Korespondencja z Hesji


czyli spokojny żywot przedmieścia

 
   Korespondentka z przedmieścia małego niemieckiego miasteczka donosi...

    ...że wiosna i lato to szczególnie malownicze pory roku. Każdy, kto zmysł estetyczny ma (czasem przekraczający wszelkie wyobrażenia), śpieszy do najbliższego obi lub na targ w celu nabycia bylin, pnączy, sadzonek czy też cebulek. Kto jest wzorowym ogrodnikiem, wyhoduje sobie sam i jeszcze odstąpi sąsiadowi.

    Wszędzie, nawet w miejscach pozornie do tego nieprzeznaczonych, piętrzą się, zwisają, wiją i pną różnego rodzaju rośliny. Głównie pelargonie. Z każdego okna obowiązkowo zwisają odmiany wiszące, w każdym ogródku, choćby najmniejszym, w doniczkach, odmiany stojące. Kwiaty przed domkami prywatnymi, kwiaty przed blokami czy kamieniczkami z muru pruskiego. Przed wiejską chatynką kwiaty ozdabiają  nieużywany już, a ustawiony w ogrodzie w charakterze dekoracyjnym, wóz drabiniasty. Na skrzyżowaniach, na środku ronda, prócz zwykłej trawiastej wysepki - pelargonie, tulipany, róże, jakieś wspaniałe pnącza o wielkich, fioletowych kwiatach.

    Mój osobisty hit to pobliskie gospodarstwo, gdzie gnojówka otoczona jest murkiem, na którym stoją skrzynki z czerwonymi pelargoniami. Po prostu cudeńko... czujecie ten klimat? Na tym moim przedmieściu ostała się tylko jedna, niestety, prawdziwa zagroda - ale mimo to ryk krów i gdakanie kur słychać z każdej strony, a zapach owej świeżej gnojówki przypomina o nawożeniu pola (nie zapominajmy, że znajdujemy się w mieście - małym bo małym, ale z tradycjami:)).

   Taaa... ten swojski, znajomy zapach...
    Za polem las, czyli upragniona wolność, zieleń... Dzikości jednak nie uświadczysz. Do lasu można doskonale zrobić sobie wycieczkę rowerem... wcale nie górskim, lecz zwykłym, spacerowym - wszystkie  główniejsze ścieżki są pięknie wyasfaltowane. Przecież leśniczy jakoś musi dojechać do swojej sekcji zarządzania...
    Tak samo jak rolnik, który na pola wjeżdża asfaltówką, w najgorszym razie wysypaną żwirem drogą... Jakież to praktyczne, bo kiedy wyjeżdża, już po ciężkiej pracy, na główną szosę, nie zostawia na niej błotnych śladów (Ordnung muss sein)... A i dla ciężkiej maszyny wybetonowana droga jest dużo lepsza, niż miękka miedza.
Ta logika jednak i praktyczność jakoś nie pasuje do niedziewiczo-dziewiczej łąki o przypadkowo wydeptanych ścieżkach donikąd, o które się nikt nie troszczy... A te ostatnie jakoś cieplej wspominam, niż "porządne" leśne drogi (choć wspaniale jeździ się po nich rowerem czy rolkami... Ale to już zupełnie inne wspomnienia).

    Wracając do niemieckiego porządku... Na takim miejskim, małomiasteczkowym przedmieściu wszystko musi być czyste. Więc nie zdziwcie się, jak zobaczycie babcię zamiatającą ulicę normalną miotłą miękkowłosą. Ulica też musi być czysta… I bardzo dobrze, przecież jeżdżą po niej mercedesy i beemki starszych obywateli, sąsiadów.
Nie wiem, skąd się bierze ten pęd do dobrobytu na stare lata, ale donoszę, że im Niemiec starszy, tym bardziej wypieszczony samochód posiada, szczególnie właśnie tych dwóch marek. No, w końcu to dobre, niemieckie produkty... jak wszystko tutaj... niemieckie jest. Niemieckie masło w  supermarkecie (Deutsche Butter), niemieckie jajka (Deutsche Eier); może kto się pokusi i znajdzie nawet niemieckie pomarańcze?

    Korespondentka donosi dalej, że zbliża się weekend. Czas poświęcania się rodzinie i naszym ukochanym ogródkom. Z piwnic wyciąga się kosiarki i inne narzędzia ogrodowe robiące potężny hałas... Ale głośno może być tylko w wyznaczonych godzinach, zwłaszcza w weekend. I tego trzymają się wszyscy.
    Po południu nadciąga cisza, pod wieczór czuć zapach rozchodzący się znad smakowitych grillów, a w centrum zapełniają się ogródki piwne. Ale tylko do 22-giej - potem towarzystwo musi przenieść się do lokalu. Cisza nocna obowiązuje wszędzie i każdy się do tego paragrafu bez gadania stosuje - jakżesz by mogło być inaczej? 
    W niedzielę, dla pobożnych, kościół. Kto nie był, gorąco polecam wizytę. Im mniejsza parafia, tym bardziej rodzinnie. Co prawda nie wszystkim to odpowiada, ale jest miło, sympatycznie, w wielkie święta  organizowane są nawet wspólne śniadania (np w niedzielę wielkanocną). Każdy każdemu uśmiech, po nabożeństwie pastor żegna się z wiernymi, stojąc u drzwi wyjściowych i podając rękę.

    Spokojne to życie na tym moim przedmieściu. Sielskie i miłe. Komu się znudzi, hajda do miasta... Ale tam to już zupełnie inne życie... i zupełnie inna korespondencja.



Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl