Ogródek

Ogródek


   U nas się wszyscy znają. Każdy z każdym. To w sumie oczywiste, bo jesteśmy jakby rodziną. A przynajmniej niektórzy z nas jakby są. Bo reszta to wiadomo. Przyjezdni po wojnie, abo to wiadomo skąd? Zamieszkali potem w tych blokach, co to miały tu miasto zrobić. Ale chuj zrobiły miasto.

   Poprzyjeżdżało się tego tałatajstwa ze wschodu, że niby niedobitki – mówiła babcia (świeć Panie nad jej duszą), mrugając okiem. A ja się tam domyślam, czego oni niedobitki są. Ale nieważne. Wszyscy wiedzą, oni też wiedzą, no to cicho jest i spokojnie. Znają swoje miejsce, a my też wiemy.
   Mam 23 lata. Muszę pomyśleć o wszystkim, bo kto pomyśli, gdy ojca zabraknie? Romek szczyl jeszcze, Olek też. Mówią mi, po co będziesz myślał, lepiej do miasta, a to sprzedaj, mało to chętnych się kręci. Ale oni też chuj wiedzą. Gdzie będzie lepiej, jak nie na ziemi siedzieć, ziemia, jak mówi ojciec, zawsze będzie. A fabryka padnie. A firmę rozwiążą. Nie jadę nigdzie, tu mi dobrze, tylko ustatkować się powinienem, jak uczciwy człowiek, nie jak jakaś fleja przyjezdna. Powiedziałem chłopakom, że Ewę wezmę, to wezmę. Dziś do niej pójdę.

   Żeby do niej się dostać, trzeba koło bloków przejść, a to i dobrze nawet, że trzeba, bo koło nich porobili sobie ogródki. Nieraz się marchewkę albo rzodkiew jakąś brało, bo od swoich głupio, a tak to każdy wie. Ale dziś kwiatka skubnę, widziałem, że takie ładne tam rosną. Duże, czerwone, a one lubią kwiaty i inne zielsko. Od swoich byłoby i głupio brać, a jeszcze by kto zobaczył i byłoby dopiero. Ale tak z ogródka przy bloku, zresztą tam dużo rośnie tego. Żadna strata. 
   Wybrałem trzy, ale ile się nagrzebałem w tych krzakach. I ciemno już, i kłujące cholery, dobrze że mnie nikt nie usłyszał, bo niby nic, ale jakoś tak nie lubię. Ale może i szkoda, bo niech swoje miejsce znają. Mogliby porządek choć tutaj mieć, w ogródkach, ale czego dużo chcieć po niedobitkach. Abo to ilu się skurwielstw dopuścili uciekając? A wiadomo, czy im tam kto sądem nie groził, albo coś takiego. Przyszli do nas, a myśmy o nic nie pytali, ale powinni wiedzieć i tak. Ale o tym się nie mówi – cicho sza. Nawet ogródka nie potrafi jeden z drugim utrzymać.

   Zawołałem raz, a potem drugi, głośniej. Usłyszała w końcu i wyszła, a ja zapytałem, czy nie pójdzie na spacer, bo ja dla niej coś mam. Nie zapytała co, tylko spojrzała jakoś tak. Mieli rację chłopaki, że twarda. Schowałem kwiaty za drzewo i kiedyśmy się zbliżyli tam, to ja cyk i jednym ruchem wyciągnąłem, i powiedziałem, że to dla niej. Chyba się przestraszyła, ale zaraz uśmiechnęła, wzięła i podziękowała. A potem poszliśmy kawałek jeszcze i przestała się uśmiechać, tylko gapiła w te kwiaty, jakby tam coś szczególnego było. Spojrzała na mnie i powiedziała, że wyglądają zupełnie jak róże babci Marceliny, które na konkurs hodowała. Zimno mi się zrobiło, ale nic po sobie nie dałem poznać, a potem powiedziałem, że co z tego niby, przecież te róże się bardziej do niej przypasowują niż do jakieś babci Marceliny (chciałem powiedzieć – starej baby, ale jakoś tak mi się zrobiło).
   Spojrzała na mnie źle i zapytała, czy ukradłem te kwiaty, a mnie jakby ktoś w pysk dał. Ukradłem? Ja? Nikt z mojej rodziny nigdy nic nie ukradł, nawet gdy wszyscy to robili! Zawsze uczciwi byliśmy, przed ludźmi i przed Bogiem – tak jej powiedziałem. A że zły byłem, bo rozzłościła mnie, że niby złodziej jestem, to powiedziałem, że jak szedłem, to zobaczyłem, że ktoś zniszczył jeden z ogródków. Ja tylko róże wziąłem, a i tak już połamane były na krzakach.

   Zniszczył? – zapytała i zaczęła płakać. Przytuliłem ją do siebie, ale nie znoszę jak baby płaczą. Zacząłem ją uspokajać. Wtuliła się we mnie jak zwierzątko jakieś, tylko jej szloch było słychać, a ja opowiedziałem jej jak było. Tylko że za rękę się nie złapało – mówiłem – ale ja i tak wiem, kto to był i to mu nie ujdzie na sucho. Ci ludzie z bloków wszyscy są tacy właśnie. Zawistni i podli, i nie mogą ścierpieć, że komuś się udało, albo że ma własną ziemię, a oni muszą siedzieć w tych swoich mieszkankach, a nie w prawdziwej chałupie. I kiszą się tam, i im złe myśli do głowy przychodzą. I na mszy też się razem trzymają, w kupie, jakby co do ukrycia mieli. To wiele dla nich nie jest, przyjść i wziąć jak swoje, jeszcze tam się tego nauczyli, bo tam wszystko tak mieli, a u nas się nie da. A tak to zniszczą wszystko i stratują, jak u siebie zrobili. Ojciec mówią, że dlatego ich przywiało. Bo jak stonka, u siebie już wszystko, no wszystko…

   Tak mówiłem i odprowadziłem ją do domu. Jeszcze pocałowałem zanim poszła do siebie i umówiłem się, że w czwartek znów przyjdę. Trochę opuchnięta była od tego płakania. I jakby zapomniała o różach, ale gdy znikała w drzwiach, to ciągle je jeszcze w ręku trzymała.

   Nie była to wymarzona randka, gdybym ją chłopakom opowiedział, to by się całkiem bynajmniej śmiali. Głupio, że płakała nad jakimiś różami, zamiast się ucieszyć, że przyniosłem. I weź tu zrozum. Wracając zadeptałem jeszcze ogródek. Trochę ze złości na nią, a trochę na nich wszystkich. Jakieś głupie róże w ogródkach! W tym syfie całym. Dlaczego nie mogą nigdy mieć porządku, jak uczciwi ludzie?


© ydorius 12’VII’2005


Kolaż: summa/pinezka.pl (z wykorzystaniem zdjęcia autorstwa Tomasza Turczyńskiego oraz zdjęć z serwisu stock.xchng)

{jos_sb_discuss:10}  

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl