Zwiastun wiosny


   Od razu się domyśliła. Kiedy tylko odzyskała oddech. Przecież świecił takim blaskiem, że łuna od niego biła. Z nieszczęścia tak nie lśnią oczy, nie szczerzy się zębów w radosnym uśmiechu i nie podrzuca obcych bab do góry...  Szczególnie dwa razy od siebie starszych. I na pewno nie mówi się do nich "malutka".



   Wiosna tamtego roku była wyjątkowo opieszała. W połowie marca nadal trwała zakuta zima, mrożąca resztki ludzkiej wytrzymałości i ostatki ich życiowej energii. Wystawiała też na ciężką próbę pierwsze bociany, które zgodnie z własnym kalendarzem przylotów zameldowały się w gniazdach i swoimi nastroszonymi sylwetkami, wśród zwałów śniegu, stanowiły przykry dla oczu dysonans.
   Wszystko czekało wiosny jak zmiłowania. A jej wciąż nie było. Malkontenci zaczynali wieszczyć początek epoki lodowcowej i zmierzch ludzkości, słabsi psychicznie – popadać w ciężką depresję, a optymiści, widząc wciąż nowe dostawy śniegu, tracili argumenty na udowodnienie tezy, iż każda przykrość kiedyś się kończy, nawet zima na tej szerokości geograficznej. Bo choć dawno nie powinno jej być, trwała sobie w najlepsze, na przekór wszystkim i już.

   Istota płci żeńskiej, przedzierająca się przez miejski, zimowy pejzaż, niczym szczególnym nie odbijała się od otoczenia. Okutana po uszy, lekko zgarbiona pod ciężarem ogólnie panującej chandry, brnęła przez lodowe bałwany, marząc tylko o tym, by cało dojść do domu, napić się gorącej herbaty i odtajać. Ponura, jak większość mijających ją ludzi, których przymus wygonił z ciepłych wnętrz, klęła w duchu na wszystko: na służby drogowe, klimat, ssanie w żołądku, polityków, niewygodne buty, kolejną podwyżkę ceny za gaz i złamany paznokieć. A także na brak słońca i zbyt niskie zarobki.
   To ostatnie nasunęło jej myśl o pustej lodówce, wydarło ciężkie westchnienie i popchnęło do najbliższego sklepu spożywczego. Myśl, że zakupy bez odstawania gigantycznych kolejek i wydzierania towaru z pazurów wygłodniałego tłumu to wręcz czysta przyjemność, nawet jej nie zaświtała w głowie. W końcu nie można cieszyć się przejawami normalności w nieskończoność. Szczególnie, gdy ciężka torba wyciąga rękę do kolan, a do pokonania pozostał kawałek czegoś, co powinno być normalne, a nadal nie jest: tor przeszkód, zwany szumnie chodnikiem.
   Gdy dreptała ostrożnie między górami lodu i dolinami zapadłych płyt, nagle do niej dotarło, jak rewelacyjnie musi teraz wyglądać. Gdyby tak ktoś, jakimś cudem, zechciał na nią popatrzeć z boku, oczywiście.
– Zmurszałe, stare próchno – zamruczała pod nosem i odruchowo się wyprostowała.

   W samą porę, bo tuż zza zakrętu wypadł jakiś osobnik i runął w jej kierunku z takim impetem, że starłby ją na proch, gdyby nie zdążyła lekko uskoczyć i  jedną ręką, tą wolną od balastu, złapać go za rozpiętą kurtkę.
– Ej! – krzyknęła z lekkim przestrachem, bo równocześnie rozpoznała w nim jednego z tych młodzieńców, którzy od kilku zimowych miesięcy okupowali półpiętro w jej bloku i swym głośnym zachowaniem raczej nie budzili sympatii wśród mieszkańców. Sama starała się żyć z nimi w zgodzie, co nie znaczy, że akceptowała sposób spędzania wolnego czasu na cudzych schodach. Trochę im chyba współczuła, że w taki podły czas, nie mają gdzie się podziać z tą swoją rozbuchaną młodością, za co oni odwdzięczali jej się grzecznym "dzień dobry" i zawsze robili jej miejsce, by mogła przejść swobodnie, bez przeciskania się między szerokimi barami i umięśnionymi pośladkami w opiętych dżinsach. Jak zdążyła zauważyć, niektórzy mieszkańcy musieli. A ci bardziej nieżyczliwi byli nawet popędzani pogardliwym rechotem, co nie wpływało dobrze na poprawę wzajemnych stosunków. Może by i doszło do otwartego konfliktu, gdyby nie obecność dziewczyn, które ostatnimi dniami pojawiły się w męskim klubie i najwyraźniej wpłynęły na chłopaków pokojowo. Stali się jakby mniej wojowniczo nastawieni do otoczenia, bardziej stonowani, a na klatce, oprócz papierosowego dymu, pojawiły się przyjemniejsze nuty – męskich wód toaletowych. Można powiedzieć, że pierwiastek żeński spacyfikował negatywne działanie nadmiaru testosteronu i nadał mu właściwy kierunek – na siebie.


   Nie będąc do końca pewną, czy ten przed nią należy do całkowicie spacyfikowanych, na wszelki wypadek wypuściła brzeg jego kurtki i starała się go wygładzić, żeby właściciel nie pomyślał czegoś złego. A wtedy młody osiłek zrobił rzecz niesłychaną: złapał ją razem z wszystkimi tobołami, uniósł lekko do góry, jak piórko, okręcił dookoła i stawiając z powrotem na chodniku, zawołał:
– Sorry, malutka! No, sorry! To ze szczęścia, wiesz?
   Od razu się domyśliła. Kiedy tylko odzyskała oddech. Przecież świecił takim blaskiem, że łuna od niego biła. Z nieszczęścia tak nie lśnią oczy, nie szczerzy się zębów w radosnym uśmiechu i nie podrzuca obcych bab do góry...  Szczególnie dwa razy od siebie starszych. I na pewno nie mówi się do nich "malutka". Chyba że właśnie jest się w takiej euforii, która przesłania cały świat i okolice. Oraz podnosi temperaturę powietrza grubo powyżej zera, pozwalając biegać z gołą głową i w rozchełstanej kurtce, bez żadnego uszczerbku dla zdrowia. Młody wyglądał jak jego okaz, jedynie twarz zdradzała objawy czegoś w rodzaju lekkiego szaleństwa.
– Zakochałeś się, co? – zapytała z ciekawością.
– No! – odkrzyknął głosem jak trąba jerychońska i poleciał prosto w zamieć, która właśnie się na nowo rozszalała.

   A kobieta nawet tego nie zauważyła. Ruszyła przed siebie raźnym krokiem, nie patrząc pod nogi i nie zważając na śnieg, który sypał jej prosto w twarz. W duszy czuła jakieś przyjemne ciepło, które kazało jej się uśmiechać do mijanych ludzi, do drzew rosnących pod blokiem, które lada chwila powinny pokryć się zielenią, do pary gołębi, przycupniętych w załomku muru, gdzie zwykle zakładały gniazdo...  Przyroda, po prostu przyroda. Wobec niej my głupie stwory jesteśmy. Ona zawsze wie, co robi. Więc tę spóźniającą się wiosnę też odrobi, z nawiązką. Już przecież zaczęła...


Ilustrowała: AnetaHg/pinezka.pl


Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl