Szarlotka alzacka

Survival kuchenny


   Przyniosłam z ogródka pięć argumentów za zrobieniem szarlotki. Nasza jabłonka marki nieznanej, która wyrosła w ogrodzie mało plewionym, wzrostem swym przewyższa mnie plus 1,5 metra drabiny plus 1,5 metra sprzętu do zrywania jabłek, złożonego z worka na kiju. Stąd zdani jesteśmy na łaskę wiatru, jeśli chodzi o sprowadzenie na ziemię najczerwieńszych i największych jabłek.

   Jak już spadną, trzeba szybko coś z nimi zrobić, bo mają siniaki.

   Klasyczna i ulubiona szarlotka, taka jak u Gruszeckiego na Rynku, nie wchodzi w rachubę. Wizja pieczenia kruchego (!) spodu i wierzchu, szatkowania jabłek i gotowania ich w syropie aż będą przejrzyste, następnie przekładania i lukrowania, pasuje bardziej do obrazu czyśćca, a nie mojej kuchni. W mojej kuchni z reguły się spieszy. A ciasto kruche w moim wykonaniu jest tak kruche, że się sypie z blachy, więc szkoda roboty.

   W książce kucharskiej męża (publikacja nieistniejącego już niemieckiego czasopisma Menue) znalazłam kiedyś, szukając zresztą czegoś zupełnie innego, przepis na alzacki placek z jabłkami. Z winem w składzie, przepis więc ze względu na swą nietypowość zapamiętał się sam. W praktyce zaś okazało się, że ów placek ma same zalety. Da się go logistycznie zrealizować w 60 minut, nie brudząc przy tym rąk. Wychodzi zawsze. I zjada się prawie od razu, acz nie sam.

   Jak zrobić to cudo?

   Do michy (duża ma być, bo będziemy miksować) wrzucamy 125 g masła i zostawiamy, żeby zmiękło. W tym czasie odrabiamy z dzieckiem lekcje, rozwieszamy pranie lub pakujemy następne do pralki – co kto ma i lubi.

   Wracamy do masła. Dosypujemy doń 75g cukru, trochę soli i ubijamy ręcznym mikserem na krem. Do tego kremu dodajemy po trochu na przemian 250g mąki i 1/8 litra wina. To ostatnie ma być białe i koniecznie wytrawne. Gdy składniki się połączą, wstawiamy michę z ciastem do lodówki i włączamy piekarnik, żeby się nagrzał do 225 stopni. Myjemy argumenty proszarlotkowe, obieramy, kroimy na pół i usuwamy gniazda nasienne (ja zawsze kroję jednak na ćwiartki, bo mi wtedy łatwiej, ale nie wykluczam, że są osoby, które potrafią usunąć gniazdo nasienne z połówki jabłka). Przepis wymaga kilograma jabłek, ja zawsze robię na oko – i też jest dobrze. Generalnie im więcej jabłek, tym lepiej dla smaku, ale nie zawsze dla wyglądu ciasta.

   Do wysokiego naczynia wlewamy 1/8 l śmietanki, dodajemy dwa całe jajka, cukier wanilinowy, 50g cukru i ubijamy.

   Teraz kolej na ciasto. Wyjmujemy je z lodówki i wyklejamy tortownicę fi 26 (lub formę do tarty) tak, żeby powstał wysoki brzeg. Ciasto jest elastyczne i prawie się nie klei, nie trzeba więc operować wałkiem. Na ciasto wykładamy jabłka (wypukłością do góry) i posypujemy cukrem. Piekarnik powinien w tym momencie osiągnąć odpowiednią temperaturę. Wstawiamy do niego ciasto na 30 minut. Mamy czas na kolejne lekcje, pranie, albo na poczytanie książki lub prasy. Po 30 minutach wlewamy do formy mieszankę jajeczno-śmietankową i zapiekamy przez kolejne 10-15 minut. W tym czasie masa powinna się ściąć i nabrać budyniowatej konsystencji.

   Ciasto jest najlepsze na ciepło. U nas z reguły nie dożywa drugiego świtu, licząc od narodzin.


Zdjęcia pochodzą z serwisu sxc.hu oraz spamman.de

{jos_sb_discuss:14}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl