O Chinkach bez pezytyków

Moda

   Mój znajomy, pochodzący z południa Chin, na wieść, że przeprowadzam się w jego rodzinne strony, rozmarzył się: – ach, siadłbym sobie teraz na ławeczce i popatrzył na nasze dziewczęta... Zamamrotał coś jeszcze o pełnych biodrach i kształtnych biustach, ale uznałam, że chłopina fantazjuje. Krągłe Chinki? Niemożliwe...



   A jednak! Wcale nie tak mało obywatelek Państwa Środka, choć z reguły drobniejszych i niższych od nas, Europejek, może poszczycić się naprawdę kobiecymi kształtami. A prym wiodą właśnie mieszkanki południowej części Chin. Nawet prasa doniosła niedawno, że średni obwód chińskiego biustu powiększył się o cały centymetr! Miseczki A i B powoli odchodzą w zapomnienie. Ponieważ nie tylko mężczyźni są wzrokowcami, chińska ulica może dostarczyć przyjemnych wizualnych doznań każdemu. O ile nie drażni go feeria barw, mieszanina wzorów i mnogość ozdób.

   Chinki, szczególnie te młodsze, uwielbiają się stroić i robią to również na co dzień. Zakładają więc raczej sukienki i spódnice niż spodnie, do nich buty na obcasie. Dżinsy i t-shirty widzi się głównie na nastolatkach, ale nawet ten strój bywa upiększany haftami, cekinami, aplikacjami ze sztucznych kamieni. Nie pamiętam, żebym widziała Chinkę bez torebki. Trzeba przyznać, że ostre, nasycone barwy noszone nieraz w szokujących połączeniach, dobrze współgrają z ich typem urody. Kolory w których większość Europejek wyglądałaby niekorzystnie, czyni Chinki tylko bardziej interesującymi. Kobiety starają się ubierać tak modnie, jak tylko pozwalają im finanse. W sukurs przychodzą im wszechobecne, mniej lub bardziej udane, za to kosztujące grosze podróbki.

   Moje chińskie koleżanki uwielbiają zakupy. Umawiają się całymi grupami na weekendowe wojaże po sklepach i potrafią spędzić dzień, wędrując od wystawy do wystawy, od bazaru do bazaru. Czasem jedyną zdobyczą jest szal lub apaszka, choć każda ma ich już przynajmniej kilkanaście, czasem tylko wrażenia z window shopping.
   Czasem dokupią jakąś błyskotkę do wpięcia we włosy. Włosy są zdecydowanie największą ozdobą i dumą chińskich kobiet. Ilości kosmetyków do ich pielęgnacji dostępnych w chińskich drogeriach nie ustępują tym w japońskich.

   Makijaż stosują raczej umiarkowanie. Być może jest to kwestia dostępności i cen dobrych kosmetyków. Choć przyznam, że w ciągu kilku lat mojego pobytu tutaj zauważyłam duże zmiany. Renomowane firmy otwierają w Chinach fabryki, kosmetyki tanieją, więc z roku na rok coraz więcej kobiet może sobie na nie pozwolić. Prym wiedzie jednak nie kolorówka, a preparaty pielęgnacyjne – wybielające i chroniące przed zgubnym wpływem słońca. Moda na opalanie nigdy do Azji nie zawitała i nie wygląda na to, żeby w najbliższej przyszłości tak się stało. Trudno tu dostać kosmetyk, który nie obiecuje cudownego wybielenia, choć przeważnie rolę środka "wybielającego" odgrywają w nim filtry słoneczne bądź kwasy owocowe. Koncerny kosmetyczne, jak wszedzie, tak i tutaj zbijają fortunę na kobiecej naiwności i chęci osiągnięcia idealnego wyglądu. Chiński ideał, oprócz tego, że jasnoskóry, powinien też być szczupły, ale to akurat jest dużo prostsze do osiągnięcia, zważywszy na zdrową chińską kuchnię. Chyba, że któraś da się zwieść na manowce panoszącym się już wszędzie fast foodom.



   Choć młode pokolenie kobiet nie stroni od krótkich spódniczek, skąpych topów i dekoltów, to starsze jest bardziej konserwatywne. Swą kobiecość woli podkreślać przy pomocy klasycznych chińskich sukienek, czyli qipao (w dialekcie kantońskim – cheongsam). Ten egzotyczny odpowiednik naszej małej czarnej, popularny tu od dziesięcio- a nawet stuleci, bo wymyślono go jeszcze za czasów dynastii Qing, pasuje na każdą okazję. W zależności od materiału z jakiego został uszyty, długości i koloru nadaje się i na szkolny mundurek, i na suknię ślubną. Nadaje się nawet, co udowodniła jakiś czas temu Gong Li, na filmową galę. Trudno bowiem o korzystniejszy dla kobiecej sylwetki krój.

   Może trendy lansowane na chińskich ulicach nie zawsze są zgodne z tym, co w danym momencie akceptuje tzw. Zachód, ale uważajmy. Chiny pracują nad kolejną sekretną bronią. Ledwo po zachwycającej Gong Li zaprezentowały nam delikatną Zhang Ziyi, a już przygotowują kolejny desant w osobie Gong Beibi. Co, jeśli to Chinki staną się ikonami mody XXI wieku?



Ilustrowała: Joanna Titeux/pinezka.pl


Zobacz też:
O Angielkach bez pezytyków
O Niemkach bez pezytyków
O Dunkach bez pezytyków

Sprawdź też, jak się mieszka w Chinach i jak jada.



Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl