Świąteczne migawki z bliska i daleka

Szopka przed katedrą na Myong-dong

Święta Bożego Narodzenia bez śniegu? Wigilia bez dzielenia się opłatkiem? Zupę ryżową na wigilijnym stole, skośnookiego Mikołaja lub Trzech Króli rozdających prezenty, radosne adwentowe festyny, czy długie wakacje tuż po Świętach też trudno sobie wyobrazić. W wielu zakątkach świata bożonarodzeniowe świętowanie wygląda bardziej lub mniej egzotycznie. Miejscowe zwyczaje splatają się z chrześcijańskimi świątecznymi tradycjami, nadając im niepowtarzalny, nigdzie indziej niespotykany koloryt.

Zobaczmy więc, jak wygląda oczekiwanie na Boże Narodzenie w Bawarii, Święta w pełni lata w Argentynie i zupa ryżowa zamiast barszczu z uszkami w Korei.


Koreańska szopka

   Chrześcijaństwo dotarło do Korei dopiero w XIX wieku i obecnie religię tę wyznaje około 25 procent społeczeństwa (Korea liczy sobie prawie 47 i pół miliona ludności). Sporo, jak na państwo azjatyckie, jednak w porównaniu z Europą niewiele i zapewne z tego powodu Boże Narodzenie ma tu raczej komercyjny charakter, zbliżony do Walentynek czy Halloween.

    Pięknie przystrojone choinki, mrugające światełka, rozdający prezenty amerykański Santa Claus  i inne świąteczne akcesoria pojawiają się w ogromnych ilościach w każdym hotelu, centrum handlowym i na ulicach. W radiu i telewizji zabrzmi czasem znajoma świąteczna melodia. Bez problemu można kupić okolicznościowe kartki, bo zwyczaj ich wysyłania rozpowszechnił się także wśród niechrześcijan.

   25 grudnia jest dniem wolnym od pracy. Już kilka dni wcześniej sklepy nawiedzają tłumy ludzi korzystających ze sporych obniżek cen. W święta znakomicie sprzedają się ciasta. Obdarowywanie się prezentami z okazji Bożego Narodzenia nie jest Koreańczykom obce, ale wręczanie podarków na wielką skalę odbywa się dopiero w czasie chińskiego Nowego Roku.

   Brak w Korei unikalnych, świątecznych zwyczajów. Jedynie jedzenie, serwowane też czasem w kościołach, jest typowo koreańskie – zupa z ryżowymi placuszkami i kimchi. Kościoły organizują zbiórki pieniędzy dla biednych, w czym aktywnie biorą udział rozśpiewani kolędnicy.
   Przed niektórymi kościołami na choinkach wiszą karteczki z listą prezentów dla dzieci z domów dziecka (zwykle są to tak prozaiczne rzeczy, jak buty czy kurtka) – ludzie zabierają karteczki z wybranym prezentem i przynoszą go potem do kościoła. To zwyczaj, który przywędrował do Korei wraz z Amerykanami.

   Skoro są kolędnicy i msze w kościołach, nie dziwi też bożonarodzeniowa szopka przed katedrą na Myong-dong. Jest żłóbek, święta rodzina, owieczki i... są buciki zostawione przed wejściem.

Beata Szczechura


Boże Narodzenie w Argentynie

    Trudno jednoznacznie opisać tradycje związane z Bożym Narodzeniem w Argentynie. Indigenos mają swoje obyczaje - zresztą nie ma tu wielu tubylców, bo konkwistadorzy i późniejsi kolonizatorzy postarali się o to, by niedobitki  autochtonów (zwanych też aborigenos) wzięły nogi za pas i uciekły do Boliwii lub do Peru. Argentyna stanowi mieszankę różnych nacji, ba - na północy mieszkają nawet żydowscy gauchos!
     Mieszkańcy Capital Federal w Prowincji Buenos Aires, jako potomkowie emigrantów - Hiszpanów, Włochów, Polaków, Niemców, Brytyjczyków, Arabów,  Koreańczyków etc., na pewno świętują tak, jak świętowano za czasów ich dzieciństwa, kontynuując rodzime tradycje.

    Poniższy opis jest więc z konieczności niepełny oraz schematyczny, o czym autorka lojalnie informuje.

    Niewątpliwie, okres Świąt Bożego Narodzenia w Capital Federal Buenos Aires może trochę szokować przyjezdnych Europejczyków. I to już na wstępie. W żarze niemal czterdziestostopniowym stoją sobie na skwerkach świątecznie przystrojone choinki, rozdający cukierki Mikołaje dekują się w klimatyzowanych pomieszczeniach hipermarketów, młodzież szkolna szykuje się do trzymiesięcznych wakacji, bo za chwilę rozdanie świadectw... 
    Grudzień to odpowiednik naszego czerwca, z tym, że temperatury są tu o wiele wyższe niż w Polsce. Nic więc dziwnego, że nawet Wigilia pełni rolę fajerwerkowej fiesty z zabawą uliczną, ogólną fraternizacją, ogniami sztucznymi, których łuna całkowicie przysłania blask pierwszej wigilijnej gwiazdki. W mentalności Argentyńczyków moment zadumy nad przemijaniem, wyciszenie się w otoczeniu wąskiego grona rodziny, przypada w noc sylwestrową, zaś Boże Narodzenie jest wdzięcznym powodem do ogólnej radości i zabawy.

    Dzieci otrzymują prezenty od Dzieciątka Jezus lub Papy Noëla o północy 24 grudnia, po uroczystej wieczerzy (która w przypadku mieszkańców Buenos Aires zazwyczaj odbywa się...  w restauracji).
    Ponadto, w Świeto Trzech Króli istnieje tradycja podobna do polskiej, praktykowanej 6 grudnia. Różnica polega na tym, iż podarków nie roznosi Święty Mikołaj, szusujący po nieboskłonie w swych saniach, ciągnionych przez renifery. W tej części świata, 6 stycznia do domostw fatygują się aż trzy osoby, zostawiając prezenty obok pokoju dziecka. Dlatego też w noc poprzedzającą Święto Trzech Króli maluchy kładą na parapecie lub na balkonie siano i wodę dla strudzonych wielbłądów, którymi podróżują Mędrcy Świata, Monarchowie...

    Ines, moja nauczycielka hiszpańskiego, do dziś z rozrzewnieniem wspomina, jak z braciszkiem 5 stycznia upychali siano do swoich bucików i stawiali wraz z wiaderkiem wody na tarasie przy pokoju, by rankiem następnego dnia znaleźć tam podarki od Trzech Króli...

    Cóż,  jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż w samej Jerozolimie temperatura w grudniu oscyluje wokół dwudziestu stopni powyżej zera, a Trzej Królowie w żaden sposób nie mogli przedzierać się do Betlejem przez śnieżne zaspy w mroźnej zawierusze, to może pora wyjąć sianko spod świątecznego obrusa i położyć je przy oknie? A nuż i nas 6 stycznia spotka miła niespodzianka?

Feliz Navidad!

neverman


Adwentowo - świąteczna Bawaria

    Ostatni tydzień listopada.
    W powietrzu unosi się zapach pierniczków, wanilii, cynamonu i Glühweinu - czyli grzańca. Na szczęście, zamiast listopadowej pluchy lekki mrozik, gdzieniegdzie odrobina śniegu. Tak jak co roku, “adwentowania” czas zacząć. Okres adwentowy obchodzony jest tu bardzo uroczyście i hucznie, właściwie bardziej niż same Święta. Każde, nawet najmniejsze, miasteczko stawia sobie za punkt honoru utworzenie tzw. Christkindlmarkt - czyli, w wolnym tłumaczeniu, jarmarku przedświątecznego.

    Najbardziej znane - te z dużych miast, jak Norymberga lub Regensburg, obrosły już legendą. Całe wycieczki przyjeżdżają z bliższych lub dalszych okolic, by pooddychać tą specyficzną atmosferą. Bajecznie kolorowe sznury lampek choinkowych, którymi przystrojony jest cały Rynek i okolica, tworzą łunę nad miastem, nie potrzeba więc przewodnika, by trafić w to czarowne miejsce.
    Zapachy dobiegające z dziesiątek straganów drażnią przyjemnie nozdrza i kuszą, by zakupić paczuszkę pierniczków, cukrową watę, owoce zatopione w karmelu, banany w czekoladzie i mnóstwo innych smakołyków. Oczywiście, na amatorów "czegoś konkretnego" czekają stoiska z pieczonym mięsem i tradycyjną grillowaną kiełbaską, tzw. Bratwürst, z bułką i musztardą. Atmosfera, mimo zimowej aury, jest tu gorąca. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na coś na rozgrzewkę "od wewnątrz", ustawia się w długiej kolejce do stoiska z Glühweinem, czyli grzańcem. Kupuje się go w specjalnych kubeczkach, co roku innych (np. w tym roku w kształcie Mikołajowego buta), za który płaci się kaucje i można go oddać lub nie. Traktowane są jak reklama, no i gratka dla kolekcjonerów.

    Zaspokoiwszy potrzeby ciała, można zająć się duchem. Oprócz straganów konsumpcyjnych, znajduje się tu mnóstwo kramików z choinkowymi błyskotkami, magicznymi talizmanami i kadzidełkami. Lady pełne  książek sąsiadują z dewocjonaliami. Pucułowate uśmiechnięte aniołki muskają skrzydłami radosnych Mikołajków, błyszczące gwiazdki zdobią kolorowe, często ręcznie malowane, kartki bożonarodzeniowe.
    Oczywiście, nie tylko dorośli znajdą tu coś dla siebie. Atrakcje typu: karuzele, kolejki jeżdżące po szynach, dorożki z prawdziwymi końmi (co w miastach jest nie lada atrakcją), mnóstwo loterii fantowych - stanowią spore zagrożenie dla portfeli rodziców.
    Wspomnieć tu też należy, że zysk z wielu stoisk przeznacza się na cele charytatywne.

    Przy okazji jarmarków otwierają swe podwoje galerie sztuki, małe sklepiki z rękodziełem, księgarnie oraz bardziej prozaiczne, tekstylno-galanteryjne, ze specjalnymi cenowymi ofertami przedświątecznymi.

    Zmęczeni, pełni wrażen i w świetnych humorach (tu zasługa grzańca), wracamy do domu. Pora zająć się adwentowym wieńcem. Dla tych niezbyt uzdolnionych manualnie dobrym wyjściem będzie kupno gotowego. Jeśli jednak zręczne palce pozwolą, najlepiej zrobić go samemu. Tradycyjny, adwentowy wieniec to dekoracja na cztery adwentowe niedziele. Wystarczy parę świerkowych gałązek, cztery świece i przystrojenie fantazyjne błyszczącymi wstążkami, by stworzyć własne dzieło sztuki. Zapalana w kolejne niedziele świeca przypomina o nadchodzących Świętach.

świąteczna dekoracja, fot. sabba/pinezka.pl

    Przedświąteczne jarmarki kończą się 23 grudnia. Po miesiącu hałasu, rozgardiaszu na ulicach, miasta i miasteczka cichną. Następuje pełna skupienia cisza w oczekiwaniu na Święta Bożego Narodzenia. Pora na odwiedzenie pięknie udekorowanych katedr lub maleńkich, wiejskich kościółków.
    Nie ma tu jednak tradycyjnej Wigilii z łamaniem chlebem lub opłatkiem. Nie ma stołu z dwunastoma postnymi potrawami, nie ma zjazdów rodzinnych. Brakuje nocnej Pasterki, w czasie której pierwszy raz rozbrzmiewają kolędy. 

    Mieszkając tu, przyzwyczajeni do polskiej tradycji, sami musimy sobie ten nastrój stworzyć. Bardzo często "tubylcy"-znajomi zapraszani są do naszych wigilijnych stołów i łza im się w oku kręci, wzruszonym magią tego jedynego w roku wieczoru. Bawarczycy świętują właściwie w następne dwa dni. Oczywiście, obowiązkowo dzień zaczyna się w kościele, a później następuje biesiadowanie - często w restauracjach, odwiedzanie krewnych i znajomych. Dzieci otrzymują prezenty od Nikolausa - czyli naszego Mikołaja. Dwa dni zadumy i odpoczynku. Dla dzieci czas ferii, które trwają do 6 stycznia, czyli Trzech Króli - ostatniego dnia, w którym pięknie ustrojone drzewka cieszą nasze oczy.

    Oczywiście, w międzyczasie czas na sylwestra - nie różni się on prawie od znanego nam, z mnóstwem fajerwerków i wielkimi balami lub kameralnymi spotkaniami w gronie najbliższych. Po Nowym Roku czas na  "Fasching" - karnawałowe bale, z czego cieszą się najbardziej właściciele sklepików, sprzedający bajecznie kolorowe stroje - za "odpowiednią" cenę, rzecz jasna. W ostatni dzień przed Wielkim Postem nawet urzędnicy i sprzedawczynie w sklepach witają nas w oryginalnych strojach.
    Potem następuje czas postu. Ale to już temat na zupełnie inne Święta.

Jolanta Ordon Ziemlanski


 

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl