Zza okiennej ramy

Zza okiennej ramy

  

Zza okiennej ramy

liście na tle oburzonego nieba
prześwietlonego ostatnim tego dnia słońcem
są takie że o mały rudy włos
mogłyby się przezielenić

ukrywam się wśród piór skrzydłokwiatu
żebym mogła pofrunąć
za moim ciepłorzęsnym kochankiem
ostatkiem sił igrającym
w cienkich żyłkach liściastego schronienia

zeszmaragdziłam się na chwilę
wtykając nos w policzek łodygi
i mam zielone pojęcie
dlaczego ten słowik
przestał śpiewać

*** [wspomnienie...]

wspomnienie dzieciństwa
będzie od dziś
zaklęciem -
ochroni mnie przed
złem

szkoda że
wczorajsze sny
wyrzuciłeś do śmieci

przecież nie jesteś już
dzieckiem



*** [oddam dzień...]

oddam dzień
co z nim zrobisz?
schowasz pod paznokieć?
wetrzesz w pory skóry?
przepleciesz przez brew?

czym jest dzień z życia
albo życie krótsze o dzień
może oddam ten
w którym mam umrzeć
i bez niego będę żyć
wiecznie

może lepiej
ten zapomniany - narodzin
i stworzysz mnie na nowo
żebym mogła cię tak naprawdę kochać

jeden dzień to tak niska cena
zniknę i wrócę
nikt nie zauważy

 

z poziomu różowych trampek

gdy Pan Cogito mówił
o cnocie może jeszcze nie było
za późno

o kogo dziś dba świat
cały zniechęcony
przez sprzedajne anioły
i kulturalne dziwki
z dobrego domu

komu się jeszcze chce
spojrzeć na niego
trochę bardziej pobłażliwie
niż na gumkę przy drodze
i rosnący pod nią
skarłowaciały bławatek

pochowali ją z uśmiechem
szanownego pana
premiera z bilboardu



posennie

doskonale wiem
jak czuje się prześcieradło
stygnące pod kołdrą

zasuszam minioną noc
jak winogrona
leżące w rodzynkarni
wrócę przed snem mówię

resztkę zetrę oparami
ciepłego mleka
sprofanowanego goryczą
i zapomnę o danym słowie -
kawa -

- to poezja -

w rytm nadciśnienia



*** [dłonie pokryte pudrem...]

dłonie pokryte pudrem
wyglądają jakby miały
miękkie palce

w swojej sypkości
nie dadzą dotyku
żeby się nie rozpadły

w naszym mieszkaniu
nie będzie ręcznych robótek
naleśników z serem
pieszczot
bo piaskowa reszta
mogłaby zatrzeszczeć niechcący
pod bladym paznokciem
zbyt zachłannych dłoni



eli lama sabachtani

gdy pada deszcz
to jest wtedy
kosmos

eli lama sabachtani

można go słuchać
bo milczy
nauczyciel bez dyplomu

bez boga nie ma życia

konkluzja tak prosta
jak liść coraz bardziej
zielony od deszczu

bez życia nie ma boga

to dopiero
pokusa życia wiecznego
zgrzeszyć czy nie zgrzeszyć

to bóg i człowiek

sami się opuszczamy
krzyż
a na nim gołębie

eli, eli lama sabachtani

nie płacz
mój boże
jak pada


  {jos_sb_discuss:9}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl