Zielono mi... w filiżance, cz. 2

 
   Jeśli zaciekawiła was pierwsza część opowieści o zielonej herbacie albo też najnowsze doniesienia o jej pozytywnym wpływie na nasze zdrowie zachęciły was do jej kupna, pewnie zastanawiacie się, co robić dalej? Wsypać do filiżanki, zalać wrzątkiem i pić? Niezupełnie. Zielona herbata wymaga delikatniejszego traktowania niż czarna. By móc w pełni docenić jej walory, należy przestrzegać kilku zasad.

W sklepie

    Zielona herbata dość krótko zachowuje pełnię walorów smakowych i zapachowych. I chociaż o jej jakości ostatecznie można się przekonać dopiero po zaparzeniu, warto zwrócić uwagę na datę produkcji lub przydatności do spożycia. Jeśli kupujemy herbatę sprzedawaną na wagę, jej zapach pomoże w ocenie świeżości. Powinien być przyjemny i dobrze wyczuwalny, nawet gdy wąchamy małą ilość herbaty trzymaną w zamkniętej dłoni.

    Będąc w sklepie warto od razu pomyśleć o dobrej wodzie, bo ta płynąca w naszych kranach może tylko popsuć efekt. Butelka źródlanej wody jest rozwiązaniem idealnym, choć dobry filtr byłby praktyczniejszy na dłuższą metę.

W domu

    Zawartość otwartego opakowania przesypmy od razu do szczelnego pojemnika, szklanego lub ceramicznego (puszki nie zawsze są szczelne) i trzymajmy w ciemnym, chłodnym miejscu. Pojemnik powiniem być dopasowany do ilości herbaty, w zbyt dużym wietrzenie będzie zachodziło szybciej. W odpowiednich warunkach herbatę można przechwywać do sześciu miesięcy.

Temperatura

    Właściwa temperatura jest kluczowa dla uzyskania odpowiedniego smaku herbaty. Zapewne wiele osób wie, że nie należy zalewać listków wrzątkiem. Jeśli nie 100˚ C, to ile? Trochę mniej – większość zielonych herbat smakować będzie najlepiej po zaparzeniu wodą o temperaturze około 80˚ C. Niektóre wymagają nieco niższej, innym nie zaszkodzi wyższa, ale przy jakichkolwiek wątpliwościach bezpieczniej jest wybrać chłodniejszą.
 
    Gdy myślimy o sprawdzeniu temperatury, pierwszą rzeczą jaka przychodzi na myśl, jest termometr. To faktycznie nie jest zła myśl, ale użycie termometru wcale nie jest konieczne. Zieloną herbatę pija się od wieków, termometry znajdują się w wyposażeniu gospodarstw domowych stosunkowo od niedawna. Wystarczy obserwować wodę zanim zdąży się zagotować.
     Gdy na dnie garnka zaczną się zbierać i powoli odrywać małe pęcherzyki powietrza, a woda lekko zaszumi, wiadomo, że osiągnęła ona temperaturę 70-80˚ C. Rybie oczy, tak etap ten nazwano w klasycznych chińskich traktatach na temat herbaty. Ten przedział temperatur odpowiedni jest do zaparzania delikatnych herbat (np. gunpowder, longjing). Stopniowo przechodzi on w następny, zwany sznurem pereł (80-90˚ C), gdy odrywające się strużkami pęcherzyki dochodzą do powierzchni wody. Takiej temperatury wymaga większość z pijanych na co dzień gatunków (dla których podstawowym wyróżnikiem jest przystępna cena) i część herbat jaśminowych. Uwaga: to stadium szybko przechodzi w następne, gdy pęcherzyki powietrza zaczynają pękać na powierzchni, a woda prawie wrze. Niewiele zielonych herbat wymaga wody o tak wysokiej temperaturze. Wodą o temperaturze nieznacznie przekraczającej 90˚ C można zaparzyć herbatę oolong.

Parzenie

    W Chinach od stuleci używa się brązowych czajniczków z gliny, pokrytych szkliwem jedynie na zewnątrz. Porowate ścianki łatwo nasycają się smakiem i zapachem parzonych w nich liści, dlatego na każdy rodzaj pitej herbaty trzeba przeznaczyć osobny czajniczek. Podobno po latach używania wystarczy nalać do niego gorącej wody, by uzyskać aromatyczny napój.

    Jeśli chcemy poeksperymentować z różnymi gatunkami herbat, praktyczniej będzie zaopatrzyć się w naczynie powleczone szkliwem również w środku, łatwe w pielęgnacji i nie chłonące zapachów.

    Do czajniczka lub kubka wsypujemy odmierzoną porcję liści. Warto zapamiętać proporcje: 3 gramy herbaty na 150 ml wody. Nie trzeba się ich niewolniczo trzymać, ale to dobra wskazówka dla początkujących. Liście zalewamy wodą o temperaturze odpowiedniej do wybranej herbaty, naczynie przykrywamy i zostawiamy na pół do jednej minuty. Nie upychamy liści w ciasnych sitkach, potrzebują one miejsca by się rozwinąć i oddać wodzie to, co w nich najlepsze. Rzadko który gatunek wymaga dłuższego parzenia, ale herbacie longjing można dać kilka minut. Po tym czasie cały napar przelewamy do filiżanki lub dzbanuszka. Podstawowym błędem, jaki można popełnić przy parzeniu zielonej herbaty, jest pozostawianie liści w resztce wody. Pozostały napój stałby się wtedy gorzki i niesmaczny. Liście można zaparzać wielokrotnie, przynajmniej trzy razy (tym więcej, im lepsza jakość herbaty), za każdym razem otrzymując nieco inny efekt.

    Często się słyszy, że najlepsze jest drugie parzenie. Czasem pierwsza woda jest po prostu wylewana (niekoniecznie do ścieków, można nią podlać kwiaty). Takie postępowanie nie jest niczym niezwykłym w przypadku herbaty oolong. W ten sposób nie tylko "rozbudza się" suche liście, ale też płucze je ze zgromadzonych na nich zanieczyszczeń.

    Zachęcam do eksperymentów z różnymi gatunkami herbat, temperaturą wody, czasem i sposobem zaparzania oraz do poszukiwania najlepszego dla was rezultatu. To przygoda wciągająca nie mniej niż testowanie dobrych win.


Część I

Zapraszamy też do lektury artykułu Bogny Łakomskiej: Chiny w filiżance zielonej herbaty

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl