On



   Kończyła już aż nazbyt staranny makijaż zastanawiając się, jakby tu poinformować go o tym Wielkim Wydarzeniu. Pragnęła przekazać mu tę wiadomość w sposób delikatny, nie toporny, lecz taki subtelny, niezwykły po prostu. Oszołomić go. Tak. Tego właśnie pragnęła.
    Przeszył ją dreszcz na myśl o tym, jak na nią spojrzy, jaki gest wykona, co powie. Potrząsnęła głową, włosy opadły na szklane oczy. Nie, nic nie powie, to typowy facet przecież – małomówny, przejęty strachem, że w potoku słów mógłby, o zgrozo, stracić panowanie i nieopatrznie zdradzić, że posiada jakieś uczucia. A uczucia to zdecydowanie niemęska rzecz.

   Roześmiała się, burząc na moment perfekcyjną taflę swojej twarzy. Dość donośnie się roześmiała, tak więc natychmiast przykryła usta dłonią, jak lalka z porcelany, rozpaczliwie naśladująca małą figlarną dziewczynkę. On jeszcze spał i nie chciała pozbawiać go choćby paru minut tak potrzebnego snu. Była mu to winna. W końcu praca na dwa etaty w ich małym miasteczku w Ośrodku Zdrowia i w nowo otwartym gabinecie w okolicznej wiosce, plus dyżury na erce – wszystko to dla niej. Tylko dla niej. Jej kobieca próżność tańczyła menueta z radości na myśl o tym. Wszystkie jego decyzje, poczynania, cała jego praca wirowały wokół JEJ osoby. Doskonale wiedział, że ma do czynienia z kobietą przywykłą do luksusu, świadomą prostej prawdy, że produkt dobry to drogi produkt. Kobietą młodą, która uwielbia być piękną, a to, naturalnie, sporo kosztuje. Wiedział aż nadto dobrze, że musi  n a p r a w d ę  dużo pracować, aby uczynić ją  n a p r a w d ę  szczęśliwą i dzięki temu na trwałe zatrzymać ją u swego boku. Potrafiła docenić tę jego zapobiegliwość, poświęcenie i… wyjątkową przenikliwość umysłu.

   Rzuciła ostatni raz okiem na całość dzisiejszych porannych starań. Wyglądała rewelacyjnie, jak zwykle zresztą. Jakże mogłoby być inaczej? Jakość czyni cuda. Jasne. Na przelotną chwilę tchnienie błyskotliwej myśli ożywiło twarz manekina. Już wie jak TO zrobi.
   Skradała się do sypialni. Nawet gdy szła na palcach, jej krok uderzał niezłomnym zdecydowaniem, tak charakterystycznym dla ludzi sukcesu. Bezszelestnie wyciągnęła z szuflady test. Wracając do łazienki ze spokojem wpatrywała się w dwa słupki, które teraz, miała wrażenie, wykrzywiają się obiecująco w uśmiechu fortuny, który już od dawna się jej należał. No, trzymała wreszcie w ręku niezbity dowód na to, że marzenia się spełniają. A dziecko było ich wspólnym marzeniem. On, oczywiście, nie powiedział jej wprost o tym pragnieniu, jak to on. Tylko w taki uroczo niezdarny, chłopięcy sposób bąknął pod nosem, że byłoby całkiem sympatycznie, gdyby po domu biegał jakiś mały pędrak. We trójkę jest zdecydowanie weselej, dodał. W lot pojęła w czym rzecz. Odstawiła hormony.


   Teraz będą mieli idealny dom, idealną rodzinę. On, ona i upragnione dziecko. Tego chcą oboje, nie potrzebują nikogo, tylko siebie. Tak długo szukała tego jednego, jedynego mężczyzny na całe życie. Na samo wspomnienie – tak jak teraz – o którymkolwiek z byłych, jej beznamiętną twarz wykrzywiał grymas, przeistaczając ją w jedną z tych przerażających tybetańskich masek. Nic dziwnego. Jeden ją oszukał na duże pieniądze, drugi zwodził parę lat, że już już wkrótce się rozwiedzie, trzeci był po prostu niedojrzały. Z tym ostatnim jednak spotyka się jeszcze czasami. Jest świetny w łóżku. Seks. Taaak. Seks to jej jedyna pasja w życiu, obsesja, uzależnienie, którego nie może się pozbyć, zresztą specjalnie o to w sumie nie zabiega. Obawia się, że nawet dla niego nie potrafiłaby zrezygnować z TAKIEGO seksu, nawet jeśli miałaby się z nim rozstać i utracić wszystko. Nieznaczne skrzywienie, mała nieprawidłowość w jej przypadku. Niesłychanie ostrożnie zatem aranżuje te schadzki z kochankiem. On żyje w błogiej nieświadomości i wszystko układa się jak w bajce.

   Położyła test na pralce, w widocznym miejscu. On na pewno go zauważy. Tak, to znakomity pomysł – ta pralka. Wyrafinowanie tkwi w prostocie. Wyszła z łazienki i jak co dzień zeszła schodami w dół, aby wstawić wodę na kawę i przygotować śniadanie na teraz i drugie do pracy. Jak co rano, za chwilę wróci do góry do sypialni, pocałuje go delikatnie w policzek na przebudzenie i miłe powitanie dnia. On wstanie, podrepcze w tych swoich słodkich bokserkach w misiaczki na wciąż jeszcze, mimo wieku, zgrabnej pupie prosto do łazienki i ujrzy to, o czym od dawna marzył. I oszaleje ze szczęścia.
   Rozmarzyła się, wyobrażając sobie tę wzruszającą scenę. Tak i jeszcze raz tak. Kocha go najbardziej na świecie. Jest jedynym mężczyzną, który nigdy jej nie zawiódł, nie porzucił, kiedy go potrzebowała. Była przekonana, że on myśli tak samo i o niej. On również miał sporo kobiet w życiu. Żadna jednak nigdy nie była godna choćby musnąć rąbka jej spódnicy. Sam to jej kiedyś powiedział.
   Cudownie im razem. A ich szczęście chyba za bardzo kole w oczy, skoro niektórym trudno zaakceptować to, co ich łączy. Rodzeństwo na przykład zerwało z nią wszelkie kontakty, zupełnie się nie widują. Po chwili refleksji doszła do wniosku, że ta oziębłość między nimi narodziła się i rosła w siłę stopniowo, poczynając od śmierci matki. Prawdę mówiąc, to matka właśnie była tym jedynym ogniwem łączącym ich razem. Gdy jej zabrakło, zabrakło również i powodu, dla którego odczuwaliby potrzebę spotykania się. Przede wszystkim jednak odsunęli się od niej, bo najnormalniej w świecie są zawistni. Kto powiedział, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie? Jakiś kretyn. W szczęściu, to tak. Właśnie w szczęściu można rozpoznać ludzi sobie życzliwych. A oni zielenieją na twarzach na myśl o niej tarzającej się w dobrobycie, podczas gdy sami muszą ciężko pracować. Ich problem. Podejrzewała czasami jednakże, że bardziej niż bogactwa zazdroszczą jej właśnie obecności tej potężnej miłości w jej życiu. Oni mogą sobie tylko o niej pomarzyć. Ich problem!

   Zdołała już przygotować kawę i czekała na niego z pulsującą od emocji, pod warstwą pudru, cieni i różu, twarzą. Próbowała zabrać się do kanapek, lecz na próżno. Była zbyt wzruszona i podekscytowana, wszystko leciało jej z rąk, jakby były z galarety. Siadła, popijając kawkę, zupełnie nieświadomie parząc sobie język i usta, ogłuszona potwornym łomotem serca. Oto i on.

   Przeszedł dość energicznie przez kuchnię porywając po drodze papierosy, popielniczkę i zapałki, jak gdyby nigdy nic. Przez moment spanikowała. Holender, może nie zauważył  t e g o ? Wszedł do jadalni i usiadł na przeciwległym końcu stołu z hukiem uwalniając cały ten tytoniowy majdan na stół. Oczywiste, że wie. Był roztrzęsiony, desperacko próbował otworzyć nową paczkę papierosów… udało się w końcu, po czym z równie porażającą nerwowością wydobył wreszcie tego cholernego papierosa, wsadził pośpiesznie do ust i trzęsącymi się rękami podjął usilne próby zapalenia go. Powiodło mu się dopiero za którymś razem. Wreszcie zaciągnął się porządnie i ze świstem wypuścił dym, równocześnie spoglądając jej głęboko w oczy, po raz pierwszy tego wiekopomnego poranka. Na widok łez drżących w jego oczach zarumieniła się i próbując ujarzmić szalejące w niej emocje nienaturalnie głośno zaskrzeczała:
– No i jak, nie cieszysz się? Przecież sam mi mówiłeś, że chcesz zostać dziadkiem!


Ilustrowała: Joanna Titeux

{jos_sb_discuss:10}

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl