Kopi Luwak - mityczna kawa



   Diabelnie mocne espresso, delikatna latte, puszyste capuccino z odrobiną cynamonu... Znamy, znamy. W każdej chwili można wyskoczyć do kafejki za rogiem lub zaparzyć własnoręcznie w domowym ekspresie. W sklepach – obfitość ziaren: Arabica z Etiopii, Robusta z Gwatemali, Blue Mountain z Jamajki.    Wcześniej czy później ta powszechna dostępność zaowocuje znudzeniem. Wtedy, być może, żądni nowych wrażeń, wyruszymy w poszukiwaniu mitu.

   W południowo-wschodniej Azji żyje niewielki ssak z rodziny Viverridae (łaszowate), zoologom znany bliżej pod nazwą Paradoxurus hermaphroditus (łaskun muzang) lub, nieco mniej oficjalnie, jako cyweta. W południowych Chinach uważana za przysmak, okryła się złą sławą, gdy eksperci ze Światowej Organizacji Zdrowia uznali ją za nosiciela wirusa powodującego SARS. Ale to nie jedyny powód, dla którego powinna być znana.

   Na Sumatrze, wyspie znanej z plantacji doskonałej kawy, to podobne do kota zwierzę stanowi najistotniejsze ogniwo w produkcji wyjątkowego napoju – Kopi Luwak. Kopi, to po prostu kawa, a luwak jest miejscową nazwą cywety. W czasie nocnych łowów w gałęziach drzew indonezyjskiej dżungli poszukuje ona swego największego przysmaku: dojrzałych, słodkich, pięknie wybarwionych na kolor czerwony owoców kawowca. Wybiera i zjada tylko te najlepsze, najdojrzalsze. W żołądku małego smakosza enzymy trawienne łatwo rozprawiają się z miękką osnówką, natomiast nasiona, czyli przyszłe kawowe ziarenka, wydalane są w stanie prawie nienaruszonym, jedynie nieco sfermentowane. Ziarna zbierane są ręcznie i po bardzo starannym oczyszczeniu, tak jak każda inna kawa, palone a następnie mielone.

   Z ziaren kawy, fermentowanych przy pomocy niczego nieświadomej cywety, uzyskuje się unikalny napar: gęsty prawie jak syrop, aksamitny, o bogatym smaku i intensywnym aromacie, z wyraźną nutą czekolady i karmelu. Tak przynajmniej twierdzą jego entuzjaści. Sceptyczniej nastawieni określają jego smak jako stęchły i ziemisty, aczkolwiek niewątpliwie egzotyczny.

   Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, kto i kiedy wpadł na pomysł i miał ochotę, by zbierać i przetwarzać ziarna kawy wydłubane ze zwierzęcych odchodów. Może ktoś, dla kogo te niedogodności były mimo wszystko nie tak wielkie jak wspinaczka po drzewach? Owoce na krzewach kawowca występują w różnych etapach rozwoju. Może niewielka cyweta, choć kierowana jedynie instynktem, potrafi lepiej od człowieka określić, które z nich osiągnęły optymalne stadium dojrzałości?


   Ze względu na nietypową i pracochłonną metodę pozyskiwania surowca, roczna produkcja Kopi Luwak waha się od zaledwie 50 do maksymalnie 250 kilogramów ziaren. Dlatego za kilogram tego rarytasu płaci się nie mniej niż 600 dolarów, co czyni go jednym z najdroższych napojów na świecie.

   Dla tych, którzy chwilowo nie dysponują wolną kwotą w tej wysokości, dobra wiadomość – kawa ta bywa sprzedawana w pojedynczych porcjach, wystarczających na jedną filiżankę. Można też pójść na kompromis i zadowolić się mieszanką Kopi Luwak z którąkolwiek ze zwykłych kaw. Lub po prostu przyjąć na wiarę słowa tych, którzy próbowali i twierdzą, że to nie wrażenia smakowe stanowią o jej niezwykłości, ekscytująca jest bowiem sama możliwość jej wypicia.

   Kopi Luwak jest napojem tak niezwykłym, iż wielu ludzi sądzi, że to tylko mit. Rzeczywiście nie jest łatwo zweryfikować, czy kawa, która trafiła do rąk podekscytowanego konesera, jest rzeczywiście tą, za którą zapłacił ciężkie pieniądze. Porównując deklarowaną roczną produkcję i ilość kawy sprzedawanej na świecie pod nazwą "Kopi Luwak", łatwo dojść do wniosku, że spora grupa klientów jest po prostu nabijana w butelkę. 
   Produkcja tej kawy wyszła już bowiem poza Indonezję. Pod nazwą "Weasel Coffee" sprzedają ją plantatorzy z Wietnamu. Na Filipinach można się jej napić w Manili. W Stanach Zjednoczonych rozprowadzana jest przez kilka sklepów internetowych. Azjatyccy pośrednicy w handlu kawą głośno powątpiewają w autentyczność oferowanego poza południowo-wschodnią Azją produktu. Niektórzy całkowicie kwestionują istnienie Kopi Luwak.

   Prawda to więc czy tylko mit? Zapewne dla wielu poszukiwaczy niecodziennych doznań nie ma to większego znaczenia. Czym bowiem byłoby ich życie bez mitów?


Ilustrowała AnetaHg

Poczytaj też o kawie kolumbijskiej, a jeżeli wolisz herbatę, zajrzyj do artykułu Beaty Szczechury albo Bogny Łakomskiej

{jos_sb_discuss:21}

Komentarze (16)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl