Filtrujemy filtry


   Rokrocznie, wraz z początkiem, lata prasa i reklama przypomina nam o konieczności zaopatrzenia się w tzw. kremy do opalania. Co prawda zamieszczaliśmy już w Pinezceobszerne opracowania o filtrach słonecznych autorstwa Dadeland (Preparaty ochronne z filtrami cz. 1  i cz. 2), ale na ten temat nigdy nie za wiele, zwłaszcza w tak upalne lato.
   Mimo iż badania naukowe i dermatolodzy potwierdzają i podkreślają konieczność codziennego stosowania preparatów ze skutecznym filtrem promieniowania UV, wielu konsumentów nadal ogranicza się do używania tychże środków jedynie na słonecznej plaży. Częściowo winny jest brak szerokiej informacji, jak również niszowe traktowanie preparatów ochronnych, zwanych popularnie filtrami słonecznymi. Często są one dostępne wyłącznie w sezonie letnim. Sami producenci też wprowadzają nas, konsumentów, w błąd lub niedoinformowują.

   Komisja Europejska podjęła z początkiem maja br. działania mające ujednolicić i uprościć system nazewnictwa preparatów ochronnych.

   Na razie konsumenci są jednak zdani na siebie, co ze względu na konieczność poruszania się w gąszczu oznaczeń i produktów może niejedną osobę przyprawić o ból głowy lub nawet o reakcję typu "biorę pierwsze lepsze". Niestety, o ile  w przypadku większości kosmetyków zasada taka raczej nie przynosi szkody, a często też nie robi najmniejszej różnicy, tak w przypadku filtrów pożądana jest dobra znajomość tematu. Nie każdy produkt zatytułowany "bloker słoneczny" lub "całkowita ochrona" faktycznie ją nam zapewni.
   Obecnie znormalizowany i obowiązujący jest jedynie faktor ochrony przed promieniowaniem UVB. Faktor ten nazywa się najczęściej SPF lub LSF; sposób jego wyznaczania określiło stowarzyszenie firm kosmetycznych COLIPA. Jednak okazuje się, że wiele produktów nie jest w stanie zapewnić tak wysokiego faktora SPF, jaki deklarują. Niemiecka fundacja ochrony konsumenta Stiftung Warentest co roku udowadnia, że etykiety mogą kłamać. Najlepiej jest więc nie czytać etykietek ani haseł reklamowych, a studiować listy skladników w poszukiwaniu tych związków chemicznych, które chronią przed negatywnym działaniem promieniowania słonecznego.

   Generalnie filtry można podzielić na filtry mineralne, zwane również fizycznymi, i filtry chemiczne, zwane także organicznymi.
   Pierwsze działają na zasadzie lusterka, tzn. odbijają promieniowanie słoneczne. Zaliczamy do nich dwa naturalne pigmenty mineralne – tlenek cynku (INCI: zinc oxide) i dwutlenek tytanu (INCI: titanium dioxide). Oba uważane są za filtry tzw. szerokospektralne, tzn. chroniące zarówno przed UVA, jak i przed UVB. Badania wykazują jednak, że tlenek cynku jest skuteczniejszy w zakresie długopasmowym (czyli UVA), dwutlenek tytanu zaś lepiej chroni przed UVB i krótkofalowym UVA. Stąd wniosek, że skuteczne mogą być tylko preperaty zawierające (przynajmniej) oba wymienione pigmenty jednocześnie.

   Kremy ochronne oparte na tych substancjach mają szereg zalet, główną z nich jest to, że są świetnie tolerowane, więc nadają się nawet dla najwrażliwszych cer oraz dla małych dzieci. Ponadto są stabilne, tzn. nie tracą swoich właściwości wraz z upływem czasu ani pod wpływem promieniowania czy tlenu. W praktyce oznacza to, że w idealnych warunkach – czyli gdy produkt nie został starty lub zmyty z powierzchni skóry –  nie ma potrzeby ponownej aplikacji preparatu ochronnego bazującego na filtrach fizycznych (bezpieczniej jest jednak mimo wszystko aplikować na nowo co ok. 2 godziny, szczególnie gdy jesteśmy na plaży).
   Niestety, filtry mineralne mają też wady – najbardziej uciążliwą jest barwienie skóry. Osoby parające się pędzlem wiedzą, że zarówno tlenek cynku jak i dwutlenek tytanu są bardzo jasne (biel cynkowa i tytanowa bazują na dokładnie tych samych pigmentach, które latem nakładamy sobie na twarz i całą resztę). I w tej białości sęk. Żeby osiągnąć nominalny SPF z opakowania, należy nałożyć całkiem sporo kremu ochronnego. COLIPA każe wyznaczać SPF dla 2mg na cm2. Enigmatyczna ta ilość oznacza 2,5 ml na twarz i szyję, lub – uwaga! – 30 ml na całe ciało. Jednorazowo, ma się rozumieć. Mineralny filtr nałożony tak grubą warstwą tworzyć może białą maskę gejszy. Ponadto większość receptur bazuje na minerałach rozpuszczalnych w tłuszczach, przez co kremy zawierające filtry fizyczne mogą się wydawać "ciężkie" (dla cer tłustych to zdecydowana wada, dla suchych może być zaletą). Co prawda opracowano różne metody, by niedogodności te zniwelować, najskuteczniejszą z nich jest mikronizowanie pigmentów. Drobno zmielone mineralne "lusterka" nadal spełniają swoją rolę, dają się jednak wymieszać z wodą i nie nadają skórze białego koloru, co najwyżej białawą poświatę.
   Niestety, każdy kij ma dwa końce i okazuje się, że im drobniej zmielone są minerały, tym gorzej chronią w zakresie promieniowania UVA. W ogóle filtry mineralne są raczej kiepskie pod tym względem, co oznacza, że nie chronią dość dobrze przed powstawaniem zmarszczek i przebarwień. Rokrocznie pojawiają się nowe odmiany filtrów mineralnych, w których cząsteczki pigmentów są modyfikowane przez otaczanie ich silikonami, krzemionką, łączenie z manganem etc. Te modyfikacje mogą znacząco zmieniać własciwości użytkowe, ale ochronę przeciw UVA zmieniają tylko nieznacznie.

   Filtry chemiczne reprezentują dużo bardziej urozmaiconą rodzinę. Ich działanie polega nie na odbijaniu światła (choć mamy wśród chemicznych filtrow jeden wyjątek od tej reguły – Tinosorb M, który łączy w sobie właściwości filtra chemicznego i fizycznego), lecz na jego pochłanianiu i zamianie energii świetlnej w ciepło lub też w światło o innej szerokości pasma (często fluorescencyjne, stąd po aplikacji niektórych preparatow z filtrami ma się wrażenie błękitnawej poświaty). Filtrów chemicznych występuje ogromna mnogość, dużo trudniej je spamiętać niż filtry mineralne, które prócz tego że jest ich mało, mają raczej swojskie nazwy. Zasadniczo jednak, jeśli chcemy kupić produkt ochronny, kierujemy się oznaczonym na opakowaniu faktorem SPF. A skoro ów faktor został dla danego kremu wyznaczony, to niewątpliwie krem musi zawierać jakieś filtry chroniące przed UVB. Inna sprawa, czy ów krem faktycznie daje nam deklarowaną ochronę. Tego jednak użytkownik sprawdzić nie może. Może za to skontrolować występowanie na liście składników chemicznych filtrow chroniących przed UVA. Tych jest na szczęście (w tej chwili) tylko siedem, acz i tak mają trudne do spamiętania nazwy.

   Co do wad i zalet filtrów organicznych, to, jak można przypuszczać, nie ma róży bez kolców. Co prawda filtry chemiczne nie barwią skóry tak, jak to robią filtry mineralne, są też generalnie "lżejsze", ale... mogą zabarwiać tkaniny. Włókna sztuczne – szczególnie poliester – trwale. Plamy są szczególnie widoczne na jasnej odzieży. Filtry chemiczne mają też większy potencjał drażniący, stąd osoby o bardzo wrażliwej cerze mogą po aplikacji mieć uczucie szczypania lub pieczenia. Największym mankamentem filtrów chemicznych jest jednak fakt, że niektóre z nich tracą na skuteczności wraz z upływem czasu (głównie dotyczy to Parsolu 1789). Wynika to ze sposobu, w jaki działają. Stąd większość producentów zaleca ponowną aplikację kremów po upływie dwóch godzin, by zapewnić jak najskuteczniejszą ochronę.
   Między bajki wlożyć należy historie o szkodliwości filtrów organicznych (badania udowadniające tę szkodliwość często były przeprowadzone przy zastosowaniu dawek kilkuset razy wyższych, niż te, które aplikujemy zgodnie z zaleceniami COLIPA). Jedynym, który faktycznie mógł mieć negatywny wpływ na skórę, był – wycofywany obecnie z użycia – silnie alergizujący PABA. Podobnie alergizująco może działać benzophenon-3, stąd EU wymogła specjalne oznakowanie produktów (na opakowaniach musi być napisane: "contains oxybenzone"). 

 

Nazwa wg konwencji INCI
Nazwa handlowa (przykładowa)
opis
Filtry szerokiego spektrum (290-400 nm)
lub UVA I (340-400nm)
Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine
Tinosorb S
filtr chemiczny,
Butyl Methoxydibenzoylmethane Parsol 1789 (USA – Avobenzone) filtr chemiczny, cechuje się niską stabilnością, szczegolnie w obecności naturalnych pigmentów (jak np. dwutlenek tytanu i tlenki żelaza), co oznacza że może być destabilizowany np. przez puder do twarzy
Drometrizole Trisiloxane
Mexoryl XL
filtr chemiczny, jedynym właścicielem patentu jest firma L'Oréal i tylko w jej produktach występuje
Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol
Tinosorb M
filtr chemiczny
Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid
Mexoryl SX
filtr chemiczny, jedynym właścicielem patentu jest firma L'Oréal i tylko w jej produktach występuje
Zinc Oxide
tlenek cynku
filtr fizyczny, bardzo popularny, nieefektywny – niestety, by uzyskać porządną ochronę UVA, trzeba stosowac wysokie stężenia
Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate
Uvinul A Plus
filtr chemiczny, produkt BASF, jeden z najnowszych filtrów (zaaprobowany przez EU w styczniu 2005) na razie rzadko spotykany, używany m.in. przez RoC (Johnson & Johnson)
Disodium Phenyl Dibenzimidazole Tetrasulfonate
Neo Heliopan AP
filtr chemiczny, na razie rzadko spotykany, używany m.in. przez RoC (Johnson & Johnson)
Filtry UVB (290-320nm) and UVAII (320-340nm)
4-Methylbenzylidene Camphor
Eusolex 6300
filtr chemiczny
Benzophenone-3
Uvinul M40
(Oxybenzone)
filtr chemiczny
Benzophenone-4
Uvinul MS40
filtr chemiczny
Polysilicone-15
Parsol SLX
filtr chemiczny, najczęściej stosowany w produktach do włosów
Diethylhexyl Butamido Triazone
Uvasorb HEB
filtr chemiczny
Ethylhexyl Dimethyl PABA
Eusolex 6007
(Padimate O)
filtr chemiczny, obecnie rezygnuje sie z niego; jest to jedyny filtr chemiczny o potwierdzonej zdolności wnikania  wewnątrz organizmu
Ethylhexyl Methoxycinnamate
Parsol MCX
(Octinoxate, Uvinul MC)
filtr chemiczny, jeden z najczęściej stosowanych filtrów, często obecny też w kremach pielęgnacyjnych i produktach do makijażu
Ethylhexyl Salicylate
Neo Heliopan OS
filtr chemiczny
Ethylhexyl Triazone
Uvinul T 150
filtr chemiczny
Homomenthyl Salicylate
Eusolex HMS
filtr chemiczny
Isoamyl p-Methoxycinnamate
Neo Heliopan E1000
filtr chemiczny
Octocrylene
Neo Heliopan 303
filtr chemiczny, jeden z najczęściej stosowanych filtrów
Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid
Eusolex 232
filtr chemiczny
Titanium Dioxide
Eusolex T2000,
filtr fizyczny

tabelka opracowana na podstawie zestawienia firmy CIBA

 

   Większość kremów ochronnych zawiera mieszankę obu rodzajów filtrów. Miło by było stwierdzić, że cała nasza praca jako przyszłego nabywcy ogranicza się do wydrukowania powyższego zestawienia i psucia sobie oczu przy studiowaniu wypisanych maczkiem list składników wg INCI. Przykro mi. Sama znajomość nazw związków chemicznych nie do końca wystarczy. Otóż te substancje muszą często występować w odpowiednich proporcjach, stężeniach, muszą mieć odpowiednie substancje nośne, niektóre mogą wzajemnie niwelować swoje działanie lub je wzmacniać, mieć niepożądane skutki uboczne etc. etc. Jednym słowem – jest to wyższa szkoła jazdy.
   Osobom, które lubia wszystko wiedzieć, lub nie uwierzą, jeśli nie zobaczą, polecam skrypt autorstwa Carol Demas pt Sunscreens (książka jest jednak dość naukowa, ale niemal zupełnie wyczerpuje temat).

   Pozostałym wypada polecić kilka produktów zasługujących na miano "porządnego" kremu ochronnego (podaję tylko produkty obecnie dostępne w Polsce). Generalnie warte uwagi są produkty koncernu L'Oréal, do którego należą firmy takie jak Garnier, L'Oréal Paris, Vichy, La Roche-Posay, Lancôme i Biotherm. Wszystkie te firmy używają w produktach ochronnych m.in. filtrów chemicznych Mexoryl (linia słoneczna Garnier prócz Mexorylu XL stosuje także Tinosorb M), zapewniających doskonałą ochronę UVA. W wielu przypadkach receptury kremów różnią się nieznacznie, stąd nie ma potrzeby wydawania majątku na marki ekskluzywne, skoro w drogerii można znaleźć równie dobry produkt. Kolejną firmą, której produkty z linii słonecznej można kupować w ciemno (o ile chodzi o dobrą ochronę, gdyż walory użytkowe, niestety, zawsze trzeba wypróbować na własnej skórze) jest apteczna firma Avene. Kremy ochronne tej firmy dzielą się na czysto mineralne w białych opakowaniach i chemiczno-mineralne w pomarańczowych. Avene jest też jedyną firmą, która nie stosuje w filtrach chemicznych Parsolu 1789.
   Podobnie apteczne firmy Bioderma i SVR posiadają w ofercie doskonałe produkty ochronne.
   Z firm rodzimych Iwostin jest pierwszym zwiastunem zmian na lepsze –  kremy Solecrin zawierają zarówno Tinosorb M jak i Tinosorb S.

   Jak widać, oferta naprawdę skutecznych kremów ochronnych jest, niestety, dość ograniczona i – po raz kolejny niestety – kremy te nie należą do najtańszych. Warto jednak zrezygnować z paru innych kosmetykow i zainwestować w ochronę słoneczną. Nie tylko latem. Efekty są naprawdę widoczne, nawet już po roku (z autopsji piszę).

   Uzupełnieniem kremów ochronnych niech będą też dobre okulary przeciwsłoneczne, niekoniecznie bardzo ciemne, ale za to z certyfikatem UV 400 i kapelusz. W niektórych krajach europejskich można też dostać specjalną odzież ochronną UV. Okazuje się bowiem, że nie każda tkanina faktycznie chroni przed promieniowaniem, szczególnie UVA. Co prawda raczej nie mamy szans się opalić nosząc rozciągnięty biały bawełniany podkoszulek (acz osoby o bardzo jasnej skórze mogą doznać oparzenia słonecznego przez ubranie, szczególnie kiedy jest ono mokre), jednak nie ochroni on nas ani trochę przed promieniowaniem długofalowym. Okazuje się, że tradycyjny lekki, biały, bawełniany t-shirt daje nam ochronę rzędu SPF 5-7. Skuteczniejsze są tkaniny z tworzyw sztucznych, szczególnie nylonu czy poliestru, tkaniny bardzo gęsto tkane i ciemne (co wyjaśnia też, dlaczego ludy pustynne noszą ciemne burnusy) lub w intensywnych kolorach. Ponadto ochrona zmniejsza się, gdy tkanina zostanie zmoczona lub rozciągnięta, stąd nowe ubrania chronią lepiej niż stare i wielokrotnie prane, a  ubrania obszerne lepiej niż przylegające do ciała.
   Specjalne ubrania ochronne robione są z niezwykle ściśle tkanego poliestru, wzbogaconego nanocząsteczkami dwutlenku tytanu, przy czym pigment jest wtapiany we włókno, co zapewnia trwałą ochronę przeciwsłoneczną, niezależnie od wieku tkaniny, ilości prań etc. Ów materiał prawie nie przepuszcza światła – można zrobić test patrząc przez tkaninę na mocną żarowkę. Cechuje go też bardzo wysoka ochrona, ktorą w przypadku tkanin oznacza się faktorem UPF (ultraviolett protection factor). Stopień ochrony określa się dla wszystkich rodzajów promieniowania, tzn. ubrania takie chronią i przed UVA i przed UVB. Warto też zwrócić uwagę na standard UV 801. Odzież zachowująca tę normę nie traci właściwości ochronnych także w stanie mokrym i rozciągniętym. Ubrania tego typu są szczególnie godne polecenia dla dzieci jako osłona przed słońcem, tym bardziej, że szybko schną i są przewiewne.

   Prócz wyżej opisanej technologii stosuje się też tkaniny zewnętrznie powlekane substancjami filtrującymi promieniowanie słoneczne. Wadą tych tkanin jest możliwość wywoływania negatywnych reakcji skórnych oraz fakt, że przy kolejnych praniach ochrona słoneczna sukcesywnie się wymywa. Przed kilku laty na rynku niemieckim można było dostać produkt, który niwelował ten mankament, a mianowicie proszek do prania z filtrem UV. Proszkiem tym można też było poprawić właściwości ochronne posiadanej już odzieży. Mimo dużej skuteczności –  koszulka bawełniana o wstępnym faktorze ochronnym SPF 15 po jednokrotnym praniu uzyskiwała SPF 50 –  oraz faktu, że ani ceną, ani wpływem na skórę, ani "siłą prania" proszek ów nie odbiegał od innych, został on wycofany ze sprzedaży. Jedynym problemem była niewielka tendencja do zmiany kolorów jasnych tkanin. Oraz fakt, że nie sprzedawał się dobrze. Z czego wynika, że informacji o ochronie słonecznej nigdy dosyć.


Ilustrowała: Joanna Titeux/pinezka.pl

Komentarze (3)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl