Kwadrans akademicki (z życia Doktora Podsiadka)


(z życia Doktora Podsiadka)


   Lekkim i cichym, bocianim krokiem Doktor Podsiadek ruszył przed siebie w kierunku gabloty zawierającej plan zajęć. Studiując go przez chwilę, co i rusz odrywał wzrok i bacznie obserwował potencjalne cienie w głębi korytarza. Nikt się nie zmaterializował.



   Doktor Podsiadek sam nie wiedział, jak to się stało. Siedząc w Klubie Profesorskim dumał. Bez wstępnej analizy sytuacji z dostępnymi miejscami w wygodnych, skórzanych fotelach, ani nawet bez zerknięcia na stolik z prasą, usiadł i tępo spoglądał na ścianę. W zupełnie niecharakterystyczny dla siebie sposób milczał i nawet powieki zdawały się zagubione do tego stopnia, że nie mrugały. Niepomny, że poddaje gładkość swojej marynarki ciężkiej próbie, siedział w fotelu niezdarnie i w sposób zdezorganizowany, oddając się kontemplacji.

   Uwadze wszystkich stałych bywalców Klubu ujść nie mogło nagłe milczenie kolegi. Naturalnie dawno już za milczeniem tęsknili, ale że tęsknili po cichu, podczas gdy Doktor Podsiadek reflektował się na różne tematy niepytany i niezachęcany całkiem donośnie, niemą refleksję Doktora Podsiadka przyjęli z ulgą. Profesor żujący w zębach niezapaloną fajkę, przesunął ją na drugą stronę ust gestem kapitana żeglugi wielkiej i chrumknął. Strzepnąwszy z rozłożonej gazety niewidzialny pyłek, po chwili zdawkowej obserwacji osobliwie wyglądającego Doktora Podsiadka, przewrócił stronę i pogrążył się w lekturze. Była to najjaskrawsza z dokonanych manifestacja zauważenia zmiany w zachowaniu Doktora Podsiadka.

   Jak zawsze niezawodny kelner pojawił się bezszelestnie, a śladem jego obecności pozostał dymiący na stoliku obok Doktora czajniczek herbaty. Herbaty, której Doktor Podsiadek nie zamówił, ponieważ od samego wejścia do Klubu nie wypowiedział ani jednego słowa – nawet słowa zamówienia. Nie do końca był jeszcze świadom własnej obecności w Klubie Profesorskim – przywiodły go tam same nogi. Siedząc, tępo wpatrzony w najmniej interesującą ścianę Klubu Profesorskiego, na której jako jedynej nie powieszono żadnego obrazu, analizował wydarzenia tego przedpołudnia.

   Tego przedpołudnia, przedpołudnia bezpośrednio poprzedzającego przyjście do Klubu, zgodnie z czymś, co wydawało mu się obowiązującym planem zajęć, odbywał konwersatoria ekonomiczne z trzecim rokiem kierunku "Zarządzanie". Odbywał konwersatoria, które się nie odbyły.

   Doktor Podsiadek nie należał do osób leniwych i starał się wywiązywać z obowiązków wykładowcy, jednocześnie jednak nie grzeszył gorliwością. Może to właśnie z powodu braku gorliwości sala wykładowa przywitała Doktora Podsiadka pustką. Powód mógł być jednak inny i to właśnie nad kwestią powodu cicho spędzał czas w Klubie Profesorskim.

   Zanim przekonał się o pustce w sali, wykonał kilka rytualnych zabiegów, którym poddawał się w nieczęstych momentach konfuzji. Już korytarz prowadzący do sali wykładowej wydał się Doktorowi dziwny, ponieważ nie było na nim ani jednej żywej duszy, a drzwi do sali wydawały się zamknięte. Zbliżając się do końca korytarza, gdzie znajdowało się wejście do sali wykładowej, Doktor Podsiadek instynktownie zwolnił kroku. Doszedłszy do drzwi stanął i nasłuchiwał. Jednak żaden odgłos zdradzający obecność słuchaczy w środku go nie dobiegł. Doktor Podsiadek przełożył swoją skórzaną teczkę wykładowcy do prawej ręki, wychylił się w bok i zbliżył ucho do drzwi. Lecz i to nie pomogło, o tyle, że  żaden odgłos ze środka sali nadal nie dobiegł jego uszu. Doktor Podsiadek wyprostował się sprężyście, a następnie prawie nerwowo obejrzał do tyłu. Pustka korytarza odpowiedziała niemym echem na podjętą przez Doktora próbę zidentyfikowania grupy studentów kursu konwersatoriów ekonomicznych.

   Lekkim i cichym, bocianim krokiem Doktor Podsiadek ruszył przed siebie w kierunku gabloty zawierającej plan zajęć. Studiując go przez chwilę, co i rusz odrywał wzrok i bacznie obserwował potencjalne cienie w głębi korytarza. Nikt się nie zmaterializował. Ponownie bocianim krokiem, w którym najpierw szła pięta, potem kolano, a kiedy jedno i drugie już mocno stały na ziemi, szybko przesuwała się reszta ciała, Doktor Podsiadek ponownie zbliżył się do sali wykładowej. Ponownie wyniki nasłuchiwania nie pozwoliły ustalić obecności studentów w środku, wobec czego Doktor Podsiadek szybko chwycił za klamkę i otworzył drzwi. W środku nikogo nie było.
   Speszony brakiem publiczności, Doktor Podsiadek powoli udał się w kierunku katedry, wkładając po drodze lewą dłoń w kieszeń spodni. Jego twarz przybrała minę zafrasowania, a kiedy dotarł do miejsca wykładowcy, postawił skórzaną torbę na blacie, otworzył i wyjął ze środka notes. Rozchyliwszy ciemnogranatowy terminarz ze złotym bokiem, patrzył na niego przez dłuższą chwilę po to, by w końcu powiedzieć półgłosem:
– Kwadrans akademicki. Poszli.


   Opuszczony przez swoich studentów, ale nie przez wątpliwości odnośnie motywu swojego spóźnienia, udał się do Klubu Profesorskiego, nie zauważając po drodze kłaniającej się asystentki Wydziału. Po wejściu do Klubu zasiadł w pierwszym lepszym fotelu, a patrząc się tępo w ścianę wprawiał w zdumienie i lekkie zakłopotanie pozostałych obecnych.

   Prawdziwie nie wiedział, czy wydarzenia dzisiejszego przedpołudnia były wynikiem jego świadomego działania czy rezultatem zagapienia.


Kolaż: summa/pinezka.pl

Coaching a couch

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl