Pipidówa

Pipidówa
 


   Miejscowość, której nie ma na mapie. Rozmiar nieduży, jakieś trzy kilometry kwadratowe, niespełna pięćśet dusz. Jakże łatwo mi ją jednak zlokalizować. I jakże łatwo o sentyment w oczach, gdy kierując się dość znanym sąsiedztwem stawiam na mapie kropkę. To tu. Starorzecze Noteci. Trzy kilometry do plebanii. Również trzy do siedziby gminy, dwadzieścia do powiatu. 

   Cóż, trzy krzywe ulice, nie ma czym się chwalić... Powygrzewamy się w cudzym słoneczku? Plebania leży w miejscowości, z której pochodził profesor Akademii Jagiellońskiej – Jan z Ludziska. Gmina ma siedzibę w jednym z największych europejskich centrów wytwórstwa sody oczyszczonej. Powiat zaś – w mieście starym i nadobnym, acz nieco podupadłym, słynnym niegdyś  z kopalni soli. 

   Trzy krzywe ulice to jednak nie wszystko. Mamy tu jeszcze kapliczkę. Most nad Notecią, który wieczorową porą był miejscem spotkań natury romantycznej. Przystanek PKS-u, pełniący rolę centrum dla młodzieży. I nieduże gospodarstwo rolne, ogrodzone murem, zatrudniające część mieszkańców. Jako dzieci podkreślaliśmy z dumą, że mieszkamy w Zakładzie Doświadczalnym i bardzo obruszało nas, gdy ktoś mówił "PeGeeR". Faktem jest, że i po zmianie ustroju Zakład Doświadczalny takowym pozostał, opierając się prywatyzacji. Więc prócz trzech ulic, kapliczki i gospodarstwa są też pola uprawne i zwierzęta. Konkretnie owce i gęsi.

ilustracja: spinelli/pinezka.pl

 
   W dawnych, niedobrych czasach doświadczenia służyły głównie optymalizacji chowu owiec (przy okazji udało się wyhodować czarne merynosy z początkowo białego stada). W tej chwili mięso owcze raczej nie należy do produkowanych masowo, wełna też nie przynosi zysku, owce straciłyby całkiem na ważności, gdyby nie sezonowa produkcja serów z owczego mleka. Natomiast w siłę urosły gęsi. Podobno co druga polska biała gęś pochodzi właśnie stąd. 

   W jeszcze dawniejszych i nieco lepszych czasach, gdy pobliskie miasteczko gminne nie było miastem przemysłowym, ale pruskim kąpieliskiem, gdy w Jeziorze Pakoskim pełno było ryb, a nie tlenku rtęci, a miasto powiatowe było luksusowym kurortem – w tamtych czasach gospodarstwo, dużo większe niż teraz i ukoronowane pięknym pałacem położonym nad Notecią, należało do rodziny arystokratów i, jak mówi plotka stugębna, zostało podzielone po równo (pod względem wartości) i niesprawiedliwie (pod względem urody) między dwóch braci. Jeden dostał ziemię i piękny pałac, drugi tylko ziemię i mało urodziwy dworek ekonoma, oddalony zresztą od pałacu o ponad kilometr.
   Dziś biały klasycystyczny pałac nad jeziorem jest Domem Starców, zaś dworek – dodatkowo oszpecony dobudowanym biurowcem w stylu socjalistycznym – pełni funkcję siedziby Zakładu Doświadczalnego. Powstałe w ten sposób dwie wioski noszą to samo imię, z przydomkiem odpowiednio – "Mała" i "Wielka".

   Wokół dworku rozciąga się nieduży, zaniedbany park, niegdyś musiał być perełką sztuki ogrodniczej, o czym świadczy nagromadzenie rzadkich odmian drzew i staranny dobór kolorów listowia, widoczny szczególnie jesienią. Dziś park służy jako miejsce do spacerów z psem. Za parkiem niegdyś rozciągały się pyszne sady, wiosną cieszące oko i nos niezwykłą ilością kwiecia, jesienią zaś radujące podniebienie starymi odmianami jabłek i śliwkami. Sady, niestety, zostały zracjonalizowane za późnego Gierka, ustępując miejsca kotłowni, której blaszany komin burzy idyllę krajobrazu. Za sadami bowiem rozciąga się skrawek ziemi niczyjej, kawalątek pierwotnej nadnoteckiej dziczy - pasemko bagien, otaczające niewysoki kopiec zwany przez tubylców "Okopem". Królestwo ptactwa i dzikiej roślinności. Jedyna w okolicy wypukłość, na którą spoglądaliśmy tęsknie, ale i z wyrzutem w śnieżne zimy, dzierżąc w dłoni sznurek od sanek. Wymarzone miejsce do zabawy w Indian, piratów, wojnę czy Robinsona Cruzoe. 

   Okop. Milczący świadek dziejów. Wieść gminna niosła, że to faktycznie okop poniemiecki, co było zadziwiające, gdyż jako żywo żaden front tędy nie przebiegał. Aż któregoś lata przyjechali archeolodzy i zburzyli mit. Okazało się że Okop jest tylko drugim Biskupinem i do tego gorszym, bo nie warto go restaurować! Odtąd większość ówczesnych dzieciaków z naszej wioski może się poszczycić posiadaniem kilku neolitycznych skorup (z tych, których nie warto było składać w całość). I świadomością, że historia naszych krzywych trzech ulic jest starsza od niejednego wielkiego miasta. 

Niektóre z neolitycznych skorup opłacało się zrekonstruować.

Dworek, fot. E.M. Wojciechowscy
Dworek
Pałac, fot. E.M. Wojciechowscy
Pałac


Autorzy zdjęć: Marek i Ewa Wojciechowscy

Ilustracja: spinelli/pinezka.pl


  {jos_sb_discuss:20}

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl