: są, trzeba przyznać, bardzo piękne, a trzymają się dobrze całymi tygodniami.

   A te niezadowolone zielone, chayote squash (lub mirliton), smakują jak krzyżówka ogórka z cierpkim jabłkiem. Można ich używać zamiast summer squash (leżały w skrzynce nieopodal, wyglądały jak żółte ogórki, które ktoś niemiłosiernie ścisnął od strony ogonka), ale te żółte są delikatniejsze w smaku. Są kapitalnym rozwiązaniem na lekki lunch w letnie przedpołudnie. Co też wykorzystamy w tych pięknych okolicznościach przyrody, stwierdził Raoul, wkładając do kosza oprócz tego ciemnozielony zuccini squash.
   Pokrojone w półplasterki squashe (summer i zuccini), do tego kilka miniaturowych pomidorków, posiekana cebula, szczypiorek, bazylia czy cilantro wrzucone na parę minut na gorącą oliwę i posypane na koniec tartym serem, to rzeczywiście posiłek nieskomplikowany, lekki i smaczny. Można też robić z nich delikatne szaszłyki, przetykając miniaturowymi pomidorkami i krewetkami.

  Margarita spojrzała na cztery rodzaje squasha, leżące w koszyku, każdy kompletnie inny od pozostałych. Raoul zaśmiał się. Pokazał jej coś, co wyglądało jak gruszka, którą ktoś się bawił w przybijanie pieczątek, wskutek czego spłaszczył jej się czubek. To coś było na odmianę jakby orzechowo-beżowe. To też jest squash! Ale nawet Raoul nie wiedział, co się z nim robi. Margarita uparła się, żeby spróbować, chyba google pokaże coś na temat butternut squash, bo tak się to coś nazywało.
   Minęli stoiska z paprykami – od maleńkich do wielkich, we wszystkich kolorach tęczy (no, może bez niebieskiego). Raoul wziął kilka jalapeños, malutkich, wściekle ostrych papryczek. Zrobimy sobie salsę z mango, wymyślili.

   Margarita wzięła do ręki mango ze sterty nieopodal. Były niedojrzałe, czerwono-zielone. Trzeba poczekać, aż zrobią się żółto-czerwone i miękkie. Nadają się do wszystkiego, twierdził Raoul, do sałatek, deserów, napojów, salsy i czego tam sobie nie wymyślisz, są najczęściej jedzonym owocem na świecie. Nie kupili ich, obok domu rosło drzewo z dojrzałymi owocami, które można było zjeść już dziś.
   Niedaleko leżało coś, co Margarita w pierwszej chwili wzięła za nieobrane kokosy, jeszcze w skórce.
 – To jest papaya, prawie tak uniwersalny owoc jak mango. Dopóki ma zielone cętki, tak jak ten – czyli jest niedojrzała, można ją gotować jak warzywo albo używać do marynowania mięsa, ma jakiś zmiękczający enzym. Ale warzyw mamy dość, więc weźmiemy sobie dojrzałe, słodkie – wybrali dwie słonecznożółte papaye. Do tego orzech kokosowy, będzie nam potrzebne jego mleko, wyjaśnił Raoul.

   Obok były sterty bananów i plantains, bananowych krewniaków. Niektóre zupełnie zielone, inne żółte z brunatnymi plamami lub prawie czarne. Można jeść i zielone, i żółto-czarne, zależy, jaki efekt kulinarny się chce uzyskać. Używają ich głównie Latynosi, zamiast słodkich ziemniaków, tnie się je na przykład wzdłuż (nie w poprzek) na plasterki, można na tarce, na tym ostrzu do robienia mizerii z ogórków, i smaży na gorącym tłuszczu: z tego powstaje zakąska, dobra zamiast frytek. Albo można robić z tego puree. Ale te niby-frytki można kupić w kubańskich restauracjach – na wynos, w torebce, jak fast-food, więc Margarita i Raoul postanowili sobie podarować własnoręczne smażenie.

   Przeszli dalej, mijając długie, czarnobrązowe, błyszczące korzenie jukki (cassava). Można je, obrawszy i pokroiwszy, gotować jak ziemniaki.
   Niewielkie, podłużne, czerwonawozielone prickly pears, lekko błyszczące, z małymi wypustkami, niczym niektóre odmiany ogórka, okazały się być owocami kaktusa (którego liście są również jadalne: można je gotować, w smaku przypominają zieloną fasolkę). Smakują jak skrzyżowanie arbuza i brzoskwini, ale są wygodniejsze w jedzeniu: można je przeciąć na pół i miąższ wyjadać łyżeczką, razem z pestkami, nic nie cieknie po rękach.
   Margarita wybrała kilka owoców, dołożyła do nich niewielką, żółtozieloną carambolę – Raoul twierdził że ona (carambola, nie Margarita) pachnie i smakuje jakby ją ktoś poperfumował, niemniej dziewczynę zafascynował jej kształt: jajowaty, ale o przekroju gwiazdy (ze względu na który nazywana jest też star fruit). Do dekoracji sałatki lub galaretki owocowej nadaje się znakomicie.

   Raoul wrzucił do koszyka zielone, owalne owoce, trochę większe od grapefruita. To jest koktail bananowo-truskawkowo-kiwi-lemonkowy, zaśmiał się. Tak najlepiej można scharakteryzować smak guavy, bo ona to była. Można z niej zrobić galaretki, sosy, poncz, można po prostu zamrozić z niej sok i wykorzystywać jako kostki lodu do napojów, jeśli się ich nie chce rozwodnić.

   Margarita wybrała jeszcze kilka owalnych owoców, pokrytych zielonymi łuskami. Raoul twierdził, że są niedojrzałe, więc zjedzą je za kilka dni. Na tabliczce obok było napisane, że to sweetsop (sugar apple), choć Raoul twierdził, że to cherimoya (custard apple). Akurat co do tego, że on się myli, Margarita była pewna, więc się założyli. O życzenie.
   W rzeczy samej, te dwa owoce są często mylone: są z jednej rodziny. Podobnie jak trzeci, atemoya, będący krzyżówką tych dwóch. Niezależnie od tego, który z nich to był, każdy z nich, kiedy w pełni dojrzały, jest bardzo słodki i jest znakomitym dodatkiem do deserów owocowych lub napojów chłodzących, po zmiksowaniu z mlekiem i lodem.

***

   Wybrali dwa dojrzałe mango spośród leżących pod drzewem, jeszcze nie nadjedzone przez jaszczurki. Ich miąższ jest bardzo miękki, a skórka dość twarda, więc jeśli chce się je pokroić, to nie obiera się skórki z owoców, lecz owoce ze skórki.
   Na desce do krojenia trzeba umieścić delikwenta węższym końcem do góry. Zaczynając od łodygi, pociąć wzdłuż na półdupki. Następnie delikatnie ponacinać miąższ wewnątrz każdej łódeczki w kratkę, uważając, by nie przeciąć skórki. Nacisnąć lódeczkę od zewnątrz, tak, żeby ją przenicować na lewą stronę i obciąć powstałe sześcianiki.

   Wrzucili pokrojone mango do miski, dodali połówkę poszatkowanej czerwonej cebuli, trzy ząbki posiekanego czosnku, posiekaną (w rękawiczkach) papryczkę jalapeño i niewielką garść listków mięty. Do tego dwie łyżki soki z limonki i dwie łyżki oliwy. Salsa powinna być schłodzona przez trzy-cztery godziny w lodówce.
   Słońce grzało niemiłosiernie, a powietrze, lepkie i gęste, mielone przez leniwy wentylator, sprawiało, że właściwie nikomu się nie chciało jeść.
   Ale też nie chciało się wychodzić z kuchni, stosunkowo najchłodniejszego miejca w okolicy.

   Raoul zabrał się za przyrządzanie papai. To też się musi chłodzić, powiedział, więc lepiej zrobić wcześniej.

   Wlał do garnka szklankę mleka kokosowego, 3/4 szklanki mleka, wsypał 3 łyżki cukru, 2 łyżki tapioki błyskawicznej i zagotował. Zmniejszył ogień i jeszcze przez 5 minut czekał, mieszając, aż tapioka zrobi się przejrzysta, a całość zgęstnieje. Zdjął ją z ognia, przegotowana byłaby niedobra.  

   Margarita uwielbiała patrzeć na gotujących mężczyzn, więc siedziała przy kuchennym stole, kontemplując przez chwilę ten przyjemny widok. Ale po chwili wzięła nóż, ciekawa, jak papaya wygląda w środku. Przekroiła owoce na pół.
 – Możesz powyjmować nasiona – odezwał się Raoul, dodając w międzyczasie pół łyżeczki ekstraktu waniliowego do swojej mieszanki, kiedy się wystarczająco schłodziła. – Te nasiona w zasadzie są jadalne, ale nie przy tej potrawie.

   Pozostało łyżeczką wygrzebać miąższ papai, zmiksować go na puree i wsadzić do lodówki, wraz z tapiokową mazią, w osobnych, przykrytych pojemnikach. Przynajmniej na godzinę, powiedział Raoul. Margarita zaczęła się zastanawiać, co tu jadano sto lat temu, kiedy nie dało się niczego gotować przez chłodzenie.

***

   Wstała, by przejść się po ogrodzie. Rosły tu krzewy z bajecznymi, ogromnymi kwiatami hibiskusa. Ze zdumieneim skonstatowała, że nikt tu nie pija herbaty z nich zrobionej. Chociaż z drugiej strony, były zbyt piękne, żeby zalewać je wrzątkiem. Ale znakomicie się nadawały do podkreślenia jej własnej urody, więc Margarita wpięła jeden z nich we włosy.
 – Ten kwiat i tak przy tobie blednie – uśmiechnął się Raoul, patrząc z zachwytem na Margaritę – będącą, jakżeby inaczej, dziewczyną przecudnej urody, o pięknej, smukłej sylwetce, brzoskwiniowej cerze, ze słońcem malującym złociste błyski w jej pieszczonych lekkim wiatrem włosach. W kolorowej, zwiewnej sukience sama wyglądała  na tle przepysznej przyrody jak egzotyczny kwiat. Albo ptak. Tylko, że ptaki nie wydają takich odgłosów na widok głupiego pająka.
 – Nie musisz się go aż tak bać. Jest obrzydliwy, ale cię nie zabije. Jeśli boisz się pająków, to unikaj raczej takich niepozornych, brązowych, z błyszczącym odwłokiem, te cię mogą uczynić kaleką. Trzep zawsze pościel czy inne koce, które nie były ruszane od jakiegoś czasu, zanim się położysz, one tam lubią się przyczaić. Kiedyś przez takiego zostałem prawie kaleką – tu Raoul pokazał paskudną bliznę biegnącą przez całą dłoń.

   Słońce grzało cały czas, ale wydłużające się cienie palm i bryza od oceanu łagodziły upał. Margaricie dodatkowo poprawił humor wygrany zakład - sprawdzili w Internecie. Cherimoye jadła kiedyś w Azji i była pewna, że sweetsop był bardzo podobny, ale nie identyczny. Usiadła przy ogrodowym stole, obmyślając życzenie. Tymczasem pojawił się Raoul z salsą i miską pełną nachos i tortilla chips. Podobno salsa się sprzedaje na świecie lepiej niż ketchup, powiedział.

***

   Ktoś nadchodził od strony domu, wywijając butelką tequili. Świetnie, będą goście. Tej substancji z papai, czekającej w lodówce, i tak było za dużo na dwie osoby. A Raoul miał apetyt na margaritę, taką do picia, do której akurat tequila świetnie pasowała.
   Podczas gdy Margarita zajęła się nakładaniem papai i tapiokowego puddingu do salaterek, Raoul przygotował 3/4 szklanki tequili, 1/2 szklanki Triple Sec (likieru pomarańczowego), 1/2 szklanki soku z limonek, 1/4 szklanki syropu z prickly pears i dwie łyżki soku pomarańczowego. Rozlał do szklanek z pokruszonym lodem.



   Słońce zachodziło, na niebie malowały się nieprawdopodobne pejzaże, przypominające góry bitej śmietany. Tu, bliżej równika, horyzont jest niżej, więc i przedstawienie malowane na niebie jest rozleglejsze i bardziej spektakularne. Margaricie margarita szumiała lekko w głowie. Niech już oni sobie pójdą, myślała o gościach. Patrzyla spod lekko przymkniętych powiek na Raoula, którego sylwetkę ostatnie promienie słońca rzeźbiły pomarańczowymi smugami. Miała ochotę zaciągnąć go do sypialni i wykorzystać swoje wygrane życzenie.


----
INTERNATIONAL TROPICAL FRUITS NETWORK
różne owoce tropikalne, opis i fotografie
pummelo
plantain
cactus prickly pear 
papaya 
squash – przepisy
yucca – przepisy
guava – przepisy



Ilustracje: Anna Fudyma/ pinezka.pl


 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl