Pocztówki wielkanocne


    27 marca wielu z nas pójdzie na spacer po śniadaniu przy stole, na którym królować będzie zajączek (może czekoladowy?), cukrowy baranek, pisanki - których zawartość zawsze smakuje inaczej niż zwykłych jaj na twardo, sztuka duszonego schabu z buraczkami ćwikłowymi, doprawionymi poświęconym dzień wcześniej chrzanem, oraz prostokącik mazurka i plaster drożdżowej babki - na deser. Bawarczycy też mają swoją święconkę: tyle, że w dużo większych koszyczkach niż w Polsce - być może dlatego, że jej zawartość  jest następnie dzielona między najuboższych. Może kiedyś los zastanie was na włoskim Pasquetta? Warto wiedzieć, czy ma ona coś wspólnego z mokrym lanym poniedziałkiem oraz, że rodzinni zazwyczaj Włosi w tym dniu wyjeżdżają z miasta...

W Rumunii - drugi dzień tych największych w świecie chrześcijańskim świąt spędza się na grobach bliskich zmarłych, wcześniej uczestnicząc w radosnej śpiewanej liturgii. Ale to dużo później niż w Polsce, bo w tym roku Paste wypada dopiero pierszego maja.
    Zapraszamy do lektury widokówek wielkanocnych, które tym razem przygotowały dla pinezki korespondentki z trzech europejskich krajów. 

 

Jaja wielkanocne


        Jaja, znoszone bezpośrednio w kolorowych skorupkach z folii aluminiowej przez specjalnie w tym celu wytresowane kury, kanarkowe kurczaczki i przyjazne zajączki na groszkowo-zielonej trawce, straszą (zachęcają do czegoś, do zakupów?) na wystawach sklepów już od dłuższego czasu. Na szczęście w ramach elementu dekoracyjnego stosuje się też "nasze" bazie i różnej maści kwiatki, byle były żółte.

    Wielkanoc we Włoszech to raj dla amatorów wycieczek i podróży, albowiem wyznaje się tutaj zasadę Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi (to się rymuje!) czyli "Boże Narodzenie z rodziną, Wielkanoc z kim chcesz", co punktualnie w okolicach Wielkiego Czwartku manifestuje się exodusem miejscowej ludności na tzw. zieloną trawkę. Trawka ta może znajdować się na Seszelach, w Pradze czeskiej albo wśród pagórków Toskanii, wypad może trwać tydzień jak i pół dnia. Uwaga: jeśli trwa jeden dzień, to wyjazd i powrót MUSZĄ nastąpić w Wielki Poniedziałek rano.

    Możemy zatem generalnie obchodzić Wielkanoc we Włoszech na dwa sposoby:
- wyjazd natury turystycznej na kilka dni, często z przyjaciółmi, w miarę daleko od domu; opcja praktykowana głównie, acz nie tylko, przez singli;
- domowe świętowanie, z czuwaniem paschalnym w nocy w Wielką Sobotę dla praktykujących katolików, z małym wypadem na piknik albo przynajmniej wyjściem z domu na dłuższy spacer w Wielki Poniedziałek (który nie jest lanym poniedziałkiem, wiec nie ma niebezpieczeństwa). 

    W tym ostatnim przypadku, Wielka Niedziela (czyli Pasqua - właściwa Wielkanoc) świętowana jest w domu, przy czym centralnym momentem jest obiad, na który należy podać jagnięcinę. Trudno zresztą generalizować – kuchnia włoska ma tyle odmian i zwyczajów, ile regionów, miast i wsi znajduje się na mapie. Zdarzyło mi się jeść zupę, jasnym kolorem i smakiem przypominającą nasz biały barszcz, w którym jednak nie pływała kiełbasa ani ser (co było przykre).
    Na stołach w ramach przystawek pojawiają się plasterki salami i jajka na twardo (właśnie: pojawiają się, a nie królują - też szkoda, ale w końcu wiadomo, że wielkanocne jajka to ogromne formy z czekolady z plastikowym gadżetem w środku, zawinięte w kolorową, szeleszczącą folię, a nie jajka wielkości i koloru jajek). Nieznane jest chodzenie ze święconym w Wielką Sobotę, wiec brak na stołach koszyków z całą ich jadalną zawartością, uwieńczoną barankiem z cukru.

    Po Wielkiej Niedzieli kolej na dzień zupełnie odmienny w charakterze - chodzi o charakter spędzania go – czyli na Wielki Poniedziałek, zwany tu Pasquetta - dosłownie "malutka Wielkanoc". Dzień wycieczek!
    Ech, fajnie było za panieńskich czasów jeździć grupą po (zimnych wczesną wiosną, brr!) miasteczkach Toskanii lub Umbrii, nocując codziennie gdzie indziej… raz jednak nie zorganizowałam się na czas, nie tylko ja, wskutek czego w Wielką Niedzielę wieczorem z kilkoma przyjaciółmi zaczęliśmy intensywnie myśleć, gdzie by tu następnego dnia pojechać… bo wyjazd w Wielki Poniedziałek to mus! Tak to w historycznych czasach postrzegałam. Nie tylko ja (niestety)…
    Wynik: Wielki Poniedziałek rano - wyjeżdżamy w dwanaście osób trzema samochodami, spokojnie, nie za wcześnie - bo po co, w kierunku jeziora Bracciano – na północ od Rzymu (mieszkamy wszyscy w Rzymie południowym; logicznie cel trasy nie może się znajdować w tych okolicach, to ma być prawdziwy wyjazd!). Jedziemy żwawo. Na drodze wylotowej w stronę celu wyprawy – już coraz mniej żwawo; wolno; wleczemy się; stajemy. Ale wesoło – nie jesteśmy sami, wydaje się, ze wszyscy mieszkańcy Wiecznego Miasta wpadli na świetny w swej oryginalności pomysł przemieszczenia się na północ w stronę jeziora Bracciano. Hm, zaczynało być nudno, w końcu stanie w korku w Wielki Poniedziałek podobne jest do każdego innego stania w korku. Namówiłam koleżankę, wysiadamy z samochodu, trzeba łyknąć trochę (nie)świeżego powietrza i zrobić mały spacerek, bo "jedziemy" tak już z godzinę.

    Dla zainteresowanych: jeszcze głupie półtorej godziny i dojechaliśmy... a potem pełny luz, nawet znalazłam podobieństwa z polskim lanym poniedziałkiem, jako że wynajęliśmy łódki, żeby nie tylko oglądać jezioro, no i ktoś musiał oczywiście sprawdzić bezpośrednio z łodzi, jak zimna jest woda... Na szczęście w jednym z samochodów znalazł się dla ciekawskiego kombinezon roboczy jako zastępczy strój świąteczny, grunt, że był suchy.

Buona Pasqua! Wesołych Świat Wielkanocnych!
dorrit


 

Smacznego jajka po bawarsku

    Zaledwie poznikały ze sklepowych wystaw karnawałowe maski i kostiumy, a już oko przyciągają żółciutkie kurki, kolorowe zajączki, barwne jajeczka. Niemcy uwielbiają wszelkie tradycje i rytuały, więc przechodzą one łagodnie jedne w drugie, zgodnie z kalendarzem.

    Rytuały wielkanocne zaczynają się już w Środę Popielcową. Czas karnawału wypłukał niejednemu portfel do ostatniego centa, należy więc postarać się o zapełnienie go ponownie. W Środę Popielcową następuje symboliczne przepłukanie pustych portfeli – zawieszonych na wędkach - w Dunaju. Daje to nadzieję, że czysta portmonetka przyciągnie bogactwo na następny rok.

    Czas postu - czyli oczekiwania na Święta Wielkanocne - to czas wielkich porządków, nie tylko w mieszkaniach, lecz i w ogródkach. Producenci wszelkich mioteł i narzędzi ogrodniczych przeżywaja złoty okres, bo co roku należy zakupić nowe.
    Każda gospodyni i właścicielka ogródka za punkt honoru stawia sobie, by jej ogród był najporządniejszy i najładniejszy. Na świeżo wypielonych grządkach pojawiają się pierwsze wiosenne kwiaty, pilnowane przez uśmiechnięte krasnale, w maleńkich sadzawkach pływają ceramiczne gęsi i kaczki, pod krzaczkami przycupnęły zające. Przed domami pysznią się udekorowane kolorowymi jajkami wielkanocne drzewka. Tak, jak na Boże Narodzenie ubiera się choinkę - teraz są to krzewy w ogródku i fantazyjne gałęzie w mieszkaniach.

ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl

    Dzieci w szkołach na zajęciach praktycznych robią specjalne, duże palmy, przyozdobione mirtem i bibułą, z którymi idzie się do kościoła w Niedzielę Palmową.
    Tak dobrze nam znana w Polsce tradycyjna "święconka"- czyli koszyki poświęcane w Wielką Sobotę - tu wygląda nieco inaczej. Dopiero w Niedzielę Wielkanocną wiejskie gospodynie przynoszą do kościoła olbrzymie kosze pełne płodów ziemi: ziemniaków, buraków, jabłek, ogórków itp., oraz to samo w małych koszyczkach. Zostają one poświęcone, by w następnym roku zbiory były równie obfite. Po poświęceniu kosze przekazane są do jadłodajni dla bezdomnych.

    Inaczej również wygląda obdarowywanie się tradycyjnym "zajączkiem". W sobotę wieczorem, lub w niedzielę wcześnie rano, rodzice udają się do pobliskiego lasu lub parku, by ukryć koszyk kolorowych, czekoladowych jajek i innych słodkości dla swoich pociech. Poranek upływa na poszukiwaniach owych koszyczków, następnie całe rodziny udają się do kościoła.
    Obydwa świąteczne dni upływają podobnie jak w Polsce na objadaniu się pysznościami i wzajemnym odwiedzaniu krewnych i znajomych.

Jolanta Ordon Ziemlanski

ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl

 

Rumuńska Wielkanoc

   W rumuńskim prawosławiu nacisk na Wielkanoc (Paste) wydaje się być większy, niż w zachodnim chrzescijaństwie. Prawosławna Wielkanoc wypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca i po żydowskim swiecie Paschy i dlatego nie zawsze pokrywa sie z zachodnią Wielkanocą. W tym roku wypada dużo później – pierwszego maja. 

   Rumuni bardzo rygorystycznie przestrzegają postu, zatem z wytęsknieniem czekają na Niedzielę Wielkanocną, kiedy głównym posiłkiem jest jagnięcina. Jagnięta są zamawiane ze sporym wyprzedzeniem, i każda chyba część zwierzęcia znajduje swoje przeznaczenie (na stole jest pieczone mięso, rosół, a także tradycyjna potrawa – drob, czyli zmielone organy – wątroba, serce i nerki, zmieszane z dużą ilością natki pietruszki i przyprawione na ostro czosnkiem i cebulką dymką. Zostają zapakowane w błonę przeponową i tak upieczone).

   Ważnym elementem świątecznego stołu są oczywiście malowane jajka oraz drożdżowy cozonac (bardzo pulchna babka z kawałkami kolorowej galaretki, zwanej rahat, lub orzechami w środku). Ale zanim można zasiąść do tych wszystkich delikatesów, należy iść do kościoła. Liturgia trwa od soboty wieczór aż do rana (choć można ją opuścić wcześniej). 

    W Bukareszcie piękna liturgia jest odprawiana przez Patriarchę w glównym kościele (Patriarchia Romana), a właściwie przed nim – Patriarcha oraz księża i mnisi stoją na schodach przed wiernymi, cala liturgia jest głównie śpiewana, a centralnym elementem jest podawanie światła – Patriarcha zapala Święte Światło (zapalające się samo w grobie w Jerozolimie tylko w dniu Zmartwychwstania Pańskiego według prawosławnego kalendarza!) i podaje najbliżej stojącym duchownym, którzy zapalają świece wiernych i światło rozprzestrzenia się na cały plac. Niedługo potem można iść do domu (uważając, aby świeca nie zgasła, sporym wyzwaniem jest bowiem doniesienie jej do domu), ale rankiem należy znowu udać się do kościoła po święcony chleb, którym domownicy dzielą się na śniadanie, pozdrawiając się słowami "Hristos (Cristos) a  inviat", "Adevarat a inviat” ("Chrystus zmartwychstał”, "Naprawdę zmartwychwstał”). Przy posiłku odbywają się też konkursy rozbijania jajek, uderza się je czubkami – oczywiście zwycięża ten, kto wybrał jajko o najmocniejszej skorupce. 

    W Poniedziałek Wielkanocny nie ma tradycji Dyngusa, natomiast odwiedza się groby bliskich (posprzątane w czasie Wielkiego Tygodnia), przynosząc ze sobą symboliczne pożywienie (i dzieląc się nim na cmentarzu z każdym, kto o nie poprosi, co przyciąga tam wielu Cyganów), głównie kaszę, chleb i jajka. 

Aleksandra Nita - Lazar

Przeczytaj też o zwyczajach wielkanocnych w Stanach Zjednoczonych i w Szwajcarii. A może szukasz przepisów na mazurki, baby wielkanocne albo pomysłów na świąteczne śniadanie? Zapraszamy!

{jos_sb_discuss:20}

 

 

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl