Blikujący seks fotograficy Zuzanny

 Zuzanna zrezygnowała z uprawiania sztuki ku uciesze domowej li tylko gawiedzi: czuła się par excelence artystką i jako taka łaknęła oklasków. Najpierw zagnieździła się na amatorskim, potem na quasi–profesjonalnym vortalu fotograficznym i szerokim frontem poczęła Zenona zdradzać z tłumem maniaków płci trzeciej. Trzeciej, gdyż dwubiegunowa klasyfikacja płci osobników, którym w najlepszym razie pieprzyć się mógł balans bieli, ewentualnie głębia ostrości – nie miała najmniejszego sensu. Tradycyjnie pojmowana płciowość nie posiadała i posiadać przecież nie mogła realnej wartości dla nowych znajomych Zuzanny, gdyż żywoty swe nie tyle wiedli, co im się one lepiej lub gorzej kadrowały.

czytaj dalej…
 

Spragnieni miłości


Pan Eustachy Masełko, jak pewna część innych ludzi, cierpiał z powodu braku osoby, którą mógłby kochać z wzajemnością i która kochałaby go z wzajemnością. Wzajemność w tym przypadku nie jest pozbawionym głębszego znaczenia jedynie stylistycznym powtórzeniem, ale warunkiem, dość wyraźnie podkreślanym i zwrotnym, który bez cienia wątpliwości definiuje zapatrywanie się pana Eustachego na relację partnerską – w każdym razie relację, którą wymarzył.

czytaj dalej…
 

O łzogennych prezentach i przestrzennej wyobraźni

(dialog mikołajowo-dydaktyczny)


– Mikołaju, ona dzisiaj już trzy razy od mamy ścierką zarobiła! Donosiciel, skubany. Co się czepiasz?! – wrzeszczy mała na to. – Jestem grzeczniejsza niż w zeszłym roku! Wtedy oberwałam  pasem, na Wigilię!

czytaj dalej…
 

Nie taki diabeł straszny, jak męczący

   Każdy ma swojego diabła. Mój przeważnie leży bezczynnie na kanapie, wgapiając się w ekran telewizora. Przerzuca bezmyślnie kanały, od czasu do czasu rzucając jakąś niecenzuralną uwagę o polskim show biznesie. Jest dość grubawy i włochaty. Typ antypatyczny.

czytaj dalej…
 

Widok z drzewa

   W jego oczach podniecenie mieszało się ze strachem. Patrzył prosto w moje. Nie mówił nic. Jeszcze chwila, jeszcze moment i się stanie.
   Szum drzewa był tak cichy, tak tajemniczy. Łechtał nasze najgłębsze uczucia. Przerażał i jednocześnie ciekawił. Uwielbialiśmy to uczucie narastającego napięcia, to wyczekiwanie. Finał się nie liczył... Liczyło się czekanie.

czytaj dalej…
 

Terapia wstrząsowa


   To, co ujrzała, przeszło jej wszelkie wyobrażenia. Przed nią ukazał się obraz zmęczonej, sponiewieranej, smutnej istoty. Napuchła, obrzmiała twarz, na której widniała zaschnięta krew, zupełnie nie przypominała zwykłego oblicza męża. On, tymczasem, powolutku starał się przyjąć postawę pionową. Trzymając oburącz głowę, którą rozdzierał tępy ból, z niemałym trudem poczłapał do przedpokoju.

czytaj dalej…
 

Znikando

znikando_1b.jpg


   Kiedy patrzysz na świat z pozycji nastolatka, albo – co gorsza – dorosłego, ludzie przestają się tak prosto, dychotomicznie, dzielić. Są ci, którzy dorównują ci wzrostem bądź są trochę wyżsi, lub trochę niżsi. Stają się podobni do siebie i jest ich nieporównanie więcej. I przede wszystkim są wszędzie. Mówią, piszą, dyskutują, pojawiają się w zasięgu wzroku, ubierają się i wyglądają. Pachną lub śmierdzą. Patrzą lub się wgapiają. I nieustająco są wszędzie.

czytaj dalej…
 

Niemożliwość

   Niezależnie oczywiście od natężenia bólu, nie trwa on wiecznie. Czasem prowadzi do zmian nieodwracalnych i w tych granicznych przypadkach ból umyka razem z duszą, z która połączył się węzłem nierozerwalnym, organicznym wręcz, nieodzownym jak awers i rewers tej samej monety, która nazywa się życiem. Bo też ból bywa niezbędny, uzmysławia, że wciąż jeszcze coś dzieje się dookoła, że życie tętni i pulsuje, a skoro to robi, to również zdarza się, że boli.
   Potem powoli mija, organizm wychodzi z szoku, pozostają tylko blizny, wątłe zrazu, znaczące krwawymi pręgami miejsce prawdziwych i urojonych uderzeń.

czytaj dalej…
 

U psychologa



   Odważnie zabrałam się do rzeczy. Nieprzypadkowo wybrałam specjalistę, a raczej specjalistkę. Starannie i metodycznie zrobiłam rozpoznanie terenu. Wybór padł na panią psycholog, która, jak głosiła fama, legitymowała się dużym doświadczeniem i profesjonalizmem.

czytaj dalej…
 

Rozprawa futurologiczna o roli cyklistki

Abstrakt: Ta karczma Rzym się nazywa.


   Drzwi podkrakowskiej karczmy otwarły się z trzaskiem. Do ciemnego pomieszczenia czujnym, ale pewnym krokiem wkroczyło czterech jeźdźców. Śliczna i z pozoru niewinna barmanka zadrżała jak szprycha w scentrowanym kole. Rozpoznała na czele Zboya.

czytaj dalej…
 


}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl