Nardo, cz. 2

Spis treści
Nardo, cz. 2
Page 2
Wszystkie strony
Nardo, cz. 2

Pierwsza część jest tutaj

- L/v - zapytał Nardo - ciekawe masz imię. Co ono znaczy?
- A jak myślisz?
- Odległość przez prędkość, czyli czas.
- No widzisz, nie było to takie trudne.
- Czas... rzeczywiście ciekawe imię.
- Chcesz wiedzieć coś więcej?

    To było coś nowego. Do tej pory stosunek ich był czysto zawodowy, choć nie pozbawiony sympatii. Z innymi zresztą był podobny. Nie było zwyczaju prowadzenia poufnych rozmów, a zwłaszcza mówienia za dużo o sobie.
- Tak, chcę.
- Moje imię właściwie jest zagadką. Matka chciała mi dać imię Viola, ale ojcu wydawało się zbyt dziwaczne i dla świętego spokoju dali mi L/v - same spółgłoski, do tyłu.
- Ojej!
- Nie będziesz się śmiać?
- O nie - ze mną jest to samo!
- Jak to - to samo?
- Mój ojciec chciał mi dać Leonardo, w zdrobnieniu Nardo - i dla tego samego świętego spokoju zostałem dRn.
- Niezłe! A jak twój ojciec wpadł na takie dziwne imię?
- Nigdy nie powiedział. Mówił tylko, że coś mu tak podpowiedziało. A jak było z tobą?
- Wiesz, moja matka poddała się eksperymentowi dla dobra nauki. Wszczepili mi za jej pośrednictwem parę genów Tchniaczy.
- Cooo!?
- Tak, nie zauważyłeś?
- Nie. A po czym miałbym poznać.
- Zobacz.
Rozpięła górną część pancerza i wprowadziła pod nią jego rękę. Było tam miękko i ciepło.
- O!
    Narda zatkało zupełnie. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział.
- Ale jesteś zdrowa?
- Tak, mogę nawet mieć dzieci.
- A imię?
- Ktoś powiedział mojej matce, że to bardzo stare imię Tchniaczy. 

 &

    <Zdanie> wyciągnął swoje notatki.
- Drn i L/v mieli problem i nie mogli ruszyć z miejsca. Brakowało im dwóch słów. Oba pojawiały się bardzo często w obu zapisach. Były to słowa "zabić" i "król".
- Zrozumiałeś je? - ucieszył się Nardo.
- Chyba tak. Przydała mi się kopia waszych zapisów. Bez tylu przykładów nie potrafiłbym tego ugryźć. Jest tak: "zabić" - to mniej więcej rozmontować wbrew woli.
- Po co?
- Ja ci mówię, co to znaczy. Ja tego nie muszę rozumieć. Robili to często. Albo dokładniej - albo robili to często, albo lubili o tym gadać. W każdym razie występuje to słowo co chwilę i rozumiem, że trudno analizować teksty, nie wiedząc, co to jest.
- A "król"?
- To taki osobnik, który może decydować o innych.
- Tak jak członek Zarządu?
- No, trochę więcej. On może też kazać zabić. I zauważyłem, że stanowisko to musiało być atrakcyjne, bo żeby je osiągnąć, też zabijali.
- Poprzedniego króla?
- Pół biedy, jeśli tylko. Ale często wysyłali kupę ludzi, aby biła się z inną kupą ludzi i gdy się już dobrze wytłukli, to królem zostawał ten, którego ludzi zostało więcej.
- A drugiego zabijali?
- Na ogół.
- A tamci, którzy się bili za swojego króla, to co z tego mieli?
- Jeżeli wygrali, to mogli tym drugim coś zabrać, albo mieć ich kobiety.
- I to im się opłacało? zapytała L/v.
- Nie masz łatwiejszych pytań? To wy badacie te teksty. 

 &

- No, macie już coś? zapytał Narda pV/T.
- Początek jest dość ciekawy. Opisane jest, jak pewna istota stworzyła świat.
- Cooo?
- No tak: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nocą."
- Co to ma być?
- A żebym to ja wiedział.
- Może Big Bang dla maluczkich?
- Ale jeżeli rozumieli Big Bang, to po co takie wyjaśnienia, powiedział ∫exdx. Jeżeli to jest dla nas, to po co takie gadanie? Przecież my rozumiemy Big Bang.
- Może to było dla nich ważne?
- Ale w końcu - wiedzieli, czy nie wiedzieli? Jeżeli wiedzieli, to po co takie zaciemnianie?
- Może coś innego jest tu ważne, a reszta została zachowana, bo tak kiedyś napisano.
- My nie zachowujemy starych zapisów tylko dlatego, że ktoś tak kiedyś powiedział. To tylko strata czasu i zawracanie głowy. Jeżeli wie się coś nowego, to stare rzeczy należy uaktualnić!
- Widocznie mieli inny sposób myślenia. To w końcu też interesujące.
- Nie wiem, po co nam inny sposób myślenia. Można go w końcu poznać, ale nie wiem, co mielibyśmy na tam zyskać, mruknął ∫exdx.
- A dalej? - zapytał pV/T.
- Dalej stworzył Bóg rośliny, zapalił na niebie słońce i gwiazdy, stworzył zwierzęta, a na końcu człowieka.
- Co to jest człowiek? zapytał pV/T.
- Z kontekstu wynika, że chodzi o te istoty, które nam zostawiły ten przekaz. Ciekawe jest, że Bóg stworzył je na swój obraz i podobieństwo.
- Dzieci Boże - zachichotał dex/dx.
- I udał mu się ten twór?
- Nie za bardzo. Na początku wpuścił go, a dokładnie ich - bo stworzył parkę, do ogrodu, gdzie było wszystkiego pod dostatkiem. Ustanowił jednak pewien zakaz, lecz człowiek go nie uszanował.
- O co chodziło?
- O zjedzenie owocu z drzewa znajomości złego i dobrego.
- Ci to mieli porównania! I co się stało?
- Po pierwsze, zaczęli rozróżniać między rzeczami i czynami dobrymi i złymi. Na przykład zauważyli, że są nadzy i zaczęło im to przeszkadzać.
- Nie było to normalne w ich klimacie?
- Pewnie tak, ale oni nagle na to spojrzeli inaczej. Najsilniej odczuli potrzebę zasłaniania narządów służących do rozmnażania.
- To to, co mieli między nogami? Tam widać istotną różnicę.
- Chyba tak.
- Ale, ale, krzyknął ex. Przecież na tabliczkach z obrazami są ubrani i rozebrani, jakby im to nic nie zmieniało.
- Wiem – gdzie by nie spojrzeć, są bez przerwy sprzeczności.
- I co dalej? zapytał pV/T.
- Stwórca wyrzucił ich z ogrodu, bo zgrzeszyli i odtąd zaczęli grzeszyć na potęgę. - Co to znaczy "grzeszyć"?
- Robić świadomie złe rzeczy. To też trudno zrozumieć, ale znowu tak wynika z kontekstu.
- Jeżeli ktoś ma zapluskwiony program, to nie można mu po prostu wczytać nowej wersji?
- Nie wiem, czy było to u nich możliwe konstrukcyjnie. W każdym razie byli fanatykami wolnej woli.
- To znaczy?
- Że muszą sami rozróżniać między dobrem a złem.
- To po co on ich właściwie stworzył, jeżeli potem nie był z nich zadowolony i nie chciał ich naprawić?
- Potem co jakiś czas przekazywał swoją wolę przez swoich wysłańców, ale decyzję musieli zawsze podejmować sami.
- Czy to nie wyrzucanie energii i materiału? Można było przecież przerwać eksperyment.
- Raz prawie do tego doszło. Planeta została zalana wodą i tylko jedna rodzina została ostrzeżona i ocalała.
- A po tej selekcji jak było?
- Po chwili znowu zaczęli grzeszyć.
- I jak im z tym było?
- Ciągle mieli wyrzuty sumienia, ale nie potrafili skorygować programu.
- Wyrzuty sumienia?
- Mówiłem już, że mieli obsesję na temat wartościowania - dobra i zła. Robili źle, ale potem jakiś podprogram mówił im o tym i zaburzał im spokój.
- I to ma być optymalny projekt?
- Czy ja mówię, że optymalny? Oni w każdym razie byli z siebie strasznie dumni, chyba nie potrafili sobie wyobrazić nic lepszego.
- Przypomniało mi się o tym stworzeniu na obraz i podobieństwo. To jaki musiał być ich stwórca?
- Chyba miał inną logikę, niż nasza. 

    Nardo zamyślił się na chwilę.
- Ale chwila! - wykrzyknął. - Jeżeli stworzył świat i ich, to może stworzył i nas? Może to właśnie my jesteśmy kolejną wersją projektu?
- Spokojnie - powiedział pV/T. - Jeszcze nikt nie powiedział, że tak naprawdę było. Chyba cię wciągnęła lektura. Nie zapominaj, że żyjesz tu, a tamto tylko badasz.
- Może i racja, to rzeczywiście wciąga. 

 &

- Od L/v dawno nie było nic nowego - powiedział pV/T.
- Miałam rzeczy, których nie mogłam zrozumieć.
- Nie ty jedna. Możesz coś przedstawić?
- Tak. W niebieskim zapisie na początku wszystko było według normy - historie królewskie, nienawiść i morderstwa. Ale nagle jeden tekst był inny. No oczywiście, też jest parę trupów, ale nie chodzi o władzę.
- A o co?
- O miłość. Co tak patrzycie? Sama też się dziwiłam. Jest młody samczyk i spotyka samiczkę i chce być z nią.
- Wie, że ona ma dobre geny?
- Nie myśli w ogóle o genach. Potem wyjdzie, jak wyjdzie. Ale on chce być z nią.
- Akurat z nią?
- Tylko z nią. Ona też - miała się połączyć z innym, ale poznała tamtego i już nie mogła inaczej.
- A co w niej było szczególnego?
- Oczy, głos, ruchy...
- Aha. Ciekawe. - burknął ex. - Czy oni mieli jeszcze czas na inne zajęcia, na przykład pracę?
- To prawda - stwierdził pV/T. - W obu zapisach nie ma praktycznie słowa o tym. - Musieli zajdować na to jakieś wolne chwile - stwierdził bez nadmiernego przekonania Nardo. - Może nie było to dla nich dość ciekawe, żeby o tym pisać? W końcu do czegoś tam doszli.
- Chyba dlatego potrzebowali na to tylu miliardów lat.
- A trupy w tym wszystkim skąd? - przypomniał sobie dex/dx.
- Ich rody były zwaśnione - odpowiedziała L/v. - Coś takiego musiało przecież być. Młodzi z obu rodów walczyli ze sobą na ulicach, choć było to zakazane.
- Ale ktoś musiał pracować! - wykrzyknął ex.
- Była niania...
- Jedna na wszystkich?
- No i jeszcze jacyś służący. To naprawdę musiało być dla nich nieinteresujące.
- Tylko zabijanie? Ciekawe.
- No i miłość.
- Tak ich to strasznie podniecało, kto z kim? To bardzo przypominało ich walkę o władzę. Zdobyć dla siebie. A potem, też tak kochali swoje zdobyte samice?
- No, o tym to jest serdecznie mało. Jeżeli chodzi o miłość, to tekst się na ogół kończy w momencie, gdy wreszcie oboje dochodzą do wniosku, że się kochają i tyle.
- Całkiem w ich stylu, tylko zabawa, a to co ważne, to nieważne.
- Mi się ten tekst podobał - powiedziała L/v.
    Ex popatrzył na nią podejrzliwie.
- Pięć miliardów lat i nic do przodu...

    Na tym skończyło się zebranie. L/v zbierała swoje materiały, a i Nardo coś dłużej dłubał przy swojej aktówce. Gdy wszyscy się rozeszli, zauważyli, że zostali sami.


 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl