Prawdziwe dziennikarstwo (z życia doktora Podsiadka)


z życia Doktora Podsiadka



   Doktor Podsiadek zgarnął ze stolika z prasą kilka tytułów, z których nie był szczególnie zadowolony, ale że jego ulubiona literatura znajdowała się już w rękach jednego z wcześniejszych klubowiczów, nie za bardzo miał wybór. Jak zawsze przed spotkaniami Katedry złożył zamówienie na kawę i otworzył pierwszy z tygodników.




   Doktor Podsiadek zjawił się na uczelni odpowiednio wcześniej przed planowanym na godzinę 15.30 spotkaniem Katedry, by udać się do Klubu Profesorskiego. Wychodząc z windy, która zawiozła go na ostatnie piętro najwyższego budynku uczelni, obciągnął przykrótką tego dnia marynarkę koloru granatowego i marynarskiego kroju na jasne spodnie. Odchrząknął.

   Wchodząc do Klubu, swoim zwyczajem rzucił okiem po obecnych i zauważywszy, że nie ma wolnego "samotnego" miejsca przy żadnym ze stolików, podjął decyzję o dosiąściu się do profesora Pinczera.
– Pan pozwoli, że się przysiądę – skierował w stronę profesora Pinczera, nie folgując jednak formom grzecznościowym, za jakie uchodzi zwracanie się przez stopień naukowy. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ z jakichś względów niewiele osób zwracało się do profesora Pinczera poprzez zwyczajowe "panie profesorze". Kto wie, czemu tak się działo? Może chodziło o niewielki wzrost profesora i jego zasuszenie, przez co sprawiał wrażenie raczej zagubionego gościa niż rezydenta uczelni? A może chodziło o to, że przyszedł na uczelnię w stanie przedprofesorskim i zwykło się do niego zwracać "panie doktorze Pinczer", a teraz, po niemal nieodnotowanej nominacji, trudno było zmienić zwyczaj i w ramach niego nomenklaturę – "panie doktorze Pinczer" już nie wypadało, a "panie profesorze" nie przechodziło przez nienawykłe gardło?

  Doktor Podsiadek zgarnął ze stolika z prasą kilka tytułów, z których nie był szczególnie zadowolony, ale że jego ulubiona literatura znajdowała się już w rękach jednego  z wcześniejszych klubowiczów, nie za bardzo miał wybór. Jak zawsze przed spotkaniami Katedry złożył zamówienie na kawę i otworzył pierwszy z tygodników.
   Choć nikt się nie odzywał ani do Doktora Podsiadka, ani w ogóle, Doktor Podsiadek rozpoczął, jakby jego refleksja nawiązywała do uprzednich wypowiedzi:
– Wydaje mi się otóż – Doktor Podsiadek pałał nieusatysfakcjonowaną chęcią zwrócenia na siebie uwagi – że większość z tych pism nie zasługuje na większą uwagę.

   Profesor Pinczer mruknął bez żadnego komunikatu, jakby w odpowiedzi na narastającą natarczywość muchy, leniwie przelatującej z jednego końca pokoju na drugi w letnie popołudnie. Nikt inny nie podniósł głowy znad swojej lektury – byli to wszystko stali bywalcy Klubu Profesorskiego bardzo dobrze obeznani z intrygami Doktora Podsiadka.



– Ja kiedyś czytałem wywiad z Ireną Dziedzic – nie wiem, czy Pan słyszał – Doktor Podsiadek, choć wzrok miał wbity w sufit, zwracał się w ogólnym kierunku, w którym siedział i z udawanym skupieniem pogrążał się w lekturze profesor Pinczer. Nie doczekawszy odpowiedzi, ale też na nią szczególnie nie licząc, Doktor Podsiadek kontynuował:
– I ona pobierała nauki u takiego mistrza dziennikarstwa w Krakowie. I ona mówi, że różnica w dziennikarstwie dziś i kiedyś polega na tym, że dziś się podaje: "otwarto sklep na Marszałkowskiej" – Doktor Podsiadek wypowiedział cytat w czterech frazach szybkiego staccato, któremu towarzyszył rytmiczny ruch góra-dół uniesionej na wysokość twarzy prawej dłoni, ze złączonymi opuszkami kciuka i palców: wskazującego oraz serdecznego. Był to gest nauczyciela lub przywódcy, którego słów nie da się kwestionować.
– A kiedyś podawało się porządnie: "otwarto na Marszałkowskiej nowy sklep taki i taki, tego i tego, o tej i o tej godzinie". O.

   Kiedy Doktor Podsiadek dokończył cytat tym samym staccato, profesor Pinczer złożył gazetę i wstał z fotela. Podniósłszy swój czarny neseser, który prowokował zjawisko  optyczne polegające na tym, że sam profesor stawał się jeszcze mniejszy, z miną człowieka świadomego nieuniknionego, zwrócił się do Doktora Podsiadka:
– Idzie Pan na zebranie Katedry?


Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl


Coaching a couch

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl