Piąta pora roku

    Tłusty czwartek, tutaj zwany Altweiber, jest tradycyjnie dniem, gdy miastem rządzą kobiety. Burmistrz oddaje im klucze do miasta. Poprzebierane w różne, mniej lub bardziej zabawne, a zawsze bardzo kolorowe stroje baby stawiają na głowie całą düsseldorfską starówkę, wypełniają po brzegi knajpy przy Bolker Strasse i… uwaga panowie! Obcinają krawaty!


    Piąta pora roku zaczyna się 11.11 o 11:11. Tego dnia na düsseldorfskim rynku, a dokładniej na cokole pomnika Jana Wellema, budzi się do życia błazen Hoppeditz. I z tym dniem zaczyna się stan wyjątkowy, trwający do Środy Popielcowej (następnego roku oczywiście). 

    Stan ten ma swe apogeum w dniach między Tłustym Czwartkiem a nastepującym po nim poniedziałkiem. W ciągu tych pięciu dni miasto przeobraża się z szarego zimowego molocha w barwny cyrk. Szanse, by w tym czasie załatwić jakiekolwiek urzędowe sprawy, są mizerne. Wiele firm zamyka swe podwoje i wysyła pracownikow na mniej lub bardziej zasłużony urlop. Część z nich skorzysta skwapliwie z paru wolnych dni, by zwinąć kredki i zniknąć z miasta. Dla większej części urlop ów będzie wypełniony po brzegi rozrywką.

    Tłusty czwartek, tutaj zwany Altweiber (= stare baby), jest tradycyjnie dniem, gdy miastem rządzą kobiety. Burmistrz oddaje im klucze do miasta. Poprzebierane w różne, mniej lub bardziej zabawne, a zawsze bardzo kolorowe stroje, baby stawiają na głowie całą düsseldorfską starówkę, wypełniają po brzegi knajpy przy Bolker Strasse i… uwaga panowie! Obcinają krawaty! Przy czym żaden dżentlemen nie ma prawa brać im tego za złe.
    Stąd też proszę się nie dziwić w trakcie wizyty w urzędzie czy banku, że panowie z reguły nie są ubrani według obowiązujących w tych instytucjach kanonow (że nie wspomnę o nieortodoksyjnie odzianych paniach) ...

    Następne dni stoją również pod znakiem imprez oraz ostatnich przygotowań do poniedziałku, zwanego Rosenmontag (=Różany Poniedziałek ), w Düsseldorfie najpóźniej od 12:00 dnia wolnego od pracy. Tego dnia przez Stare Miasto przeciąga wielki pochód przebierańców (Rosenmontagszug), któremu przywodzą Hoppeditz oraz wybrani w pierwszych tygodniach stycznia Książę i Księżniczka – nowy "zarząd" miasta.
    Za nimi nadciągają stowarzyszenia karnawałowe, z przygotowanymi przez nie ogromnymi wozami, ozdobionymi figurami z papier-maché i drewna. Tematyka dekoracji czerpie z wydarzeń politycznych i medialnych minionego roku.
    Oczywiście, niemało także niezrzeszonych przebierańców, choć by móc wziąć udział w pochodzie, trzeba specjalnego pozwolenia oraz niebanalnych strojów. Również wśród gapiów – a jest ich bardzo wielu, sporo osób zjeżdża z całego kraju (dzięki czemu mieszkańcy starówki robią niezły interes, wynajmując miejsca w oknach) – nie brak fantazyjnych strojów. Nie brak też zupełnie małych obserwatorów, dla których Zug jest wielką atrakcją, nie tylko dlatego, że ma się wolne od szkoły, ale także z powodu rzucanych w tłum słodyczy.

    Po pochodzie, któremu tradycyjnie towarzyszy średnio udana pogoda, wypada nieco rozgrzać się od zewnątrz i od środka, w związku z czym znów  nawiedzane są okoliczne knajpki. Nawiedzane licznie, bardzo licznie, szczerze mówiąc trudno sobie wyobrazić, że na jednym metrze kwadratowym może się zmieścic tylu przebierańców i do tego nie tylko pokrzepiać się fizycznie, lecz również tańczyć, szaleć... aż do północy we wtorek, kiedy to dla przeciętnego imprezowicza bal się kończy. Zrzeszeni w towarzystwach karnawałowych mają w programie jeszcze wspólny postny posiłek i... symboliczny pogrzeb Hoppeditza. W mieście nastaje spokój, aż do jedenastego listopada godziny jedenastej jedenaście...

    Skąd bierze się ta zwariowana tradycja, o którą zresztą, bedę szczera, nigdy tego zdyscyplinowanego narodu, jakim są Niemcy, nie podejrzewałam? Tradycja zresztą bardzo nierównomiernie rozprzestrzeniona; w niektórych rejonach Niemiec piąta pora roku nie jest praktykowana, Niemcy północne i wschodnie zadowalają się czterema. Najintensywniej obchodzi się karnawał nad Renem, szczególnie w Moguncji, Kolonii i Düsseldorfie.

    W każdym z tych miast inaczej wyjaśnia się pochodzenie owej tradycji, zwanej również Fastnacht lub Fasching, w każdym inaczej datowany jest jej początek.

    Korzenie karnawału kolońskiego sięgają najgłębiej w przeszłość, do czasów rzymskich, kiedy to w grudniu świętowano Saturnalia - dzień, w którym nie wolno bylo oddawać się poważnym zajęciom. Wszyscy się bawili, szkoły były zamknięte, a niewolnicy i ich właściciele zamieniali się nie tylko ubraniami, ale i rolami. W trakcie Saturnaliów Rzymianie urządzali pochód, który otwierał pozłacany okręt na kołach. Okręt ten ozdobiony był figurami egipskiej bogini Izydy i germańskiej Nerthus. Ta ostatnia wskazuje na powiązanie Saturnaliów z obrzędami pogańskimi. Pochód ten był prawdopodobnie pierwowzorem późniejszych Karnevalszugów.
    Saturnalia obchodzone były do IV stulecia n.e. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa przez Konstantyna zaczęły tracić na znaczeniu.

    Również pogańskie obrzędy przepędzania zimy i witania wiosny wniosły niejedno do tradycji karnawału: przede wszystkim zwyczaj przebierania się, który początki ma w symbolach zimy: Niedźwiedzia, Jelenia i Kozła. Te właśnie zwięrzeta przepędzano z głośnym hałasem, witając wiosnę. Także obyczaj palenia kukły, który powtarza się we współczesnym nam pogrzebie Hoppeditza (często symbolem tego pogrzebu jest właśnie palenie słomianej kukły) ma swe korzenie w pogańskich obrządkach.

    W średniowieczu Kościół starał się zlikwidować tego typu "diabelskie zabawy", szczególnie intesywnie właśnie w Kolonii, jako mieście arcybiskupim. Karnawał znalazł swoje miejsce w kalendarzu liturgicznym, jako krótki czas szaleństw przed długim  postem i czasem pokuty.

    Na XVII wiek datuje się początek tradycji świętowania Fasching w Moguncji i Düsseldorfie.

    Wraz z upływem czasu oraz zmianami sytuacji politycznej i gospodarczej zmieniało się też oblicze karnawału kolońskiego (który jest najlepiej udokumentowany) – w XVII w. w karnawale dominowały cechy rzemieślnicze, stulecie później kształtowały go warstwy arystokracji, urzadząjac maskowe bale. Pod okupacją francuską w czasie wojen napoleońskich (1794 – 1815) karnawał zaczął mieć również wymiar polityczny i był często wyrazem niechęci do okupanta. Po wyzwoleniu przez Prusaków Fastnacht zaczęła się wykolejać i "chamieć".
    W obawie przed restrykcjami w postaci ostatecznego zabronienia karnawału jako takiego, paru zapaleńców postanowiło ratować Fasching, organizując go. Powstało pierwsze towarzystwo karnawałowe, zwane Komitetem Karnawałowym, odpowiedzialne m.in. za organizowanie pochodu, który miał się stać centralną atrakcją.

    Główną postacią pochodu zostaje Bohater, po 1871 roku zostaje on przemianowany na Księcia, do niego dołączają Dziewica i Chłop, po dziś dzień ta trójka stanowi centralny filar Karnawalu - koloński Triumwirat (Dreigestirn).
    W Düsseldorfie centralne postaci Karnawału to Książę i Księżniczka, zaś karnawał moguncki obywa się z reguły bez rządzących. Postać Hoppeditza znana jest tylko w Düsseldorfie. Różne są też zawołania – Kölle Alaaf w Kolonii i Helau w dwu pozostałych miastach (na temat znaczenia tych zawołań nie ma jednoznacznych poglądów, faktem jednak jest, że są łatwe do wypowiedzenia nawet w stanie upojenia alkoholowego, które nieodłącznie towarzyszy świętowaniu).

    Wracajac do Kolonii i Triumwiratu – interesujący jest fakt, iż wszystkie trzy postacie grane są przez mężczyzn. Towarzystwa karnawałowe tłumaczą ten zwyczaj wieloletnią tradycją. Niektóre posuwają się tak daleko w kontynuowaniu owej tradycji, że zrzeszają wyłącznie mężczyzn.

    Z Fastnacht jednak związany jest również pewien przejaw feminizmu. A mianowicie Weiberfastnacht, zwana też Altweiber. Początek tej tradycji datuje się na koniec XVIII wieku. Wtedy to na Starym Rynku w Kolonii  w Tłusty Czwartek przekupki zrywały sobie nawzajem (i kupującym kobietom) nakrycia z głów. Tłumaczy się to, jako protest przeciwko wydawaniu na siłę za mąż oraz oddawaniu do klasztoru – w jezyku niemieckim takie "oddanie panny w pewne ręce" nazywa się unter die Haube bringen (Haube=czepek).

    W Trzeciej Rzeszy, wraz ze zlikwidowaniem handlu na Starym Rynku i socjalną degradacją tej części miasta, zwyczaj ten zaczął zamierać. Dopiero po II wojnie światowej, wraz z uzyskaniem nowej świadomości i samodzielności przez kobiety, wraz ze zdobyciem przez nie miejsca w gospodarce, Altweiber wrócił do kalendarza. Co więcej, stał się swoistym dniem kobiet. Lub raczej jego parodią, jaką bowiem władzę daje komukolwiek prawo do obcięcia komuś krawata?



Pisząc artykuł korzystałam z materiałów, udostepnionych przez kolońskie Muzeum Karnawału na stronie
www.karneval.de oraz z zasobów düsseldorfskiego Komitetu Karnawałowego www.comitee/duesseldorfer/carneval.de


Zdjęcia pochodzą ze strony Landeshauptstadt Düsseldorf



Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl