Luksus?


ilustr. Joanna Titeux

   Luksus z definicji jest czymś osiągalnym tylko dla nielicznych wybrańców. Kiedy rzecz staje się powszechnie dostępna, traci swój walor ekskluzywności. Luksus to także pojęcie względne – dla niektórych luksusem może być płaszcz za 500 zł, dla innych poprzeczką, powyżej której towar zasługuje na miano luksusowego, będzie kwota 5000 zł. Karmieni zgrzebnością i szarością przez dziesięciolecia, żyjący w świecie niedostatku, za to niedostatku w miarę powszechnego, Polacy wciąż są wobec luksusu nieufni.

    Najbogatsi z listy Wprost kupują dobra luksusowe głównie za granicą, a w Warszawie nie ma butików prawdziwych tytanów luksusu: Hermesa, Louis Vuittona, Prady czy Chanel, choć ma u nas swoje sklepy "waga średnia", np. MaxMara czy Escada. Nasza całkiem niezła znajomość najbardziej elitarnych marek nie jest zatem zasługą ich bezpośredniej obecności na polskim rynku oraz marketingu i reklamy – docierają one do świadomości polskiego konsumenta mimochodem, głównie za pośrednictwem telewizji (Seks w wielkim mieście) i obcojęzycznych magazynów ilustrowanych, przede wszystkim Vogue'a.

    Chociaż nie można u nas kupić wielu oryginalnych obiektów pożądania zorientowanych w modzie Polek, sprzedaż ich kopii to lukratywny interes. Wystarczy zajrzeć na Allegro, by w kilka minut znaleźć torebkę "jak Birkin Hermesa" lub torebkę "od Gucci'ego" (okazja!), za jedyne 29 zł. Kradzież znaku towarowego i obracanie podrobionymi towarami jest przestępstwem, a jednak handel fałszywkami kwitnie. Zwolennicy tanich "replik" argumentują, że przecież legalni właściciele marki i tak zarabiają krocie – gdyby im rzeczywiście zależało na powstrzymaniu masowej kradzieży ich znaków towarowych, obniżyliby ceny.
    Sęk w tym, że ręcznie wykonana, szyta z najlepszej skóry oryginalna "Birkin"*, na którą czeka się na specjalnej liście nawet kilka lat, nie może być i nie będzie tańsza, bo wtedy straciłaby status... symbolu statusu. Producenci dóbr luksusowych wiedzą, że płacąc za ich towary klienci realizują także swoje marzenia o lepszym życiu i aspiracje do przynależności do pewnych kręgów społecznych.

    Większość ludzi postrzega zakup podróbki jako sprawę całkiem niewinną, która nie pociąga za sobą żadnych poważnych konsekwencji. Tymczasem światowy rynek  podróbek wart jest ok. 450 miliardów dolarów i jest ściśle powiązany z innymi, bardzo dochodowymi gałęziami międzynarodowego handlu: narkotykami, fałszywymi pieniędzmi i pirackimi DVD**.
    Te same organizacje przestępcze, które robią kokosy na narkotykach, kontrolują wpływy ze sprzedaży fałszywych Gucci i Vuitton'ów. Jak ocenia Interpol, coraz więcej gangsterów przestawia się na handel podróbkami z bardzo prostego powodu: osoba złapana na próbie przemytu narkotyków zwykle kończy w więzieniu, a w niektórych krajach grozi jej nawet kara śmierci; złapana na przemycie podróbek zazwyczaj wymiguje się grzywną. Interpol przyznaje także, że część dochodów ze sprzedaży podróbek finansuje międzynarodowe organizacje terrorystyczne. Kupując fałszywego Rolexa, przeciętny zjadacz chleba może stać się jednym z milionów "sponsorów" Al-Kaidy. Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że znakomita większość podróbek produkuje się w fabrykach zatrudniających dzieci i dorosłych, pracujących w fatalnych warunkach za głodowe dniówki, to "okazyjna" cena torebki Gucci traci na swej atrakcyjności.

    Pozostaje jeszcze odpowiedź na często padające w kontekście fałszywek pytanie: czy naprawdę podróbki są, jak chcą niektórzy, tak wiernymi kopiami, że nawet specjaliści mają problemy z ich rozróżnieniem? ilustr. Joanna Titeux
    Nie czarujmy się, ten rynek rządzi się prawami masowego popytu: ogromna większość podróbek jest produkowana jak najniższym kosztem, toteż ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Wielu nabywców widziało pierwowzory jedynie na zdjęciach, nie są więc w stanie ocenić, jak dalece fałszywka różni się od oryginału. Bywają też kopie starannie wykonane, ale te kosztują nawet 800 zł. W tej cenie można kupić dobrze zaprojektowane, modne i świetnie uszyte torebki firm ze średniej półki. Lepiej zainwestować w oryginalnego Batyckiego, produkowanego w małej ilości, niż w chińskiego "Louis Vuittona".
    Poza tym fałszywkę zdradza też reszta ubioru jej właściciela/ki – osoba w ubraniach z H&M i butach Gino Rossi z oryginalną torebką – siodełkiem (saddlebag) marki Christian Dior? Hmmm...

---------
* Model "Birkin" Hermes jest jedną z najbardziej pożądanych i najsłynniejszych torebek damskich. Paryska firma Hermes stworzyła ją w 1984 roku, po tym, jak Jean-Louis Dumas-Hermes spotkał aktorkę Jane Birkin w samolocie i obserwował jej zmagania z nieporęcznym bagażem podręcznym. Dumas-Hermes poprosił Jane, by opisała swą wymarzoną torebkę i tak narodziła się ikona mody. Jakość wykonania, pojemność i klasyczny wygląd "Birkin" sprawiają, że od 21 lat jej pozycja na szczycie listy najbardziej stylowych akcesoriów pozostaje niezagrożona.

** Dane zaczerpnęłam z artykułu pt. Fake London, opublikowanym w  Evening Standard Magazine z 11 lutego 2005 r.


Ilustracje: Joanna Titeux/pinezka.pl

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl