Boso przez Teksas

ilustr. AnetaHg/pinezka.pl



    Zawsze zachowuję pierwsze wrażenia z lądowania w jakimś miejscu, a lądowanie na lotnisku w Dallas będzie mi się kojarzyć z... bosymi nogami. Bo to jest tak - jeśli ktoś lubi zwracać uwagę na buty (tak, buty, zwyczajne buty), po wyjściu z lotniska będzie miał okazję zobaczyć mnóstwo ludzi maszerujących lub biegnących przez terminale boso. 


  Większość znajomych, gdy słyszy, że mieszkam w Teksasie, ma jedno skojarzenie i pytanie: czy w Teksasie wszystko jest wielkie?
    To przekonanie pochodzi chyba od samych mieszkańców, którzy stale podkreślają, że wszystko u nich jest wielkie...  No i nie mogę się z tym zgodzić! Owszem, sama powierzchnia, którą zajmuje Teksas na mapie Stanów Zjednoczonych jest ogromna, ale zwyczajne życie i zwykła architektura teksańska są jak najbardziej w normie!

    No, ale nie będę opisywać tylko wielkości Teksasu... bo w Teksasie życie toczy się na różne sposoby, w zależności od tego, gdzie się mieszka. Wiele osób wyobraża sobie Teksas jako teren suchy, górzysty i pokryty czerwoną ziemią.  Te wyobrażenia pewnie wzięły się z westernów. No właśnie - jaki jest Teksas: czy taki, jak z filmów? Nie, Teksas to teren zróżnicowany, zachód tego stanu jest górzysty i pokryty kanionami, wschód nizinny i zielony. 

    Już podczas lądowania w Dallas, z okien samolotu widzimy płaski i nizinny krajobraz, w którym brak jest gór i koloru czerwonego, za to przeważa widok zieleni, błękitu basenów i zabudowań wielkiej aglomeracji miejskiej. Zawsze zachowuję pierwsze wrażenia z lądowania w jakimś miejscu, a lądowanie na lotnisku w Dallas będzie mi się kojarzyć z... bosymi nogami. Bo to jest tak – jeśli ktoś lubi zwracać uwagę na buty (tak, buty, zwyczajne buty!), po wyjściu z lotniska będzie miał okazję zobaczyć mnóstwo ludzi maszerujących lub biegnących przez terminale boso. Boso biegają dzieci, boso chodzą panny w sportowych ubraniach, przemieszczając się z jednego terminalu na drugi. A obuwiem, które dominuje (jeśli ktoś nie biegnie na bosaka), są tzw. kowbojki – noszą je różne pokolenia. Ktoś powie, że bosonogich pasażerów można spotkać na każdym lotnisku, ale do tej pory, na tyle odwiedzonych przeze mnie lotnisk, nie spotkałam się z tym zjawiskiem w tak dużej skali. 

    Cóż się okazuje – bose nogi nie tylko stąpają po terminalach lotniska. Mieszkając tutaj i odwiedzając wioski teksańskie, zauważa się wiele dzieci, które boso wybiegają z samochodów do sklepów. Myślałam początkowo, że to tylko wiejskie zwyczaje, przecież sama, będąc małym brzdącem, biegałam całe dnie boso...
    Jednak latem, kiedy klimat teksański zmienia się z ciepłego na gorący i mocno wilgotny, boso chadza się również w sklepach. Sama widziałam ludzi, którzy po asfaltowych, rozgrzanych parkingach biegli do sklepu właśnie na bosaka... Tych bosych stóp nie polubiły sklepy, w których wystawiono tabliczki z napisem: "Prosimy przychodzić do sklepu w obuwiu", do tego marketingowo ustawiono wielkie kosze z obuwiem na sprzedaż.

    Ale poza tym, oprócz bosych stóp, w Teksasie panują normalne zwyczaje. Każdy mieszkaniec budzi się z rozleniwieniem rano i maszeruje do pracy. Niektórzy, bardziej wysportowani, uprawiają jogging w pobliskim parku. Inni w tym czasie starają się przebić przez miejskie korki do pracy. Jedna rzecz mi się nasuwa na myśl: faktycznie wielkie są w Teksasie – autostrady! Trzeba przyznać, że pasy na autostradach są bardzo szerokie (mają po pięć do siedmiu pasów w każdą stronę, czyli razem około piętnastu!).
    Dallas ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć dróg i autostrad, zarówno darmowych, jak i płatnych. Podczas wizyty w Seattle byłam zaskoczona wąskimi pasami tamtejszych autostrad, o wiele węższymi, niż te teksańskie.

    No tak, zatem wróćmy do Dallas i zwyczajnego życia mieszkańców, którzy na dobrze rozbudowanych i szerokich drogach pomykają zazwyczaj samochodami z napędem na 4 koła, czyli różnego rodzaju terenowymi chevroletami, dogami, lub pick-upami. Ten ostatni rodzaj samochodu jest szczególnie przeze mnie nielubiany, nie ze względu na sam samochód, tylko tych, którzy siedzą za kierownicą. Zazwyczaj pick-upy są w posiadaniu mieszkańców przyjeżdżających z Meksyku – ci uwielbiają pakować na swoje pojazdy cały dobytek, w tym wszelkie środki czystości, począwszy od mioteł, do kubłów z farbami... I tak niezabezpieczone tobołki wiozą, zasuwając szybko samochodem przez autostrady... Najbardziej niebezpiecznym bagażem są materace, które często lądują na poboczu lub na środku drogi.

    Ruch na drogach ustaje. Ale tylko na chwilę, aby około południa znów się zwiększyć – tym razem teksańczycy wybierają się na lunch. O tej porze nie dość, że trzeba przebijać się przez uliczne korki, to należy z premedytacją polować na miejsce na parkingu. Otóż mam sprawdzoną receptę na takie "polowania": wjechać na parking, intensywnie myśleć, kto właśnie się objadł i wychodzi do samochodu, uważnie się rozejrzeć za maszerującymi ludźmi i już wtedy śledzić takiego człeka... aż dojdzie do swojego pojazdu. Wtedy konieczne jest włączenie kierunkowskazu, na znak, że to ja zaklepuję miejsce!

    Kiedy już spokojnie zaparkujemy, wybieramy się do restauracji. Dallas i okolice polecają różnorodną kuchnię dla każdego podniebienia. Oczywiście na pytanie o kuchnię teksańską, po pierwsze, należy polecić restauracje serwujące steki. Ale ich nie jada się na lunch – o tej porze dnia podaje się najczęściej sandwicze czy zupy. Ja o tej godzinie zazwyczaj jadam śniadanie razem z lunchem, zatem, na spółkę z mężem, serwujemy sobie kanapkę 1-stopową (red.: bułkę długości ok. 30 cm) z sieci Subway. Często też odwiedzam piekarnię, zwaną Panera Bread, gdzie można zjeść zupę chilli z kanapką. Sądzę, że większość ludzi, jak i ja, jada lunch w restauracjach, w towarzystwie znajomych.
    Po lunchu wszyscy biegną jeszcze popracować, aby około piątej, szóstej wsiąść w samochód i w ulicznych korkach dojechać do domu. Niektórym mieszkańcom taka droga zajmie godzinę, a niektórym i dwie – zależy, gdzie kto mieszka.
    Wsiadając w Teksasie do samochodu, trzeba pamiętać, żeby pewnie wjeżdżać na autostrady i dostosować się do prędkości innych samochodów, które i tak zazwyczaj przekraczają tę dozwoloną. Teksańscy kierowcy są mniej uprzejmi niż, na przykład, kierowcy waszyngtońscy. Tutaj powinno się zdecydowanie zmieniać pasy lub wciskać między samochody, nie oczekując, że kierowca za nami zwolni prędkość swojego wielkiego pick-upa.

    Gdy wysiądziemy zza kółka, warto odpocząć przy dobrej kolacji lub w barze z piwem. W mojej okolicy jest prohibicja! W promieniu 20 mil nie można zakupić wina ani piwa w sklepach. Owszem, w restauracjach podaje się drinki, ale te lokale z mozołem muszą wywalczyć pozwolenie na procentowe trunki. Bary, gdzie można wypić piwo, oprócz drinków serwują też telewizyjne rozrywki sportowe, aż dudni tam w uszach od dźwięków dobiegających z telewizora. 
    Zatem ja najczęściej wybieram na wieczorny odpoczynek księgarnię, w której kupuję wielki kubek kawy pepermint mocha (serwowanej tylko w przedświątecznym okresie) lub coffee mocha, zakopuję się w stercie magazynów, książek i tak potrafię spędzić trzy godziny.

    Co niektórzy wybierają innego rodzaju rozrywkę popołudniową, a mianowicie zakupy. Tak zwany shopping jest chyba najczęściej wymienianym hobby Amerykanów! Trudno mi zrozumieć, że shopping może być jakimkolwiek hobby, ale w amerykańskim społeczeństwie jest. Odpowiedź na pytanie o hobby mrozi mojego fryzjera; gdy nie odpowiadam standardowo: shopping, nasze tematy wspólne się kończą ;-) 

    Ale wróćmy do tego shoppingu, który niekiedy muszę uprawiać, a czasami nawet z własnej, nieprzymuszonej woli odwiedzam wszelkiego rodzaju sklepy. Shopping zazwyczaj odbywa się w miłej i koleżeńskiej atmosferze; teksańczycy są niebywale rozmowni. Gdziekolwiek się pojawiam, jestem zagadywana o opinie na temat przymierzanej sukienki lub obuwia. Często napadają na mnie ludzie, pomimo że ukrywam się między środkami czystości i szczotkami. Ale i w takim dziale potrafi mnie dopaść starszy jegomość i opowiedzieć historię miotły w jego domu... Takie zaczepki przyjmuję z sympatią, bo bardzo lubię rozmawiać z ludźmi mieszkającymi w Teksasie. Ulubioną przeze mnie grupą ludzi, z którymi rozmawiam o wszystkim i o niczym, są mechanicy samochodowi, którzy ochoczo wymieniając olej, rozgadują się na wszelkie tematy życiowe. Generalnie trudno być w tym stanie samotnym, teksańczycy są bardzo otwarci i przyjemni; można się spodziewać, że otrzymasz zaproszenie do wymiany telefonów od najmniej znanej ci osoby. Zachód słońca nad Dallas, fot.autory

    Dzień się kończy, po miłych pogawędkach oraz przeczytaniu stosu książek w księgarni wracam do domu, z którego mam piękny widok na rzekę. Stąd często obserwuję zachody słońca, które są naprawdę spektakularne ze względu na kolorystykę i sprawiają wrażenie "wielkich" - to pewnie dlatego, że płaski teren daje niezły widok na horyzont i powoduje że niebo jest wielkie! Jak wszystko w Teksasie?
    A dziś... Zwyczajny dzień tygodnia, na weekend wyjadę znów na wieś, gdzie będę obserwować biegające boso dzieci, podziwiać rancza i widoki teksańskiego spokojnego życia...



Zdjęcia autory

Zobacz, co się jada w Teksasie


{jos_sb_discuss:20}

Komentarze (3)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl