Zero, czyli suma przeciwienstw

Zero, czyli suma przeciwieństw


   Początkowo szedł całkowicie ciemnym tunelem z niewyraźnym, migoczącym gdzieś w oddali światłem. Szukając oparcia w wilgotnej ścianie, przemieszczał się powoli i niepewnie, jednak od jakiegoś czasu tunel stał się nieco widniejszy. Wiedział, że musi za wszelką cenę dotrzeć do źródła dziwnej jasności. Był tego absolutnie pewien. 
Gdyby ktoś podszedłszy do niego w tej właśnie chwili, spytał go w co właściwie wierzy, to odparłby, że są dwie takie rzeczy. Mianowicie: że umarł i że musi przejść tym tunelem wprost do światła.

   Źródło tajemniczego blasku przybliżyło się, rzucając gęsty refleks na chłodną, sięgającą kostek wodę. Nie musiał już szukać oparcia. Szybkim krokiem maszerował środkiem kolistego tunelu. Jego oczom jawił się widok tak bardzo przypominający pewne chwile z dzieciństwa, kiedy to chciał jak dorośli patrzeć w niebo przez lunetę, więc zrobił sobie takową zwijając w rulon gazetę. Obserwacje skończyły się bólem oczu, kiedy postanowił poza gwiazdami zbadać także słońce.
   Ale to słońce jest zupełnie inne. Ono nie razi, raczej emanuje jakąś mocą, nadzieją.

   Nagle zza pleców doszedł go cichy plusk wody, który szybko się nasilał. Ktoś najwyraźniej biegł w jego stronę. Nostalgiczna i uduchowiona atmosfera prysła od razu. Przecież każdy powinien mieć własny tunel życia... to znaczy śmierci...
   Przez cień, który sam rzucał, nie mógł dostrzec twarzy tego człowieka. Po chwili jego oczom ukazał się mężczyzna z wyglądu i ubioru bardzo zwyczajny. Jak tysiące tych, z którymi stykał się każdego dnia na ulicy, czy w tramwaju.
– Panie! – mężczyzna padł twarzą w brudną wodę.
   Po wygłoszeniu kilku górnolotnych pochwał i dziękczynień podniósł nieśmiało oczy.
– Bóg? – spytał łamiącym się głosem.
– Nie... Zbigniew jestem...
– Cholera jasna, nawet w zaświatach wszystko się wali – mocno rozdrażniony wstał, otrzepując ubranie z jakichś śmieci. – To już trzeci raz! Chodzę, sprawdzam i co? Tym razem jakiś Zbigniew zamiast Boga.
– Niech się pan uspokoi. Ja też już trochę tymi tunelami łażę i wydaje mi się, że w końcu znalazłem – wskazał na migoczące głębiej w tunelu światełko.
– Ależ tak! Oczywiście! – uradował się. – Przecież tu nie kończy się tunel. Nie ma pan nic przeciwko, żebyśmy zabrali się razem, prawda? Oczywiście pan załatwia sprawę pierwszy, ja w kolejce.
– Nie ma sprawy – zachęcił go ruchem dłoni. – Te tunele już mocno dały mi się we znaki. Pan od jak dawna szuka?
– Nie mam pojęcia – zadumał się na moment. – Tu tak łatwo stracić rachubę czasu, ale miesiące to na pewno. Dobrze, że nie musimy jeść, spać i tak dalej, bo nie zaszlibyśmy daleko.
– Tak, tak. Śmierć ma też swoje dobre strony. Na ziemi miałbym już jeden wielki odcisk zamiast stóp, a tu proszę, stan idealny. Nawet buty zupełnie nie znoszone.
– Ciekawe spostrzeżenie. Ale, ale – puknął się lekko w czoło – niech mi pan wybaczy. Pan tu dla mnie taki miły i niemal, że tak powiem, za Charona robi, a ja nawet się nie przedstawiłem. Konstantin z Rosji.
– Ja z Polski. Całe szczęście, że dzięki tej lingua morta każdy dogada się z każdym.
– O tak. I to nawet bez jakiejkolwiek nauki. Umierasz – dostajesz taki pośmiertny pakiet startowy.
– To miło. Poza tym bardzo dobrze przemyślane.
– Taaa, przynajmniej to się udało, bo z tymi tunelami można białej gorączki dostać – urwał na chwilę. – Z drugiej jednak strony, czasem jest to nawet zabawne. Niech pan posłucha. Może jakiś miesiąc temu wpadłem, dosłownie, w tych tunelach na jednego Greka. Ale on chyba był ateistą, bo na przykład wierzył, że cały ten cyrk, nazywany życiem doczesnym, kończy się na śmierci. A skoro stwierdził "jestem", więc ktoś musiał uderzyć go w tył głowy tępym narzędziem i wrzucić do tych kanałów.
– Ciekawe...
– To jeszcze nie koniec. Teraz najlepsze! Mówił: "Przecież ja żyję! Na pewno. Nie wiem jeszcze jak długo tu wytrzymam. Umieram z głodu" Uwierzy pan? Z głodu! Paranoik.
– I co się z nim stało?
– Umarł – w odpowiedzi na niedowierzające spojrzenie Zbigniewa mówił dalej. – Albo to też sobie ubzdurał. Przewrócił się i przestał się odzywać. Paranoik i symulant.
– Ma pan rację. Chyba, że zmartwychwstał, czy wyciągnęli go ze śpiączki... A może po prostu udawał Greka – zaśmiał się.
– To dopiero ciekawa teoria – ucieszył się Konstantin.
– Ale może powinniśmy się przygotować wewnętrznie, pomodlić, przecież za chwilę mamy spotkać się ze Stwórcą.
– Tak, przepraszam. Rozgadałem się, bo dawno z nikim sensownym nie miałem przyjemności się spotkać. Niech pan idzie przodem.
   Uścisnęli sobie mocno dłonie. Zbigniew ruszył zamaszystym krokiem naprzód. Konstantin sunął w jego cieniu kilkanaście kroków dalej. Postanowił przyjrzeć się co ten będzie robił, by nie popełnić jakiejś gafy.

– Żarówka? – Zbigniew czochrał z niedowierzaniem włosy.
– Ehe – przytaknął skwapliwie Konstantin. – Dwusetka co najmniej.
– Ale to musi być tutaj – postukał palcami w zablokowane przejście. – Koniec tunelu.
– Wiesz co? Doszedłem do wniosku, że mógłby być jeden tunel. Może i byłoby trochę tłoczno, ale do cholery, byłby jeden tunel! Jeden kierunek!
– To napisz zażalenie.
– A żebyś wiedział, że to zrobię, jak tylko znajdziemy wyjście. A może to nie światła mamy szukać?
– Nie wiem – odparł apatycznie Zbigniew wpatrując się zmrużonymi oczyma w telepiącą się na odartym z izolacji kablu żarówkę.
   Nie musieli długo czekać na rozwiązanie problemu. Poczuli lekkie drżenie podłoża i dudnienie licznych kroków, które jednak dobiegało jakby z góry. Żarówka zatrzęsła się mocniej, by po chwili unieść się ku górze i zniknąć. W prawie całkowitej ciemności jakaś postać skoczyła z góry, rozbryzgując wodę. Potem kolejnych kilkanaście. W końcu i żarówka wróciła na swoje miejsce.
   Stali otoczeni wyższymi od nich o głowę postaciami w matowych, czarnych ubraniach. Każdy dzierżył kilof, młot lub masywną łopatę.
– O, a to co? – zdziwił się jeden, najwyraźniej jakiś naczelnik grupy – Co wy tu robicie?
– No więc... – niepewnie zaczął Konstantin – umarliśmy i ...
– Trzeba było tak od razu – odetchnął z ulgą. – Czyli siła robocza. Daj mu kilof, Iki. Wygląda na takiego, co to potrafi się zamachnąć.
   Po bandzie przeszedł pomruk radosnej aprobaty.
– Napędziliście mi stracha, młokosy. Już myślałem, że znowu Niebo nam jakiegoś kontrolera przysłało. A ty – spojrzał spod kasku fachowym okiem – będziesz pisał sprawozdania, jeśli potrafisz oczywiście pisać. Jakoś tak mizernie wyglądasz.
   Zbigniew nie wyglądał z pewnością na mocarza, ale nie był wcale mizernej postury. W porównaniu z tymi istotami obydwaj wyglądali oczywiście równie żałośnie. Zbigniew zacisnął mocno zęby.
– Potrafisz pisać, prawda? – naczelnik nachylił się nad nim.
– Tak...
– Wspaniale! Pisanie potem, teraz bierz łopatę. No to do roboty, piekielny pomiocie!– zarządził.
– Ale my szukaliśmy światła, my... szliśmy tunelem...
– Tunelami, labiryntem! – podchwycił Konstantin.
– To nie miało tak wyglądać! – prawie krzyknął Zbigniew.
– Dobrze więc, jesteście nowi. W porządku. Streszczę wam sytuację i do roboty – naczelnik oparł się o ścianę. Chcąc otrzeć sobie czoło, ściągnął nasunięty na oczy kask.
   Zbigniew i Konstantin zmartwieli. Na głowie naczelnika lśniła krwawym blaskiem para rogów.
– Co się tak patrzycie? – dostrzegł ich zmieszanie. – Nie jesteście w piekle, bez obaw.
– O rety, diabeł! – zawył jakiś dowcipniś z hałastry kopaczy
– Ty, Węgielek, morda w kubeł. Gości nam przestraszysz. Nie przejmujcie się nim. Ale od początku – z powrotem założył kask. – Każdy człowiek ma swoją linię i tunel życia. Kiedy umiera, to wszystko przekłada się na świat astralny, jak negatyw. Trochę już o tym wiedzieliście jeszcze za życia – ciało zostaje i gnije, dusza tunelem do Boga na sąd. Ale ruch w interesie był za duży, tunele zapchane, owieczki się gubiły i w ogóle. Przez to, że wy się tam tak mnożycie, my musieliśmy poszerzyć całą infrastrukturę – dwupoziomowe i dwupasmowe tunele, skrzyżowania i tak dalej. Na razie większość tuneli jest jeszcze nie oświetlona, ale to już nie te czasy, kiedy to wszystko budowało się w sześć dni. No nie?
– No tak, stworzenie świata to jak odłupanie od skały monolitu, a to, co robicie teraz, to jak wyrzeźbienie z niego obelisku? – starał się zrozumieć Zbigniew.
– Patrzcie, nie taki Zbigniew głupi! Tak, robimy w sztuce precyzyjnej na wielką skalę. Tak więc chwilowo wszystkie bezpośrednie połączenia z Bogiem są zamknięte, a duszyczki, vide was dwóch, mają nam pomagać w budowaniu lepszego jutra. I jeszcze jedno, żeby nie było niedomówień. Wy możecie sobie pracować na chwałę tego waszego Pana, ale my pracujemy dla Pana Ciemności. Żeby mi nie było utarczek z resztą ekipy. Rozumiemy się?
– To dlaczego pomagacie Niebu? I skąd znasz moje imię!?
– Anioła byś o to nie spytał, prawda? Głupi człowieku, my jesteśmy prawie identyczni, tyle, że my robimy w konkurencji. A w ramach odpowiedzi na pierwsze pytanie: Przez ten nawał dusz cierpią obie strony – sprawiedliwi w piekle i zbrodniarze na rajskich łąkach. To nie jest w porządku. Poza tym nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jakie zamieszanie robi w piekle taki święty. Zaraz jakieś nauczanie, nawracanie, daje nadzieję, a to przecież piekło. Ci, co do nas trafiają, życiem zapracowali sobie na bezpowrotny bilet w nasze bardzo ciepłe progi. Ha, ha – uśmiechnął się pod nosem. – Ale nie bójcie się, aniołki też ostro zasuwają, ale na innych poziomach. No, dość gadania po próżnicy. Im szybciej wykonamy plan, tym szybciej interes ruszy pełną parą, a chyba tego właśnie chcecie.
– Nie będę pracował z diabłem – zdecydowanym tonem oznajmił Zbigniew.
   Rzucił na ziemię wręczoną mu przez Ikiego łopatę.
– Ani ja. Idź do diabła! – zawtórował Konstantin.
– Nie chcecie, nie musicie. Będziecie musieli dłużej czekać na zbawienie lub potępienie. Ty raczej na to drugie – nachylił się do ucha Konstantina, któremu oczy wyrzuciło z orbit.
– Poczekamy.
– No, to do zobaczenia. Mówię poważnie. Do zobaczenia – powtórzył z namaszczeniem.
   Przez chwilę Naczelnik kręcił się w miejscu miażdżąc w czarnych zębiskach tasiemkę zwisającą z kasku.
– No, dobra. Powiem wam. Ta cholerna umowa zrujnuje nam interes, ale trudno – podparł się pod boki mówiąc bezbarwnym, urzędowym tonem. – Dusze obojga płci! Z przyczyn niezależnych nawet od sił wyższych nastąpił zastój w działalności Zaświatów. By przełamać impas potrzebna jest także wasza pomoc. Na mocy aktu zatwierdzonego przez obydwie zainteresowane strony, każde uderzenie kilofa budujące nowy, lepszy tunel astralny oczyszcza duszę z jednego grzechu. Oferta nielimitowana do czasu ukończenia tunelu. Wszystkim duszom serdecznie dziękujemy.

– Zbigniew...
– Co?
– Przecież mówiłeś, że nigdy nie będziesz pracował dla diabła.
– Ty też.
– ...


Ilustrowała Anna Fudyma
{jos_sb_discuss:10}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl