Opona, Tomek z Boca, Ryczoncy Jelen

bez ogonkuf
 
i inne opowiadania


   Jeremy snul swoje opowiesci, kturych nie sposub zapamientac bo jest tego za durzo (mielismy plan go cichcem nagrac i spisac ale nie zdonrzylismy – jak wruci to na pewno to zrobimy), na przyklad o pewnym rzolnierzu, ktury podlegal Jeremy'emu w czasie slurzby, z pochodzenia Indianinie, nazwijmy go Ryczoncy Jelen. Oturz rzond amerykanski robi co morze, rzeby zatuszowac paskudne kartki ze swej historii i Indianom na tom okolicznosc wolno urzywac peyotlu bo to czensc ich kultury i religii. I Ryczoncy Jelen otrzymywal w wojsku paczki od rodziny z peyotlem.

o pewnej wyprawie

   Teraz o kolegach Nataszy z pracy, a konkretnie – szefie i koledze. Pojechali oni albowiem gdzies na pulnoc do NJ, bo rodzina kturegos z nich miala samochud i dala go w prezencie, tylko trzeba bylo po niego pojechac. Wienc pojechali we dwuch jednym wozem, rzeby wrucic dwoma. Jak przystalo na doswiadczonych i ostrorznych kierowcuw, sprawdzili istotne sprawy, jak poziom oleju i paliwa i ruszyli w droge. Nie sprawdzili jednakrzerz opon, a w ogule to nie wzieli pod uwage, rze na pulnocy jurz nie ma lata i niekoniecznie te opony na kturych wyruszyli bendom tam sie sprawdzac. No i jedna pieprznela, ale rze mieli kolo zapasowe to jom wymienili. Gorzej, rze pieprznela druga. Jest tu taki serwis drogowy polegajoncy na tym, rze placi sie 70$ rocznie i ma sie gwarancje, rze w razie potrzeby na terenie calych Stanuw oni czlowieka sciongnom. Ale oczywiscie rzaden nie mial tego oplaconego, bo karzdy zakladal, rze ten drugi oplacil. Rzaden terz nie mial srodkuw platniczych na sciongniencie fury, na szczenscie mieli firmowom kredytowom karte, czystym przypadkiem, wienc im fure sciongneli za cienrzkom kase. Potem jurz tylko ten koles wracal rzeczonom furom, bo szef mial wrucic drugom. Jak przystalo na czlowieka mondrego i umiejoncego czerpac z przerzytych doswiadczen, oplacil uw serwis za 7 dych – wiadomo, na goronce Pan Bog dmucha – i ruszyl w nocy w droge, caly zadowolony i rozbujany. Niestety, w ciemnosciach wjechal na opone. Bo tutaj cienrzaruwy jak im sie zjebie bierznik to nie zmieniajom opony, tylko sam bierznik, i ten bierznik jak jest stary to sam odpada w trasie, jak nie przymierzajonc stara skura wenrza. Tak rze jak sie jedzie amerykanskom autostradom i czuje swond palonej gumy, to nalerzy znacznie zwolnic i uwarzac na droge, bo to oznacza, rze cienrzaruwa z przodu wlasnie zrzuca opone. Zostaje potem na drodze taki gumowy dlugi flak i na to wlasnie koles wjechal. Flak sie z impetem zawinol i pierdolnol w silnik od spodu, koles prubowal pojechac dalej, ale zaczelo smierdziec, szczekac i kichac, wienc sie poddal i caly dumny zadzwonil po (jurz oplaconom) pomoc drogowom. No i zajechal do firmy z fasonem i samochodem przyturlanym przez fachowcuw, opowiedzial co sie stalo, ale nie zadzwonil do szefa mu zeznac co i jak, bo sie bal. W miendzyczasie do studia zajechal szanowny malrzonek mojej siostry i ona mu opowiada calom tom historie, a on na to "no jak to? to ten samochud nie jezdzi? i ten koles o tym wie? no przecierz wlasnie widzialem jak sie z jakoms dziwom wybierali tom furom nad ocean..." Tak jest, trzeba miec fason do konca, niech sie fura na smierc zajedzie, ale jak sie ma dziwe, to trzeba jom furom na plarze zawiezc!

A teraz o tym, jak dostalam rower

   Oturz siostra Alexa przez dwa dni w tygodniu pracuje przy obsludze jakiejs aukcji, czy czegos takiego, i serwuje rzarcie. Czensto przynosi do domu z pracy jakies fanty do jedzenia, typu sandwicze o grubosci 15 centymetruw. I zanim Alex zaczol pracowac w swoim ukochanym fachu, przez dwa dni pracowal z siostrom. Pierwszego dnia przyszedl wstrzonsnienty i muwi rze jak wyszedl, to zobaczyl na smietniku calom mase jedzenia, ktura nie zostala sprzedana. Zastanawial sie, czemu nie dadzom tego jakiemus homlesowi, ale polityka tego kraju na to nie zezwala (jakby im dac rzarcie, to by nie mieli motywacji do pracy. Kij z tym, rze i tak nie pracujom, tylko dostajom za darmo food stamps, bo polityka tego kraju to equal opportunities i zero dyskryminacji rasowej). No i nastempnym razem jak szedl do pracy, to muwi mi tak: "koncze kolo trzeciej, ale potem wezme to rzarcie zanim je wyrzucom i poszukam jakiegos homlesa i go nakarmie, przecierz to nie morze tak po prostu na smietniku lerzec, wienc wruce troche puzniej". Jako rze generalnie sie z nim zgadzam, wienc nie protestowalam. No i faktycznie, wrucil puzniej i muwi, rze zajechal do parku w kturym bylo durzo homlesuw, oni rzucili sie na rzarcie jak wyglodniale psy, a on jak wracal, to znalazl w krzakach calkiem dobry, prawie nowy rower, w kturym trzeba jedynie wymienic jednom dentke. No i tak dostalam rower. To tyle na razie, ale bendzie wiencej, nie chce mi sie tyle pisac.

o Tomku z Boca Raton

   No zaczelo sie od tego, ze Michal z Nataszkom zainstalowali sobie GaduGadu, by rozmawiac z jednom kuzynkom (reszta rodziny urzywa messengera). I gadali, a tu nagle pucuje sie jakis Tomek z pytaniem: "znasz jakies fajne laseczki w West Palm Beach?" Akurat Natasza byla przy kompie, wienc odpisala, rze jest rzonom Michala i ma w dupie laseczki, a potem przyszlismy my i zaczelismy sie na biednym Tomku wyrzywac. W koncu Michal sie wkurzyl, rze koles wie, rze rozmawia z menrzatkom i prubuje z niom flirtowac i goscia wylonczyl. Potem mu sie Tomkiem odbijalo przez tydzien, np. jak w Delta Force nagle sie jakis Tomek pokazal (a malo Polakuf tam bylo), to Misio od razu: "jestes z Boca??" ale gosc byl z Gorzowa i to mu tylek uratowalo. Potem sie kolerzanka Magda B. objawila w GaduGadu oryginalnym haslem: "to ja!" i Misio terz myslal w pierwszej chwili, rze to Tomek go przesladuje. Nie bylo innej rady. Musialam sobie GaduGadu zainstalowac i zagadac do Misia jako Tomek. Znacie mnie przecierz. Naklonilam terz tate naszego, rzeby mu sie w Krakowie nie nudzilo, rzeby sie przylonczyl, strescifszy mu uprzednio, o co chodzi. Tata stanol na wysokosci zadania i wystartowal z haslem: "No macie jakies fajne 'widoczki' w Palm Beach? bo te w Boca sie nam jurz mocno opatrzyly..." i tak na zmiane Michalka atakowalismy. Arz doszedl do wniosku, rze ten Tomek to morze nawet fajny byc (przedstawialismy sie z imienia, wienc nie przyszlo mu do glowy sprawdzic naszego id, a rzecz jasna nie przyznalismy sie, rze my to teraz mamy zainstalowane, wienc nic nie podejrzewal). I jurz zaczol pisac, rze sie na niego nie gniewa za flirty z rzonom, itd. Wienc przyznalam sie i potem gonil mnie z siekierom przez pul godziny. 

PSL

   No, a teraz o tym, dlaczego nie mieszkamy z tesciowom i dlaczego mieszkamy w St. Lucie... historia jest dluga i zawila.
   Wiadomo bylo od dlurzszego czasu, rze Jeremy, brat Alexa, pojedzie do Kuwejtu. Jeremy jest postaciom niezwyklom i nalerzy mu sie osobna strona, ale to nie dzis i nie jutro, bo mam durzo pracy. W karzdym razie wyszlo na to, rze wyjerzdrza on zaraz po swientach. Wienc oczywiscie w noc borzonarodzeniowom udalismy sie do lasu spalic pare samochoduf na porzegnanie. Nie robilam zdjenc, bo bylo ciut zbyt hard core'owo, ale postaram sie przekazac nastruj tej pienknej nocy.
   Zabralismy sie do lasu z Alexem, jego kolegom z pracy – Joe'm, Jeremym i Michalem. Tam oczywiscie wiele innych ekip imprezowalo, a w jednej z nich byl koles o bardzo odstajoncych uszach, ktury terz szedl na wojne, i jak jego ekipa sie zmenczyla imprezom, to sie dolonczyl do nas i poszli szukac z Jeremym samochoduf, kture morznaby spalic (a Michal i Alex siedzieli przy ognisku i komentowali: "chlopie, co jest na rzeczy z wojskiem i tymi uszami?" bo Jeremy terz ma wielkie odstajonce uszy i razem wyglondali jak para sloniontek). Facet mial na nazwisko Tire, czyli Opona, a do tego ksywe Roid (skrut od Hemoroid – nawet tlumaczyl nam geneze tegorz, ale jej nie pamientam), przy czym ja uwarzam rze jak ktos ma takie nazwisko, to rzadna ksywa jurz nie jest potrzebna. Chlopcy znalezli trzy fury w rurznych czensciach lasu, a w ramach aperitifu postanowili zdetonowac znaleznom skrzynke przeterminowanego sprayu na niedzwiedzie (znaczy cos, co ma chyba misia obezwladnic przy blirzszym spotkaniu). Bardzo fajnie wybuchaly, no ale w koncu od tego som. Potem wyruszylismy do pierwszego samogochodu, ktury byl zagrzebany troche w bagnie, wienc nie morzna go bylo do naszej bazy przyciongnonc, tylko rze tak powiem, gura musiala przyjsc do Mahometa. Zjaral sie bardzo fajnie, chlopcy sobie siedzieli na boku i komentowali "bracie, tylko nie wrzucaj tej Opony do ognia..."
   Jak dogorywal (samochud) to pojechalismy fajcyc nastempnego. Ten byl lepszy, bo wienkszy (pulcienrzarufka) i w milszym terenie, morzna bylo sobie sionsc na trafce, przykurzyc i pokontemplowac ("patrz, jak mu sie chlodnica dymi..... aha, faktycznie. Wyglonda calkiem, jakby sie przegrzala"). A potem bodajrze Jeremy wskoczyl na dach (dul samochodu jurz byl rozgrzany do czerwonosci) i Alex dolonczyl do niego i, no nie wiem, to bylo oczywiste, rze jak jeszcze ktos wskoczy, to sie to wszystko zalamie, ale nie bylo to jasne dla Opony. Wienc wskoczyl i wszyscy wpadli do srodka. Opona byl rodzajem pechowca, bo Powersowie jakos tak spadli, rze szybko wyskoczyli, a on niby terz, ale jednak sie solidnie przyjaral. Uratowala go zapewne jego wojskowa kurtka, ktura jakoby w ogniu wytrzymuje minute, zanim splonie. Potem byl trzeci samochud – on sie nadawal do transportu, wienc jeden wuz go ciongnol, a drugi pchal (w srodku siedzieli Michal z Alexem). Objechalismy tym pociongiem wszystkie bagna w okolicy, nawet nikt nie zostal ranny (w czasie jednej z wczesniejszych wypraw chlopcy znencali sie nad czensciowo jerzdrzoncym wozem, ale rze przodu jurz prawie nie mial, to chlodnice umoscili na tylnym oknie. I ona sie zagotowala i pierdolla. Czensciowo na Briana, najlepszego kumpla Alexa, a czensciowo na sufit, ktury przytopila i Brianowi dolorzyla jeszcze kawalkami stopionego obicia. Na pogotowiu go przyjeli bez czekania, co tutaj jest niesamowite – jak niedawno Piotrusia ugryzl pitbulterier, to czekalismy prawie 5 godzin, w koncu jak sie zrobila 1 nad ranem, to olalismy i wyszlismy).
   Kiedy z samochodu jurz nawet jedna srubka sie nie ostala, wrucilismy do ogniska i browcuw, a Jeremy snul swoje opowiesci, kturych nie sposub zapamientac, bo jest tego za durzo (mielismy plan go cichcem nagrac i spisac, ale nie zdonrzylismy – jak wruci, to na pewno to zrobimy), na przyklad o pewnym rzolnierzu, ktury podlegal Jeremy'emu w czasie slurzby, z pochodzenia Indianinie, nazwijmy go Ryczoncy Jelen. Oturz rzond amerykanski robi co morze, rzeby zatuszowac paskudne kartki ze swej historii, i Indianom na tom okolicznosc wolno urzywac peyotlu, bo to czensc ich kultury i religii. I Ryczoncy Jelen otrzymywal w wojsku paczki od rodziny z peyotlem. I Jeremy za bardzo nic nie mugl zrobic, kiedy widzial Ryczoncego Jelenia, jak stal przed jednostkom nawalony kaktusem, jak dzialo z krzynkom piwa i metodycznie rozwalal butelki o sciane ("Szeregowy Ryczoncy Jelen, co wy tu kurwa robicie?" " Melduje poslusznie sierrzancie Powers, rze rozpierdalam butelki od piwa o sciane").

   Na sniadanko swionteczne jedlismy militarne rzarcie Jeremy'ego. Nie wiem, czy tu jakiejs tajemnicy wojskowej nie zdradzam, ale musze napisac, jak to wyglonda. Rzarcie jest zapakowane prurzniowo w grubom plastikowom torebke. A ta torebka jest w drugiej torebce. A w przestrzeni miendzytorebkowej znajduje sie chemikalium, zdaje sie to, kture sie tradycyjnie kradnie z pracowni chemicznych i wrzuca do kibla by wybuchlo, bodajrze sud, a morze inne guwno, w karzdym razie wystarczy otworzyc troszeczke zewnentrznom torebke i nalac tam odrobine wody i rzarcie sie samo gotuje. A na rzarciu informacje takie: minimalna dawka dzienna to tyle a tyle, generalnie trzeba jesc, bo niejedzenie jest niebezpieczne gdyrz powoduje: spadek wagi, brak sily, brak motywacji, spadek odpornosci i takie tam. Jako kobieta nigdy sie na takom lekture o jedzeniu nie natknelam, zawsze przeslanie bylo dokladnie na odwrut.

(cdn)

{jos_sb_discuss:20}
 

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl