Kartki z emigracyjnego pamiętnika

Okrak emigracyjny

   Ojcu poświęcam...

    Nie zamierzałam nigdy wyjeżdżać na dłużej. W przeciwieństwie do koleżanek, snujących opowieści, jak pięknie by było, gdyby jakiś bogaty wujek z Ameryki lub ciocia z "Reichu" przysłali zaproszenie. Opowieści barwne, bo szara rzeczywistość siermiężnych lat osiemdziesiątych skrzeczała boleśnie. Na półkach królował ocet i herbata, ulice szaro-bure, pełne zmęczonych kolejkową rzeczywistością ludzi.

 
    No tak - "nigdy nie mów nigdy". Z przyczyn tzw. rodzinnych wyjechałam jednak, lecz w dalszym ciągu przekonana, że tylko na chwilę. Paszport załatwiany w ostatniej chwili, wiza wystana w kolejce do ambasady w Warszawie, chaotyczne pakowanie. Ot, tu rzucony sweterek, tam łańcuszek, nieład ogólny, no bo "przecież za chwilę tu wrócę, to posprzątam"...

    Hmm... wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ta "chwila" potrwa długie lata...

    Jeszcze bilet, pociąg, brać studencka z gitarami na dworcu, śpiewająca piosenki na pożegnanie (ku uciesze ciekawskich pasażerów), gwizdek konduktora i... odjazd do innego świata...
    Dla dzisiejszych dwudziestolatków brzmi to wszystko jak "Baśnie z Tysiąca i Jednej  Nocy".
    Półki sklepowe uginają się od zachodnich towarów - problem tylko w tzw. środkach płatniczych. Wtedy były to nieosiągalne i często nieznane artykuły.

    Pierwszy szok po wyjściu z pociągu. Dworzec w jednym z większych miast bawarskich, bijący po oczach światłami, reklamami, maleńkie sklepiki, kuszące mnóstwem egzotycznych owoców i innych darów natury, odbitych w lustrach potęgujących efekt. Zapachy i aromaty drogeryjek, wołających: wejdź i kup najnowszy kosmetyczny hit!, i mnóstwo innych ciekawostek, na które nieprzyzwyczajony człowiek reagował, prawie jak dziecko, szeroko otwartą gębusią.

    Po pierwszym szoku chwila oddechu - droga do tymczasowego "domu".
    Na szczęście nie typu lager - czyli obóz dla przesiedleńców, tylko normalne mieszkanie - hmm - normalne... Widok budynku z zewnątrz - przydymione szyby, nowoczesna konstrukcja - coś w rodzaju ekskluzywnego hotelu. W środku wykładziny na korytarzach, winda pomimo tylko dwóch pięter. Tym razem mi się udało. Uniknęłam tłoku, piętrowych łóżek i racji żywieniowych dziennych jak w prawdziwym obozie, bo w przeciwnym razie zrobiłabym natychmiastowy w tył zwrot.

    Pierwsza noc pod obcym dachem, innym niebem - przespana częściowo. Nadmiar wrażeń, nowe otoczenie, ludzie, mówiący obcym językiem, w którym tylko bitte i danke było zrozumiałe, nie bardzo koiły do snu.
    Ktoś obok, co będzie jutro, pojutrze, słowa ojca, kołaczące gdzieś w głębi duszy: pamiętaj, masz wrócić... Chaos myśli, uczuć... Zapadam w sen...

Cdn.


Patrz: Odc. 2

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl