(Nie) tylko w Nowej Zelandii



   Gdzie się kupuje normalny polski twaróg w Nowej Zelandii?  No, jak to gdzie? Oczywiście w... niemieckiej piekarni! Z twarogiem jest tu problem, bo mleko się nie zsiada, nawet takie niepasteryzowane. Po prostu brak odpowiednich bakterii. Niedawno koleżanka (Rosjanka), dała mi słoik "zaczynu na kwaśne mleko", ale to nie to samo. Wolę ten z piekarni.

   Najlepszą cielęcinę sprzedają w fabrycznym sklepie z... lodami. Dostałam poufnie tę wiadomość, wchodzę więc do sklepu, ale trochę mi głupio. Wszędzie kartony z lodami (takie po dziesięć litrów), wafle, czeklolada do posypywania... Rozglądam się i pytam: "Cielęcina jest?" Okazało się, że właśnie "wyszła", ale będzie w środę.
   Jeśli ma się ochotę na ogórki kiszone, to najlepsze (takie bez cukru) są do dostania u holenderskiego rzeźnika. No co? Ogórek to nie mięso?
   Nie wspomnę już nawet o tym, że w każdym papierniku (tak, taki sklep z zeszytami i długopisami) sprzedają czekoladki, gumę do żucia i prażoną kukurydzę. À propos czekoladek. Ptasie mleczko, torcik wedlowski i mordoklejki można kupić w rosyjskim sklepie o wdzięcznej nazwie "Skazka". Cukierki "Bajeczne", nomen omen, też można tam nabyć. Nie wiedzieliście, że to wszystko rosyjskie produkty?

sklep Skazka

Sklep Skazka


   Po kozie serki jeżdżę na sam koniec Auckland. Tam, pomiędzy drobnymi kolorowymi domkami, wije się zwykła polna droga, zakurzona lub zabłocona – w zależności od pogody. Po kilkuset metrach droga kończy się olbrzymim pastwiskiem, po którym brykają kozy. Jest tam też szopa, w szopie olbrzymia lodówa, w lodówie zaś serki, mleko i jogurt – wszystko pochodzenia koziego. Obok lodówki stoi pudełko bez wieczka, do którego wkłada się należność za zakupione towary. Można też samemu wydać sobie resztę. Sprzedawcy nie ma.
   Miód kupuje się podobnie, tyle że trzeba pojechać jeszcze kawałek dalej na północ.
   Truskawki można co prawda dostać w każdym sklepie prawie przez okrągły rok, ale w lecie największa frajda to zbierać je samemu. Zwłaszcza że przy zbieraniu zazwyczaj wkłada się jedną truskawkę do koszyka, a dziesięć wprost do ust.
   Jajka przepiórcze widziałam ostatnio w sklepie z oponami samochodowymi: leżały sobie przy kasie. Ale mnie już w Nowej Zelandii nic nie zdziwi.



   Powinnam się dawno uodpornić, bo nie tylko zakupy w Nowej Zelandii zaskakują. W roku 1990, pamiętam datę doskonale, włóczyłam się po Europie. W Hiszpanii chciałam wysłać znajomym kartki. Wchodzę więc na pocztę, stoję pół godziny w ogonku, wreszcie dopadam okienka:
– Dwa znaczki na pocztówki do Polski i sześć do Afryki Południowej proszę.
– Znaczki? – dziwi się urzędniczka – to nie na poczcie przecież.
Poczułam się jak ta Kaczka Dziwaczka.
– To gdzie tutaj kupuje się znaczki? – gryzę się w język, żeby przypadkiem nie zapytać o praczkę.
– No, jak to gdzie? W estancos.
– Przepraszam, gdzie?
– Tam, gdzie sprzedają papierosy.

No jasne. Od razu powinnam była zgadnąć.


Zdjęcia autory

{jos_sb_discuss:20}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl