We Wrocławiu

We Wrocławiu
widok na Ostrów Tumski
   Wrocław to jedno z najstarszych i najpiękniejszych miast Polski, stolica Dolnego Śląska. Położony na 12 wyspach i poprzecinany licznymi kanałami i 112 mostami (choć to dane z 2003 r., czyli już może nieaktualne. W mojej okolicy powstały nowe dwa mosty – panuje tendencja zwyżkowa!). Nazywany jest "Wenecją Północy". 
   Ale to możemy przeczytać wszędzie, a jaki jest Wrocław od środka, dla mieszkańca? Właśnie z tej pespektywy chciałabym zaprezentować swoje miasto.

 

   To raczej młode – duchem oczywiście, bo pierwsze wzmianki o Wrocławiu sięgają 1000 roku – miasto. Pełno tu studentów, nowych inwestycji, zmian, gwaru. Życie toczy się szybko, ale bez szalonego pędu, od którego brak tchu.

   Wrocławianie lubią spacery, parki, zieleń, urocze zakątki i tego miasto dostarcza im w sporych ilościach. Znów nie mogę się oprzeć liczbom i statystykom, które mówią, że ten piastowski gród jest najzieleńszym miastem w Polsce, a na jednego mieszkańca przypada 25 m2 zieleni, nie licząc zieleni osiedlowej!
   Jak to się przekłada na życie? A no tak, że mamy 11 dużych parków, z czego największy to, rozpościerający się na 100 hektarach, założony w XVIII wieku, Park Szczytnicki, z wieloma okazami drzew i krzewów, zwożonych tu onegdaj z całej Europy wraz Ogrodem Japońskim – prawdziwą perełką dla znawców, gdzie każdy kamyk i krzaczek ma swą symboliczną wymowę.
   A dla wielbicieli "dwóch w jednym" ma Wrocław w części zachodniej krajobrazowy Park Leśnicki, z dobrze zachowanym renesansowym zamkiem.
   Przy oazach zieleni nie sposób nie wspomnieć o Ogrodzie Botanicznym, cudnym zwłaszcza wiosną, gdy kwitną rododendrony, żonkile i irysy we wszystkich barwach tęczy – nawet czarne! No i hit dla dzieci małych i tych dużo większych – ZOO, które po zwycięskiej walce o nowe obszary będzie się rozrastać i przciągać różnorodnością okazów coraz to większe rzesze odwiedzających.
   A gdzie największe tłumy w ZOO? – wiadomo, przy pawianach! Dzieciaki mogą godzinami się przyglądać, jak małpy figlują.

   Muszę zaznaczyć, że na przestrzeni ostatnich lat każdy właściwie park, ogród, czy skwer bardzo zmienił się na korzyść. Nowe ławki, place zabaw, fontanny, oczka wodne – wszystko to sprawia, że chce się wyjść z domu na spacer. Renowacjami objęto też wiele budynków, kamieniczek, że o Rynku z gotycko-renesansowym Ratuszem, nie wspomnę – bo zachwyca, oj, zachwyca.
wieża kościoła św. Elżbiety   A oprócz pięknej fasady Ratusz posiada także ciekawe wnętrza, które można zobaczyć, odwiedzając mieszczące się w nim Muzeum Historyczne, a w podziemiach najstarszą, pochodzącą aż z XIV w. piwiarnię w Europie – "Piwnicę Świdnicką" (wchodzącym radzę przyjrzeć się płaskorzeźbie nad wejściem!).

   Z wieży kościoła św. Elżbiety widać całą panoramę miasta. Widok ten naprawdę zapiera dech w piersiach – i tak zresztą krótki i urywany po wspinaczce, jaką funduje wejście na wieżę – wygodne obuwie obowiązkowe! 

   Niedaleko stąd biegnie najstarsza uliczka Wrocławia – Stare Jatki, na której w Średniowieczu znajdowały się kramy mięsne – jedna z podstaw dobrobytu miasta. Dziś mieszczą się tam galerie, a w poszczególnych budynkach można oglądać pozostałości po dawnych budowlach i ich przebudowach – fragmenty sklepień , schodów, kartuszy itd. A na dziedzińcu Jatek (uliczka jest zamknięta z obu stron bramami) stanęły metalowe rzeźby: świnki, kozy, królika i gęsi, naturalnej wielkości, upamiętniające zwierzęta, których mięso sprzedawano tu przez stulecia.

Stare Jatki

   Mieszkam w samym prawie sercu miasta, w śródmieściu, a na niedzielne msze chodzę na Ostrów Tumski (bo to dwa kroki i klimat niecodzienny). 
   Ostrów jest najstarszą częścią miasta, to tu właśnie powstał przypuszczalnie już w X wieku gród i piastowski zamek książęcy. Ceglany kościółek św. Marcina stanowi pozostałość po tym zamku i był prawdopodobnie wcześniej kaplicą zamkową, przebudowaną w XIII w.

Kościół św. Marcina

   Najstarszy we Wrocławiu kościółek  św. Idziego "przycupnął" niedaleko katedry, przy Bramie Kluskowej (z którą wiąże się jedna z wielu wrocławskich legend) i jest prawdziwym maleństwem w porównaniu do kościołów gotyckich. Ciekawą legendą owiany jest również dość niezwykły, bo dwukondygnacyjny kościół św. Krzyża. Legenda mówi, że podczas kopania dołu pod fundamenty kościoła znaleziono dziwny korzeń, o wyraźnym kształcie krzyża, i uznano to za znak. A ponieważ już wcześniej ustalono, że wznoszona świątynia będzie pod wezwaniem św. Bartłomieja, rozwiązano ten problem w niecodzienny sposób, tworząc dwa kościoły w jednej bryle – dolny jest pod wezwaniem św. Bartłomieja, a górny – św. Krzyża.
   Nad tym cudnym zakątkiem wznosi się strzelistymi wieżami (na które można wjechać), katedra św. Jana Chrzciciela i zaprasza do swego wnętrza. Warto odwiedzić katedrę po Bożym Ciele, w czasie tzw. oktawy, gdy przez osiem dni, po południu, w jej wnętrzu odbywają się procesje i na tę okoliczność otwierane są kraty, broniące na co dzień dostępu do sal, znajdujących się z tyłu ołtarza – a jest co podziwiać! Sam ołtarz w katedrze kryje w sobie tajemnicę, ponieważ jest ruchomy i może prezentować jedno z trzech obliczy.

   Jeżeli kogoś znużą zabytkowe kościelne wnętrza, może odwiedzić Muzeum Archidiecezjalne, które prócz pięknych rzeźby, malarstwa, czy złotnictwa sakralnego ma również w swych zbiorach mumie egipskie, "Księgę Henrykowską" (z pierwszym zdaniem w języku polskim z 1270 r.) i wspomniany wcześniej korzeń w kształcie krzyża. Cały Ostrów Tumski to co krok zabytkowy kościół, uliczki wąskie, brukowe i latarnie gazowe (!). Tak, mamy tu pana, który chodzi i takim długaśnym "kijem" zapala wieczorem latarnie, a zamontowane parę lat temu reflektory podświetlają najpiękniejsze fragmenty architektury, tworząc tajemniczy i zachwycający obraz. Cisza, spokój i taki czar dziwny, który sprzyja zadumie i wyciszeniu. Mam wrażenie, że czas się tu zatrzymał, cofnął, i biegnie innym torem. Nawet ludzie tu mijani wydają się jacyś inni, dalecy od pogoni za dniem dzisiejszym.
   Niby to środek miasta, ale taka swoista enklawa, z dala od hałasu i aut – miasto w mieście.
   Z racji ogólnej swej "zabytkowości" śródmieście znów rusza z kopyta w odnawianiu kamienic i – uwaga! – rekonstrukcji np. skwerków na podstawie zdjęć przedwojennych (aż się oko cieszy!), jak choćby oddany w zeszłym miesiącu skwerek przy placu św.Macieja.

   Wieczorem Wrocław nie zasypia. Można spokojnie o trzeciej nad ranem – kiedy dzieci wreszcie śpią – wyjść do Rynku i ma się wrażenie, że to środek dnia, tyle osób się kręci, a wszystkie tak liczne knajpki i ogródki są pełniuteńkie.
   To miasto tętni życiem! I nie jest tak, że tylko młodzi ludzie balują, o nie – wrocławianie są młodzi duchem i pełen przekrój wiekowy można spotkać na nocnym wypadzie!
   Wybór miejsca na kawkę czy piwko jest stałym dylematem, bo ogrom ich w pełnej gamie stylów i klimatów – od wręcz zabytkowych wnętrz, wypełnionych antykami lub chociaż starociami, w licznych piwnicach i przyziemiach, przez już prawie kultowe kluby, jak np. Jazz Klub "Rura", do hal fabrycznych, pełnych szalejących ludzi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i na obecny stan ducha.
   Restauracje również oferują pełen wachlarz smaków i podają ciepłe dania często do ostatniego gościa. Rzadko się zdarza, że kucharz poszedł do domu, bo późno (po namyśle – nie chciałabym być żoną kucharza z wrocławskiej knajpki...). Cenowo też na każdą kieszeń, bo i dwudaniowy obiad za 7 zł można zjeść, smaczny i w ładnym wnętrzu!

   O kinach, teatrach, filharmonii pisać nie będę, ale jak opera w plenerze i częściowo na wodzie, to gdzie?! No wiadomo – Wrocław! 

Wyspa Słodowa - miejsce wielu imprez i koncertów

  Na wystawioną na Odrze w pobliżu Ostrowa Tumskiego Giocondę Amilcare Ponchielliego bilety kupowano nawet za oceanem i myślę, że warto było zobaczyć tę malowniczą operę, wystawioną na scenie zbudowanej na wodzie, której drugi akt kończy się spaleniem statku przez Enza i jego ucieczką prosto w nurt Odry. Przedstawienie zachwycało muzyką, kostiumami, scenografią i klimatem, który budowało otoczenie.
   Opera Wrocławska słynie ostatnio z niekonwencjonalnych rozwiązań. Skrzypka na dachu wystawiono na dachu Galerii Dominikańskiej (centrum handlowego) i brały w nim udział żywe zwierzęta gospodarskie. Tosca była grana w trzech miejscach (każdy akt w innym) – w katedrze św. Marii Magdaleny, przecudnym barokowym wnętrzu Auli Leopoldyńskiej (jednym z największych niesakralnych zabytków tego okresu w Europie) i wreszcie na parkowym Wzgórzu Partyzantów, a widzowie dowożeni byli autokarami.
   W Trubadurze na scenie występowało naraz 600 osób i można było podziwiać rycerstwo i konie w pełnym rynsztunku (przyjechali z pobliskiego zamku Książ) oraz obserwować, jak staczają prawdziwe pojedynki. W Nabucco występowały słonie, w Strasznym dworze sokoły, a w Aidzie konie i wielbłądy.
   I choć ktoś złośliwie może powiedzieć, że te niecodzienne inscenizacje spowodowane są trwającą od lat odbudową gmachu operowego po pożarze, to nie da się ukryć, że kulturalnie wrocławianie na tym zyskują, bo, jak powiedziała w jednym z wywiadów dyrektor opery Ewa Michnik: "Jak ludzie nie przyjdą na operę, to przyjdą choć wielbłądy zobaczyć"...
   Piszę to dla was i taka mnie naszła refleksja, że choć nie jestem wrocławianką z urodzenia, to chyba jednak już się nią czuję po 15 latach zamieszkiwania, bo kocham to miasto zielone, tętniące życiem i pełne zabytków. I może nie jest to żadne egzotyczne miejsce, ale z pewnością warte odwiedzenia.

Na zdjęciach, od góry:
Ostrów Tumski, widok z Bulwaru Dunikowskiego
Wieża kościoła św.Elżbiety z kamieniczkami "Jaś i Małgosia" u podnóża
Kościół św.Marcina (pozostałość po zamku piastowskim)
Stare Jatki
Wyspa Słodowa – miejsce wielu imprez i koncertów


Zdjęcia: Mariusz Łoś



{jos_sb_discuss:20}

 


Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl